Okiem Johana Cruyffa. Złota Piłka? Dla Xaviego!
Dla wzmocnienia emocji przed jutrzejszym ogłoszeniem zdobywcy Złotej Piłki za rok 2010, publikujemy z lekkim opóźnieniem ostatni felieton J. Cruyffa, opublikowany w oryginale 3.01.2011
Trzech finalistów w swoim własnym wyścigu o najważniejsze indywidualne wyróżnienie w światowej piłce, to przywilej i wielki honor. Dla Barçy i wszystkich culés.
Już w poniedziałek wszyscy będziemy wiedzieli. Messi, Xavi czy Iniesta. Jeden z nich zdobędzie Złotą Piłkę 2010. Wszyscy trzej z tej samej drużyny, co bardzo mówi więcej niż słowa o potencjale zespołu, z którego się wywodzą. Futbol to jedenastu zawodników, piłka i cała reszta czynników zmiennych. Gra się na boisku o wymiarach 60x100 metrów, a wszystko decyduje się na jego środku. Nic więcej. Tam zdobywasz piłkę i tam zaczynają się akcje.
Jednak jak tu zdecydować, kto jest najlepszy, skoro to sport drużynowy?
Leo Messi - za indywidualną doskonałość.
Andrésowi Inieście za panowanie nad piłką, szybkość i to, że niezależnie od pozycji wnosi tak wiele do gry; za strzelenie nie jednej, ale dwóch bramek, które na zawsze odznaczają się na całej karierze piłkarza.
Za całkowite oddane się drużynie, za bycie dowódcą, symbolem drużyny i całego klubu - dla Xaviego Hernándeza.
Messi jest teraz bezsprzecznie lepszym graczem niż był rok temu, kiedy wygrywał Złotą Piłkę i zdobywał rekordową ilość głosów. Postaw go w pobliżu pola karnego, oddaj piłkę, a on z tej sytuacji wyciągnie, ile tylko się da. Nie: ile on sam może, lecz ile ktokolwiek by mógł. Dodaj to do jego roli, jaką miał mniej więcej przez ostatnie pół roku. Lider. Jeśli nie strzeli, to na pewno zaliczy asystę albo "przynajmniej" wyprowadzi najgroźniejszą akcję meczu. I w tym tkwi jego potencjał.
Wszystko zamyka się na 15 metrach
Wydaje się, że to ogromny wysiłek, ale tak naprawdę to kwestia rutyny. Urozmaicanej, gdy jest to możliwe (gdy pozwoli na to rywal), ale powtarzalnej. W przypadku Messiego wszystko rozstrzyga się na dystansie piętnastu metrów: pięciu ostatnich przed samą bramką i dziesięciu wcześniejszych, które do sytuacji bramkowej doprowadziły. Najczęstszy rezultat: gol albo asysta.
Wszelako, aby to funkcjonowało, aby można było podziwiać "dwa w jednym": Messiego-strzelca i Messiego-króla asyst - poczynania innych muszą być komplementarne. Tworzyć razem zespół, którego członkowie uzupełniają się nawzajem. Zespół, który bez któregokolwiek z nich fałszowałby okropnie. Krok do tyłu, jaki wykonuje Argentyńczyk jest dobry wtedy, kiedy inni wykonują krok do przodu. Tylko wtedy. Później chodzi już o jego wizję, perfekcję w podaniu. Ale dobranie odpowiedniego momentu, szybkości i kierunku piłki - umożliwia mu ustawienie kolegów. Tu naprawdę najważniejsza jest drużyna, ona jest ponad tym wszystkim, co indywidualne.
Gdy wszystko współgra, nadchodzi główna nagroda. Gol. Nieważne czyj. Ale pamiętajmy, że ta nagroda, czyli gol, nie rodzi się pod bramką rywali, lecz o wiele wcześniej. Zaczyna się od Valdésa, który jako pierwszy z drużyny ma piłkę przy nodze. Później trafia ona do obrońców, którzy kontynuują zadanie. Dalej pomocnicy i napastnicy, którzy szukając luk i szans wyznaczają miejsca dla każdego na boisku.
Aby to wszystko dawało efekt, a gra spójnie toczyła się wzdłuż i wszerz, od prawej do lewej, potrzeba w tej orkiestrze dyrygenta. Kogoś z władzą, szybkością i spokojem [w znaczeniu "uspokojenie gry", w hiszpańskim to jedno słowo - przyp. red.]. Wszystkim na raz. Wszystkim z piłką przy nodze.
Spokój? Ty i twoi koledzy odpoczywają, ale rywal nie. Jak? Utrzymując się przy piłce i poruszając się z nią po swoim rewirze. Przyśpieszenie? Robiąc to samo, ale ze zmienną dynamiką. Błyskawicznie zmieniając tempo. Teraz decyduję się przyśpieszyć, ale za chwilę wiem, kiedy zwolnić... To cechy wyjątkowe w całym świecie futbolu. Miksem talentu i lat doświadczenia wyniesione do rangi sztuki. Dlatego skłaniam się ku Xaviemu. Za jego mądrość, dostosowanie tempa do wszystkich okoliczności, zdolność motywowania drużyny, tak częste decydowanie o losach meczu i meczów.
I za oddanie drużynie, i za inspirację dla innych. Pytanie, jakie można sobie zadawać, nie powinno brzmieć: "ile meczów zagrał Xavi w ostatnim sezonie", lecz: "ile przesiedział?" Gdzie Messi słabnie (patrz: Mundial), tam Xavi trwa i wychodzi zwycięsko. Gdzie Iniesta staje się bohaterem, dzięki swojej bramce w finale Mistrzostw - to Xavi jest jego "wspólnikiem". Uważam, że różnicę stanowi nie Mundial, ale miesiące go poprzedzające. Podczas gdy Iniesta tracił wiele spotkań, Xavi pojawiał się na boisku niemal bez przerwy. I to nie jest tak, że występy Xaviego raz są na słabą tróję, a raz na szóstkę. On zawsze gra lepiej niż średnia zespołu. Zazwyczaj, nadmiar rozegranych spotkań oznacza dwie rzeczy: kontuzję albo chwilowy (lub dłuższy) spadek formy spowodowany zmęczeniem. Tymczasem Xavi jest w stanie utrzymać swój poziom gry nawet bez odpoczynku, nawet pomimo bólu. I to jest prawdziwie imponujące i - moim zdaniem - decydujące.
Zdystansować rekordzistów
Messi może w tym roku nie wygrać i pewnie nie wygra. Pomimo tego, ja, my wszyscy i on sam chyba też wie, że może zdobyć nie dwie, ale trzy czy cztery Złote Piłki. Ze względu na wiek, umiejętności, doświadczenie, jakość gry. Zdobyte swego czasu przez Platiniego, Van Bastena czy mnie trzy Złote Piłki mogą być jedynie anegdotką w porównaniu do tego, co może osiągnąć ten chłopak. W roku, w którym nie ma Mundialu, nikt nie może się z nim równać w efektach gry indywidualnej. To dla wszystkich jasne. Nikt w tym momencie nie może zrobić tego, co robi Argentyńczyk. Co potwierdzają przy wielu okazjach jego koledzy z Barçy oraz kadry narodowej.
Trzej piłkarze wzorcowi
Iniesta może w tym roku nie wygrać, ale nieważne czy z nagrodą, czy bez - i tak zapisał się już w historii futbolu. W Barcelonie i reprezentacji Hiszpanii. I to znaczy o wiele więcej niż indywidualne trofeum.
Jeśli zaś chodzi o Xaviego, to jego ‘teraz albo nigdy'. Ze względu na wiek i ten szczególny dla niego rok. Jest natomiast pomiędzy tymi trzema piłkarzami remis, jeśli chodzi o ich zachowanie, sposób bycia. O to, jak się zachowują, co pokazują i przekazują na i poza boiskiem. To normalni faceci. Tak mówią wszyscy: ich koledzy z drużyny, trenerzy, przyjaciele, rodzina, wreszcie fani i dziennikarze.
To trzej skromni piłkarze, którzy pod każdym względem są przykładami dla młodych.
[źródło: El Periódico]
Trzech finalistów w swoim własnym wyścigu o najważniejsze indywidualne wyróżnienie w światowej piłce, to przywilej i wielki honor. Dla Barçy i wszystkich culés.
Już w poniedziałek wszyscy będziemy wiedzieli. Messi, Xavi czy Iniesta. Jeden z nich zdobędzie Złotą Piłkę 2010. Wszyscy trzej z tej samej drużyny, co bardzo mówi więcej niż słowa o potencjale zespołu, z którego się wywodzą. Futbol to jedenastu zawodników, piłka i cała reszta czynników zmiennych. Gra się na boisku o wymiarach 60x100 metrów, a wszystko decyduje się na jego środku. Nic więcej. Tam zdobywasz piłkę i tam zaczynają się akcje.
Jednak jak tu zdecydować, kto jest najlepszy, skoro to sport drużynowy?
Leo Messi - za indywidualną doskonałość.
Andrésowi Inieście za panowanie nad piłką, szybkość i to, że niezależnie od pozycji wnosi tak wiele do gry; za strzelenie nie jednej, ale dwóch bramek, które na zawsze odznaczają się na całej karierze piłkarza.
Za całkowite oddane się drużynie, za bycie dowódcą, symbolem drużyny i całego klubu - dla Xaviego Hernándeza.
Messi jest teraz bezsprzecznie lepszym graczem niż był rok temu, kiedy wygrywał Złotą Piłkę i zdobywał rekordową ilość głosów. Postaw go w pobliżu pola karnego, oddaj piłkę, a on z tej sytuacji wyciągnie, ile tylko się da. Nie: ile on sam może, lecz ile ktokolwiek by mógł. Dodaj to do jego roli, jaką miał mniej więcej przez ostatnie pół roku. Lider. Jeśli nie strzeli, to na pewno zaliczy asystę albo "przynajmniej" wyprowadzi najgroźniejszą akcję meczu. I w tym tkwi jego potencjał.
Wszystko zamyka się na 15 metrach
Wydaje się, że to ogromny wysiłek, ale tak naprawdę to kwestia rutyny. Urozmaicanej, gdy jest to możliwe (gdy pozwoli na to rywal), ale powtarzalnej. W przypadku Messiego wszystko rozstrzyga się na dystansie piętnastu metrów: pięciu ostatnich przed samą bramką i dziesięciu wcześniejszych, które do sytuacji bramkowej doprowadziły. Najczęstszy rezultat: gol albo asysta.
Wszelako, aby to funkcjonowało, aby można było podziwiać "dwa w jednym": Messiego-strzelca i Messiego-króla asyst - poczynania innych muszą być komplementarne. Tworzyć razem zespół, którego członkowie uzupełniają się nawzajem. Zespół, który bez któregokolwiek z nich fałszowałby okropnie. Krok do tyłu, jaki wykonuje Argentyńczyk jest dobry wtedy, kiedy inni wykonują krok do przodu. Tylko wtedy. Później chodzi już o jego wizję, perfekcję w podaniu. Ale dobranie odpowiedniego momentu, szybkości i kierunku piłki - umożliwia mu ustawienie kolegów. Tu naprawdę najważniejsza jest drużyna, ona jest ponad tym wszystkim, co indywidualne.
Gdy wszystko współgra, nadchodzi główna nagroda. Gol. Nieważne czyj. Ale pamiętajmy, że ta nagroda, czyli gol, nie rodzi się pod bramką rywali, lecz o wiele wcześniej. Zaczyna się od Valdésa, który jako pierwszy z drużyny ma piłkę przy nodze. Później trafia ona do obrońców, którzy kontynuują zadanie. Dalej pomocnicy i napastnicy, którzy szukając luk i szans wyznaczają miejsca dla każdego na boisku.
Aby to wszystko dawało efekt, a gra spójnie toczyła się wzdłuż i wszerz, od prawej do lewej, potrzeba w tej orkiestrze dyrygenta. Kogoś z władzą, szybkością i spokojem [w znaczeniu "uspokojenie gry", w hiszpańskim to jedno słowo - przyp. red.]. Wszystkim na raz. Wszystkim z piłką przy nodze.
Spokój? Ty i twoi koledzy odpoczywają, ale rywal nie. Jak? Utrzymując się przy piłce i poruszając się z nią po swoim rewirze. Przyśpieszenie? Robiąc to samo, ale ze zmienną dynamiką. Błyskawicznie zmieniając tempo. Teraz decyduję się przyśpieszyć, ale za chwilę wiem, kiedy zwolnić... To cechy wyjątkowe w całym świecie futbolu. Miksem talentu i lat doświadczenia wyniesione do rangi sztuki. Dlatego skłaniam się ku Xaviemu. Za jego mądrość, dostosowanie tempa do wszystkich okoliczności, zdolność motywowania drużyny, tak częste decydowanie o losach meczu i meczów.
I za oddanie drużynie, i za inspirację dla innych. Pytanie, jakie można sobie zadawać, nie powinno brzmieć: "ile meczów zagrał Xavi w ostatnim sezonie", lecz: "ile przesiedział?" Gdzie Messi słabnie (patrz: Mundial), tam Xavi trwa i wychodzi zwycięsko. Gdzie Iniesta staje się bohaterem, dzięki swojej bramce w finale Mistrzostw - to Xavi jest jego "wspólnikiem". Uważam, że różnicę stanowi nie Mundial, ale miesiące go poprzedzające. Podczas gdy Iniesta tracił wiele spotkań, Xavi pojawiał się na boisku niemal bez przerwy. I to nie jest tak, że występy Xaviego raz są na słabą tróję, a raz na szóstkę. On zawsze gra lepiej niż średnia zespołu. Zazwyczaj, nadmiar rozegranych spotkań oznacza dwie rzeczy: kontuzję albo chwilowy (lub dłuższy) spadek formy spowodowany zmęczeniem. Tymczasem Xavi jest w stanie utrzymać swój poziom gry nawet bez odpoczynku, nawet pomimo bólu. I to jest prawdziwie imponujące i - moim zdaniem - decydujące.
Zdystansować rekordzistów
Messi może w tym roku nie wygrać i pewnie nie wygra. Pomimo tego, ja, my wszyscy i on sam chyba też wie, że może zdobyć nie dwie, ale trzy czy cztery Złote Piłki. Ze względu na wiek, umiejętności, doświadczenie, jakość gry. Zdobyte swego czasu przez Platiniego, Van Bastena czy mnie trzy Złote Piłki mogą być jedynie anegdotką w porównaniu do tego, co może osiągnąć ten chłopak. W roku, w którym nie ma Mundialu, nikt nie może się z nim równać w efektach gry indywidualnej. To dla wszystkich jasne. Nikt w tym momencie nie może zrobić tego, co robi Argentyńczyk. Co potwierdzają przy wielu okazjach jego koledzy z Barçy oraz kadry narodowej.
Trzej piłkarze wzorcowi
Iniesta może w tym roku nie wygrać, ale nieważne czy z nagrodą, czy bez - i tak zapisał się już w historii futbolu. W Barcelonie i reprezentacji Hiszpanii. I to znaczy o wiele więcej niż indywidualne trofeum.
Jeśli zaś chodzi o Xaviego, to jego ‘teraz albo nigdy'. Ze względu na wiek i ten szczególny dla niego rok. Jest natomiast pomiędzy tymi trzema piłkarzami remis, jeśli chodzi o ich zachowanie, sposób bycia. O to, jak się zachowują, co pokazują i przekazują na i poza boiskiem. To normalni faceci. Tak mówią wszyscy: ich koledzy z drużyny, trenerzy, przyjaciele, rodzina, wreszcie fani i dziennikarze.
To trzej skromni piłkarze, którzy pod każdym względem są przykładami dla młodych.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)