Tito powinien odejść?

IceMan

28 kwietnia 2013, 11:43

851 komentarzy

/Poniższy tekst jest opinią jego autora i nie reprezentuje stanowiska całej redakcji w poruszonym temacie/

Po wtorkowym wieczorze na Allianz Arena byłem w ciężkim szoku. Nie zwykłem oglądać Barçy przegrywającej, ale to, co stało się w Monachium sprawiło, że przecierałem oczy ze zdumienia, nie wiedziałem nawet, co napisać w meczowym podsumowaniu, po prostu mnie zatkało. Guardiola i jego drużyna nas rozpieścili, może aż za bardzo. Jego zespół był WIELKI, prawie nigdy nie zawodził. Zdobył 14 tytułów (słownie czternaście) przez 4 sezony, to wynik absolutnie wyjątkowy. Prócz sukcesów, mieliśmy drużynę, która wyróżniała się walecznością, determinacją, charakterem, pasją i skutecznością. Nawet jeśli jakimś cudem zdarzyło im się przegrać, to dawali z siebie wszystko, na boisku zostawiali serce, a Pep razem z nimi. We wtorek nie widziałem żadnej z cech zespołu, który przez kilka lat był absolutnie niedoścignionym wzorem do naśladowania.

Guardioli już niestety nie ma, pożegnał się ze swoją Barceloną wraz z końcem poprzedniego sezonu. W jego miejsce „przyszedł" Tito Vilanova, dla wielu jedyny słuszny wybór na następcę geniusza z Santpedor. Wybór właśnie Tito  w ogóle mnie nie zdziwił, ale długo nie mogłem się pogodzić z rezygnacją legendy Blaugrany. Nigdy wcześniej nie czułem tak wielkiego sentymentu do piłkarza czy trenera ze stolicy Katalonii. Dlaczego Pep zdecydował się na odejście? Powodów było wiele, Mister wiedział, że by utrzymać się na szczycie, potrzeba zmian, dlatego chciał się pozbyć m.in. kilku piłkarzy, nie jest też tajemnicą, że jego relacje z Rosellem były dalekie od ideału, a już na pewno nie tak dobre, jak te z Laportą. Tęskniłem za dawną ‘4' Barçy od chwili, gdy przed tą najważniejszą konferencją prasową w ostatnich latach zobaczyłem napis „Graciés Pep". Było mi cholernie przykro, wiedziałem, że kończy się pewien etap - ten najwspanialszy w historii Klubu, który kocham. Wtedy wierzyłem jednak, że mimo wszystko Vilanova podoła zadaniu i godnie zastąpi swojego przyjaciela, a Barcelona pozostanie tam, gdzie jej miejsce - na samym szczycie piłkarskiego świata. Dziś zastanawiam się czy nie były to marzenia z serii tych nie do spełnienia.

Niezbyt przejąłem się przegranym Superpucharem Hiszpanii, wszak Blaugrana sama była sobie winna. Tytuł mogła i powinna zdobyć już na Camp Nou, ale słaba skuteczność i babol Valdésa w samej końcówce dały nadzieję Madrytowi. Nadzieję, która w rewanżu została wykorzystana. Czerwona kartka Adriano ustawiła mecz, a Real zasłużenie zwyciężył na Bernabéu. Zabrakło szczęścia, porażka z Madrytem wydawała się być zwykłym wypadkiem przy pracy. W lidze wiodło się nam świetnie, rywal ze stolicy zaliczał wpadkę za wpadką, co zaowocowało ogromną przewagą w ligowej tabeli i doskonałą pozycją w kontekście odzyskania prymatu w La Liga. Nawet jeśli Barcelonie nie szło, udało się wygrywać, Real nie dość, że grał słabo to często gubił punkty. W Lidze Mistrzów było różnie, Katalończycy w fazie grupowej nie zachwycili, ale co najważniejsze, pewnie awansowali do 1/8 finału, gdzie trafiliśmy na Milan. Wydawało się, że będący w kryzysie Włosi nie mają najmniejszych szans z Barceloną, tymczasem pierwszy mecz na San Siro był dla wszystkich szokiem. Rossoneri wygrali 2:0, a Barça zagrała katastrofalnie. Z nadzieją czekaliśmy na rewanż. Niesamowita atmosfera stworzona przez kibiców sprawiła, iż Milan nie istniał na tle doskonale dysponowanych Messiego i spółki, którzy zagrali mecz idealny. Wcześniej wygrali już wszystko, ale brakowało wielkiej, historycznej remontady, która zostanie zapamiętana na lata. Dokonali tego, znów zachwycili wszystkich i sprawili, iż podczas losowania fazy ćwierćfinałowej ponownie byli faworytem i nie było zespołu, który chciałby trafić na kartkę z napisem ‘FC Barcelona'. Wylosowaliśmy PSG, wydawało się, że szczęście nam sprzyja. Paryżanie okazali się bardzo wymagającym rywalem, ale prawdę mówiąc to Barcelona zagrała słabo i gdybym dziś miał wskazać dwa powody dla których awansowaliśmy do półfinału to wymieniłbym Valdésa i... szczęście.

W półfinale trafiliśmy na Bayern. Zespół, który w imponującym stylu zdobył mistrzostwo Niemiec, w Lidze Mistrzów wygrywał z kim chciał i jak chciał. Po raz pierwszy od dawien dawna to nie Barça była faworytem, po raz pierwszy od wielu lat remis na Allianz Arena przed meczem brałbym w ciemno, nawet porażkę 2:1 przyjąłbym ze spokojem. Ale to, co wydarzyło się podczas tego pamiętnego wieczora, na długo zostanie w naszej pamięci. Katastrofalna Duma Katalonii została zdemolowana przez Bayern i już pierwszy mecz rozstrzygnął losy awansu do wielkiego finału. 4:0, najwspanialszy zespół w historii futbolu został znokautowany. Przykro było patrzeć na styl (przepraszam, jaki styl?!) gry Blaugrany. Jeden celny strzał podczas 90 minut - tragedia. Zawiedli piłkarze, ale zawiódł przede wszystkim sztab trenerski. Niestety Tito, Roura i spółka zawiedli nie po raz pierwszy czy drugi w obecnym sezonie. Zarówno jeden, jak i drugi skompromitowali się doszczętnie na późniejszych konferencjach prasowych, słów, które obaj wypowiedzieli aż wstyd przytaczać.

Lubię i szanuję Vilanovę, ale Barça jest ponad wszystkimi, nie ma tu miejsca na sentymenty. Tito przeżywał w tym roku najtrudniejsze chwile swojego życia, wygrał największy i najważniejszy mecz w swojej życiowej karierze i za to należy mu się ogromny respekt. Ale czy jest odpowiednim trenerem dla Barcelony? Nie, przynajmniej w moim mniemaniu. Mecz z Bayernem jest kolejnym tego dowodem. Katalończycy w starciu z niemieckim tytanem byli bezradni, na ławce trenerskiej zamiast mentora mieli faceta, który nie wiedział, gdzie jest i co zrobić, by odwrócić losy spotkania. Niemcy ośmieszali mój ukochany Klub, a Vilanova i jego sztab nie zrobił nic, by temu zapobiec. Pierwsza zmiana została dokonana w... 83. minucie. Widząc wchodzącego na boisku Villę myślałem, że to jakiś żart. Dopiero przy czterobramkowym prowadzeniu Bawarczyków, nasz trener zdecydował się na zmianę. Guardiola nigdy nie pozwoliłby, by tak pobito jego zespół. Wiecie, jaka jest zasadnicza różnica, która odróżnia Pepa od Vilanovy? Guardiola był naszym dwunastym zawodnikiem na boisku, ciągle stał przy linii bocznej, dyrygował drużyną i jej grą niczym jej kapitan, był w grze od pierwszej do ostatniej minuty. Tito sprawia wrażenie nieodpowiedniej osoby w nieodpowiednim miejscu. Powiecie, przecież odzyskaliśmy mistrzostwo Hiszpanii. W porządku, zgadza się, to duży sukces. Ale wygraliśmy je już w połowie sezonu, głównie dzięki katastrofalnej grze Madrytu. Ile meczów z mocnym rywalem w tym sezonie zagraliśmy naprawdę świetnie? Jeden. Dosłownie jeden. Z Milanem na Camp Nou. Przegraliśmy Superpuchar Hiszpanii, byliśmy słabsi w obu meczach ligowych z Realem, przegraliśmy starcie z tym samym rywalem w Pucharze Króla, byliśmy słabi w meczach z PSG, a o pierwszych pojedynkach z Milanem i Bayernem przykro wspominać. Jeden świetny mecz na... 11. Demolka w Monachium to nie jest żaden przypadek, niepokojących symptomów było wcześniej wiele, ale nie wszyscy chcieli je dostrzec.

W tej drużynie trzeba zmian, ale czy wystarczą same transfery? Według mnie problem tkwi głębiej. Być może trzeba zastanowić się nad tym czy Barcelona to nie za wysokie progi dla człowieka, który jeszcze rok temu był tylko asystentem. Pamiętam lata w których mój ukochany zespół niczego nie wygrywał, nie chcę ich powrotu. Przez kilka sezonów Barça grała na poziomie nieosiągalnym dla innych, ale z każdym kolejnym jej styl gry był coraz lepiej rozpracowywany przez rywali. Pep chciał wymienić kilku zawodników - wspomnę tylko o jednym, o Gerardzie Piqué. Czy to wyjątkowy zmysł Mistera czy zwykły przypadek, iż Geri w tym sezonie jest największą bolączką tej drużyny? Momentami na jego grę po prostu nie da się patrzeć. Wolny, często popełniający błędy, tragiczny w pojedynkach jeden na jeden, mało zwrotny. Tak w tym sezonie prezentuje się lider naszej defensywy... Defensywy, której dyspozycja woła o pomstę do nieba. Na odejście zarówno Piqué, jak i jego kolegów nie zgodził się Rosell, który twierdził, że ich sprzedaż mogłaby zostać źle odebrana przez kibiców. Kolejny policzek dla Guardioli.

Gary Lineker po blamażu z Bayernem na swoim Twitterze napisał, że „jedna z tych drużyn potrzebuje Guardioli i nie jest to Bayern". Trafił w samo sedno. Barcelona potrzebuje zmian, być może potrzebuje nawet/przede wszystkim zmiany trenera. Ale na tej pozycji zmiany nie będzie. Dlaczego? Ponieważ to FC Barcelona, tu nie zwalnia się trenera po jednym sezonie i kilku błędach. Dlatego też o swoją pozycję Tito nie musi się martwić, przynajmniej na razie. Naprawdę chciałbym się mylić, chciałbym by Vilanova udowodnił mi, że może godnie zastąpić swojego poprzednika. Ale czy to możliwe? Jeszcze jakiś czas temu "eksperci" mówili, że Barçę mógłby poprowadzić każdy, teraz widać jak bardzo się mylili. Zespół Pepa był zdolny do wszystkiego, nawet jeśli przegrywał, to po walce, wielkiej walce. Ten zespół taki nie jest, przynajmniej nie w tym momencie. Guardiola podczas 4 lat na ławce trenerskiej Camp Nou przegrał co najwyżej dwiema bramkami. Tito już w pierwszym sezonie dostał czwórkę. Dlatego to właśnie Bayern zagra na Wembley. To boli, bardzo boli. Mimo wszystko, powodzenia Tito.

Ankieta

Czy Tito Vilanova jest odpowiednim trenerem dla FC Barcelony?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (851)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy