Lekcja pokory od beniaminka: Barça 0-2 Herculés

IceMan

11 września 2010, 17:37

1073 komentarze
W futbolu nie ma rzeczy niemożliwych. Dzisiejszy mecz jest tego najlepszym przykładem. Skazywany na pożarcie Herculés Alicante jak najbardziej zasłużenie wygrał z Mistrzem Hiszpanii 2-0. A pomyśleć, że Esteban Vigo wraz ze swoimi ambitnymi podopiecznymi, którzy w przeddzień meczu na Camp Nou zapowiadali walkę wyłącznie o zwycięstwo zostali przez wielu... wyśmiani. Drodzy Culés - szacunek należy się KAŻDEMU rywalowi i ŻADNEGO z nich nie można lekceważyć. Dlatego apeluję, zejdźcie na ziemię.

Początek meczu nie zapowiadał ogromnej sensacji jaką niewątpliwie 90 minut później był końcowy wynik na tablicy świetlnej. Oba zespoły zaczęły spokojnie i tradycyjnie to gracze Barçy jako pierwsi stworzyli zagrożenie pod bramką przyjezdnych. Kapitalną dwójkową akcją popisał się Maxwell do spółki z Villą, Brazylijczyk popędził lewym skrzydłem i doskonale dograł do będącego w polu karnym Bojana Krkica. Nowa ‘9' Dumy Katalonii bardzo efektownie chciała wykończyć akcję. Chcieć, a móc to dwie różne rzeczy, zabrakło zarówno efektowności jak i efektywności. Bojan zamiast wpakować piłkę do siatki, tylko musnął ją piętą. Na kolejną składną akcję podopiecznych Guardioli czekaliśmy do 17 minuty. Wtedy to ambitnie o piłkę powalczył Messi, który na nasze nieszczęście sam postanowił wykończyć akcję i skończyło się tylko na rzucie rożnym. W 20 minucie pierwszy raz "zadebiutował" Mascherano, który za przerwanie kontry rywala ujrzał żółty kartonik. Dokładnie 5 minut później ostatni element układanki Guardioli podczas okienka transferowego powinien... wylecieć z boiska za faul na Drenthe podczas jednej z kontr. Tylko i wyłącznie pobłażliwość arbitra sprawiła, iż Javier pozostał na boisku. Premier League znacznie różni się od La Liga i im prędzej Mascherano to zrozumie, tym lepiej dla niego i dla Barcelony. Gracze Herculésa nie mogli jednak mieć pretensji gdyż kilkadziesiąt sekund później nieoczekiwanie wyszli na prowadzenie. W zamieszaniu jakie powstało po wykonaniu rzutu wolnego najlepiej odnalazł się Nelson Valdez, który otworzył wynik spotkania. Szok na Camp Nou i ogromna radość zawodników beniaminka.

Blaugrana musiała odrabiać straty, a do tego na swoim boisku raczej nie jest przyzwyczajona. W 34 minucie fantastycznie tego dnia dysponowany Adriano dośrodkował na głowę wbiegającego w pole karne Piqué, jednak wychowanek Blaugrany minimalnie spudłował. To była najlepsza okazja do zdobycia bramki w pierwszej połowie, niestety nie została wykorzystana. 120 sekund później ponownie ze świetnej stronie pokazał się Adriano, który wywalczył futbolówkę i dośrodkował w stronę Krkica. W zamieszaniu w polu karnym Bojan minął się jednak z futbolówką i wynik pozostał bez zmian. W 40 minucie zdecydowanie najaktywniejszy Brazylijczyk pokazał się z nieco innej strony. Po jednym ze starć przy linii bocznej doszło do nieporozumienia pomiędzy wspomnianym Adriano, a Trezegeutem, który uderzył w twarz defensora Mistrza Hiszpanii. Arbiter nie dał się jednak nabrać na nieco teatralny upadek reprezentanta Canarinhos i... pokazał obu zawodnikom żółte kartki. Brazylijczyk, który był zdecydowanie największym bohaterem pierwszych 44 minut w ostatniej mógł się stać antybohaterem. Delikatne podanie obrońcy do Valdésa prawie przejął Nelson Valdez i tylko refleks portero Barçy sprawił, że pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0-1. Katalończycy bardzo rozczarowali, zauważył to Pep Guardioli, który od początku drugiej części desygnował do gry Xaviego i Pedro, którzy zmienili Mascherano i bezbarwnego Bojana.

Właśnie duet, który dopiero wszedł na boisko już w 47 minucie mógł doprowadzić do wyrównania. Piękną akcję lewą stroną przeprowadził Pedro, dośrodkował w pole karne wprost pod nogi nabiegającego Xaviego, jednak Hernandez uderzył nad poprzeczką. Niestety bardzo ładna akcja rozpoczynająca drugą połowę nie była zwiastunem lepszej gry gospodarzy. Na boisku wiało nudą do 58 minuty. Wtedy to kolejny cios zadali goście, którzy prawym skrzydłem boiska przeprowadzili wspaniałą kontrę, dośrodkowali w pole karne, gdzie na futbolówkę czyhał już Valdez. Paragwajczyk precyzyjnym uderzeniem po raz drugi trafił do bramki strzeżonej przez Victora Valdésa. Fani zgromadzeni na Camp Nou, sztab szkoleniowy i sami piłkarze nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Zamiast łatwego zwycięstwa, łatwa porażka?

Obrońcy tytułu ruszyli do odrabiania strat i pierwsza dogodna okazja nadarzyła się w 63 minucie. Ładną indywidualną akcją popisał się Leo Messi, jednak na drodze piłce do bramki stanął dobrze dysponowany Calatayud. Mylili się wszyscy ci, którzy spodziewali się prawdziwego szturmu ze strony Barçy. Co więcej, to goście byli bliżsi podwyższenia na 3-0, ale doskonałą okazję zmarnował Cortes. Chwilę później swoją szansę miał Villa. Świetnym podaniem Messiego uruchomił Iniesta, Argentyńczyk dograł do wbiegającego w pole karne Villi, ale strzał popularnego El Guaje obronił Calatayud. W 74 minucie swoich sił spróbował wprowadzony po przerwie Pedro jednak i z nim pojedynek wygrał goalkeeper gości. Zawodnicy Guardioli gubili się w defensywie i w 75 dali kolejną okazję do zdobycia bramki mieli goście. Uderzenie z woleja jednego z zawodników Herculésa minimalnie minęło słupek bramki Valdésa. Dokładnie cztery minuty później zawodnicy beniaminka zrobili prawdziwy wiatrak z katalońskiej defensywy, ale świetnej kontry z prawej strony boiska nie potrafił wykorzystać Trezegeut, który próbując strzelać, minął się z piłką. Całe szczęście... Na akcję gości odpowiedział Pedro, ale jego indywidualna akcja ponownie nie przyniosła oczekiwanych efektów, znów dobrą interwencją popisał się Calatayud. Także i sprytne uderzenie Andrésa Iniesty w 84 minucie meczu padło łupem portero drużyny z Alicante. Na dwie minuty przed końcem mogło dojść do prawdziwego upokorzenia Mistrza Hiszpanii i Mistrza Świata. Fatalną stratą przed polem karnym "popisał" się Xavi, ale ani Kiko, ani Trezegeut nie potrafili w sytuacji sam na sam pokonać Valdésa. Do końca spotkania nie wydarzyło się już nic ciekawego i dokładnie w 94 minucie pan Velasco Carballo zakończył starcie Dawida z Goliatem. Dawid zwyciężył i to w wielkim stylu. Cóż więcej wypada napisać skoro najlepszym graczem Barçy był Victor Valdés? Ten, który miał poprowadzić Barçę do zwycięstwa formę zostawił w Buenos Aires, a reszta dostosowała się do jego przeciętnego poziomu. A dziś przeciętny poziom to było zdecydowanie za mało by zdobyć choć jeden punkt w starciu ze skazywanym na pożarcie Herculésem Alicante. Martwić może fakt, że zespół beniaminka stworzył sobie więcej sytuacji, był skuteczniejszy, lepiej grał zarówno w obronie jak i ataku. Martwić może fakt, że Barça po raz kolejny udowodniła, iż nie potrafi sobie poradzić z zespołem, który broni się prawie całym zespołem i nastawia się na kontrataki. Ale taki zimny prysznic przyda się chłopakom Guardioli, którzy po rozbiciu Santander byli chyba zbyt pewni siebie. Co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Dla pesymistów, którzy rozpaczają po dzisiejszej przegranej pragnę przypomnieć początek sezonu 08/09. Po dwóch kolejkach Barça miała na koncie... 1 punkt. A jak ów sezon się zakończył? Nikomu przypominać chyba nie muszę.

FC Barcelona: Valdés, Adriano (Dani Alves 59'), Piqué, Abidal, Maxwell, Mascherano (Xavi 46'), Keita, Iniesta, Bojan (Pedro 46'), Villa, Messi.

Herculés: Calatayud, Cortés, Abraham Paz, Pamarot, Peña, Fritzler, Valdez (Kiko 64'), Abel Aguilar, Tiago Gómez (Tote 74'), Drenthe (Sendoa 61'), Trezeguet.

Gole: Valdez (26') i (58').

Kartki: (Żółte) - Mascherano (19'), Trezeguet (41'), Adriano (41'), Drenthe (43').

Arbiter: Velasco Carballo.

Widzów: 79.363.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1073)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy