Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy. Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Montoya 4, a Messi 6,2". Tylko naprawdę rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.
Oceniający: Ściah, Challenger
Valdés - 5,5 - Z dużym wyczuciem wyłapał piłkę po rzucie wolnym typu „spadający liść” z 24. minuty. Poza tym miał tylko jedną interwencję w całym meczu (Pedro León w 31’), która nie należała do wymagających. Z mankamentów, znów szwankowała u Víctora gra nogami - jedna z tych sytuacji była szczególnie ryzykowna, gdy portero Barçy „za szeroko” przyjął sobie piłkę. W efekcie musiał się salwować panicznym wybiciem w aut na wysokości 20. metra od własnej bramki. Koniecznie musi popracować nad przyjęciem, ale przy bramce nie miał szans. Podwójny rykoszet można wybronić w Arkanoidzie, ale nie na piłkarskim boisku.
Montoya – 6,5 – Skoncentrowany. Po jego sposobie gry było widać, że przede wszystkim się asekuruje jednak u 21-letniego obrońcy to zaleta, a nie wada. Zostając przeważnie na własnej połowie, umożliwiał swobodę po drugiej stronie boiska Adriano. Montoya nie miał wiele pracy (tylko 2 odbiory), ale krył dokładnie i „nie popełnił” pod własnym polem karnym żadnych błędnych decyzji. W ofensywie zaistniał na dobre dopiero gdy wynik zrobił się bardziej komfortowy. Po jednym z jego dośrodkowań Messi trafił na 1:3. Dobry, odpowiedzialny występ.
Puyol – 6,5 – Podczas gdy ta sama ocena jest komplementem dla jego młodszego kolegi, w przypadku El Capitana oznacza lekki niedosyt. Puyi nie bał się co prawda odważnych, zdecydowanych wejść, w których atakował szarżujących rywali lub przecinał prostopadłe podania, lecz - mimo dużej skuteczności - w pojedynczych sytuacjach zdarzało mu się znienacka tracić panowanie nad piłką lub rywalem. Niestety, po jednej z takich akcji musiał opuścić boisko. Oby z powrotem na boisko, wrócił też automatyzm w grze Puyola. Drużyna go potrzebuje.
Piqué – 7 – Niedługo przed przerwą na krótką chwilę przypomniał samego siebie z poprzedniego sezonu, gdy w dziecinny sposób ograł go Colunga. Słusznie otrzymał za tę interwencję żółtą kartkę. Na szczęście przedtem i potem było znacznie lepiej. W przekroju całego meczu dobrze czytał grę i świetnie uzupełniał się z Puyolem, w tandemie tym pełniąc rolę „czyściciela” (8 przechwytów przy dwóch swego mentora). Aktywnie współpracował z Busquetsem przy wyprowadzaniu piłki spod własnej bramki. Jego postawa na przedmieściach Madrytu mogła się podobać: grał pewnie i skutecznie.
Adriano – 7 – Przyjście Jordiego Alby wyraźnie zmobilizowało Brazylijczyka do lepszej gry. Brawa za odważne wejścia w pole karne Getafe, z których jedno zdołał zamienić na niezwykle kluczową dla losów meczu bramkę. Z drugiej strony, w defensywie grał mocno w kratkę. W groźnych akcjach indywidualnych (Colunga w 15. minucie; León po przerwie) udanie powstrzymywał rywali, ale przy stałych fragmentach gry gubił krycie; odpuszczał też dośrodkowania ze „swojego” skrzydła. Zaliczył aż osiem strat przy 2 odbiorach - nie jest to dużym zarzutem przy stylu gry Brazylijczyka, „ale jednak”. Te aspekty nie pozwalają przesadzać z jego notą, tym bardziej, że był mniej aktywny po przerwie.
Busquets – 6 – Rywale nie zmuszali go za często do wysiłku, próbując mniej wyrafinowanymi i szybszymi metodami przedostawać się pod pole karne Valdésa niż kreatywna gra w środku pola. Przy skupionych na defensywie pomocnikach gospodarzy, Busi rywalizował głównie z Colungą, Barradą i skrzydłowymi, nad którymi górował samymi warunkami fizycznymi, zwinnością i zasięgiem odnóży. Solidny pomost pomiędzy obroną i pomocą gości w wyprowadzaniu piłki. Dzięki niemu tempo wychodzenia Barçy z pressingu rywala było iście ekspresowe. Powinien trochę popracować nad temperamentem, bo takiej żółtej kartki można było uniknąć.
Thiago – 7,5 – Nareszcie po długiej przerwie mogliśmy oglądać wielki talent La Masíi. Thiago zaprezentował się bardzo pozytywnie nie tylko z uwagi czas, jaki spędził w gabinetach lekarskich, ale przede wszystkim: wszechstronność jaką swoją grą dawał drużynie. Swobodnie wymieniał się pozycjami z innymi pomocnikami, a dzięki obecności Xaviego mógł grać odważniej, bez zbytniej troski o konsekwencje utraty piłki. Dużo „grał dla kolegów”, ale miał też kapitalny rajd z 26. minuty. Nie zakończył się pięknym golem tylko dlatego, że piłka trafiła w poprzeczkę. Z dużą kreatywnością i precyzją udzielał się w grze wzajemnej. Powoli jego firmowym zagraniem stają się podania zewnętrzną częścią stopy. Pewne pretensje można do niego mieć za zmarnowanie sytuacji sam na sam po świetnym dośrodkowaniu Tello, ale przypominając sobie o okresie jego absencji wypada stwierdzić, że zagrał świetny mecz. Cichy bohater trudnego wyjazdu do Getafe.
Xavi – 8,5 – Ze względu na powrót Thiago mógł być bardziej elastyczny w rozgrywaniu piłki i utrzymywaniu pozycji. Operował dzięki temu na większej długości boiska niż zwykle, z dużym pożytkiem dla potencjału ofensywnego gości. Podczas gdy inni miewali „momenty”, Xavi trzymał równie wysoką dyspozycję przez całe spotkanie, raz po raz stemplując piłki. Podejmował też własne próby wpłynięcia na wynik: dwukrotnie strzelał na bramkę Moyi i zanotował jedno urodziwe podanie otwierające. W grze kontaktowej bez zarzutu, świetnym panowaniem nad piłką regularnie wywodził w pole rywali ułatwiając grę partnerom. Gorzej z jakością dośrodkowań (na siedem prób ani jedno nie dotarło do adresata) ale przy tylu zasługach chyba można mu to wybaczyć.
Pedro – 5,5 – Tym razem Pedro nie uczestniczył w grze na tyle, na ile... mógłby. Miewał swoje akcje w pierwszej połowie, ale brakowało większego wsparcia od partnerów lub przestrzeni od gospodarzy. Duuużo mniej widoczny po przerwie. Oddał jeden celny strzał na bramkę (68’), który mógł i powinien być bardziej precyzyjny. Później przypomniał o sobie „dopiero” zdobyciem karnego - zresztą po efektownej solowej szarży. Mimo wszystko, w kolejnych meczach powinien więcej wnosić do gry. Wiemy już po tym sezonie, że obecna forma daje mu po temu warunki.
Fàbregas – 8 (ZM*) – Po kilku mało przekonujących występach, nasz wychowanek dostał spory kredyt zaufania i udanie sprawdził się w konfiguracji zaproponowanej przez Tito. Jego zawieszenie pomiędzy formacjami było dobrym ruchem na tego rywala. Umiejętnym zagęszczaniem środka pola, szybką grą wzajemną, indywidualną wartością dodaną i nieprzewidywalnością zagrań, Fabs stanowił dla gospodarzy spore zagrożenie. Dobrze wychodził do piłek, a grę wzajemną z partnerami prowadził na dużej szybkości. Idealny przykład to akcja na bramkę nr 1. Ze wspomnianej skłonności do zagrywania zabójczych podań, korzystali Tello (okazja zmarnowana) i Villa (asysta zaliczona). Skłamalibyśmy jednak mówiąc, że Cesc zanotował mecz doskonały czy przynajmniej równy - mający mniej bezpośredni wpływ na wynik Xavi wydaje się tu znakomitym porównaniem. Gra Fàbregasa miała kilka przestojów (np. tuż przed przerwą i długo po wejście Messiego), ale ważniejsze, że to te świetne momenty wymiernie przełożyły się na wynik. Te "plusy dodatnie" wyciągają mu ocenę aż na dawno nie widzianą u niego ósemkę.
Tello – 3 – Słabiutki mecz w wykonaniu skrzydłowego Barçy. Popełniał banalne błędy techniczne, karygodne wpadki w przyjęciu i na deser kilka błędnych decyzji z piłką przy nodze. Co najmniej raz wypuścił sobie piłkę na linię końcową bez szans dojścia do niej przed bandami reklamowymi. Koniecznie musi też urozmaicić strzał, bo na plasowane uderzenie w długi róg nie nabierze się już żaden bramkarz La Liga. Okrągła „10” to najwięcej strat w zespole; dwukrotnie więcej niż mający częściej futbolówkę pod stopą Fàbregas i trzykrotnie więcej niż grający o kwadrans dłużej Pedro. Plus dla Tello za pojedyncze udane zagrania i jedno naprawdę świetne dośrodkowanie do Thiago z pierwszej połowy, jednak to zdecydowanie za mało jak na 75 minut na tym poziomie. Zero przechwytów też mówi swoje o jego zaangażowaniu w grę. Ewidentnie nie miał swojego dnia.
Rezerwowi:
Mascherano – 4 – Wszedł z ławki już w 57. minucie i chyba nie zdążył sie dobrze rozgrzać, bo wkrótce popełnił banalny błąd przy próbie przecięcia podania. My mieliśmy déjà vu z Madrytu, Alvaro miał świetną okazję na zaskoczenie Valdésa, a wynik miał zamiar zrobiłć się znacznie mniej komfortowym. Trudno natomiast winić Masche za sytuację z samobójem - przypadki chodzą po ludziach, piłkarz też człowiek.
Messi – 8 – Wszedł i „pozamiatał” całe spotkanie. Choć wielu lubi przesadzać w ewaluacji boiskowych dokonań Leo, to tym razem Argentyńczyk szczerze zasłużył na komplementy. Najpierw zaliczył idealne otwierające podanie do Pedro, a później strzelił dwa gole „zamykające” mecz. Zresztą, choć sam dublet w pół godziny to wyczyn nielichy, po świetnej akcji indywidualnej z 64. minuty napastnik Barçy też zasłużył, by stanąć na wapnie. Czasem co się odwlecze, to... Messi grał na dużej świeżości i luzie, w najlepsze korzystając na zmęczeniu rywali. Szeroko rozciągał grę i wbijał sie jak taran w środek defensywy gospodarzy. Drugi gol bynajmniej nie był efektem żadnego wielkiego kunsztu, a wszystkie jego akcje policzyliśmy na palcach jednej ręki, ale z taką wydajnością może się w najlepsze rozgościć się na tronie Pichichi. Messi jokerem? Byłby najlepszym jokerem piłkarskiego świata.
Villa – 8 – Szkolna zabawa w proporcje sugerowałaby, że skoro Messi za 2 gole w 0,5h dostał 8, Villa powinien dostać tę samą notę za ½ tylu trafień w kwadrans:) Na szczęście matematyka to nie wszystko, ale trzeba naprawdę docenić, iż po raz drugi w sezonie El Guaje dostaje tylko kilkanaście minut od Tito (i jedną okazję od meczu), a mimo to kończy zawody na liście strzelców. Świetnie wyszedł na pozycję i po prostu zachował się jak trzeba, w stylu samego siebie z najlepszych lat. Oby dostawał jak najwięcej okazji do gry, bo widać jak bardzo jej potrzebuje, a jego... potrzebuje drużyna.
* Zawodnik Meczu wg Redakcji FCBarca.com
Komentarze (493)