Noc wstydu

IceMan

2 maja 2013, 20:03

319 komentarzy

Ten półfinał został rozstrzygnięty w Monachium. Dziwiłem się opiniom, które głosiły, iż remontada jest możliwa, że Barcelonę stać na odrobienie strat i awans do wielkiego finału. Z całym szacunkiem dla wszystkich tych, którzy naiwnie liczyli na cud i odrodzenie drużyny Vilanovy - nie było ku temu żadnych podstaw. Dodatkowym ciosem był, fakt iż jeszcze przed meczem gruchnęła informacja o Messim, który zasiadł na ławce. Barça rozpocznie rewanż z Bayernem bez swojego superbohatera. Superbohatera od którego jest uzależniona. Piłkarza bez którego traci na wartości, jak żaden inny Klub na świecie. Dzisiejszy mecz był kolejnym tego przykładem. Blaugrana bez Messiego jest, jak Lamborghini Aventador bez paliwa. Messipendencia to najprawdziwsza prawda - przykre, ale prawdziwe.

Przed wczorajszym spotkaniem zawodnicy wiele mówili o wierze w odrobienie strat, o zwycięstwie i walce od pierwszej do ostatniej minuty. W awans i odrobienie strat i nie wierzyłem, ale liczyłem na to, że podobnie, jak Real Madryt dzień wcześniej - godnie pożegnamy się z Ligą Mistrzów. Pokonaniem Bayernu, które będzie swoistym podziękowaniem dla kibiców, którzy do ostatniego miejsca wypełnili Camp Nou. Nie myślałem, że aż tak bardzo się zawiodę.

„Kocham ten Klub ponad wszystko. Nigdy nie podejmę decyzji, która będzie działała na jego niekorzyść. Wszystko to, co robię wynika z miłości do Barcelony[...] Będę Was bronił aż do śmierci, ale zarazem będę wymagał od Was tego, czego wymagają ode mnie[...] Nigdy nie zrobię awantury, tylko dlatego, że straciliście piłkę albo kiedy popełnicie błąd i to będzie kosztować nas stratę bramki. Chcę jednak pełnego zaangażowania. Wybaczę wszystko, ale nie to, że będziecie grać bez serca[...] Nie proszę o wyniki, ale o wydajność. To jest Barça, Panowie, to jest to, o co proszą mnie i o co proszę Was. Temu Klubowi trzeba oddać wszystko[...] - Pep Guardiola. Tak szybko zapomniano o naukach mentora?

Nie widziałem iskry, nie widziałem walki, nie widziałem w Barcelonie drużyny, która wierzyła w awans czy własne umiejętności. Patrząc na grę Xaviego i reszty miałem wrażenie, że w rewanżu grają za karę, to Bayernowi bardziej zależało na wygranej, a to o czymś świadczy. W bordowo-granatowych trykotach nie biegali ludzie, którzy byli w pełni zaangażowani, którzy byli w stanie „oddać temu Klubowi wszystko". Przykro mi, że wczoraj na Camp Nou wybiegła tylko jedna drużyna, która miała ambicję.

Wczorajszy pojedynek był męką, z każdą kolejną minutą coraz cięższą do oglądania. Nie było nawet części emocji, które podziwialiśmy podczas rewanżu z Milanem, zamiast tego nasi ulubieńcy zafundowali nam film ułatwiający usypianie. Zamiast szybkich akcji, dryblingów, strzałów oglądaliśmy Barcelonę sprawiającą wrażenie, iż wynik jest, jak najbardziej w porządku, więc po co się spieszyć. Jednym z nielicznych plusów wczorajszego wieczora jest, fakt, iż Vilanova nie wpadł na pomysł wpuszczania Messiego przy prowadzeniu Bayernu...

Samotny walczak Piqué

Najbardziej szkoda było mi wczoraj Piqué, najsłabszego piłkarza obecnego sezonu, przynajmniej w moim mniemaniu. Chyba tylko on i Song zasłużyli na jakiekolwiek komplementy. Gerard w tym sezonie w wielu meczach był wolny, jak żółw, popełniał dziecinne błędy, w pojedynkach jeden na jeden był równie skuteczny, co Torres w Chelsea, ale wczoraj grał naprawdę znakomicie. Jako jeden z nielicznych udowodnił, że naprawdę wierzy i, że na boisku zostawi serce. Grał, jak natchniony, aż do momentu, gdy trafił nie do tej bramki, co trzeba. Nie zasłużył na taką karę, nie w meczu w którym grał tak dobrze.

Po meczu otwarcie powiedział, że ten zespół potrzebuje zmian. Co miał na myśli? Ciężko stwierdzić, czy chodziło o same transfery czy może zespół nie do końca wierzy w umiejętności swojego trenera, czy może chodzi o osobę postawioną jeszcze wyżej. Nie wiem, możemy tylko gdybać. "To była najgorsza noc odkąd noszę te barwy" - podsumował środkowy występ zespołu stoper Blaugrany.

Sandro Rosell - prawie, jak wódz

Przykro jest patrzeć na swój ukochany zespół, który jest upokarzany. Nie przywykłem do tego, do takiego cierpienia. Miałem świadomość, że nadejdzie czas w którym Barça zostanie ograna, nie spodziewałem się jednak, że nastąpi to tak szybko i że będzie to tak bolesne. Ostatnie takie upokorzenie w europejskich pucharach ten Klub przeżył ponad pół wieku temu. Pół wieku. Kibiców, którzy pamiętają te czasy i nas czytają zapewne można policzyć na palcach jednej ręki.

Zwolennikiem Rosella nigdy nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę. Pamiętam, co działo się w przeszłości, ile zamętu wprowadził, gdy zespół walczył o wygraną w Lidze Mistrzów za czasów Rijkaarda, pamiętam, jak oczerniał swojego poprzednika, który wyciągnął Klub z bagna i zostawił go na samym szczycie piłkarskiego świata. Liczyłem, że po wczorajszym meczu usłyszymy kilka ostrzejszych słów, które wstrząsną drużyną. Oczywiście, że nie powinno się publicznie krytykować zawodników czy sztab, takie rzeczy załatwia się w szatni, ale gdy przeczytałem, że po największej klęsce w fazie pucharowej od ponad pół wieku, obecny prezydent "jest dumny" to opadły mi ręce. Poczułem się, jak w kółku wzajemnych adoracji. Cokolwiek, by się nie stało jest dobrze, nikt nie ma sobie nic do zarzucenia. Po spotkaniu znalazłem fajną wzmiankę nawiązującą do osoby Sandrusco. Obrazek na którym prezydent Blaugrany przebywa wraz z Karlem-Hainzem Rummenige, pod spodem tekst „Widziałeś Karl? 0:7, a oni i tak klaszczą, tak się tańczy." Niemiec odpowiedział: „Szacun Sandro, taki to pożyje." Nic dodać, nic ująć. Słyszeliście kiedyś osławiony wywiad z pewnym bramkarzem Pogoni Szczecin? Radek Janukiewicz, poszukajcie na youtubie, nie pożałujecie. Szkoda, że w Barcelonie brakuje czasami osoby, która nie boi się powiedzieć tak mocnych słów.

4 lata temu...

Cztery lata - dokładnie tyle minęło od jednego z największych tryumfów w historii FC Barcelony, to właśnie dziś mijają cztery lata od nocy, która na zawsze zostanie w pamięci Culés. Historyczne 2:6 i mecz absolutnie wyjątkowy. Upokorzenie odwiecznego rywala w jego domu, przed własną publicznością... to było uczucie, które ciężko opisać słowami. Rozpierała nas duma, perfekcyjny Xavi, śmiertelnie skuteczny Messi z Henrym, Puyol całujący opaskę w barwach senyery czy w końcu Piqué pokazujący Bernabéu bordowo-granatowe barwy. Barça była absolutnie fenomenalna. Cztery lata później w stolicy Katalonii wszyscy tęsknią za zespołem, który miażdżył odwiecznego rywala. W dniu wczorajszym zespół Titio Vilanovy w upokarzającym stylu odpadł z Ligi Mistrzów. Co zmieniło się przez ten okres?

Jednym z największych atutów drużyny Guardioli była moc wychowanków. Pedro rozstrzygał losy najważniejszych meczów, Piqué błyszczał w defensywie, Xavi był absolutnym maestro środka pola, do tego czarodziej Iniesta. O Messim wspominać chyba nie trzeba. Oglądając tych samych piłkarzy pod wodzą Vilanovy odnoszę wrażenie, iż wszyscy cofnęli się w rozwoju. Pedro sprawia wrażenie człowieka widmo, Piqué zamiast roli lidera defensywy jest najczęściej jej największą bolączką, Fàbregas mecze świetne przeplata katastrofalnymi. Poza tym Busquets, Villa, Alexis, wspomnieni Xavi czy Iniesta... żaden z nich nie gra tak, jak w poprzednich latach. Tylko Messi nadal gra na kosmicznym poziomie, ale przecież on nie jest człowiekiem. Barça od lat nie traciła tylu bramek, co w tym sezonie, od lat nie miała tak dramatycznie słabej defensywy, od lat nie zawodziła w najważniejszych meczach sezonu.

Kataloński Sport nie ma wątpliwości, iż Barça potrzebuje zmian. Nie kosmetycznych, a radykalnych. Podobnie uważają kibice. W sondzie jednego z dwóch najważniejszych dzienników sympatyzujących  Barcelonie pytano czy ta drużyna potrzebuje głębokiej renowacji. Aż 88% osób wcisnęło ‘si'...

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Tomo ja to samo zauwazylem kilka minut temu
« Powrót do wszystkich komentarzy