Un año increíble - niezapomniane chwile 2009 roku
Historyczny, fantastyczny, niewiarygodny... Żadne przymiotniki nie są w stanie oddać tego, jaki był miniony rok. W ciągu dwunastu miesięcy całe barcelonismo trafiło do piłkarskiego raju, a drużyna, która nie tak dawno przeżyła "szpaler wstydu" na Santiago Bernabéu, zapisała się złotymi literami w historii światowego futbolu, wygrywając wszystko, co było do wygrania. Rok 2009 obfitował w wydarzenia, czasem śmieszne, czasem wzruszające, których culés szybko nie zapomną.
Przeprowadzka do Ciutat Esportiva
19 stycznia pierwsza drużyna Barcelony przeniosła się do Ciutat Esportiva Joan Gamper, kompleksu sportowego, którego powstanie planowano już w połowie XX wieku. Koszt budowy wyniósł 68 milionów euro, ale słowa piłkarzy potwierdzają, że była to udana inwestycja. "To tak, jakbyśmy byli we własnym miasteczku, gdzie masz wszystkie wygody i możesz cieszyć się większym spokojem", mówił Andrés Iniesta. Wtórował mu Dani Alves, twierdząc, że "Kiedy pierwszy raz przybyliśmy do Ciutat Esportiva, uświadomiliśmy sobie jakie to cudowne miejsce", a Sergio Busquets zapewniał, iż w Sant Joan Despí "pracujesz lepiej, jest tam więcej miejsca, szczęśliwsza i bardziej otwarta atmosfera". Jak pokazały ubiegłoroczne sukcesy, treningi w "piłkarskim Disneylandzie" wyszły zawodnikom Barçy na dobre.
Messi 5000
Przed lutowym meczem z Racingiem Santander zastanawiano się, kto strzeli dla Barcelony 5000. gola w rozgrywkach ligowych. Choć wydarzenie to zaprzątało głowy kibiców i dziennikarzy, Pep Guardiola nie przywiązywał do niego wagi. "Może lepiej by było, gdyby któryś z naszych strzelców go zdobył, ale to dla mnie nieistotne. Chociaż czemu nie Abidal, który nigdy nie strzelił bramki?", żartował. Autorem
target="_blank">historycznego trafienia został jednak Argentyńczyk Leo Messi, który wchodząc na boisko w drugiej połowie odmienił losy meczu i sprawił, że Katalończycy mogli dopisać do swojego konta kolejne trzy punkty. Kilka dni później Leo spotkał się na Camp Nou z Quinim i Amorem, czyli zdobywcami goli numer 3000. i 4000.
"Te lo he dicho!"
Kilkanaście dni później punkty dla Barcelony ratował Samuel Eto\'o. Po 45. minutach gry Katalończycy przegrywali z Betisem 0:2. Tuż przed przerwą, w doliczonym czasie gry, po faulu na Inieście arbiter odgwizdał rzut karny. Po strzale Kameruńczyka piłka trafiła w Ricardo, jednak przy dobitce bramkarz nie miał szans. Jak powiedziałby to pan Szpakowski, "wróciliśmy z dalekiej podróży". W drugiej połowie na boisku pojawił się Leo Messi. Guardiola chciał, by Argentyńczyk zagrał na szpicy, a jego pozycję na prawym skrzydle zajął Eto\'o. Plan ten nie spodobał się Czarnej Perle. Eto\'o przekonał Pepa, że gra na środku ataku zwiększy jego szanse na zdobycie gola. Po strzeleniu drugiej bramki, dającej Katalończykom jeden punkt, podbiegł do Guardioli i krzyknął "A nie mówiłem?!"
"Jeśli przeniósłbym się na prawą stronę, to Lionel miałby ‘na sobie\' mnóstwo obrońców, dlatego pozostałem w środku", tłumaczył po spotkaniu kameruński snajper, dla którego gol w meczu z Betisem był 23. trafieniem w sezonie.
Madryt na kolanach
Któż nie pamięta napiętej atmosfery jaka towarzyszyła majowym Gran Derbi. Na półmetku rozgrywek Barcelona miała 12 punktów przewagi nad Realem, którą później roztrwoniła do czterech. Bezpośredni pojedynek na Santiago Bernabéu miał dać ostateczną odpowiedź, kto jest najlepszy w rozgrywkach i znacznie przybliżyć jedną z drużyn do końcowego triumfu. Wszyscy Cules liczyli na zwycięstwo, ale to czego dokonała Barça przeszło najśmielsze oczekiwania. "Królewscy" zostali upokorzeni na własnym terenie, a Blaugrana zapisała kolejną złotą kartę w historii. Ten mecz przypominany będzie przez dekady i nieprędko uda się powtórzyć taki wynik...
Gooolllaaazzzooooo!!!
Cytując katalońskiego komentatora radia RAC1 - Joaquima Marię Puyal - "Gol del lo puto crack" nie da się chyba lepiej określić tego, co stało się 6 maja na Stamford Bridge. Gol Andrésa Iniesty w 92. minucie był czymś, co zostanie w pamięci culés do końca życia z trzech powodów. Po pierwsze dał awans do finału Ligi Mistrzów. Po drugie było to uderzenie po prostu genialne i piękne. Ale po trzecie i najważniejsze, gdyby nie ten gol, nie byłoby finału LM, nie byłoby potrójnej korony, nie byłoby najlepszego roku w historii Barcelony. Do tej pory dramatycznie wygrane końcówki meczów kojarzyły się automatycznie z golem José Maria Bakero w meczu przeciwko Kaiserslautern w 1991 roku. Dzięki tej bramce, Barça awansowała do kolejnej rundy Pucharu Europy, który ostatecznie potem wygrała. Mimo wszystko bramka Iniesty po prostu przyćmiewa gola Bakero. Bo to dzięki niemu przeszła do historii, a my mogliśmy być tego świadkami...
Campions de Copa del Rei
Puchar Króla był pierwszym trofeum Barcelony w 2009 roku. Zanim na ławce trenerskiej pojawił się Pep Guardiola, rozgrywki te traktowane były z lekkim przymrużeniem oka, przez co ostatni raz Barça wygrywała Copa del Rey w 1998 roku. Jednakże szkoleniowiec z Santpedor cały czas podkreślał, że zespół będzie walczył na wszystkich frontach i słowa dotrzymał. Sam finał, w którym Barcelona zmierzyła się z Athletic Bilbao był chyba najpiękniejszy ze wszystkich. Dlaczego? Bo pomimo tego, że spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem Blaugrana (4:1), to na stadionie panowała fenomenalna atmosfera. Kibice obu drużyn dopingowali swoich podopiecznych do ostatnich minut. Wszyscy przyszli obejrzeć wspaniałe widowisko i takie otrzymali.
Campions d\'Espanya
Po świetnym sezonie i fenomenalnym zwycięstwie na Santiago Bernabéu, końcowy triumf był już jedynie kwestią czasu. Wygranie rozgrywek La Liga było drugim w roku 2009. Na drużynę Pepa Guardioli czekał już jedynie finał Ligi Mistrzów, by móc wpisać się w annały historii...
Campions d\'Europa
Po podbiciu dwóch wielkich europejskich stolic - Madrytu i Londynu - ostatni na drodze do bram historii stał Rzym. W finale Ligi Mistrzów Barcelona zmierzyła się obrońcą trofeum - Manchesterem United. Stadion Olimpijski w Rzymie, 70. minuta finału Ligi Mistrzów. Barcelona wygrywa z Manchesterem United 1:0. Xavi otrzymuje piłkę na prawej stronie i fenomenalnie podaje ją do Messiego. Mierzący 1,69m Leo wyskakuje w górę i uderza futbolówkę głową. O\'Shea (1,90m), Ferdinand (1,8 m) i Van der Sar (1,97 ) bezradnie obserwują, jak piłka wpada do bramki, a piłkarze i kibice Barçy cieszą się z drugiego gola Kiedy kilkanaście minut przed godziną 23 zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego wiadomym było, że patrzymy na jedną z najlepszych drużyn wszech czasów. Potrójną koronę w Hiszpanii nie zdobył wcześniej nikt, a na całym kontynencie dokonały tego raptem cztery zespoły. Wygranie Ligi Mistrzów otworzyło bramę, która zaprowadziła zespół Guardioli na sam szczyt szczytów, którego nie sięgnęła żadna drużyna. Po meczu zapytano go, czy można już nazywać Argentyńczyka najlepszym graczem świata. "W mojej opinii on się nigdy nie zmienił. Dla mnie zawsze będzie najlepszy na świecie i wydaje mi się, że już powoli grawerują jego imię na Złotej Piłce".
"Alee ooo oschho chossii?"
Gdy na Stadionie Olimpijskim zabrzmiał ostatni gwizdek arbitra, na ulicach Barcelony, Madrytu, Katalonii i całego świata rozpoczęła się prawdziwa fiesta. Jej drugą część zaplanowano na czwartek, kiedy zdobywcy trypletu mieli powrócić do miasta Gaudiego. Po wylądowaniu na El Prat, drużyna rozpoczęła triumfalny przejazd ulicami Barcelony. Tysiące kibiców w bordowo-granatowych koszulkach wiwatowało na cześć drużyny Guardioli. Po godzinie 21:30 świętowanie przeniosło się na Camp Nou. Na wypełnionym po brzegi stadionie zaprezentowano fanom puchary i wspólnie celebrowano historyczny sukces. Członkowie drużyny po kolei chwytali za mikrofon, dziękowali kibicom, wspominali wydarzenia wyjątkowego sezonu i krzyczeli \'visca el Barça y visca Catalunya\'.
Komentarze (37)