FC Barcelona zremisowała u siebie 2:2 z Málagą w pierwszym meczu 1/4 finału Pucharu Króla. Piłkarze Tito Vilanovy mieli dużą przewagę, ale znów zawiodła skuteczność.
Przed spotkaniem zgromadzeni na Camp Nou kibice mieli okazję oddać hołd królowi piłkarskich boisko - Leo Messiemu - który zaprezentował fanom swoje cztery Złote Piłki.
Pierwsza groźna okazja gospodarzy miała miejsce w 5. minucie. Messi zagrał do wbiegającego w pole karne Málagi Thiago, urodzony w Bari pomocnik chciał przerzucić piłkę nad Kamenim, ale górą był bramkarz gości. Dwie minuty później doskonałą okazję do zdobycia gola miał Alexis, ale Chilijczyk zdążył już nas przyzwyczaić, że w tym sezonie seryjnie marnuje stuprocentowe sytuacje. Po podaniu od Tello były gracz Udinese znajdował się pięć metrów od świątyni Kameniego, ale swoim strzałem spokojnie rozbiłby szybę w oknie trzypiętrowego bloku.
W 19. minucie dał o sobie znać Leo Messi. Argentyńczyk dostał piłkę od Iniesty, minął Weligtona, ale jego strzał z 16 metrów (oddany prawą nogą) nie należał eufemistycznie mówiąc do najlepszych.
Podczas gdy Barcelona w pełni kontrolowała przebieg spotkania, w 25. minucie to goście mogli cieszyć się z bramki. Pinto zagrał płasko do Thiago, który nie wiedział, że za jego plecami czai się Iturra. Chilijczyk spokojnie odebrał piłkę piłkarzowi Barçy i bez problemów posłał ją do siatki obok bezradnego bramkarz gospodarzy. Winę za tego gola przypisać trzeba nie tylko Thiago, ale również Pinto, który w takiej sytuacji nie powinien podawać piłki do kolegi, ale wyekspediować ją do przodu.
Wyrównanie nastąpiło już trzy minuty później za sprawą Leo Messiego. Najlepszy piłkarz świata minął w pełnym biegu Eliseu i Ignacio Camacho i gdy wydawało się, że przegra pojedynek z Weligtonem, Brazylijczyk w prosty sposób stracił piłkę. Messi nie zwykł nie korzystać z takich prezentów i strzałem w długi róg doprowadził do remisu.
Po trzech minutach Barcelona odrobiła stratę, po pięciu już prowadziła. Rzut rożny wykonywał Thiago, najwyżej do piłki wyskoczył Carles Puyol, który uderzeniem głową zmusił Kameniego do kapitulacji.
W 33. minucie kibice na Camp Nou znów ożyli, ale nie za sprawą bramki czy jakiejś pięknej akcji, ale na znak protestu przeciwko decyzji arbitra, który odgwizdał pozycję spaloną Messiego. Sam Argentyńczyk protestował tak żywiołowo, że został przez pana José Luisa Gonzáleza Gonzáleza ukarany żółtym kartonikiem. Jak pokazały powtórki, Atomowa Pchła nie miała racji, znajdowała się bowiem dobry metr za ostatnim obrońcą.
Pięć minut przed przerwą wydawało się, że tym razem Alexis musi trafić. Nic z tych rzeczy. Dośrodkowanie Adriano na piąty metr stanowiło kapitalną okazję do podwyższenia rezultatu, ale 24-letni gracz pokazał, że nawet w takiej pozycji można spudłować.
Sekundy przed zakończeniem pierwszej części gry, już w doliczonym czasie, potężną bombę z dystansu posłał Diego Buonanotte, ale na szczęście dla gospodarzy piłka przeleciała tuż nad bramką Pinto. Chwilę później arbiter zaprosił piłkarzy na przerwę.
Pierwszą dogodną okazję do podwyższenia rezultatu Barcelona stworzyła sobie w drugiej połowie w 58. minucie. Wtedy to mocnym, płaskim strzałem popisał się Messi, ale Kameni był na posterunku i – choć z małymi kłopotami – zdołał wybić piłkę. W odpowiedzi do pozycji strzeleckiej doszedł Saviola, ale na drodze strzału znalazł się Puyol, którego ofiarna interwencja dała Máladze tylko rzut rożny.
Pięć minut później znów przed szansą stanął były napastnik Barcelony, ale jego uderzenie obronił Pinto. Rezerwowy bramkarz Barçy wykazał się wielkimi umiejętnościami w 70. minucie, kiedy z powietrze uderzał Seba, a zmierzającą do bramki piłkę w pięknym stylu obronił 37-latek.
Kwadrans przed końcem meczu Tito Vilanova zdecydował się na podwójną zmianę: Alexisa zmienił Cesc, a za Tello na placu gry pojawił się Pedro. Nowicjusze na murawie już w pierwszej swojej akcji mogli dać Barcelonie trzecią bramkę. Cesc posłał kapitalną piłkę z głębi pola do Pedro i ten znalazłby się w sytuacji sam na sam z Kamenim, gdyby nie taktyczny faul Monreala. Sędzia nie wahał się ani chwili i pokazał zawodnikowi Málagi czerwoną kartkę.
Barcelona mając przewagę jednego zawodnika nie dążyła do strzelenia gola za wszelką cenę, ale spokojnie budowała kolejne ataki. Gdy zbliżał się doliczony czas gry, rzut wolny wykonywali goście. W pole karne Barçy piłkę wrzucał Duda, a kompletnie niepilnowany Camacho mocnym strzałem pokonał Pinto.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić – tak można podsumować w jednym zdaniu dzisiejsze spotkanie. Barcelona miała wiele okazji, by pokonać Kameniego (szczególnie w pierwszej połowie), ale brakowało przysłowiowej kropki nad i, czyli skuteczności. Bramkowy remis u siebie sprawia, że w rewanżu to podopieczni Vilanovy będą musieli się więcej napocić, by awansować do półfinału rozgrywek.
Komentarze (2240)