Dwa miesiące po finale Ligi Mistrzów na londyńskim Wembley, piłkarze Manchesteru United i Barcelony spotkali się ze sobą ponownie. Tym razem jednak vendetta podopiecznych Sir Alexa Fergusona powiodła się, a piłkarze ze stolicy Katalonii musieli w końcu uznać wyższość rywali.
Pierwsze minuty w niczym nie przypominały spotkania towarzyskiego, głównie przez wzgląd na poczynania Diabłów (nomen omen) z Old Trafford, którzy nie stronili od ostrych wejść i agresywnych fauli. Szczególnym zainteresowaniem podopiecznych Fergusona "cieszył się" Busquets, który dwukrotnie został bezpardonowo zaatakowany. W tej sytuacji piłkarzom Barcelony trudno było narzucić tempo i dyktować warunki gry. Dobrze dysponowany w ostatnim czasie Thiago tym razem nie był w stanie dzielić i rządzić w środku pola, a zawodnicy Manchesteru swoich szans poszukiwali głównie skrzydłami. Czujny pozostawał jednak Víctor Valdés, pewnie wyłapując dośrodkowane piłki.
W 22. minucie podopieczni Fergusona wyszli na prowadzenie. Kapitalnie rozegraną kontrę wykorzystał Portugalczyk Nani, który pewnym strzałem pokonał bezradnie interweniującego Valdésa. Wydaje się jednak, że w tej sytuacji nieco zaspała defensywa Barcelony.
Po utracie bramki spotkanie wyrównało się. Więcej niż pięknych i składnych akcji było jednak walki, fauli i nieustępliwości. W 37. minucie raz jeszcze z dobrej strony pokazał się Nani, który najpierw wygrał pojedynek szybkościowy, a następnie zagrał płasko w pole karne. Niebezpieczeństwo w porę zażegnali defensorzy Barçy. Trzy minuty później kontuzji doznał Afellay, który w konsekwencji zmuszony został opuścić plac gry, a zastąpił go 20-letni skrzydłowy, Cuenca. Do przerwy żadnej z drużyn nie udało się już zagrozić bramce rywala i to podopieczni Fergusona schodzili do szatni, ciesząc się z prowadzenia.
Druga połowa zaczęła się od przewagi Barcelony. Szczególnie aktywny był Pedro, który dwukrotnie próbował zagrozić bramce De Gei. Tymczasem dobrze i pewnie prezentowała się defensywa Czerwonych Diabłów. Zadania nie ułatwiało to, że piłkarze Guardioli wyraźnie ustępowali rywalom pod względem szybkościowym, ale to można zrzucić na karb różnych etapów przygotowań do sezonu. W 64. minucie powinno być 2:0. Raz jeszcze fantastycznie "urwał się" obrońcy Nani, który jednak przegrał pojedynek sam na sam z Víctorem Valdésem. Próba dobitki przez Owena okazała się nieskuteczna. Minutę później świetną, dwójkową akcję zaprezentował Iniesta do spółki z Thiago. Temu ostatniemu nie udało się postawić kropki nad i, umieszczając z bliskiej odległości piłkę w bramce. W tej fazie spotkania Manchester ograniczył się w zasadzie do przeszkadzania i wybijania z rytmu gry.
Taktyka ta nie zdała jednak efektu w 70. minucie, kiedy to kapitalnym uderzeniem z 25 metrów popisał się Thiago, a bramkarz rywali mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem. Gra, a przy tym skuteczność Thiago z każdym spotkaniem imponuje coraz bardziej i już chyba nikt nie może mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z przyszłą gwiazdą światowego formatu.
Na odpowiedź Manchesteru nie trzeba było długo czekać. Błąd w środku pola umożliwił podopiecznym Fergusona wyprowadzenie kontry. Piłkę na 30 metrze otrzymał Owen, pognał przed siebie i "podcinką" pokonał wychodzącego z bramki Valdésa.
Ostatnie minuty to bezskuteczne próby wywalczenia remisu przez piłkarzy Barcelony. Szczelne szeregi defensywy Czerwonych Diabłów nie popełniły błędu, a jeszcze w ostatniej minucie wyśmienitą okazję miał Owen, który nie potrafił strzelić do bramki z trzech metrów. Po chwili arbiter zagwizdał po raz ostatni i ostatecznie Barça przegrała po raz pierwszy w trakcie tegorocznego okresu przygotowawczego.
Bramki:
1:0 Nani (22 min.)
1:1 Thiago (70 min.)
2:1 Owen (76 min.)
FC Barcelona: Valdés; Dos Santos, Busquets, Fontàs, Abidal; Keita, Thiago, Iniesta; Pedro, Villa i Afellay.
Manchester United: De Gea, Rafael, Evans, Vidic, Evra, Nani, Anderson, Cleverley, Young, Rooney i Welbeck.
Vendetta dokonana; Barça - Manchester 1:2
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (421)