Na Camp Nou nie widzą przyszłości dla Alvesa

Daniel Olbryś

12 października 2014, 19:25

Mundo Deportivo

123 komentarze

Na dzień dzisiejszy Dani Alves jest podstawowym wyborem Barçy na pozycji prawego obrońcy. Ani Martín Montoya, ani sprowadzony latem Douglas nie byli w stanie przekonać do siebie Luisa Enrique i wygrać rywalizacji o miejsce w składzie z doświadczonym Brazylijczykiem.

Spośród dziewięciu oficjalnych spotkań, Alves rozpoczął mecz w wyjściowej jedenastce aż siedem razy, jeden mecz opuścił z powodu kontuzji, zaś w innym padł ofiarą rotacji stosowanych przez trenera. Nawet mimo jego niepodważalnego miejsca na boku katalońskiej defensywy oraz zakazu transferowego, który obowiązywać ma do 2016 roku, włodarze klubu z Camp Nou nie wiążą przyszłości z Alvesem. Na różnych spotkaniach sztabu szkoleniowego wielokrotnie poruszano tę kwestię, zawsze jednak uzyskiwano taką samą odpowiedź.

Andoni Zubizarreta zapewnia, że Douglas i Montoya pozostają melodią przyszłości na prawej obronie. Dyrektor sportowy Barçy wierzy, że nadejdzie czas, gdy obecni rezerwowi poprawią swoją grę na tyle, by stać się pewnymi punktami drużyny. Jednak ostatnie słowo w tej kwestii należeć będzie do szkoleniowca Blaugrany, Luisa Enrique.

Sytuacja Alvesa jest zatem bardzo klarowna i zgodna z umową, która wygasa 30 czerwca 2015 roku. Kilka dni temu pojawiła się jednak informacja, jakoby zawodnik i klub byli bliscy porozumienia w sprawie przedłużenia współpracy, jednak zarówno Barça, jak i osoby zbliżone do zawodnika wyraźnie zaprzeczyły owym doniesieniom.

Na Camp Nou twierdzą również, iż nie istnieje żadna klauzula, wedle której po odpowiedniej liczbie rozegranych spotkań przez Alvesa miałoby nastąpić automatyczne przedłużenie kontraktu. Według klubowych źródeł wystarczającym bonusem był znaczący wzrost zarobków, zatem nie było potrzeby dodawania opcjonalnego przedłużenia, o co zabiegał sam zawodnik.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy relacja Alvesa z klubem była pełna wzlotów i upadków, co spowodowało swoistą niepewność wśród kibiców Barçy. Wszystko zaczęło się od wypowiedzi Alvesa, w której piłkarz stwierdził: „Jeżeli sytuacja się nie zmieni, na pewno odejdę".

Po tej deklaracji, choć klub oficjalnie temu zaprzeczał, rozpoczęto poszukiwanie zastępcy Brazylijczyka. Wybór padł na Juana Cuadrado. Jednak wygórowane oczekiwania finansowe Fiorentiny (50 milionów euro z późniejszą obniżką do 45) spowodowały, że transfer nie mógł dojść do skutku. Warto jednak odnotować, że negocjacje były bardzo zaawansowane.

Według źródeł MD zamiast tradycyjnych wysłanników sekretariatu technicznego, do Włoch w celu negocjacji transferu wybrała się jedna z wysoko postawionych osób w zarządzie, co pokazuje, jak wielka była determinacja Blaugrany. Barça przedstawiała agentowi zawodnika i samej Fiorentinie kolejne propozycje, jednak żadna z nich nie przekroczyła 35 milionów euro, co było zdecydowanie zbyt małą kwotą, by spełnić żądania działaczy Violi.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (123)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze