W ciszy stadionu. Skyfall

Karol Chowański 'Challenger'

19 grudnia 2013, 01:07

74 komentarze

Spadło niebo na Camp Nou i

roztrzaskało się na kawałki. Jak inaczej określić sytuację, w której rychły koniec wieszczy się dwóm największym ikonom dzisiejszej Barçy? Podstaw do tego nikt sobie nie wydumał. Otoczenie patrzy i widzi. Obserwuje i wnioskuje. W tym sezonie Puyol i Xavi częściej przeszkadzają drużynie niż pomagają.

Puyol. Przypadek bardziej klarowny. Mniej kontrowersyjny. Serce jak u młodzieniaszka, głowa się rwie. Ciało zawodzi. Nie gra na poziomie drużyny. Odstaje pod względem jakości występu. Od lat oceniam tu spotkania, mam chyba jakieś porównanie.

W przypadku Puyola - „Walecznego serca" Barçy, Kapitana Katalonii (w uznaniu za reprezentowanie wartości narodu), Kapitana Jaskiniowca (z czułości za fryzurę), Tarzana Camp Nou (za całokształt) - od kilku miesięcy pojawia się w tych ocenach uniwersalny refren, że dusza chce, lecz nogi nie niosą. Spóźniony w kryciu, tracący na skuteczności z upływem minut gry, niepewny w interwencjach, mylący się nad piłką w ambarasujący sposób - to zarzuty, które graczowi formatu Puyola nie przystoją. Nie przystoją, a się zdarzają. Nawet wczoraj przeciw trzecioligowcom.

Mam wrażenie, że większość moich koleżanek i kolegów po szalu zaklina rzeczywistość. Odważniej o przemijaniu Puyola mówią publicyści. Ci najwięksi, z nazwiskami, lub nikomu nieznani blogerzy. Pomiędzy ekstremami: pustka. Główny nurt - stonowany, spokojny. Te media piszą głównie o tym, o czym ludzie chcą czytać. A ludzie nie chcą czytać o tym, że Puyi jest stary...

Pamiętam jak ze słabego prawego obrońcy stawał się stoperem stawianym za wzór, podziwianym przez cały piłkarski świat. W czasach dla Barçy mrocznych jak lochy Bastylii, to Puyi był naszym promykiem nadziei na lepsze jutro, idolem, punktem odniesienia i inspiracją do wysiłku dla całej drużyny. Notującej wtedy tożsamości kryzys dekady, bez szans nie tylko na mistrzostwo kraju, ale choćby ligowe "pudło". Jego kręta, wyboista droga do kompletu największych tytułów w tej dyscyplinie - jest najpiękniejszą z futbolowych historii jaką znam. Śledziłem ją, niemal od początku do końca, na własne oczy.

Jak tir pod za niskim mostem przez gardło przeciska się tylko krótko-gorzkie: ... a jest. Czas nie płynie wstecz, nawet gladiatorom. Carles Puyol kocha ten klub całym sobą i ma pełną świadomość obecnej wartości swojej gry. Może pojedzie na mundial (w jakiej roli?), może zostanie na kontynencie amerykańskim i pogra w MLS. Mówiąc o Barçy, sądzę, że po sezonie odejdzie sam.

Poza aktualnym obrazem gry, pamiętam o wątku jego zdrowia. Carles Puyol uprawia styl gry - a raczej: ma piłkarską tożsamość - co wyczerpuje organizm do granic możliwości. Sprawia, że dni chwały i postawy konkurencyjnej piłkarza przechodzą właśnie do historii. Niezliczona liczba kontuzji przez całą karierę oraz bardzo poważne problemy z kolanami na przestrzeni ostatnich miesięcy to fakty, z którymi polemizować ciężko.

Żaden prawdziwy fan Dumy Katalonii nie będzie życzyć kapitanowi 40. urodzin na balkoniku. To realny scenariusz, jeśli Puyol będzie pogrywał ze swym organizmem ostrzej niż z rywalami.

Podczas gdy opinie wielu fanów trudno uznać za obiektywne, dziennikarze - i to jeden przez drugiego - z rosnącą śmiałością zauważają upływ czasu. Obrona to trzeci rok najsłabsza formacja drużyny, wielokrotnie uciążliwa dla wyników klubu. Potrzebuje ostoi. Puyi już nią nie jest. Pisze się, że roli lidera defensywy Puyol nie dźwiga już nawet przy żółtodziobie Bartrze. A jak widać po postawie rywali wykorzystujących słabości naszego idola - na tym poziomie taryfy ulgowej nie ma dla największych legend.

Dla odmiany, w przypadku Xaviego bardziej stanowcze od mediów jest barcelonismo. Fani coraz głośniej domagają się zbocznikowania roli w zespole Creusa. Jego miejsce w jedenastce ma zająć Cesc Fàbregas. Hernándeza nikt jeszcze nie żegna z klubu, ale jego pozycja w drużynie musi się zmienić jeśli dobro kolektywne cenimy wyżej niż indywidualne. Gdy wynik z dziś wartościujemy wyżej niż wspomnienia z wczoraj czy ideologiczne mrzonki, już czas przekazać Fàbregasowi pałeczkę w sztafecie pokoleń, którą Xavi również dostał we względnie późnym wieku (bo od Ronaldinho).

Wielu ludzi uważa odwrotnie, ale ja uprę się, że w życiu kibica sprawy także powinny mieć swoje granice. Powinno się je zaznaczać nawet w przywiązaniu do tak ikonicznych nazwisk jak Puyol i Creus. To czyni nas homo sapiensami myślącymi, że wybiegamy myślą wprzód i mamy wyobraźnię obszerniejszą niż "tu i teraz".

Podczas gdy w obronie wiek bywa jeszcze atutem, na pozycji gracza dyrygującego całą ofensywą - to już co innego. Generał ostatnio generałem bywał tylko z nazwy. Messi ma za tryplet wiosennych zawodów z Realem i Bayern alibi w postaci kontuzji; Villa - błędnej taktyki eliminującej go z "11-ki"; Thiago - braku zaufania trenera; Inieście z tego towarzystwa można zarzucić najmniej.

Xavi firmował każdy z tych wyników swoją twarzą. Jeśli wiosna 2013 była alarmem dla wielu culés, że Xavi już nie ma 29 lat, to sezon 2013/2014 w jego wykonaniu jest wyraźną zapowiedzią pożegnania.

Kontrowersyjne tezy bez konkretnych rozwiązań są tylko tępym biadoleniem - co dalej z Xavim? Dryf w stronę ławki, rola jokera jak podczas świetnego meczu z VCF kilka dni temu, więcej minut oddanych Fabsowi i Sergiemu Roberto - tak to widzę. Być może zaszkodzi to dobremu samopoczuciu 34-letniego piłkarza i kilku piłkarskich idealistów, ale proza odpowiedzialnego zarządzania posiadanym w szatni kapitałem, długofalowo może tylko zaprocentować klubowi i jego młodszym talentom.

Nie chodzi tylko o Barçę. Sportowca tego formatu żegna się trudno. Miałem to samo wrażenie, oglądając dziś Ronaldinho. Byłoby przepięknie gdyby wygrał, wszedł do finału, natraszył Bayern... Przegrał. Jeden strzał jak z Nintendo, jak za dawnych cudownych lat. Poza nim: 89 minut bezilności. W pierwszym składzie klubów mierzących w cele najwyższe, legendy zawsze starzeją się brzydko.

A przecież można inaczej, skurczony globalizacją globus futbolu oferuje dziś setki alternatyw. Henry (36), Keane (33) czy Di Vaio (37) w Ameryce, dobiegający 36. urodzin Drogba w Stambule, del Piero (39) w Australii, Klose, di Natale czy Toni z Serie A, van Bommel do lata w PSV, van Buyten (35) na ławce Bayernu i jako wódz wypakowanej młodzieżą rewelacji kwalifikacji MŚ 2014, Saviola w Pireusie - pokazują, jak starzeć się w piłce pięknie i jeszcze gościć regularnie na 101gg czy yt.

Xavi nie jest tylko dylematem Barçy. Spójrzmy na La Roja. O konserwatyzmie i sztokholskim syndromie dusz w kwestii "Generała" wymownie świadczy postawa VdB. Trener kadry w sezonie mundialu woli Xaviego w formie przeszkadzającej nawet najstarszym culés niż największy hiszpański talent ostatnich lat, Isco, i notującego świetny okres w Bayernie Thiago. Tak, nawet stary lis del Bosque, wielki trener i zwycięzca ignoruje duet wielkich mimo wieku sztukmistrzów, deprecjonuje ich talent potencjalnie wzbogacający sumę jakości całej kadry w Brazylii - ulega w starciu z rozsądkiem w imię własnych zasad i przekonań. Odczuje to.

Sprawa Xaviego to sprawa szersza od granic Katalonii, charakteryzująca całą hiszpańską piłkę i mówiąca o niej więcej niż jest tu na to miejsca.

Barça i jej problem

Myląc przyczyny ze skutkiem, liczni culés ignorują obiektywne sygnały tracenia z horyzontu konkurencji (zwłaszcza tej europejskiej, ale i Atlético; mający swoje problemy Real już nie jest głównym, najwłaściwszym punktem odniesienia). Puyol i Xavi są czynnikiem osłabiającym potencjał konkurencyjny zespołu. Jeśli komuś brakuje dowodów empirycznych, szwankuje pamięć - niech wróci audiowizualnie do dwumeczu z Bayernem. Mnie postawa w tym starciu Xaviego szczerze przeraża do dziś. W pół roku później.

Problemem Barçy nie jest, że czas płynie. To zjawisko dotyczy wszystkich. Tylko, że na Camp Nou nic się z nim nie robi. Główny problem stanowi, że symptomy autentycznie poważnych kłopotów - jak rosnący wiek kluczowych członków drużyny - są od lat wspaniałomyślnie ignorowane, ponieważ to „najlepsza drużyna świata". W klubie nie zauważono nawet, że to określenie jest od ponad dwu lat przeterminowane.

Konkrety? Wyhodowanie Messi-dependencji i egoizmu Leo do granic absurdu. Taktyczna jednowymiarowość. Kompletna przewidywalność gry ofensywnej, ograbionej z wszelkiego romantyzmu przez Heynckesa i jego 7:0. Oparcie kluczowej formacji, defensywy, na 25-letnim celebrycie. Pozwolenie na "bezkarne" zestarzenie się najlepszemu prawemu obrońcy świata, bez choćby cienia następcy. Pozbycie się z klubu wszystkich graczy wysokich (Czyhrynski, Touré, Ibrahimović, Abidal) bez ni jednego substytutu! Kolekcja złych decyzji strategicznych w (prze)budowaniu drużyny. Za to ostatnie główną winę ponosi krótkowzroczność i niekompetencja dyrekcji sportowej, która wolała cieszyć się wczorajszą wielkością niż mądrymi ruchami transferowymi wyprzedzać przyszłość.

Po odejściu Touré, wobec choroby Abiego, kontuzji Villi i rosnącej agresji w grze z Barçą rywali - różne wyrwy lata poprzedniego i choćby nawet tegorocznego, dało się jeszcze zasypać dwoma-trzema odważnymi ruchami transferowymi, wymianami startych kart na nowe. Nic z tego. Wybrano pławienie się w doraźnym sukcesie, kadrowe oszczędności i transferowe półśrodki (Song) lub oczywistości (Alba, Neymar). Zero zaskoczenia konkurencji.

Ten problem można spotkać nawet tam, gdzie wielu dostrzega sukces. Mając na jednej flance obrony Alvesa, na drugą w kontekście choroby Abiego trzeba było sprowadzić gracza dokładnie odpowiadającego profilem wysokiemu, silnemu Francuzowi. Prosto z EURO wzięto lichego, chucherkowatego Jordiego Albę. Pod względem charakterystyki gry - kopię Alvesa. Młodszą, słabszą i jeszcze (niemożliwe?!) niższą. Błąd. Taka decyzja muskulaturę obrony Barçy i taktykę tej formacji zupełnie zdestabilizowała, można by rzec. Stwierdzić i można: rozpieprzyła. Z jednej strony gibka i szybka dzięki Daniemu; z drugiej dawniej przy Abim: wysoka, silna i zostająca na własnej połowie. Jak jest "po Abidalu", od lata 2012 - szkoda mi gadać. Lustrzanka strony lewej z prawą. Taktyczne samobójstwo. Gra momentami już nie tercetem obrońców, ale dwójką*.

Usłyszałem ostatnio, że Barça pada ofiarą swej „mesqueunclubowości". To doskonała diagnoza wobec tak ckliwego rozprawiania się z jakością gry Puyola i Xaviego w tym sezonie i tegoż całym kontekstem. Zamiast spojrzeć prawdzie w oczy, działacze klubu w swej wrażliwości dla kibicowskich emocji (Kto wybiera Zarząd FC Barcelony? Kibice. I tajemnica wielu dziwnych decyzji rozwiązana.) wolą czekać aż jakikolwiek PR'owo niewygodny problem (patrz sprawy Henry'ego, Milito, Abidala, Ibrahimovicia) minie sobie sam.

Dlatego o rok za późno postawiono na Fàbregasa w środku pola (Vilanova). Bo Xavi - bożyszcze tłumów i pupil Pepa. O dwa za późno zaczęto ograniczać rozpanoszenie Messiego czy promować taktykę bivote (Martino). O wiele za późno zwleka się z kupnem wysokiego napastnika (czekamy), a bramkarza kupimy nie wcześniej niż pożegnamy Valdésa. Stopera dyrekcja sportowa kupuje tak długo, że już sam nie wiem, ile. Puyi i tzw. "transfer wewnętrzny"? Efekt był do przewidzenia.

Czy Barça zdąży zbudzić się ze snu o minionej wielkości, nim stanie się karykaturą PepTeamu?

Nazwijcie to uproszczeniem, ale dla mnie postawa władz i sztabu szkoleniowego klubu z Camp Nou wobec obu swych legend stanowi w obecnych (Atlético i Real w lidze; City, Bayern, Chelsea, PSG** i Borussia** w Europie) okolicznościach i punkcie rozwoju zespołu (nowy napastnik, brak sukcesu w szukaniu na Camp Nou planu B, nieustającej - poki grał - Messidependencji we wszystkim co dzieje się z bordowo-granatowymi koszulkami na atakowanej połowie) języczek u wagi ogółu tego, co stanowi o realnej sile Barçy jako drużyny.

Na szali przyszłość klubu i tej drużyny. Albo Barça nawiąże weekendami (wzmagając pewność gry z ligową konkurencją i szybciej "zabijając" wymagające tego mecze) oraz europejsko (grupa niby łatwa, a punkty pogubione...) do najlepszych lat Pepa, albo sama skaże się na rolę dynastii tracącej władzę nie tylko na kontynencie, ale i własnym podwórku. Darujmy sobie bajki o ewolucji, gdy trzeba rewolucji, jak kupno rosłego napastnika i rozstanie z piłkarzami, którzy nie zdobędą już żadnej Ligi Mistrzów w wyjściowym składzie!

Barça dnia dzisiejszego wciąż jest ekipą pełną fenomenalnych graczy, mistrzów świata i Europy, z ciekawym trenerem i klubową tożsamością, filozofią. Jednak to w chwilach próby, na zakręcie, trzeba pamiętać szczególnie, że przy zachwianiu proporcji równie często co źródłem wielkości - filozofia ta bywała w jego historii ciężkim balastem.

Niechcący dochodzimy tu do problemu Barçy nr 2. Załóżmy, że duet legend straci tak eksponowane dotychczas miejsce w zespole. Kto zamiast nich? Obawiam się, że Barça padła ofiarą syndromu dzieciaka z bogatego domu. Musi mieć iPhone'a, bo inaczej wstyd wyjść na miasto. Chodzi mi o to, że Barcelona nie poluje już na transferowe okazje, bo nie jest nimi zainteresowana. Nawet Song przyszedł do klubu za nazwisko (solidnie zasłużone w Premier League), mimo tego, że zespół na tamten moment potrzebował piłkarza o innym profilu (a raczej piłkarzy: stopera i rosłego, mocarnego pomocnika jakim Alex jest tylko w skrawku swej piłkarskiej tożsamości). Czemu do klubu nie mógł teraz trafić Mathieu? Piłkarz dobry i nic więcej, ale dwumetrowy i w konfiguracji z lepszymi - i niższymi - od niego obrońcami zapewniający to, czego barcelońskiej defensywie brakuje najbardziej: centymetry i siłę fizyczną*.

Jedyne wytłumaczenie na brak tego zakupu, jakie mam pod ręką, to: bo był za tani. Rosell i jego ekipa padli ofiarami własnych ambicji, przerostu ego - jeśli kupować, to za grube milijony. Tak nie buduje się wielkich ekip. Ile kosztował Blaugranę Yaya Touré? Ile jest teraz wart w City?

Kibic klubu, potem drużyny, dopiero później piłkarzy

Może patrzę na takie sprawy w sposób niepopularny wśród ogółu kibiców. Z punktu widzenia menedżera, który kieruje się interesem drużyny ponad wszystko. Nawet w sukcesie (jak wspomniany transfer Alby) dostrzegając rachunek utraconych możliwości. Kierowałem różnymi zespołami osób, w drugiej kolejnej branży zarządzam projektami. Może dlatego zatrzymuję się z przykrymi tezami nad kwestiami, które większość piłkarskich obserwatorów bierze za pewnik lub prześlizguje się erystycznie po linii najmniejszego oporu.

Mam świadomość, że takie zdanie wywoła polemiki, kontrowersje, werbalną agresję. Nie da się go zignorować. W tej rycinie słowami za dużo ostrych kresek. Za dużo logiki; boleśnie merytorycznej argumentacji. Tym razem bolesnej tak dla argumentacji adresata, jak i nadawcy.

* Można mówić wiele o tym, aby zostawiać jednego w blokach; aby kursowali sobie najszybszym pasem wymiennie... To praktyki pijanego szamana. Sukcesy w takim rozwiązaniu będą ograniczone, skoro Alba Jordi na wzrost ścigać się może najwyżej z Albą Jessiką. W porównaniu do Abidala, nowy lewy obrońca traci ponad 15 centymetrów i układ taktyczny Alves-Alba nigdy nie będzie działał jak Alves-Abidal. Z trywialnego braku centymetrów.

** Tak, uważam, że PSG jest w tym momencie w stanie pokonać Blaugranę w dwumeczowym pojedynku. Z lepszym składem niż rok temu, jeszcze lepszym Ibrahimoviciem i bogatsze o doświadczenie sprzed roku. Doświadczenie odpadnięcia mimo braku porażki. Z kolei Borussia - może wzmocniony Özilem Arsenal też, ale klub z Westfalii cenię wyżej za lepszego trenera - na pewno jest w stanie Barçę solidnie nastraszyć i w dwumeczu sprawić sporo problemów.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (74)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze