Czy Messi zagra z PSG? Kto pojawi się w ataku: Alexis czy Fàbregas? A w obronie? Piqué, Adriano, Song, Busquets czy może Bartra? Wszystkie te opcje w najróżniejszych możliwych konfiguracjach będą zdobić prasowe nagłówki do chwili, gdy jutro wieczorem nie poznamy jedenastki Barçy, która wybiegnie na Camp Nou. Co z kontuzją Messiego? Czy będzie w stanie zagrać? Czy warto podjąć to ryzyko? Może dać się ponieść chwili i posłać obawy do diabła? A może lepiej posłać do diabła pokusę i zaryzykować, że Barça nie będzie w stanie pokonać Paris Saint-Germain pozbawiona swojego geniusza?
No dobrze, zatrzymajmy się na minutę. Są ważniejsze kwestie dotyczące zbliżającego się rewanżu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Zależnie od tego jak głęboką wiarą darzy się statystyki, można uznać, że Barcelona nie może już stracić żadnej bramki - czy to w najbliższej kolejce, czy też w półfinałach, jeśli się do nich zakwalifikuje. Tak mówi historia.
Barça zwyciężyła w Lidze Mistrzów (biorąc pod uwagę zarówno starą, jak i nową formułę) czterokrotnie. Za każdym razem - w 1992, 2006, 2009 i 2011 - w ostatnich czterech spotkaniach przed finałem rywale Barcelony strzelali jej maksymalnie dwie bramki.
Gdy Dream Team Johana Cruyffa dwadzieścia jeden lat temu triumfował na Wembley w końcowych sześciu spotkaniach (z finałem włącznie) Barça straciła tylko jedną bramkę. Czternaście lat później, gdy Barcelona wznosiła Puchar Europy w Paryżu, w czterech ostatnich spotkaniach przed finałem (ćwierćfinałowych z Benficą i półfinałowych z Milanem) zachowała czyste konto. W 2009 roku, w przypadku pierwszego zwycięstwa Pepa Guardioli w Lidze Mistrzów na stanowisku trenera, w ćwierćfinale z Bayernem Monachium oraz półfinale z Chelsea, Barcelona straciła łącznie dwie bramki. Podobnie wyglądało to w 2011 roku, gdy w meczach z Szachtarem Donieck oraz Realem Madryt Víctor Valdés wyjmował piłkę z siatki dwukrotnie.
Dla odmiany w 2010, gdy Barça zatrzymała się tuż przed Bernabéu i ostatnim meczem rozgrywek, Katalończycy wyłapali na swoje konto trzy bramki w dwumeczu z Arsenalem, który miał miejsce w ćwierćfinale oraz kolejne trzy podczas porażki z Interem na San Siro. Ćwierćfinały i półfinały w 2002 roku? Dwa gole strzelone przez ekipę Panathinaikosu, trzy przez Real Vicente del Bosque w półfinałowym Klasyku. Tak, zdaję sobie sprawę, że to nie równanie matematyczne i nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że więcej goli straconych diametralnie zwiększa ryzyko odpadnięcia z rozgrywek. Dzięki za przypomnienie.
Jednak można zauważyć, że, przynajmniej dla Barcelony, więcej niż dwie bramki stracone w czterech przedfinałowych meczach to zbyt wiele, by sobie z tym poradzić. Teraz czas na kolejny truizm: jeśli Barça nie pozwoli, by podopieczni Carlo Ancelottiego strzelili jej bramkę znajdzie się w Final Four tegorocznej Ligi Mistrzów.
Szczerze mówiąc nie jestem do końca pewien, czy jest to prawdopodobne. Barcelonie udało się zachować czyste konto w trakcie pamiętnej remontady z Milanem, jednak jedynie ktoś zaślepiony przez klubowe kolory mógłby zignorować fakt, że Niang w stuprocentowej sytuacji trafił w słupek, zaś po strzale Robinho piłkę przed zatrzepotaniem w barcelońskiej siatce powstrzymała jedynie ofiarna interwencja Jordiego Alby.
Na dokładkę do tego defensywna postawa całej drużyny Barçy, nie tylko czterech nominalnych obrońców, uległa w tym sezonie znacznemu pogorszeniu.
Na tym etapie rozgrywek w poprzednim sezonie Barça, będąca za plecami Realu Madryt, miała na koncie o dziesięć mniej straconych bramek niż w tej chwili. Podobnie w Lidze Mistrzów, drużyna Tito Vilanovy i Jordiego Roury ma już osiem straconych bramek, przy sześciu, które Barcelona wyłapała w poprzednim sezonie na tym samym etapie.
Wydaje się więc, że znacznie ważniejsze jest to, by Tito Vilanova odpowiednio przygotował swoich zawodników i wystawił optymalny skład, który będzie w stanie utrzymać korzystny wynik wywieziony z Paryża niż to, by zmusić Messiego do gry ryzykując pogłębienie odniesionej przez niego kontuzji.
Oczywiście, jeśli faktycznie udało się tak znacząco skrócić czas jego powrotu do zdrowia, że jest na 95 czy 100 procent gotowy do gry (w dzisiejszych czasach rzadko się zdarza, by gracz z najwyższej półki był gotów w 100 procentach), wtedy w porządku - niech gra. Jednak jego obecność w składzie nie może stać się najważniejszym tematem przed jutrzejszym spotkaniem.
Oprócz pięknych bramek, które Barcelona strzeliła Milanowi (zwłaszcza pierwszego trafienia Leo oraz Davida Villi), tym, co zwracało uwagę był fakt, że Barça grała ze szybkością, intensywnością oraz posiadaniem piłki i pressingiem iście światowej klasy. Staje się coraz bardziej widocznym, jak wielkim osiągnięciem drużyny objętej przez Guardiolę w sezonie 2008/09 było wywieranie na przeciwnikach tak niszczącego pressingu. To nie tylko kwestia kondycji i koordynacji taktycznej drużyny. Ważny jest ogromny wysiłek psychiczny, zwłaszcza wtedy, gdy zawodnik nie jest w stanie nawet złapać oddechu.
Na przestrzeni aktualnego sezonu intensywność pressingu Barçy wyraźnie spadła. Częściowo ma to związek z wiekiem drużyny, częściowo prawdopodobnie ze zmęczeniem materiału. Jeśli piłkarzom Barçy uda się odkurzyć stare umiejętności z pewnością będzie to ogromny krok w kierunku najlepszej czwórki Europy.
Sobotnie spotkanie w wykonaniu Barcelony było niezwykłe, i nie mam wcale na myśli pięciu bramek, które podzielili między sobą Fàbregas i Alexis. Alex Song perfekcyjnie zastąpił Sergio Busquetsa. Jego pressing, gra defensywna i niezwykle dobre rozprowadzanie piłki z pierwszego podania mogą zadecydować o obecność Kameruńczyka w wyjściowym składzie, w jutrzejszym spotkaniu. Najbardziej prawdopodobną jedenastą jest skład: Valdés, Alves, Bartra, Piqué, Alba, Xavi, Busquets, Iniesta, Alexis, Fàbregas, Villa. Nie będzie to jednak ogromne zaskoczenie, jeśli Song zajmie miejsce obok Piqué zastępując Bartrę, lub też zobaczymy obu tych zawodników tworzących wraz z Gerardem trójkową obronę.
Tak czy inaczej PSG wydaje się mocniejsze niż Milan. Paryżanie trzymają się swoich silnych punktów (szybkości i gry w powietrzu), których Barcelona nie lubi. Łatwo sobie wyobrazić, że uda im się ustrzelić gola na wyjeździe.
Na długo przed tym nim zapadnie decyzja, czy Messi wystąpi w spotkaniu z PSG, sztab trenerski Barcelony będzie musiał znaleźć rozwiązanie, które sprawi, że cała drużyna zagra o poziom, albo i dwa lepiej w defensywie.
Komentarze (48)