Niewiele jest kwestii, co do których kibice Barçy mogą być jednogłośnie zgodni i nie mieć żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości. Spytajcie dowolnego culé, co sądzi o transferach Vermaelena i Douglasa - możecie spodziewać się serii słów niecenzuralnych, tudzież epitetów w stronę Andoniego Zubizarrety czy Josepa Marii Bartomeu. Wielu może irytować także słaba forma Pedro czy nierówna dyspozycja Daniego Alvesa. Istnieje jednak pewien zawodnik, którego wyczyny (a w zasadzie ich brak) pozostawały do niedawna całkowicie niezauważone i wydaje się, że wciąż zbyt mało osób zwraca na nie uwagę...
Chyba wszyscy wiedzą już, o kogo chodzi. O geniusza z Fuentealbilli, cudownego dryblera, jedną z żywych legend Barçy, piłkarza, który jednym wolejem dał reprezentacji Hiszpanii pierwsze w historii mistrzostwo świata. Zawodnika od pewnego czasu spisującego się zdecydowanie poniżej wszelkich oczekiwań. By nie powiedzieć czegoś więcej...
Don Andrés nigdy nie był specjalistą od zdobywania bramek. Dość napisać, że najlepszym jego wynikiem strzeleckim było dziewięć goli w sezonach 2006/07 i 2010/11. Choć z reguły od ofensywnego pomocnika umiejętności wykańczania akcji wymaga się w co najmniej równym stopniu, co zaliczania kluczowych podań i asyst, nikt nie miał pretensji do Iniesty, ponieważ do standardowych zagrań - przerzutów, prostopadłych piłek, pojedynków z obrońcami - zawsze dorzucał szczyptę magii, niemożliwą do wyrażenia słowami. Zwody, balans ciała, piłka wręcz przyklejona do stopy... To chciało się oglądać. Wielu z nas wciąż tego chce.
Z reguły wśród wszelkiej maści ekspertów piłkarskich panuje przekonanie, że najlepszą formę w karierze zawodnik osiąga w okolicach 27-28 roku życia. Andrés dobitnie zadał kłam tej teorii, przez dobrych kilka lat będąc kluczowym elementem barcelońskiego systemu. Wyróżnić można tu szczególnie okres gry pod wodzą Pepa Guardioli, gdy grający z ósemką na plecach zawodnik Barçy co rusz popisywał się asystami bądź cudownymi zagraniami, nawet z dala od bramki przeciwnika. Teoretycznie po okresie płodnym i bogatym w sukcesy ma również pełne prawo nadejść pora sucha, gorszy okres. Nikt jednak nie przypuszczał, że w wieku 30 lat Andrés Iniesta na tym etapie sezonu zanotuje okrągłe zero goli i zero asyst w lidze. Jedynymi rozgrywkami, w których pomocnik Blaugrany może pochwalić się jakimkolwiek wpływem na wyniki drużyny, są Liga Mistrzów i Puchar Króla; odpowiednio trzy asysty i trzy trafienia. To zdecydowanie za mało jak na zawodnika tej klasy, co Andrés, który w dodatku na przestrzeni minionych trzech-czterech lat nigdy nie schodził poniżej progu dziesięciu asyst w sezonie.
Dla porównania, pięć lat starszy i będący u zdecydowanego schyłku kariery, grający zdecydowanie rzadziej Xavi w samej La Liga zanotował już sześć asyst. W innych krajowych rozgrywkach lepsze statystyki od Andrésito notują m.in. Andrea Pirlo czy Steven Gerrard, którzy przy podobnej liczbie rozegranych spotkań (15 i 20 przy 18 Iniesty) mają na koncie odpowiednio trzy i sześć goli oraz jedną i trzy asysty. Trudno uznać tu za usprawiedliwienie fakt, że większość trafień wspomnianych legend piłki nożnej to stałe fragmenty gry, ponadto popularny Stevie G jest etatowym wykonawcą rzutów karnych w Liverpoolu. Tym bardziej, że obydwaj grają na zdecydowanie bardziej oddalonych od bramki przeciwnika pozycjach niż Iniesta.
Nie jest jednak tak, że Don Andrés zasługuje tylko i wyłącznie na słowa krytyki. Wciąż utrzymuje on znak firmowy Barçy minionych lat, czyli celność podań na niezwykle wysokim poziomie - średnio aż 90%. „Ósemka" Barçy poprawiła też poziom gry w pressingu i odbiór piłki. O statystykach barcelońskiej Bladej Twarzy można mówić wiele złych rzeczy, ale umiejętność utrzymania się przy piłce to wciąż prawdopodobnie największa zaleta Andrésa. Wystarczy spojrzeć na poniższy filmik.
Prawdopodobnie to właśnie ostatnia przytoczona zaleta jest powodem, dla którego Luis Enrique tak często korzysta z usług wychowanka La Masíi. Przy zapewniającym większą efektywność z przodu trio Messi-Suárez-Neymar głównym zadaniem linii pomocy jest zapewnienie spokoju w środkowej strefie i dostarczenie piłki do słynnego tridente. O ile jednak Xavi jest niemalże gwarantem pewności w centralnej części boiska, również dlatego, że zdecydowanie rzadziej wchodzi w drybling czy w pojedynki jeden na jeden z obrońcami rywala, o tyle w przypadku Andrésa nie wszystko wygląda tak różowo. Czy to z Rafinhą, czy z Rakiticiem u boku, pomoc Barçy w starciach z mocniejszymi rywalami wygląda mniej niż solidnie. Szczególnie widoczne było to w dwóch ostatnich meczach z Realem i Celtą Vigo, gdy w środku placu gry widniała potężna dziura. Wraz z pojawieniem się na placu gry Busquetsa i Generała z Terrassy była ona stopniowo łatana, jednak niepokojąca tendencja braku kontroli i dominacji w środku pola była aż nadto widoczna.
Cóż zatem zrobić z Iniestą? Pozbyć się go? Odesłać na ciepłą piłkarską emeryturę w Emiratach Arabskich? Zdecydowanie nie. Przytoczone przykłady Pirlo czy Gerrarda pokazują, że w zdecydowanie bardziej zaawansowanym wieku można prezentować się wystarczająco dobrze, by w miarę regularnie pojawiać się na boisku i notować przynajmniej poprawne statystyki (choć w przypadku kapitana Liverpoolu możemy mówić o zdecydowanym regresie w porównaniu z poprzednim sezonem). Trzy lata starszy od Andrésa Zlatan Ibrahimović wciąż błyszczy w barwach PSG, rok młodszy Cristiano nieustannie utrzymuje wysoki poziom. Przykłady można by mnożyć. Trudno uwierzyć, by właśnie pomocnika Barçy w relatywnie średnio zaawansowanym wieku piłkarskim dotknął tak wielki spadek formy.
Doraźny problem zdaje się stanowić ciągła nietykalność Iniesty jako gracza pierwszego składu. Jego wieloletni boiskowy brat, z którym rozumiał się bez słów i z którym długo tworzył prawdopodobnie najlepszą parę środkowych pomocników na świecie, czyli Xavi, jest najlepszym przykładem na to, że pełnienie roli rezerwowego u schyłku kariery nie jest żadną ujmą, może tylko pomóc zachować świeżość i uwydatnić wiele utraconych zalet. Najlepszym na to dowodem są ostatnie mecze w wykonaniu Generała. Pytanie, czy 31-letni Iniesta faktycznie znajduje się u schyłku wielkiej kariery? Wydaje się, że wielu go tak postrzega, osobiście liczę jednak, że sam Andrés jest świadom dobiegających zewsząd głosów sceptycyzmu oraz krytyki i solidnie popracuje nad swoją formą, by przynajmniej przez jeden-dwa kolejne sezony zachwycać nas zagraniami, za które każdy culé uwielbia go bezgranicznie. No, i od czasu do czasu uraczyć nas również asystą, tudzież bramką. Nic nie stoi na przeszkodzie, by było to trafienie o równie wielkiej wadze, jak... tak, wszyscy wiemy, o którą bramkę chodzi.
Jak Wy postrzegacie sytuację Iniesty? Czy Waszym zdaniem Andrés faktycznie znajduje się u schyłku swojej kariery w Barçy czy wręcz przeciwnie, jest jeszcze w stanie odbudować swoją formę? A może to bardziej bezpośredni, wertykalny styl gry ekipy Luisa Enrique powoduje, że pomocnik z Fuentealbilli nie może do końca odnaleźć się w układance Asturyjczyka? Jak zwykle zapraszam do rzeczowej i kulturalnej dyskusji w komentarzach.
Komentarze (196)