Johan Cruyff w swoich cotygodniowych felietonach na łamach El Periódico de Catalunya porusza istotne tematy związane z drużyną Barcelony i jej otoczeniem. W dzisiejszym wydaniu postanowił skupić swoją uwagę na Leo Messim, który 30 września otrzyma nagrodę Złotego Buta. Najlepszy strzelec lig europejskich, który w minionym sezonie zdobył 34 gole, spotkał się z wielkim uznaniem twórcy Dream Teamu. Holender mając na uwadze umiejętności i zdrowie Argentyńczyka szczególnie po ostatniej kontuzji, przestrzegł przed jego zbyt szybkim powrotem na boisko. Więcej przeczytacie poniżej.
Złota Piłka, jako najwyższe wyróżnienie dla najlepszego piłkarza roku, zwykle staje się otwartym polem do dyskusji, czy dany gracz na nią zasłużył. Tutaj decydują głosy - niegdyś tylko dziennikarzy, teraz także trenerów reprezentacji narodowych i kapitanów tychże zespołów. Każdy głosujący może jednak rozpatrywać inne kryteria, np. mając na uwadze wywalczone przez zawodnika tytuły lub też jego charakterystykę. Wybór zatem nigdy nie był jednogłośny i ten rok wyjątkiem od tej reguły nie będzie. Z drugiej strony, Złoty But, czyli nagroda dla zawodnika, który zdobył największą liczbę goli w ligach europejskich, to czysta matematyka. Przelicznik ‘z góry' przypisany dla danej ligi przemnażany przez liczbę bramek strzelonych przez piłkarza, wyłania zwycięzcę. Wydaje się, że ta nagroda jest najbardziej indywidualnym wyróżnieniem ze wszystkich - dzięki Messiemu jednak, nabrała ona wymiaru kolektywnego. Bardziej niż kiedykolwiek.
To, że zasłużył na Złotego Buta, jest oczywiste - 34 gole to wynik wręcz spektakularny. Mając też na uwadze urodę tych bramek, większość z nich była więcej niż tylko ‘ładna'. Z mojego punktu widzenia, ta cenna nagroda, którą otrzyma do rąk własnych, będzie również wielkim hołdem dla całej drużyny i dla piłkarskiego stylu, który reprezentuje. Jedno, na co wypada mu zwrócić uwagę, to fakt, ile goli strzelił i w jaki sposób strzelił, grając w klubie i drużynie narodowej. A poprzez swój styl, filozofię i poprzez elementy, które o niej stanowią, Barça daje mu na to wiele szans.
Tak niski, na pozór ‘kruchy', ale jakże szybki we wszystkich piłkarskich aspektach zawodnik - łącznie ze skutecznością - sprawia wrażenie wręcz doskonałego. Czy jest niezawodny? Nikt taki nie jest. Obserwujesz go i pierwszą niedoskonałością, która rzuca ci się w oczy, to jego gra w powietrzu. Słaby punkt, który ujawnia się, gdy Leo ma obok siebie rosłego obrońcę. Nie widać go wówczas, kiedy powietrzna walka łączy się z przewidywaniem i szybkością Argentyńczyka. Kiedy startuje do piłki o pół tempa wcześniej, kiedy biegnie do właściwego miejsca, mając o wiele szersze ‘widzenie' gry i uwalniając się spod opieki obrońcy, jest w stanie wyskoczyć do piłki tak wysoko, jak każdy inny zawodnik. Jego bramka zdobyta ‘główką' w finale Ligi Mistrzów w Rzymie była właśnie jednym z takich przykładów - ‘lecąc' wysoko, równoważąc ciało, kark i głowę, uderzył piłkę mocno i celnie.
Umiejętności Leo pozwalają przypuszczać, że jeszcze powtórzy sukcesy w indywidualnych nagrodach. Stanie się tak tylko wtedy, gdy sam zdecyduje się wybrać utrzymanie właściwej równowagi. Sam dobrze wiem, że można w pojedynkę zdobywać gole, ale nie da się robić tego ciągle i we wszystkich przypadkach. Proces strzelania bramek prowadzony jest przez grę całego zespołu, a kończy go jeden zawodnik. Jeżeli ktoś o tym zapomni, gol nie padnie w ogóle, albo przyjdzie na niego czekać bardzo długo. Zatem, jeśli Leo Messiego dany gracz do tej pory krył, teraz będzie robił to z jeszcze większą uwagą. Bo tylko samobójca albo szaleniec może dać wolną przestrzeń chłopakowi, który w ciągu mniej niż 38 kolejek zdobył 34 gole!
Transfer, który ma pomóc
W sezon po zdobyciu Złotego Buta, rozumiem sytuację, w której Barcelona podpisuje kontrakt z nowym zawodnikiem, równie szybkim, co bramkostrzelnym i pasującym do Messiego. Villa również kocha strzelanie goli. I to oznacza pół, albo metr więcej przestrzeni dla Leo, dodatkowo też inne pół metra, które może mu dać przemieszczanie się na boisku Bojana, Iniesty lub Pedro i absorbowanie przez nich uwagi obrońców. Innymi słowy, pół metra, które już masz plus drugie pół, które daje transfer Davida Villi, sprawia że Messi ma już dodatkowy metr wolnej przestrzeni przed sobą. Podczas meczu ‘dziura' w obronie rywali prędzej czy później się pojawi, zależy to jednak od tego, jak szybko przemieszczają się z piłką koledzy z drużyny. Są to drobne szczegóły w całej konfiguracji zestawienia piłkarzy na dany mecz, ale wraz z przyjściem Davida Villi wiem, że może to przynieść sukces. Dla rywala bowiem oznacza to rozdrobnienie uwagi i ryzyko powstania wolnych przestrzeni.
Zdrowy rozsądek
Tymczasem nie ma potrzeby liczyć na szybki powrót Leo Messiego. Najważniejsza jest jego kostka i jej spokojny powrót do pełni sprawności. W tym momencie liczy się tylko zdrowy rozsądek. A to dlatego, że nie w pełni wyleczona kontuzja przysporzy mu problemów nie podczas gry, ale w ciągu całej jego kariery. W takiej sytuacji trzeba chronić piłkarza przed nim samym, bo zawsze ma wielką ochotę, by pohasać po murawie. W Kazaniu w środę i w Japonii razem z Argentyną 8 października. Czy te mecze mają rangę jakiegoś finału? Nie! Podjęcie ryzyka byłoby możliwe w przypadku bardzo ważnych spotkań. A ponieważ ani mecz w Kazaniu, ani ten reprezentacyjny nie mają fundamentalnego znaczenia, ryzyko się nie opłaca. Oprócz dalekiej podróży, która wstrzymuje specyficzny proces odbudowy kontuzjowanej kostki, można niepotrzebnie narazić na niebezpieczeństwo zdrowie zawodnika. Wszystko za dolary, które strumieniem płynąć będą na konto Argentyńskiej Federacji w zamian za obecność Leo na boisku w towarzyskim meczu. To samo tyczy się Barcelony - czy w dalekiej Rosji będą walczyć o mistrzostwo? Nie, to tylko drugi z sześciu meczów rundy grupowej.
Barça jest w stanie świetnie sobie poradzić w Kazaniu bez Messiego, tak jak Argentyna w Japonii. Rozumiem, że Iniesta ryzykował wszystko, żeby zagrać w finale Ligi Mistrzów w Rzymie. Ale to był wielki mecz - mecz sezonu i na dodatek, ostatni. Natomiast te spotkania, które są przed nami takie nie są. W Rzymie Iniesta zagrał i po meczu wznosił puchar. Ale za jaką cenę? Zapłacił za to straconym okresem przygotowawczym, co skutkowało kontuzjami w trakcie kolejnego sezonu. Czy to była inna kontuzja od tej, którą odniósł Leo? Z pewnością, ale tu liczy się postępowanie. Teraz nie warto ryzykować.
[źródło: El Periódico de Catalunya]
Okiem Johana Cruyffa: Nagrody dla Messiego wyróżnieniem całej drużyny
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (10)