Luis Enrique wspomina Sir Bobby'ego Robsona

Krzysztof Majewski

31 lipca 2014, 18:30

FCBarcelona.es

23 komentarze

St. George’s Park jest miejscem, gdzie czci się wielkie postaci angielskiej piłki. Zarówno fotografie, jak i rzeźby nie pozwalają, aby pamięć o nich wygasła. Los chciał, że Barça znajduje się w tym miejscu w piątą rocznicę śmierci Sir Bobby’ego Robsona.

Były angielski szkoleniowiec w sezonie 1996/97 zasiadał na ławce trenerskiej FC Barcelony, gdzie jednym z jego podopiecznych był ten, który obecnie piastuje to stanowisko – Luis Enrique. W związku z piątą rocznicą śmierci jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii futbolu, Hiszpan udzielił wywiadu dla Angielskiego Związku Piłki Nożnej, w którym wspomina Sir Bobby’ego Robsona.

Jakie znaczenie ma dla pana Sir Bobby Robson jako trener?     

Znaczył dla mnie dużo podczas mojego pierwszego sezonu 1996/97 w Barcelonie. Był to jego pierwszy i zarazem ostatni rok pracy w klubie wspólnie z Mourinho. Miałem okazję grać w wielu meczach, na wielu pozycjach. Jest to sezon, z którego zachowuję bardzo dobre wspomnienia i mogę o nim mówić tylko w pozytywny sposób.

I co oznacza dla FC Barcelony jako klubu?

Chociaż był w klubie tylko przez jeden sezon, był to okres naznaczony tytułami. Wygraliśmy Puchar Zdobywców Pucharów, Puchar Króla oraz Superpuchar Hiszpanii. Bez wątpienia był to ciężki sezon ze względu na to, iż był to pierwszy rok po odejściu Cruyffa, a Barcelona zdecydowała się na wybór doświadczonego trenera, jakim był Robson. Myślę, że spełnił nadzieje, które pokładali w nim ludzie. Pamiętam również, że ten sezon był skomplikowany z powodu wielu transferów, jakich dokonała wtedy Barça.

Jakim trenerem był Sir Bobby Robson?

Robson, jakiego poznaliśmy w Barcelonie, był już wykwalifikowanym trenerem, który na swoim koncie miał zdobyte różne trofea. Posiadał odpowiedni bagaż doświadczeń. Był szanowanym człowiekiem o bardzo przejrzystych, jasnych ideach i określonej filozofii atakowania, która była bliska naszej.

Czego nauczył się pan od niego jako trenera?

W czasach, kiedy byłem jego podopiecznym, nawet nie wyobrażałem sobie, że w przyszłości mogę zostać trenerem! Spontaniczności, naturalności… Oprócz wiedzy typowo piłkarskiej umiał prowadzić drużynę i dostosować się do wymagań zespołu złożonego z wielkich zawodników w różnych okolicznościach. Pamiętam, że podczas wypoczynku brał plastikowe butelki i używał ich do pokazywania taktyki, abyśmy zobaczyli, jak należy się poruszać. Była to pomysłowa osoba, z którą bardzo łatwo można było się dogadać.

Jak pan myśli, co czułby, widząc, że jeden z jego podopiecznych prowadzi obecnie FC Barcelonę?

Nie sądzę, aby było to dla niego zaskoczenie. On był wielkim piłkarzem. To normalne, że mając taki bagaż doświadczeń, wielu jego byłych zawodników zostało szkoleniowcami. Powoli zaczyna jednoczyć się sposób, w jaki on widział futbol, ze sposobem, w jaki my widzieliśmy go jako piłkarze.

Robson powiedział, że Luis Enrique był jednym z najlepszych piłkarzy, jakich miał okazję trenować w Barcelonie. Co pan o tym sądzi?

Zawsze miałem z nim dobry „feeling”. Nasze relacje układały się bardzo dobrze. Zaczynałem grać na obronie, a z czasem, jak dawał mi szanse gry z przodu, zdobywałem bramki, a on zawsze pochlebnie wyrażał się na mój temat. Jestem mu za to wdzięczny, gdyż był to mój pierwszy rok w Barcelonie, który był bardzo ważny.

Gdyby mógł pan go teraz zapytać o jakąś jedną rzecz, co by to było?

Byłoby ich wiele! Dlaczego tylko o jedną? O wiele spraw dotyczących interpretacji gry z jego czasów i z obecnych. Jestem przekonany, że byłaby to spokojna i interesująca dla mnie pogawędka, z której mógłbym się wiele nauczyć.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze