Cóż to był za mecz! Było w nim wszystko: piękne gole, wspaniałe akcje, kartki, kontrowersyjne błędy i niesamowite emocje do ostatnich minut. Horror zakończony happy endem. Zwykło się mówić, że takimi meczami wygrywa się mistrzostwo. Betis, który zaprezentował się dziś doskonale, ostatecznie nie zdołał zatrzymać heroicznie grającej Barcelony, która dziś walczyła o coś więcej niż kolejne 3 punkty. Barça po wspaniałej walce wyszarpała dziś bezcenną wygraną, zwyciężyła życie.
Co ciekawe spotkanie doskonale rozpoczęli gracze przyjezdnych, co na Camp Nou zdarza się raz na przysłowiowy ruski rok. Pierwszą świetną okazję do objęcia prowadzenia piłkarze Betisu mieli w 7. minucie, kiedy to pojedynek sam na sam z Valdésem przegrał Jorge Molina. Chwilę później portero Blaugrany popisał się kolejną wspaniałą interwencją, która uchroniła zespół przed stratą bramki przy egzekwowaniu rzutu rożnego. Po kilku momentach szaleństwa Los Verdiblancos, do gry włączyli się podopieczni Pepa Guardioli i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 10. minucie fenomenalnym podaniem do Fabregasa popisał się Alexis, strzał Ceska trafił w słupek jednak dobitka Xaviego już wpadła do bramki. Nie minęły dwie kolejne minuty, a było już 2:0 i ponownie w roli głównej wystąpił Sanchez. Chilijczyk doskonałym dograniem z lewej flanki obsłużył Leo Messiego, który z kilku metrów bez najmniejszych problemów pokonał Casto. Po zdobyciu drugiego gola przez Barçę, gra obu zespołów się uspokoiła, jak się okazało, nie na długo.
W 22. minucie ponownie z dobrej strony pokazali się skazywani na pożarcie goście z Sevilli, którzy ładnie rozpracowali obronę Barcelony, jednak uderzenie Rubéna Castro poszybowało nad poprzeczką fortecy strzeżonej przez Valdésa. Co się odwlecze, to nie uciecze. Bardzo dobrze grający zawodnicy beniaminka śmiało poczynali sobie w ofensywie, co przyniosło efekt w 32. minucie. Szkolny błąd Mascherano do spółki z Abidalem wykorzystał najaktywniejszy w szeregach przyjezdnych Castro, który z najbliższej odległości nie dał szans Victorowi. Koledzy zafundowali swojego bramkarzowi ładny urodzinowy prezent, nie ma co. Snajper Betisu wykorzystał fakt, iż dwójka defensorów Mistrza Hiszpanii zamiast grać, spoglądała na arbitra oczekując odgwizdania spalonego, którego oczywiście nie było. Mylili się ci, którzy uważali, iż po stracie bramki Messi i spółka ruszą do ataków w celu ponownego powiększenia przewagi. Spotkanie się wyrównało, a podopieczni Pepe Mela byli równorzędnym rywalem dla faworyzowanego rywala, co w katalońskiej twierdzy jest prawdziwym ewenementem. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy w stosunku 2:1.
Początek drugiej części gry nie przyniósł żadnych zmian w grze obu drużyn, Betis nie cofnął się do obrony, ba jeszcze odważniej ruszył do ataków. W 51. minucie zaskakujące głośne dziś Camp Nou uciszył wprowadzony po przerwie Roque Santa Cruz, który wspaniałym strzałem z dystansu wykończył świetną kontrę swojego zespołu. Co jak co, ale tego Pep i jego piłkarze na pewno się nie spodziewali. W 54. minucie wreszcie widzieliśmy ładną akcję Barcelony. Po serii kilkunastu krótkich podań z lewej flanki wrzucał Abidal, na bramkę Casto strzelał Messi, ale bramkarz gości pewnie wyłapał futbolówkę. Barça ruszyła do szaleńczych ataków i zepchnęła do defensywy zawodników przyjezdnych, którzy z każdą kolejną minutą mieli coraz więcej problemów z powstrzymaniem Alexisa i spółki. W 59. minucie fantastyczną interwencją popisał się Nacho, który uchronił swój zespół przed stratą trzeciego gola w ostatniej chwili zatrzymując wychodzącego sam na sam La Pulgę. Kilka minut później wspaniałą sytuację miał Daniel Alves, który nie zdołał jednak wykorzystać błędu Casto nie orientując się... gdzie jest piłka. Po chwili powinniśmy ujrzeć rzut karny za przewinienie na Andresie Inieście, który w świetnym stylu ograł Jeffersona Montero. Niestety faulu gracza Betisu nie zauważył ten najważniejszy, arbiter pojedynku, który jakby było mało... ukarał Bladego żółtą kartką za rzekome symulowanie. Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał, iż ostatnie decyzje poszczególnych rozjemców w starciach Dumy Katalonii wołają o pomstę do nieba.
Podopieczni Guardioli niczym rozwścieczone, wygłodniałe stado lwów polujące na bezbronne gazele, szturmowali bramkę Betisu szybko wymazując z głów błędną decyzję Villanuevy. W 70. minucie przed polem karnym faulowany był Leo Messi, a tym który przewinił był mający już na koncie żółtko Mario. O dziwo sędzia spotkania tym razem podjął słuszną decyzję i ukarał defensora Verdiblancos drugim żółtym kartkonikiem, który w konsekwencji zamienił się w lśniącą czerwień oznaczającą koniec roli w dzisiejszym spektaklu. Z wolnego niestety nic nie wyszło, ale Barcelona się nie zrażała. W 73. minucie fenomenalną okazję do zdobycia gola miał Alexis, jednak Chilijczyk przegrał pojedynek sam na sam z portero gości. Nie minęło 60 sekund, a ten sam zawodnik miał drugą szansę po dośrodkowaniu z prawej strony boiska Daniego Alvesa. Niestety i tym razem nic z tego nie wyszło. Jednakże prawdziwego faceta poznaje się po tym jak kończy, nie zaczyna, a że do trzech razy sztuka, to na kwadrans przed końcem meczu Sanchez już trafił. Wspaniale przyjął długiego crossa Xaviego, z łatwością minął rywala i uderzył z dystansu pokonując Casto. Wytrwałość w dążeniu do celu byłego skrzydłowego Udinese przyniosła skutek i po chwili kataloński gigant skandował nazwisko genialnego i nietaniego mikrusa z Ameryki Południowej. Jasnym było, że potrzeba jeszcze jednego trafienia by spotkanie się uspokoiło. Tak też się stało. W 84. minucie za zagranie ręką Dorado, Iglesias Villunaeva odgwizdał jedenastkę (cuda jednak się zdarzają, Barcelona też czasami ma karnego), którą bardzo pewnie wykorzystał Messi i było po meczu. W końcówce swoją okazję miał jeszcze nadzwyczaj aktywny dzisiejszego wieczora Ruben Castro, ale interwencją w stylu genialnego Sławka Szmala popisał się niegorszy Victor Valdés. Już w doliczonym czasie gry podwyższyć wynik meczu próbował jeszcze Adriano, jednak jego chytre uderzenie minimalnie minęło prawy słupek bramki rywali.
Dzisiejszy mecz przypominał horror jakim, co rusz karmi nas fenomenalna reprezentacja Polski siatkarzy, która nie zwykła zostawiać swoich najwierniejszych fanów bez palpitacji serca. Barça miała dziś różne momenty, lepsze i gorsze, ale w żadnym momencie nie zwątpiła w końcowy tryumf. Mistrz pokazał wielką klasę i zasłużenie pokonał wspaniale walczących piłkarzy Betisu. Walka o mistrzowski tytuł trwa i trwać będzie nadal... Visca el Barça!
Bramki: 1:0 Xavi 10', 2:0 Messi 12', 2:1 Castro 32', 2:2 Santa Cruz 52', 3:2 Alexis 75'
FC Barcelona: Valdés; Puyol, Mascherano, Abidal; Busquets, Xavi, Iniesta (87' Adriano), Cesc (82' Thiago); Cuenca (46' Alves), Messi, Alexis
Betis Sewilla: Casto, Isidoro, Nacho, Mario, Dorado; Cañas, Iriney (46' Santa Cruz), Salva Sevilla (56' Matilla), Jefferson Montero, Rubén Castro, Molina (72' Utaritz).
Statystyki:
Bramki: 4-2
Strzały:14-11
Spalone: 2-2
Rzuty rożne: 5-3
Faule: 14-14
Żółte kartki: 3-6
Czerwone kartki: 0-1
Posiadanie piłki: 65%-35%
Widzów: 69889
Komentarze (1340)