Dziś mija 12 lat od debiutu Andrésa Iniesty w pierwszym zespole Barçy

Krzysztof Majewski

29 października 2014, 17:40

Mundo Deportivo

23 komentarze

29 października 2002 roku, czyli dokładnie dwanaście lat temu, sportowy świat zachwycił się magią Andrésa Iniesty, młodego, wówczas osiemnastoletniego wychowanka klubu, który zadebiutował w pierwszej drużynie FC Barcelony.

To Holender Louis van Gaal był pierwszym szkoleniowcem, który zdecydował się dać szansę młodziutkiemu piłkarzowi. Iniesta pojawił się na boisku w wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów przeciwko Club Brugge. „Riquelme przesądził o losach spotkania, w którym błyszczeli Iniesta oraz Enke”, w taki sposób Mundo Deportivo postanowiło zatytułować pierwszą stronę swojej gazety.

Tym samym osiemnastoletni Iniesta dał pierwsze oznaki swojego niezwykłego talentu oraz magii, którą w ciągu następnych dwunastu lat oczarowywał wszystkich kibiców nie tylko Barçy, ale i całego futbolowego świata. Holenderski szkoleniowiec postanowił powołać Andrésa Iniestę, Daniego Tortoleto, Sergio Garcíę oraz Davida Sáncheza na mecz piątej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów, w którym przeciwnikiem Katalończyków był belgijski Club Brugge. Bez cienia wątpliwości młodziutki gracz z Fuentealbilli doskonale wykorzystał otrzymaną od van Gaala szansę. Iniesta wyszedł w podstawowym składzie i rozegrał pełne 90 minut w spotkaniu, które zakończyło się skromnym zwycięstwem Katalończyków po bramce Riquelme.

Wśród najbardziej wyróżniających się piłkarzy tamtego spotkania znajdowali się Riquelme, Carles Puyol oraz debiutujący Iniesta: „Odegrał główną rolę w swoim spektakularnym debiucie europejskim. Był perfekcyjny na boisku, praktycznie nie tracił piłki w jego środkowej części, co van Gaal ceni sobie najbardziej. Iniesta czuł się bardzo swobodnie dzięki możliwości zagrania na pozycji, którą Quique Costas ma dla niego zarezerwowaną w drużynie Barçy B. Jednak najbardziej należy wyróżnić niesamowitą komunikację Andrésa z innym wielkim crackiem tej nocy, Juanem Romanem Riquelme. W Brugii widzieliśmy, że ci dwaj piłkarze o niepodważalnym talencie, mimo że na boisku spotkali się po raz pierwszy, zawsze perfekcyjnie się ze sobą rozumieli. Kombinacyjna gra tej dwójki odbywała się na niebywałej szybkości”, tak podsumowała grę Iniesty katalońska gazeta.

Od tamtego czasu Andrés Iniesta wielokrotnie zapisywał się na złotych kartach klubu z Camp Nou. Europejski debiut był zaledwie preludium do tego, co ten unikalny i magiczny zawodnik miał ofiarować swoją grą Barcelonie. Z pewnością już na zawsze zapamiętamy jego

target="_blank">niesamowitego gola przeciwko Chelsea na Stamford Bridge, który dał przepustkę do finału Ligi Mistrzów w Rzymie (i do dzisiaj wywołuje takie ciarki na ciele, jak nic innego na tym świecie – dop. red.). Nie zapomnimy również o jego absolutnie kluczowej roli w zespole w 2005 roku, kiedy to Barcelona Franka Rijkaarda przerwała pięcioletnią posuchę i zdobyła mistrzowski tytuł na stadionie w Walencji. W pamięci na zawsze pozostaną nam obrazki z finałów Champions League z Paryża, Rzymu i Londynu, w których Iniesta odrywał pierwszoplanową rolę. Oczywiście nigdy nie wymażemy z pamięci dnia 2 maja 2009 roku, kiedy to na Santiago Bernabéu Barcelona zdeklasowała odwiecznego rywala aż 6:2.

Za te wszystkie lata dziękujemy Ci z całego serca i życzmy Tobie (oraz sobie) jeszcze paru lat na najwyższym światowym poziomie, podczas których wciąż będziesz oczarowywał nas swoją magiczną grą. Choć ostatnie miesiące nie są zbyt udane, wierzymy że jeszcze wrócisz na swój normalny poziom. Niech dzień, w którym zdecydujesz się na zakończenie swojej kariery i po raz ostatni założysz trykot FC Barcelony, nadejdzie jak najpóźniej.

¡Gràcies Don Andrés!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze