Po kolejny puchar: FC Barcelona- Athletic Bilbao, niedziela 22.00 CET

M_k

22 sierpnia 2009, 22:17

97 komentarzy
Wygrywając tydzień temu z Athletic Bilbao Barça znacząco przybliżyła się do zdobycia Superpucharu Hiszpanii. Mimo iż z pierwszego gola w tym meczu cieszyli się piłkarze Joaquina Caparrosa, to bordowo-granatowi szybko wzięli się w garść. Za sprawą Xaviego i Pedro, ku uciesze wszystkich Cules, uzyskali na San Mames zwycięstwo w niezłym stylu.

Teoretycznie rzecz biorąc, przegrana Basków w pierwszym spotkaniu wcale nie przekreśla ich szans na zdobycie trofeum. Nie takie rzeczy już się w futbolu zdarzały. Przypomnijmy choćby słynny dwumecz Getafe w Copa del Rey edycji 2006/07. FC Barcelona ma jednak w zanadrzu kilka atutów, które predysponują ją do roli murowanego faworyta tych zawodów. Postarajmy się więc pokrótce przybliżyć czytelnikom najważniejsze z nich.

Lepiej, drożej, więcej i... trochę

Po pierwsze, gdyby ktoś jeszcze nie zauważył, FC Barcelona jest zespołem zdecydowanie silniejszym. W dodatku ciągle wzmacnianym graczami najwyższego światowego formatu. Ostatnio miało miejsce bardzo doniosłe wydarzenie - Ibrahimovic, za którego klub zapłacił Interowi niebotyczną kwotę, zadebiutował wreszcie w barwach Blaugrana. Naoczni świadkowie mówią, że jego występu z City nie można zaliczyć do wybitnych. Zlatan trochę pobiegał i trochę pospacerował, stworzył trochę sytuacji i trochę zmarnował, ogólnie debiut Szweda doskonale obrazuje słowo "trochę". Po meczu tu i ówdzie pojawiły się utyskiwania na rzekomą awersję Ibry do poruszania się po boisku biegiem. Miejmy nadzieję, że Guardiola weźmie nowego cracka do galopu i to nijakie "trochę" wkrótce przemieni się w pełne entuzjazmu "bardzo".

Drugim powodem, dla którego FC Barcelona na 95 procent wygra niedzielne spotkanie jest atut własnego boiska. 6:1, 5:0, 6:0, 4:0, 5:0 - to tylko najwyższe ze zwycięstw jakie w zeszłym sezonie padały na Camp Nou. Dwubramkowa zaliczka, z jaką co poniektóre kluby wyjeżdżały ze stolicy Katalonii oznaczała, że tego dnia piłkarze Pepa byli wyjątkowo pobłażliwi dla zespołu gości. Barça wspięła się na wyżyny statystyki: na własnym boisku strzelała gola średnio co 28 minut, trafiała do siatki 3,21 raza na spotkanie, wszystkich bramek u siebie zdobyła łącznie 64... Można by tak wymieniać w nieskończoność. Jako, że podopieczni Guardioli są zapewne nieco rozleniwieni po wakacjach, w niedzielę może nie paść wysoki wynik, jednak samo zdobycie Superpucharu wydaje się być nie zagrożone.

Słodki sen Txikiego

Oczywiście Barça ma również słabe punkty. Adresowi Inieście ciągle odbija się czkawką granie na środkach przeciwbólowych w rzymskim finale. Implikuje to sytuację, w której koniem pociągowym środka pola musi być Xavi. Wielu kibiców właśnie w tym upatruje piętę achillesową Blaugrany w nadchodzącym sezonie. W drużynie Guardioli brakuje bowiem zmiennika dla Hernandeza i Iniesty. Młodzi adepci futbolu rodem z La Masia są jeszcze zbyt nieopierzeni, aby grać na światowym poziomie. Yaya Touré być może porusza się bardzo zwinnie jak na swoje gabaryty i potrafi nawet nieźle "kiwać", ale mózgiem zespołu na miarę Xaviego nigdy nie zostanie. O Gudjohnsenie i Busquetsie nawet nie wypada w tym kontekście wspominać. W przypadku kontuzji Xaviego lub Iniesty w pełni sezonu, odpowiedzialny za transfery Txiki Begiristain może obudzić się z ręką w przysłowiowym nocniku, a razem z nim - my wszyscy.

Ciekawostki historyczne i słowo na niedzielę

Z okazji tak doniosłego wydarzenia, jak mecz o Superpuchar Hiszpanii wypada wspomnieć, choć w jednym akapicie o historii tego szacownego trofeum. W klasyfikacji wszech czasów (1982-2008) z 8 zwycięstwami plasuje się Real Madryt. Zaraz za nim (7 wygranych) znajduje się FC Barcelona. Barça ma więc historyczną szansę zrównania się w ilości zdobytych Superpucharów z odwiecznym rywalem. Inną ciekawostką są okoliczności, w jakich Athletic Bilbao zdobył jedyny w swych dziejach Superpuchar - ponieważ na krajowym podwórku Baskowie zainkasowali dublet, trzecie trofeum przyznano im automatycznie.

"Szanse są iluzoryczne, ale grać musimy" - przyznał ostatnio trener Athletic, Joaquin Caparros. Trudno mieć mu za złe tę rozbrajającą szczerość, jednak mimo wszystko mamy nadzieję, że uniesieni swoją narodową dumą Baskowie stworzą razem z FC Barceloną prawdziwy spektakl w niedzielny wieczór. A może Bilbao pokusi się o coś więcej niż tylko bycie tłem dla wspaniałej Barçy? Wszak ś.p. Kazimierz Górski uczył, iż "piłka jest okrągła a bramki są dwie", a więc nawet odnośnie takiego spotkania jak jutrzejsze nie można niczego przesądzać.


Sprostowanie: W poprzedniej wersji tekstu zaszła pomyłka co do ilości finałów Supercopa de España de Fútbol z udziałem zespołu FC Barcelona. Za zaistniałą pomyłkę autor tekstu serdecznie czytelników przeprasza.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (97)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy