Cechą tylko wielkich drużyn jest odwrócenie negatywnego biegu zdarzeń i przekucie go w sukces. Odrobienie dwóch goli straty stanowi dla FC Barcelony niezwykle trudne zadanie, lecz osiągnięcia tej drużyny z ostatnich lat nakazują wszystkim jej wiernym sympatykom dodać natychmiast: „... ale nie niemożliwe!”.
W ciągu trzech tygodni z nadziei na tryplet zostały strzępy i nawet dwucyfrowa przewaga w Lidze nie cieszy żadnego culé tak jak wcześniej. Niespodziewana porażka na San Siro i dwie kolejne klęski z madryckim arcyrywalem sprawiły, że w domach wielu kibiców FC Barcelony atmosfera zrobiła się tak gęsta, że zimowe płaszcze wiesza się w powietrzu. Możemy też być pewni, że oprócz róż, zegarków i wszelkiego badziewia, uliczni sprzedawcy poszerzą asortyment na wtorkowy wieczór o kilka paczek chusteczek. Choć trudno przed jutrzejszym meczem o optymizm, to nawet w tak trudnych dla kibica okolicznościach nie można zapomnieć, że choć piłka nożna bywa nieprzewidywalna, jest też przecież wspaniałomyślna. Zawsze daje pokonanym kolejny mecz, kolejną okazję na odwrócenie najdotkliwszej serii porażek.
Dwie poprzednie okazje z Realem Madryt, Barça raczyła nonszalancko zmarnować. Polegajmy na zdaniu trenerów, że w rewanżowym starciu z AC Milan ma się to nie powtórzyć. Bolesne lekcje nie poszły na marne. Drużyna wyciągnęła wnioski. Trudność polega na tym, że we wtorek nie startujemy z neutralnego 0:0 ani 1:1 jak w Pucharze Króla, i same zmiany personalne mogą po prostu nie wystarczyć. Na wtorek potrzeba wielkiej taktycznej rewolucji. Nic zatem dziwnego, że katalońskie media przewidują ultraofensywne ustawienie gospodarzy z trzyosobową formacją obrony.
Bogata historia
Jutrzejszy mecz rewanżowy 1/8 finału Ligi Mistrzów dopisze kolejny rozdział do długiej i pasjonującej rywalizacji Barçy i Milanu. Obfituje ona w mecze, które znaczyły kolejne etapy rozwoju obu klubów, a wspomnienie finału Pucharu Europy z 1994 roku do dziś wywołuje ciarki na włochatych plecach najstarszych tifosi Milanu. Ponieważ FC Barcelona nie miała od tego czasu okazji zemścić się finałowo na Rossonerich, przy odrobinie dobrej woli i jeszcze lepszego humoru możemy tu tylko przywołać wspomnienie pojedynku z sierpnia 2010 roku. Przy wspaniałej formie
Manuela Pinto (mina Valdésa – bezcenna), Barcelona wygrała wówczas z Milanem w konkursie rzutów karnych, zdobywając... Puchar Gampera!
Mówiąc o bilansie spotkań oficjalnych pomiędzy dwiema wielkimi firmami europejskiego futbolu, ostatnio poprawili go na swą korzyść Włosi. Przed niespełna miesiącem odnotowali piąte zwycięstwo nad Katalończykami, ale w całej rywalizacji nadal prowadzi Barça. Gospodarze wtorkowego starcia legitymują się 6 zwycięstwami nad klubem należącym już trzecią dekadę do Silvio Berlusconiego.
Milan na fali
AC Milan od imponującego zwycięstwa nad Barceloną zdecydowanie nabrał wiatru w żagle. Wpierw remis w derbach Mediolanu pozwolił podopiecznym Allegriego zachować w lidze jednopunktową przewagę nad lokalnym rywalem, zaś w kolejnych dwóch kolejkach pucharowy rywal Barçy nie zostawił złudzeń Lazio i Genoi. Bilans bramkowy 5:0 z ostatnich dwóch meczów Milanu mówi sam za siebie. Wyniki te pozwoliły drużynie ze stolicy Lombardii umocnić się na trzecim miejscu w Seria A oraz przedłużyć ligową passę meczów bez porażki do dziesięciu. Ósme miejsce w tabeli z końcówki października jest w tym kontekście odległym wspomnieniem. Do zawodzącego ostatnio wicelidera z Neapolu, Milan traci tylko 2 punkty.
Jeśli istnieją dziś jakiekolwiek analogie pomiędzy wielkim Milanem połowy lat 90. (trzy kolejne finały LM w latach 1993-1995), a drużyną Allegriego, to na pewno nie należy do nich potencjał kadrowy. Milan miewał już w tym sezonie bardzo chimeryczne okresy i właśnie w braku doświadczenia na tym etapie LM mocno odmłodzonej przed sezonem ekipy rywali swojej szansy będzie upatrywać Barça.
Co nie bez znaczenia w kontekście przebiegu wtorkowego meczu, włoski klub będzie sobie musiał radzić bez Giampaolo Pazziniego. Il Pazzo doznał uraz podczas meczu z Genoą. To zła wiadomość dla trenera Massimiliano Allegriego, który tym samym został z dwoma nominalnymi napastnikami w składzie: Stephane’em El Shaarawym (też miał ostatnio kłopoty ze zdrowiem) i 18-letnim M’Baye Niangiem. Seryjnie trafiający w lidze Balotelli oczywiście nie zagra we wtorek, bo jesienią reprezentował w LM barwy The Citizens.
Cały piłkarski świat od tygodni zadaje sobie to samo pytanie: czy Constant, Muntari, Mexes, Montolivo, Traore, Boateng, Niang i El Shaarawy będą w stanie po raz drugi powstrzymać barcelońską nawałnicę? Odpowiedź na to pytanie poznamy po ostatnim gwizdku sędziego Kassaia.
Maksymalny poziom koncentracji
W ostatnich dniach słowo „remontada” jest przez polskich sympatyków Azulgrany odmieniane na wszystkie możliwe sposoby. W szatni FC Barcelony też wszyscy wiedzą, jakie stoi przed nimi zadanie. O remontadzie słyszymy z każdej wypowiedzi przedstawiciela klubu, jaka pojawia się w mediach.
Jak zagra „Duma Katalonii”? Tego nie wie nikt, a lista pewniaków do wyjściowego składu jest wyjątkowo krótka. Od pierwszej minuty mecz rozpocznie Lionel Messi, nie do podważenia są też kandydatury Valdésa, Iniesty i Piqué, a co do pozostałych członków składu musimy dać się zaskoczyć trenerom.
Jakakolwiek nie będzie taktyczna reakcja sztabu szkoleniowego „Dumy Katalonii”, sygnał jest jasny: "Do ataku!" Katalońskie media są pewne poświęcenia jednego z defensorów, ale wśród dziennikarzy nie ma jedności co do skonfigurowania pomocy, a co dopiero zestawienia ataku. Xavi bez ogródek zdradził, że zespół zacznie „całą naprzód” z zamiarem otwarcia wyniku już w pierwszym kwadransie. Trudność w tym, że Blaugrana nie będzie zależeć w tym meczu wyłącznie od siebie, a to będzie wymagało od jej sztabu szkoleniowego wielkiej czujności przy zmianach. Oby tylko Aureli Altimira nie zostawił swojej komórki w domu.
Przed nami Barçy mecz o sezon. Sytuacja w lidze jest komfortowa, ale... zakończenie kampanii 2012/2013 „tylko” z Ligą na koncie zostawi gorzki smak niedosytu nie tylko wśród fanów i w mediach, ale przede wszystkim w samym klubie. Słychać to w wypowiedziach piłkarzy ze wszystkich ostatnich dni, widać po zaangażowaniu władz klubu w mobilizację drużyny.
Podopieczni Vilanovy i Roury są świadomi wyzwania, powagi sytuacji i ciążącej na nich odpowiedzialności. Są gotowi. Całą resztę zdeterminuje boisko.
Komentarze (830)