Trzy zwycięstwa, remis i porażka, a także bramkowy stosunek 14:2 - to koniec trwającego ponad miesiąc presezonu. I początek nowej przygody, długiej podróży, pełnej wzlotów i upadków, zakrętów i prostych. Nowy sezon to przecież nowe marzenia i nadzieje.
Poniedziałkowy mecz o Puchar Gampera zakończył trwający ponad miesiąc presezon. Bilans rozegranych przez odmienioną FC Barcelonę sparingów wygląda przynajmniej przyzwoicie. Liczby nie mówią jednak wszystkiego. Właściwie, to nie mówią nic. Ważniejsze podpowiedzi pochodzą prosto z serca. - Chcę, byście za rok byli dumni z naszej pracy. Patrząc na nowych piłkarzy i talent, jaki już został zgromadzony, jesteśmy pełni nadziei. W trakcie sezonu będą jednak skomplikowane momenty, bo to wyjątkowy klub. Będziemy potrzebowali waszego wsparcia, kiedy sprawy nie będą się układać - tymi słowy, skierowanymi do uczestników kongresu penyi, Luis Enrique podsumował pięć meczów zakończonego presezonu. Jednocześnie Lucho spojrzał w przyszłość, nieprzypadkowo odwołując się do dumy i nadziei, których kulminacja nastąpiła w trakcie święta barcelonismo, jakim była prezentacja drużyny, a także mecz przeciwko Club León.
Na nowych piłkarzy Barça wydała najwięcej w historii, bo niemal 160 mln euro. To pokazuje skalę dokonanych zmian, a właściwie ogrom niedostatków katalońskiej drużyny. Bolączki FC Barcelony są nawet większe niż wskazuje na to liczba ośmiu nowych piłkarzy. Bo przecież ciągle do rozwiązania pozostaje kwestia obsady prawej strony obrony. Wszystko wskazuje na to, że jeden z najsłabszych punktów poprzedniego sezonu przetrwa w stanie nienaruszonym. Luis Enrique twierdzi, że Dani Alves jest klasowym piłkarzem. Ba, Asturyjczyk stwierdził, że cieszy się z obecności Brazylijczyka na Camp Nou. Być może to jedynie kwestia kurtuazji, socjotechniki. Jeśli nie, to zadzierzgniętemu romansowi nie wróżę świetlanej przyszłości. Bo Lucho nie znosi półśrodków, substytutów, wszelkich niedoskonałości, a Alves, oprócz oczywistej degradacji sportowej, wzbudza kontrowersje również poza boiskiem. Po meczu z Club León, w którym rozegrał 60 przyzwoitych minut, 31-latek zabłysnął kolejnym filmowym popisem infantylizmu. A przecież mundialowa porażka i wypowiedzi z presezonu dawały nadzieję na to, że Alves zmądrzał, spoważniał, nabrał niezbędnej w katalońskiej szatni pokory.
Niewiadomą pozostaje również obsada środka obrony. W meczu inauguracyjnym przeciwko Elche nie zagra pauzujący za przewinienia z poprzedniego sezonu Gerard Piqué. Wydawało się, że parę stoperów stworzą więc coraz pewniejszy Marc Bartra (a propos - spójrzcie na 23-latka i sięgnijcie pamięcią do barcelońskich wprawek Piqué), a także Jérémy Mathieu. Tymczasem w ostatniej przedsezonowej próbie Enrique postawił na Javiera Mascherano. Argentyńczyk ma za sobą doskonały mundial, ale na pozycji defensywnego pomocnika, do której culés najchętniej przyspawaliby Masche. Transfery Mathieu i Thomasa Vermaelena każą przypuszczać, że trener również widzi 30-latka w drugiej linii, w zastępstwie lub obok Sergio Busquetsa. Ale specyfika pomundialowych przygotowań, a także kontuzja Belga nie pozwoliły Lucho na przetestowanie tak potrzebnych przecież taktycznych innowacji.
Dlatego też z szumnie zapowiadanych eksperymentów z ustawieniem 3-4-3, 4-2-3-1, a nawet 3-2-3-2 pozostały jedynie mgliste domysły. Tak w obronie, jak i pomocy oraz ataku ciągle panoszy się bezlik znaków zapytania. Linia obrony, przynajmniej początkowo czteroosobowa, będzie obsadzona podobnie jak w poprzednim sezonie, a przecież to formacja, której remontu domagano się najgłośniej. Martín Montoya jest idealnym rezerwowym, podobnie zresztą jak przeżywający zdrowotne kłopoty Adriano. Piqué i Mascherano znów wydają się najlepszym duetem stoperów, choć w trakcie presezonu Mathieu wywarł zaskakująco dobre wrażenie. Nie jest to jednak piłkarz, który zbawi defensywę Barçy, podobnie zresztą jak Vermaelen. Od dwóch lat Belg zmaga się z kontuzjami, które w momentach incydentalnej sprawności nie pozwalały mu na wygranie rywalizacji z Perem Mertesackerem i Laurentem Koscielnym.
Jeśli jednak Luis Enrique będzie w stanie przywrócić barcelońskim obrońcom ich najlepszą wersję, wówczas culés mogą być stosunkowo spokojni o obsadę defensywy. Tym bardziej, że za ich plecami będzie występował Marc-André ter Stegen. Enrique słusznie utrzymuje stan niepewności i ciągłej rywalizacji o miejsce w bramce, ale jedynie kontuzja Niemca sprawiła, że nie zagra on od początku nowej kampanii. Przez sekretariat techniczny FC Barcelony obserwowany od dwóch lat wychowanek Borussii Mönchengladbach został niemal namaszczony na następcę Víctora Valdésa. Wydaje się, że słusznie. 22-latek rozegrał w sumie 1,5 meczu, ale pozostawił po sobie doskonałe wrażenie. Co ważne, spójne z jakością, jaką zaprezentował na boiskach Bundesligi.
Enrique musi również zadbać o powrót Busquetsa do optymalnej formy. Z legendarną „piątką” na plecach i zawieszoną w przestrzeni kapitańską opaską Katalończyk zaliczył udany presezon. Z towarzyskich wprawek nie należy wyciągać daleko idących wniosków, ale Busi wyglądał przynajmniej dobrze. Jeśli miał to być prognostyk formy wreszcie nieco bardziej wypoczętego 26-latka, to na Camp Nou znów ujrzymy najlepszego defensywnego pomocnika świata.
Tym bardziej, że w obowiązkach destrukcyjnych, w przeciwieństwie do Xaviego, wymiernie wspomoże go Ivan Rakitić. Były gracz Sevilli znakomicie prezentuje się w odbiorze, co wyjaśnia próby ustawiania go na pozycji defensywnego pomocnika przez szkoleniowców Sevilli i reprezentacji Chorwacji. Rakitić świetnie reguluje tempo gry, a także doskonale panuje nad piłką, co pozwala mu na posyłanie udanych krótkich i długich podań. Dysponuje również silnym uderzeniem z dystansu, co ewidentnie chce wykorzystać Lucho. W pierwszej połowie meczu o Puchar Gampera zaliczył najwięcej kontaktów z piłką, co w połączeniu z zajmowaną pozycją w oczywisty sposób skazuje go na wejście w buty Xaviego. Te Cesca Fàbregasa momentalnie odstawił na półkę. Są za małe. Ofensywne trio uzupełni Andrés Iniesta. W jego przypadku także idzie o powrót na osiągnięty wcześniej poziom.
Oczywistym jest, że formację ataku stworzą Leo Messi, Neymar i Luis Suárez. Aby pogodzić boiskowe interesy aż trzech wielkiego formatu wirtuozów, trener zawęził pole gry skrzydłowych, wspomagając ich poczynania mobilną „fałszywą dziewiątką”. Boczne sektory boiska zostały zarezerwowane dla skrajnych obrońców, którzy dzięki wchodzeniu w linię obrony przez Busquetsa, mogą wcielać się w role wahadłowych. Dobrym przykładem powyższych założeń była poniedziałkowa akcja poprzedzająca trafienie na 4:0 Munira El Haddadiego. Asystujący Alves przypomniał czasy, w których Barça Pepa Guardioli demolowała wrogie defensywy akcjami z prawej strony, gdzie swobodnie hasali Messi i Brazylijczyk właśnie. Przeciwko Club León Argentyńczyk i Neymar grali bliżej siebie, co zaowocowało interesującą współpracą, korzystną zwłaszcza dla wychowanka Santosu. To oznacza, że u Enrique Ney będzie bardziej napastnikiem, aniżeli skrzydłowym, docelowo partnerem Suáreza. Messi zaś wcieli się w rolę kreatora, rozgrywającego.
Wprowadzone zmiany mają być bardziej bezpośrednią, wertykalną wersją Blaugrany, bez przydługiego kolażu podań w środkowej strefie boiska. Beneficjentami taktycznej innowacji są wspomniani atakujący, a także Rafinha, który doskonale czuje się za plecami napastników. Luis Enrique ufa Brazylijczykowi, widząc w nim alternatywę dla Messiego na „fałszywej dziewiątce”, a także potencjalnego zawodnika z pozycji „ósemki” (Iniesta), a nawet „szóstki” (Rakitić/Xavi). Korzyści z autorskich korekt Lucho czerpie również wspomniany El Haddadi. Najskuteczniejszy strzelec barcelońskiego presezonu najlepiej czuje się na pozycji nominalnej „dziewiątki”. W okresie przygotowawczym pełnił rolę Suáreza. Osiągnięty efekt zaskoczył tak samego zawodnika, jak i Enrique. Hiszpan o marokańskich korzeniach jest nie tylko skuteczny, ale również bardzo kreatywny, ruchliwy. Nie boi się także fizycznych starć. Ponadto, doskonale pracuje w pressingu. Wydaje się, że przynajmniej do momentu powrotu Urugwajczyka El Haddadi będzie balansował na granicy pierwszego zespołu i rezerw.
Ofiarą powrotu wysokich wymagań został nieoczekiwanie Gerard Deulofeu. Wydawało się, że młody skrzydłowy będzie co najmniej żelaznym rezerwowym. Tymczasem Enrique wysłał 20-latka na roczną odsiadkę do Sevilli. Trenerowi nie podobała się defensywna praca Deulofeu. Ponadto, wobec opisanych wyżej zmian (Hiszpan woli grać szeroko, tuż przy linii, z zejściem z piłką do środka), nie mógł on liczyć na odpowiednią ilość minut. FC Barcelona w niego wierzy, ale utalentowany skrzydłowy potrzebuje regularnych występów.
- Fizycznie jesteśmy przygotowani do sezonu. Taktycznie potrzebujemy więcej czasu - powiedział w poniedziałek Enrique. Z racji kontuzji i późnych powrotów piłkarzy uczestniczących w mundialu Lucho nie mógł przetestować niezbędnych przecież planów B i C. W tej wyjątkowo wąskiej materii trener znalazł jednak miejsce na zadanie niezbędnych pytań i wyłuskanie istotnych odpowiedzi. I tak wiemy już, że Pedro ostatecznie nie zagra na prawej obronie, a konkurencja w defensywie została zwiększona, podobnie jak wzrost stoperów, co zwłaszcza w kontekście stałych fragmentów gry urasta do rozmiarów wręcz monstrualnych (warto również wspomnieć o wprowadzeniu mieszanego krycia przy rzutach rożnych i wolnych przeciwnika). Ponadto, Mascherano prawdopodobnie częściej będzie stoperem, nie zaś pomocnikiem, początkowe ustawienie taktyczne to 4-3-3 płynnie przechodzące w 4-3-1-2, Barcelona ma odzyskać intensywność w ataku i pressingu, a także grać nieco bardziej bezpośrednio. Co równie istotne, Lucho może liczyć na utalentowanych canteranos, z rewelacyjnym Sergim Samperem (już w tej chwili lepszym od niechcianego Alexa Songa), Munirem i Sandro Ramírezem (właśnie prześcignął w rozwoju Jean Marie Dongou) na czele. W odwodzie pozostają także Alen Halilović (za rok do pierwszego zespołu!), Adama Traoré i Alejandro Grimaldo, który już teraz przypomina nieco nieokrzesaną i słabszą w defensywie wersję Alby.
- Nadchodzą dobre rzeczy - powiedział po meczu z Club León Iniesta. Nietrudno mu uwierzyć. Może się jednak okazać, że odmieniona drużyna będzie potrzebowała więcej czasu na znalezienie wspólnego języka, letnie transfery okażą się nietrafionymi, a klub ponownie dopadną pozaboiskowe problemy. Nie będzie to jednak usprawiedliwieniem dla lekceważącego odwrócenia się od Barçy plecami. Nie idzie przecież o przywiązanie do korzystnego wyniku, a bezwzględną lojalność wobec drużyny. Ten klub zasługuje bowiem na coś znacznie więcej niż chwilowe uwielbienie sukcesu.
Mateusz Bystrzycki - dziennikarz Sport.pl i autor książki „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou".
Komentarze (87)