Czym zawiniłeś, Martínie?

Krzysztof Majewski

9 listopada 2014, 16:35

Sport \ Własne

213 komentarzy

Przy ustalaniu wyjściowego składu na wczorajsze spotkanie z Almeríą Luis Enrique podjął mnóstwo niezrozumiałych dla kibiców katalońskiego klubu decyzji. Bez wątpienia jedną z nich była obsada prawej obrony. Asturyjczyk miał do dyspozycji swoich trzech nominalnych prawych obrońców, Daniego Alvesa, Martína Montoyę oraz Douglasa, jednak szkoleniowiec Barçy zdecydował się wystawić na tej pozycji lewego obrońcę, Adriano.

Decyzja Luisa Enrique dotycząca obecności Adriano na prawej stronie obrony jest naprawdę mocno zaskakująca, jeżeli zwrócimy uwagę na fakt, iż do miasta w południowo-wschodniej Hiszpanii udali się wszyscy trzej prawi obrońcy Barcelony, Alves, Montoya i Douglas.

Z pewnością można zrozumieć, dlaczego to Dani Alves nie wystąpił we wczorajszym meczu. Brazylijczyk rozegrał w obecnym sezonie ligowym aż 720 minut (piąty wśród zawodników Barçy z największą liczbą minut w La Liga), dlatego Luis Enrique zadecydował, że pojedynek ze znacznie słabszym rywalem będzie dobrą okazją do odpoczynku dla podstawowego prawego obrońcy katalońskiego zespołu.

Dużo ciężej wytłumaczyć za to, czemu Lucho nie postawił na nikogo z dwójki Douglas – Montoya. Brazylijczyk podczas wczorajszego meczu po raz kolejny w tym sezonie został odesłany na trybuny. Nowy nabytek Barcelony dostał swoją jedyną szansę w dotychczasowej kampanii La Liga w spotkaniu przeciwko Máladze, gdzie na placu gry przebywał przez 73 minuty i pozostawił po sobie bardzo mizerne wrażenie.

A co z tobą, Martínie?

Niesamowicie nurtującą sprawą jest przypadek Martína Montoi. Na początek zacznijmy od statystyk. W trwającym sezonie FC Barcelona rozegrała piętnaście oficjalnych meczów (nie licząc spotkania o Superpuchar Katalonii z powodu „towarzyskiego” charakteru tego meczu), na które składa się jedenaście pojedynków w hiszpańskiej La Liga oraz cztery potyczki w Lidze Mistrzów. Wychowanek Barcelony wystąpił w zaledwie jednym z tych piętnastu meczów. Miało to miejsce podczas 3. kolejki Primera División przeciwko Baskom z Bilbao. Montoya przebywał wówczas na boisku pełne 90 minut.

Jak wypadł w tym spotkaniu młody prawy obrońca Barçy? Na początek zacznijmy od ocen pochodzących z naszego serwisu. Boiskową postawę Martína w meczu z Athletikiem redakcja serwisu wyceniła na 6, zaś Wy wystawiliście prawemu obrońcy Barcelony ocenę 6,5. Zaglądając na uznaną stronę piłkarską, whoscored.com, znajdziemy tam wysoką notę 7,65, zatem bez cienia wątpliwości można uznać, że wychowanek Barçy w jedynym swoim meczu w tym sezonie zaliczył naprawdę udany, solidny występ.

Mimo naprawdę niezłego występu przeciwko Baskom Martín, mówiąc niezwykle delikatnie, nie cieszy się zaufaniem trenera. W pozostałych dziesięciu spotkaniach La Liga Montoya pięciokrotnie zasiadał na ławce rezerwowych i aż pięciokrotnie lądował na trybunach. Jeżeli spojrzymy na rozgrywki Ligi Mistrzów, cała sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Barcelona rozegrała w obecnej edycji Champions League cztery spotkania. Wychowanek Barçy zaledwie raz pojawił się wśród graczy rezerwowych Katalończyk aż trzykrotnie był skreślany z listy meczowej, będąc zmuszonym do oglądania poczynań swoich kolegów z wysokości trybun.

Zatem podsumujmy bilans Martína Montoi: na piętnaście meczów Barçy występ tylko w jednym spotkaniu La Liga przeciwko Athletikowi. W sześciu spotkaniach zasiadał na ławce rezerwowych i aż w ośmiu nie łapał się do meczowej osiemnastki. Nie można się nie zgodzić z tym, że statystyka występów prawego obrońcy Barçy w drużynie Luisa Enrique jest tragiczna. Z pewnością nie takiego obrotu spraw oczekiwał sam piłkarz, który pod wodzą nowego trenera, mającego znacznie chętniej i częściej korzystać z młodych wychowanków klubu, liczył na uzyskanie większej liczby minut i szans na udowodnienie swojej jakości.

Czy Ty masz w ogóle jakiś plan, Barcelono?

Wielu kibiców właśnie to pytanie zadałoby dzisiaj Luisowi Enrique oraz całemu zarządowi katalońskiego klubu, jednak my skupmy się tylko na pozycji prawego obrońcy. Obecnie na Camp Nou mamy trzech nominalnych prawych obrońców pierwszego zespołu Barcelony. Są nimi Dani Alves, Martín Montoya oraz Douglas. Najprawdopodobniej, jeżeli nie na pewno, po tym sezonie pożegnamy się z popularnym Diabłem Tasmańskim, którego kontrakt wygasa w przyszłym roku. Już podczas tegorocznego okienka transferowego Brazylijczyk miał opuścić Camp Nou, czego głównie pragnął sam klub, jednak finalnie Alves pozostał, a Barcelona po raz kolejny nie sprowadziła żadnego konkurenta dla piłkarza z Kraju Kawy.

Odejście Alvesa wydaje się przesądzone, jednak Brazylijczyk wciąż pozostaje niekwestionowanym numerem jeden na pozycji prawego obrońcy, o czym świadczy wyżej przytoczona statystyka (piąty wśród zawodników Barçy z największą liczbą minut w La Liga). Luis Enrique kompletnie nie liczy na sprowadzonego do klubu Douglasa i trudno mu się dziwić. Choć jestem zawsze przeciwny ocenianiu piłkarzy po jednym występie, to wyraźnie widać, że były piłkarz São Paulo to po prostu nie ta liga, nie te umiejętności, nie ten rozmiar butów. Wydaje się, że jego sprowadzenie na Camp Nou to jeden z najbardziej absurdalnych pomysłów tego zarządu.

Zawsze ze sporym dystansem odnoszę się do różnorakich polemik i teorii spiskowych, jednak przypadek Montoi na kilometr śmierdzi mi tutaj pozaboiskowym konfliktem pomiędzy piłkarzem a trenerem. Montoya praktycznie nie otrzymuje szans na grę, a gdy Lucho raz olśniło, że może warto byłoby wstawić tego zawodnika na plac gry, wtedy Martín wykonał swoje obowiązki bardzo przyzwoicie, o czym świadczą przytoczone oceny. W czym zatem leży problem? W pracy na treningach, w kiepskiej formie? Szczerze nie chce mi się wierzyć, że Katalończyk miałby prezentować się tak mizernie na sesjach treningowych, że Luis Enrique woli w meczu z zespołem pokroju Almeríi skorzystać z usług Adriano, wystawiając go na prawej stronie.

Wszyscy doskonale pamiętamy o zakazie transferowym, jaki FIFA nałożyła na FC Barcelonę. Przed rozpoczęciem nowego sezonu nie będzie żadnych wzmocnień. Koniec i kropka. Zakładając prawie pewny scenariusz o odejściu Alvesa, Katalończycy zostają z dwoma nominalnymi prawymi obrońcami, Montoyą oraz Douglasem. Ani jeden, ani drugi nie otrzymuje żadnego zaufania oraz wsparcia od Lucho. Obaj zawodnicy w tym sezonie nie grają, a mają stanowić o sile prawej obrony Barcelony w przyszłym sezonie? Czegoś tu nie rozumiem… Może Wy pojmujecie politykę Barcelony odnośnie prawej obrony. Jeżeli cała sytuacja nie ulegnie zmianie, a Dani Alves rzeczywiście po tym sezonie opuści Camp Nou, wtedy nad prawą częścią Camp Nou zgromadzą się intensywnie czarne chmury.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (213)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze