La manita otra vez!

Looky, Kuba Borkowski

3 grudnia 2011, 19:20

1302 komentarze

FC Barcelona w pewny i bezproblemowy sposób pokonała Levante aż 5:0 w meczu 15. kolejki La Liga rozgrywanym na Camp Nou. Bramki dla gospodarzy zdobyli: Cesc Fàbregas - dwie, Isaac Cuenca, Leo Messi i Alexis Sánchez. Była to już czwarta manita w tym sezonie.

Zgodnie z planem Barça od początku dominowała i objęła prowadzenie już w 4. minucie. Podawał Messi, zagranie w efektowny sposób przedłużył Iniesta, a niepilnowany Cesc Fàbregas precyzyjnym strzałem w krótki róg pokonał Munúę. Od początku Duma Katalonii mogła więc grać na swoim poziomie, spokojnie i bez większej presji wyniku. W 17. minucie w swoim stylu prawą flanką ruszył Messi, ograł jednego rywala, minął drugiego, lecz jego strzał zablokował trzeci z piłkarzy Levante. Trzy minuty później Leo wykonywał rzut wolny z ponad 20 metrów, uderzył precyzyjnie, ale bramkarz zdołał odbić piłkę, a chcący dobić strzał Carles Puyol, nie trafił czysto w piłkę.

Gospodarze grali cały czas spokojnie, nie forsowali tempa, czekając tylko na odpowiedni moment, w którym mogliby zadać cios. Ten moment nastąpił w 33. minucie, gdy z rzutu wolnego dośrodkowywał Xavi, w polu karnym zupełnie niepilnowany pokazał się Fàbregas, który precyzyjnym strzałem głową nie dał Munúi żadnych szans. Bramka godna uwagi, bo wreszcie zdobyta głową.

Cztery minuty później obrona Levante została rozmontowana po raz kolejny. Przyśpieszył Messi, podał do Iniesty, ten odegrał jeszcze do Cuenki, a 18-latek ze stoickim spokojem strzelił po ziemi w długi róg, niczym boiskowy wyjadacz mający już całą piłkarską karierę za sobą. Chwilę wcześniej boisko musiał niestety opuścić Carles Puyol, który najprawdopodobniej doznał urazu oka. Do końca pierwszej części nic się już nie zmieniło, na przerwę po pewnej i spokojnej grze, Barça schodziła z wysokim prowadzeniem 3:0.

Drugą połowę Duma Katalonii zaczęła już z jedną zmianą: po poprawnym występie w pierwszej części gry w szatni pozostał Sergio Busquets, a jego miejsce zajął Keita. Barcelona rozpoczęła drugą część gry, tradycyjnie, od kilku szybkich ataków, ale akcja Sáncheza i strzał Fàbregasa nie znalazły drogi do bramki Walencyjczyków. Następnie inicjatywę przejęła ekipa gości, która po serii kilku rzutów rożnych rozegrała więcej składnych akcji, niż podczas całej pierwszej połowy. Na wspomnienie zasługuje zwłaszcza groźny, ale obroniony przez Valdésa, strzał Asiera del Horno. Po chwili jednak popularni Granoles, czyli w języku walencyjskim Żaby, musieli wracać do defensywy, bowiem rozpędziła się Barcelona. Ledwo do obrony wrócili, a już Munúa wyjmował po raz czwarty piłkę z bramki. Zdobywcą, jak się okazało przedostatniej bramki był Leo Messi.

Po zdobyciu czwartego gola podopieczni Guardioli wcale nie zamierzali zwalniać. Pięć minut później wynik na tablicy świetlnej zmienił się po raz kolejny. Doskonałym podaniem do Sáncheza popisał się Messi, po czym Chilijczyk ograł obrońcę, przekładając sobie piłkę na prawą nogę i finezyjnym uderzeniem pod poprzeczkę po raz czwarty w tym sezonie pokonał bramkarza przeciwników. Tym samym południowoamerykański duet napastników Blaugrany zaprzeczył teorii o konflikcie obydwu zawodników.

W 72. minucie przebłysk geniuszu El Niño Maravilla, Chilijczyk w przepiękny, trudny do opisania słowami sposób zagrał z klepki z Cuenką, ale młody Hiszpan nie zdołał dojść do piłki. Przez ostatnią część spotkania Barcelona grała nadal spokojnie i pewnie, co chwilę stwarzając zagrożenie pod bramką gości. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry swoją pierwszą bramkę w tym sezonie strzelił Andrés Iniesta, jednak sędzia boczny podjął absurdalną decyzję o spalonym i nie uznał tej prawidłowo zdobytej bramki. Przez to na Camp Nou doszło do czwartej manity w tym sezonie. Jeszcze pod koniec spotkania żółta kartką, tak na prawdę nie wiadomo za co, został ukarany Valdés.

Podopieczni Mistera po raz czwarty, po Atlético, Mallorce i Armerii, pokonali rywali manitą. Na pewno podwyższy to morale zespołu przed przyszłotygodniową potyczką na Santiago Bernabéu z Realem w ramach Gran Derbi. Martwić może jedynie słaba (mimo wysokiego wyniku) skuteczność, bosiem spokojnie moglismy zobaczyć "dwucyfrówkę", ale tak naprawdę czy po takim meczu może coś martwić? Po tym zwycięstwie Barcelona ma juz na koncie 12 meczów z rzędu na Camp Nou bez straty bramki, a w dziewięciu meczach domowych w tym sezonie strzeliła już niesamowitą liczbę 39 goli bez straty żadnego. Miejmy nadzieję, że passa strzelecka przeniesie się również na wyjazdy. Doskonałą okazją jest najbliższy ligowy mecz z Realem.

FC Barcelona - Levante UD, (3:0) 5:0

1:0 Cesc Fàbregas 4’
2:0 
Cesc Fàbregas 32’
3:0 
Isaac Cuenca 36’
4:0 
Leo Messi 53’
5:0 
Alexis Sánchez 58’

Barça: Valdés, Mascherano, Puyol (Alves 36’), Abidal, Sergio Busquets (Keita 45'), Xavi, Cesc Fàbregas (Pedro 71’), Iniesta, Alexis, Cuenca, Messi.

Levante: Munúa, Javi Venta (Rubén Suárez 64’), Ballesteros, del Horno, Juanfran, Farinós, Pedro López, Xavi Torres, Iborra (El Zhar 58'), Valdo, Koné.

Sędzia: José Antonio Teixeira Vitienes.

Widzów: 79 361.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1302)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze