FC Barcelona bezbramkowo zremisowała z Benficą Lizbona i awansowała z pierwszego miejsca do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Zła wiadomość jest taka, że kontuzji doznał Leo Messi.
Od początku spotkania to goście wykazywali większą chęć do atakowania bramki przeciwnika. Najpierw w dwunastej minucie świetną okazję do zdobycia gola zmarnował Rodrigo. Zawodnik Benfiki Lizbona znalazł się w sytuacji sam na sam z Pinto, ale strzelił obok bramki. Osiem minut później przed szansą stanął Lima, ale jego strzał głową był również niecelny.
Odpowiedź i pierwsza dobra okazja w tym meczu dla Barcelony miała miejsce dopiero w 23. minucie spotkania. Po indywidualnej akcji lewą stroną Cristian Tello dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie wślizgiem próbował strzału Rafinha. Piłka po strzale młodszego z braci Alcântara zmierzała do bramki, ale z linii bramkowej wybił ją Garay.
W 31. i 34. minucie na pierwszy plan wysunął się José Manuel Pinto, dwukrotnie ratując swój zespół przed utratą bramki. Najpierw po świetnie wyprowadzonej kontrze portero Barcelony sparował piłkę na słupek, w sytuacji sam na sam z Limą, a następnie świetnie obronił nogami uderzenie Johna w krótki róg.
Od początku drugiej połowy obie drużyny nie kwapiły się do zdecydowanych ataków. W 53. minucie spotkania z rzutu wolnego uderzał na bramkę David Villa, ale mimo tego, iż piłka zmierzała w okienko, dobrze ustawiony bramkarz Benfiki nie miał najmniejszych problemów z obroną tego strzału. Trzy minuty później Asturyjczyk wychodził sam na sam z Arturem, ale zamiast uderzać starał się odegrać piłkę do wbiegającego Rafinhy i piłka padła łupem obrońców.
W 60. minucie spotkania trybuny ożywiły się, bo na boisku pojawił się Leo Messi, a już od kilku dni wszystkie światowe media oczekują pobicia rekordu Gerda Müllera, 85 bramek w jednym roku kalendarzowym. W ciągu piętnastu minut miał dwie okazje z rzutów wolnych, ale w pierwszym przypadku piłka poszybowała wysoko nad bramką, a w drugim prosto w ręce bramkarza rywali. Pięć minut przed końcem meczu Argentyńczyk wyszedł sam na sam z Arturem, który najpierw wybił mu piłkę spod nóg, a potem skutecznie wybronił dobitkę. Messi miał jednak takiego pecha, że przy interwencji golkipera doznał kontuzji kolana i na noszach musiał opuścić plac gry. Sędzia doliczył do spotkania pięć minut, ale również w doliczonym czasie gry żadna z drużyn nie zdołała trafić do siatki i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
Barcelona awansuje do kolejnej rundy z pierwszego miejsca, ale największą stratą jest kontuzja Leo Messiego, na razie nie wiadomo jak groźna.
Komentarze (939)