Wygramy trzema, czy czterema?

hanc

10 grudnia 2008, 11:36

58 komentarzy
"Timeo Danaos et dona ferentes" ("Lękam się Greków, nawet gdy przynoszą dary"), miał wedle mitu rzec wróżbita Laokoon, przeczuwając że oblegających Troję Achajów nie należy lekceważyć nawet wówczas, gdy sprawiają wrażenie pokonanych i deklarują swoją kapitulację. Efekty braku ostrożności Trojan są doskonale wszystkim znane, więc przytaczanie ich byłoby jedynie stratą czasu. Za ciekawsze natomiast uważam przywołanie tej sytuacji jako przestrogi w kontekście wydarzeń z tego (a także poprzedniego) sezonu, które doprowadziły nas do sobotnich Wielkich Derbów Europy, oraz czynników wpływających na takie, a nie inne ich postrzeganie. Naprzeciw siebie staną bowiem dwa wielkie zespoły, w największym w piłce klubowej klasyku. W tym spotkaniu nie ma, nie było i oby nigdy do tego nie doszło, układu sił, gdzie chłopcy do bicia stają twarzą w twarz z regularną armią. Trzynasty grudnia będzie kolejnym dniem, gdzie naprzeciwko siebie stanie dwóch napakowanych olbrzymów, a jeżeli ktokolwiek pisze o tym meczu inaczej, musi być kłamcą, albo głupcem. I oby nasi piłkarze nie wpadli w sidła zastawione celowo, lub nie, przez prasę i pewnych ludzi, o których potem.

Dlatego też warto zastanowić się, czy Real naprawdę jest obecnie taki słaby? Daleki jestem od takiego stwierdzenia. Ostatnio jego forma nie zachwycała, w efekcie czego przegrywał, ale owych porażek 'Blancos' nie ponosili tylko i wyłącznie z przeciwnikami. Gubienie przez nich punktów jest raczej skutkiem ulegania własnym słabościom. A walka rozgrywająca się na płaszczyźnie Real - Real, trzeba sobie szczerze powiedzieć, jest niezwykle wyrównana. Przypominać to może piłkę, która toczy się po obręczy kosza, żeby ostatecznie do niego nie wpaść. Brakuje małego impulsu do przełamania się, psychicznego uszczypnięcia. Ile warty będzie Real, gdy ktoś wbije mu o jedną szpilkę za dużo, nikogo nie trzeba przekonywać. Widzieliśmy to na początku sezonu, kiedy pewnej swego Valencii zaczął znikać grunt spod nóg, w momencie, gdy grający w dziewięciu zespół z Madrytu konsekwentnie karcił ich za boiskową butę. To nie był przypadek, ani wyjątek. W ostatniej ligowej kolejce, rozegranej na Santiago Bernabéu, schodzącym w przerwie do szatni graczom Sevilli wyraźnie się nie spieszyło, żeby posłuchać tego, co trener ma im do powiedzenia. Oni już wiedzieli: "mamy ich w garści, rozegrajmy szybko drugą połowę i wracajmy do siebie". Mocno się zdziwili, kiedy to, z pozoru ospali, zniechęceni i rozbici madrytczycy zdołali doprowadzić do remisu i nawet grając bez jednego piłkarza kontrolowali sytuację.

Była to kolejna eksplozja pobudzonego i kipiącego ze złości madryckiego byka. I gdyby fortuna bardziej mu sprzyjała, to wobec miażdżącej przewagi pod względem liczby bramkowych szans, gracze z Andaluzji nie wspominaliby meczu na Bernabéu tak miło. A i nie bez podstaw jest stwierdzenie, że sędzia wypaczył wynik spotkania. Oczywiście należy oddać Sevilli, że grała mądrze i piekielnie skutecznie, ale w niedzielę ważniejszy był jednak wynik innego pojedynku - niewidocznego zmagania na płaszczyźnie mentalnej Realu z Realem. Najwyraźniej mając na względzie fakt, że w następnej rundzie przyjdzie Królewskim mierzyć się z Barceloną, postanowili nie rzucać do walki wszystkich swoich sił i atutów. Konkluzja jest więc prosta: "Blancos" są dużo groźniejsi, niż by to wynikało ze statystyk punktowych i wystarczy lekko pogłaskać ich pod włos, żeby pokazali swoje prawdziwe - mordercze oblicze. A dochodzących zewsząd impulsów jest aż nadto, żeby zmotywować się i zdenerwować na znienawidzoną Katalonię. Więc jeśli ktoś uważa, że Real ostatnio się skurczył, to niech lepiej ma świadomość, że ta drużyna jest żmiją, która zwija się tylko po to, żeby zaraz rzucić się do ataku.

Mimo iż pisząc o przeciwniku nie sposób jest nie okazać uznania i pokory wobec jego wielkości, jest pewien czynnik, który napawa mnie szczególnym obrzydzeniem. A mianowicie są to próby zdeprecjonowania klasy spotkania. I nie mówię tylko o anonimowych madridistas, ale także, na szczęście już byłym, trenerze Królewskich - Berndzie Schusterze. W wywiadzie udzielonym tuż po spotkaniu z Sevillą, Niemiec stracił w moich oczach niemal cały szacunek, jakim darzyłem go przez wzgląd na wspaniałą piłkarską karierę, oraz charakter. Głosząc bowiem, że z Barceloną nie ma możliwości wygrać, umniejsza tym samym splendoru związanego z ewentualną wygraną Dumy Katalonii. A to jest niedopuszczalne. I przyznam szczerze, że w życiu nie spodziewałbym się usłyszeć takich słów z ust osoby, która brała udział w niejednych Derbach, i to jeszcze po obu stronach. Takie słowa mogliby wypowiadać na lewo i prawo różni obrzydliwi cynicy i ignoranci, ale nie Schuster. Oczywiście domyślam się, że wobec takiej, a nie innej sytuacji i atmosfery wokół trenera Realu, stwierdzenie o pewnej wygranej zostałoby potraktowane jeszcze gorzej, ale nie godzi się wobec takiego piłkarskiego święta, przekraczać pewnych granic.

Był to zapewne element wojny psychologicznej; rozbicie jedności Barcelony nie jest raczej możliwe, więc trzeba wykorzystać to, czym zespół pokonał się sam dwa lata temu - przeświadczenie o tym, że jest się doskonałym i wszystko będzie przychodzić łatwo. Na pierwszej Konwencji Genewskiej ustalano, że nawet podczas wojny obowiązują pewne zasady. Najwyraźniej Schuster o tym zapomniał. Niestety reakcja wielu sympatyków Królewskich jest podobna; na wszelki wypadek chcą się uchronić przed ewentualnym twardym lądowaniem poprzez bagatelizowanie rangi meczu ze względu na różne zmienne. Polski kodeks honorowy mówi, że za obrazę należy się zadośćuczynienie. Gardzę ludźmi, którzy obrażają nas i plują w naszą stronę przez okrągły rok. A jeszcze bardziej, gdy w kluczowym momencie ci sami kapitulują już przed meczem. Natomiast osoby, w których nie zostało ani krzty wiary w sukces swojego zespołu są zwykłymi tchórzami, niegodnymi, żeby tytułować ich "kibicami" i nie należy podawać takowym ręki. Możliwe, że posługując się terminem zadośćuczynienia nie oddam dobrze pełnego obrazu zjawiska. Użyjmy zatem w tym kontekście typowo sportowego określenia - rewanż. Nie muszę rozwijać myśli, że w Gran Derbi nigdy nie chodziło o trzy punkty, bo traktuję to jako aksjomat i do tego się odwołuję i nie staram udowodnić, ale warto powiedzieć kilka słów odnośnie najbliższych Wielkich Derbów, ze względu na pewne aspekty, które dotąd nie występowały.

Najważniejszym chyba czynnikiem wpływającym na odbiór tego piłkarskiego święta, jaki wzbudza we mnie złość wobec próby deprecjonowania znaczenia najbliższego El Clásico, poza oczywiście samym faktem, że to kolejny rozdział w naszej klubowej historii, jest poprzedni pojedynek. Jak mocno spotkanie rozegrane 8 maja utkwiło w głowach naszych piłkarzy, nie trzeba mówić, gdyż na każdym kroku podkreślają, że to właśnie o zamazanie tamtej plamy będą teraz walczyć. To nie Realiści głośno krzyczą o konieczności wygrania ze względu na układ tabeli, ale właśnie Katalończycy, którzy przecież mogliby podejść do meczu bez zbytnich przechwałek i medialnych zaczepek. 6 punktów przewagi nad drugim Villarrealem sprawia, że w Nowy Rok wejdziemy raczej jako lider ligi hiszpańskiej, a 9 nad Realem, na tym etapie rozgrywek to aż nadto, żeby niewybrednie zaszydzić z nich od czasu do czasu. A jednak wytykanie palcem to za mało i wszyscy głośno mówią o tym, że nie tyle po raz kolejny piłkarze zmierzą się ze swoimi odwieczni rywalami, ale mają za zadanie odzyskać twarz i zadośćuczynić kibicom, którzy przez pół roku chodzili zbici, skrzywdzeni i upodleni. Teraz z perspektywy czasu, wobec ogromu tragedii, jakiego wówczas byliśmy świadkami, porównując poprzednie Derby z nadchodzącymi, możemy przynajmniej być dumni z jednego powodu. Nawet gdy oklaskiwaliśmy mistrza i przegraliśmy z kretesem, poza natłokiem negatywnych uczuć, pozostał nam honor. Widząc wręczenie pucharu Królewskim piłkarze wiedzieli, że to już koniec. Mieli świadomość tego nawet już kilka dni wcześniej. A mimo to, pojechali na Estadio Santiago Bernabéu nie myśląc o remisie i tym, że liga naprawdę się skończyła. Kibice zostali przy nadziei na wygraną, owszem zgodzę się, może zbyt naiwnie w to wierząc, ale mówili głośno, że po to właśnie dostajemy w skórę od losu (nieszczęsny szpaler w Madrycie), żeby móc się odgryźć i zawstydzić świeżo upieczonych władców Hiszpanii. Żeby piłkarze czuli wsparcie i na tym wsparciu mogli oprzeć swoją złość. Żeby wyrzucili z siebie frustrację i w przypadku ogrania Realu, mogli schodząc z boiska splunąć w stronę pucharu i dumnie udać się do szatni z uśmiechem na ustach, który wyraża ironiczne: "i to ma być mistrz?!" Niestety, mimo podjętych wysiłków, efekt okazał się mizerny. Przegraliśmy, ale ani przed ani po nie szukaliśmy wymówek, a co najwyżej patrzyliśmy na nas samych, po to by tutaj i nigdzie indziej znaleźć przyczyny porażki. W efekcie stanowisko stracił Rijkaard, a kilka gwiazd pożegnało się z klubem. Przegraliśmy, bez żadnego "ale". Kropka.

Liczę po cichu, że wobec euforii, jaka zapanowała po wspaniałym początku sezonu, Guardiola odnajdzie spokój i skarci co poniektórych. Moją propozycją byłoby odbycie w piątek wieczorem seansu z piłkarzami, na którym trener wyświetliłby właśnie te, niechlubne dla nas Derby. Żeby zawodnicy przypomnieli sobie o swoich słabościach i jeśli trochę odlecieli w samozachwycie, wrócili w te pędy na ziemię. Ale przede wszystkim, żeby przypomnieli sobie smak tamtej porażki i jak ognia bali się w trakcie sobotniego meczu zatrzymać, właśnie ze strachu przed tym, że nawet chwila na zwolnionych obrotach może skończyć się klęską. Widząc swoje twarze, na których wymalowana była bezsilność, ma wezbrać w nich sportowa złość. Wreszcie, muszą sobie przypomnieć po co walczą i że nawet jeśli przeciwnik jest ranny, to nie można go oszczędzać, ale wręcz dobić. Bo rywal się nie zawaha... A nawet więcej: bo poprzednio rywal się nie zawahał!

Wracając jeszcze do poprzedniego wątku, muszę po raz kolejny wyrazić swoje oburzenie wobec postawy byłego już trenera Realu. Gdy słyszałem w niedzielę Schustera, mając w pamięci człowieka w maju tak dumnego, a teraz starającego się przed spotkaniem kłaść sobie pod siedzenie poduszki, czułem duże obrzydzenie do jego osoby. I nawet doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to element psychologicznej potyczki, w myślach zamiast zrozumienia i uznania dla takiej strategii, dominującym uczuciem była pogarda dla jego osoby. Widzę, że prezes Królewskich - Ramón Calderón stwierdził podobnie (w końcu piłkarze Realu powiedzieli wprost, że ta deklaracja ich podłamała) i te słowa przelały szalę goryczy, przez co Niemiec odszedł w atmosferze hańby. Na szczęście ani on, ani nikt inny nie jest w stanie zakrzyczeć, zagłuszyć, ani ująć rangi Wielkim Derbom Europy, a wypowiedzi piłkarzy, trenerów, działaczy, czy też zwykłych kibiców da się podzielić na dwie kategorie: tych, które są wielkie, bo pomagają współtworzyć wspaniały spektakl i te drugie, małe, cyniczne, tchórzliwe i odrzucające. I właśnie teraz możemy odróżnić ludzi wielkich, od małych. Ci pierwsi będą naszymi Przeciwnikami - wspaniałymi osobistościami uświetniającymi wielkie wydarzenie, a na resztę spuśćmy zasłonę milczenia. Dlatego też już teraz chciałbym wyrazić swoje uznanie dla ludzi takich jak Raúl i Salgado, którym wpajane od wielu lat zasady na dobre weszły do krwiobiegu. O szacunku mogą zapomnieć natomiast pożałowania godne typki, które wywieszają białe flagi, lecz nie na znak solidarności z piłkarzami madryckiego klubu, ale kapitulacji, oraz ci, po drugiej strony barykady, którzy domagają się pogromu "miernego Realu".

Szukając impulsu, który może natchnąć do nadzwyczajnej mobilizacji madrytczyków, okazało się, że chyba znaleźliśmy go we wtorek. Gdy w środku rozgrywek przychodzi nowy trener, każdy piłkarz przeczuwając swoją szansę, chce się pokazać z jak najlepszej strony, co stanowi dodatkową motywację. To właśnie zobaczył opuszczający Londyn Juande Ramos, gdy patrząc za plecy na dopiero co osierocony Tottenham, ujrzał zespół, w który wstąpiły nowe siły. Ospali od początku rozgrywek zawodnicy Kogutów, po zmianie trenera zanotowali eksplozję formy, przez co pojawiły się głosy, że nie wykorzystywali w pełni drzemiącego w nich potencjału, gdyż grali, choć może niektórym wydawać się to kontrowersyjne, przeciwko trenerowi. A zatem wyciągnijmy z tego naukę i uświadommy sobie, że Real Madryt, który przed sobotą był wielką niewiadomą, teraz stał się jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Dlatego też, jeszcze bardziej trzeba się mieć na baczności, gdyż to, co wydaje się nam niewypałem, zostało właśnie mocno ruszone i o ile się nie rozpadnie, nadal będzie stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo.

[źródło: Własne]

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

i tak wygramy ;)) jetesmy najlepsi po[z]dro

Zagrać tak jak z Valencią czy z Atletico i zwycięstwo gwarantowane:)

Dobry artykuł...

Nie mozna zlekcewazyc realu ( bo takiego przeciwnika jak real nigdy sie nie lekceazy) i zagrac na 1000 procent i wygrac.

VeB !!!

Świetny artykuł, trafne spostrzeżenia.

Myślę, że przekornie wielką wartością jest dla zespołu wtorkowa porażka na własnym boisku. Już słyszę słowa Pepa na przedmeczowej odprawie: "...Nie jesteśmy niepokonani, nawet na własnym stadionie i przykład tego dostaliśmy w ostatnim meczu! Nikt nie podaruje wam niczego czego sami nie wybiegacie i nie wyszarpiecie!..."

Po drugie, choć nie należy szukać swoich atutów w słabościach przeciwnika to niewątpliwie nieobecność Robbena w Gran Derbi jest sporym ułatwieniem dla obrońców FC Barcelony. Uważam, że to właśnie ten zawodnik jest obecnie największą siłą (potencjalną - patrząc na ostatnie wyniki ligowe Realu) i kiedy tylko unika kontuzji i jest na boisku Real staje się nieporównywalnie groźniejszą i nieprzewidywalną drużyną (patrz: wczorajszy mecz Ligi Mistrzów czy nawet spotkanie ligowe z Sevillą - dopóki był na boisku).

Pozdrawiam

po wczorajszym meczy z zenitem mam nadzieje że real ma szanse wygraćz barcą pzdr dlawszystkich kibiców barcy i blancos

"Choć byk stoi z góry na przegranej pozycji, żaden matador go nie zlekceważy bo wie, że może stracić przez to życie."

Święte słowa i wspaniała metafora. Real który stoi raczej na przegranej pozycji choćby ze względu na statystyki (fakt że liczby nie grają, ale to osobna sprawa) zrobi wszystko żeby wykorzystać naszą dekoncentracje i zadać cios. Naszym zadaniem jest do tego nie dopuścić i ich wypunktować.

Gdzieś przeczytałem mądre słowa, mianowicie że najgroźniejszy jest zraniony lew. Nie można być zbyt pewnym siebie, bo Real, nawet zniszczony od środka i w głębokim kryzysie, to nadal mistrz Hiszpanii który w każdej chwili może się obudzić.

Najważniejsze jest zwycięstwo i rewanż za blamaż w maju. Liczę na to z całego serca, ale przestrzegam, nie możemy popadać w hurraoptymizm przed rozpoczęciem meczu. Gran Derby rządzą się swoimi prawami.

Visca el Barca!!!

15maj1988 - trafiłeś w samo sedno ... Właśnie dlatego chce pogromu ... Bo czuję się częścią Barcy i zawsze marzę o pogromie :) Taki już jestem:)

PS. Fenomenalny artykuł hanc :)

hanc

świetny tekst.

prawda jest taka, że Realu nigdy nie wolno lekceważyć. mimo braku wielu ważnych graczy wyjdą nastawieni na walkę do upadłego.

bardzo ciekawy tekst, co do dyskusji w komentarzach na temat tego czy mozemy sie domagac pogromu czy nie to mysle, ze problemem wsrod niektorych kibicow jest to, ze chca przez nasze wysokie zwyciestwo udowodnic jak slaba druzyna jest real madryt. tyle ze, o ironio losu, sami sobie w tym momencie odejmuje chluby. W sobot gramy z Realem Madryt - mistrzem Hiszpanii i zdobywca najwiekszej liczby trofeow Pucharu Europy, mimo iz w lekkim kryzysie to caly czas ta sama, wielka druzyna. Jednak jak najbardziej jako kibice mamy prawo domagac sie pogromu, ale nie dlatego ze gramy ze slabym Realem Madryt, ale dlatego ze jestesmy Barcelona, ktora aktualnie gra najlepszy football na Ziemi i ktora gra najlepszy football od kiedy ja jestem jej kibicem(czasy Luisa Van Gaala:)) i futbol taki jest obecnie moimzdaniem nieosiagalny dla innych klubow. teraz tylko wystarczy aby tak poustawiac w glowie naszym zawodnikom aby nie myslelli, ze graja Gran Derby tylko zeby wykonali to co robili do tej pory i ja sie wtedy o wynik nie martwie. To nie Real jest slaby, to my jestesmy aktulanie poza granicami

Wielkie brawa za ten tekst hanc. Kłaniam się nisko.

Motto tego tekstu: Honor, uczciwość i... walka! - tego się trzymajmy a dopniemy swego.

Już tylko 3 dni...

mnie w sumie zadowoli skromne 1-0 ;]

jednak marze o takiej totalnej komprimitacji madrytu , takim meczu po którym będą padać słowa "real się skończył"

marzy mi się łomot jakiego dawno nie było , lanie , które zostanie zapamiętane na bardzo ale to bardzo długo

mysle że teraz jest na to idealna sytuacja , nieprędko może się taka powtórzyc...

My jesteśmy w wręcz wybornej , żeby nie powiedzieć zajebi**** formie , real męczy sie i pal licho gadanie że jednostronny mecz straci na emocjach - rok temu jakoś nie tracił a wszyscy madridistas byli szczęśliwi.Za tamten mecz chcem zemsty , chcem żeby piłkarze realu sami siebie zapytali-po co nam to było?

skoro byk jest ranny , najwyższa pora go dobić tak aby bydle nie musiało się męczyć...

ahh juz sie soboty doczekać nie mogę , mam nadzieje że 13.12.08 zapisze się złotymi słowami w histori naszego pięknego klubu ;]

Pozdro

Visca el Barca!

PS:Polecam obejrzeć ten filmik , coś pięknego http://pl.youtube.com/watch?v=7Srh8aQ-0-w

Możecie mnie zbesztać, ale ...

domagam się pogromu ... i nic na to nie poradzę ... :)

Wreszcie, muszą sobie przypomnieć po co walczą i że nawet jeśli przeciwnik jest ranny, to nie można go oszczędzać, ale wręcz dobić. Bo rywal się nie zawaha... A nawet więcej: bo poprzednio rywal się nie zawahał! -

Te dwa zdania mi się najbardziej podobają

czyżby się wykrzyknika wysłać nie dało? :!:

przepiekny tekst, Fcbarca.com staje sie corz lepsza chociaz z dnia na dzien wydaje sie to coraz bardziej niemozliwe.

dżizas, ludzie stronę tekstu widzą, i im się z wypracowaniem szkolnym kojarzy... Uważaj na gazety, mają mnóstwo tekstu! Nie daj Boże ksiażki dotkij! Sparzy! Albo gorzej - nauczy czegoś...

fajnie się czyta. oklaski dla autora

heh. aż się boje pomyśleć co się stanie jak ten mecz przegramy. Niby punktowo nie ucierpimy, ale mentalnie to może byc katastrofa, która zgasi nasz zespół i doda sił Realowi. A przez to, że publicznie mecz został uznany za wygrany (gadanie Schustera itd.) to spadek morale Barcy i wzrost w Madrycie może być tym większy.

yogoorcik - dobrze prawisz ! :)

A ja pozdrawiam Ciebie manek_14:)

Za pełną kulture

średni tekst, rozmiar wypowiedzi totalnie nie proporcjonalny do jego jakosci, to nie jest wypracowanie z polskiego, idzie momentami zasnac, za dużo mówienia w kólko o tych samych rzeczach, wartościach, kazdy z nas przeżyl trochę lat z futbolem i doskonale wie, ze nie da sie meczu wygrac nie wychodzac na murawe boiska, poprostu muszą byc ostro zmotywowani, widząc przed soba jeden jedyny cel, brame Cassilasa i ladowac w niego ile wlezie do ostatniej minuty i wydaje mi sie ze reszta słow jest zbedna, poprostu pelna mobilizacja, skupienie i real nie masz szans! :D

Witam wszystkich mam nadzieje że nikt mnie nie zwyzywa bo jestem kibicem realu cały czas mam nadzieje że real wygra ale jak wiadomo wygra lepszy chciałbym żeby real przywiózł 3 pkt z Camp Nou ale nic jeszcze nie wiadomo po ostatnich wydzarzeniach zmiany trenera i przegranych meczach.Tekst świetny.Pozdrawiam wszystkich kibiców Barcy i oczywiście Blancos

Świetny tekst. Gratulacje dla autora.

A co do spotkania, to każde zwycięstwo będzie cieszyć. Tak jak robson napisał: Real to zawsze Real i tego się trzymajmy. Wg mnie będzie 3:1 nas, ale po emocjonującym meczu.

Oj hanc, ostatnia rzecz, którą powiedziałbym o Schusterze to że to człowiek z charakterem. Jest nijaki, jest bezbarwny, zamiast wziąć piłkarzy Realu za dupy (tak, znam ich sytuację kadrową) a nie obrażać się na nich. Przecież to jest dziecinne, niepoważne etc. Tak samo jak te jego słowa, że przegrają. 'Przebiegły psycholog' jak to już ktoś napisał. Zrobił w ch*ja wszystkich, łącznie z samym sobą ;)

Co do samego meczu to zacząłem mieć wątpliwości dopiero wczoraj. Jak za Schustera przez ostatnie kilka tygodni Real był do bólu przewidywalny, tak przyjście Ramosa czyni ich totalnie nieobliczalnymi. Teraz nie zdziwi mnie nawet 0-2. Dlatego nawet wygrana jedną bramką będzie dobrym wynikiem, ale mimo wszystko jak kibic FCB oczekuję przekonującego zwycięstwa, deklasacji i poniżenia Madrytu.

Po pierwsze, jesteśmy mocniejsi niż Real w maju. Po drugie, wiem że to Gran Derbi, ale czy którakolwiek drużyna wychodziła na nas niezmotywowana? Ba, to my w sobotę będziemy bardziej głodni sukcesu, a obecne wyniki nas tylko napędzają, nie ma mowy o zlekceważeniu Realu. Po trzecie - gramy u siebie, i w tym akurat meczu kibice nikomu nie dadzą o tym zapomnieć. Po czwarte - obrona przeciwnika nie istnieje, no i po piąte - nie wyobrażam sobie odpuszczenia drugiej połowy, jak to wcześniej bywało przy 4-0 czy 5-0. Popieram zdanie m_o_z'a, będziemy gryźć trawę do ostatniej minuty doliczonego czasu, nawet kosztem meczu z Villarealem.

Słowem - wszystko albo nic. Albo bezdyskusyjne zwycięstwo poparte wynikiem, albo rozczarowanie. Jest idealna okazja do tego, i piłkarze o tym wiedzą, to ma być rekompensata za poprzednie lata i komunikat dla świata 'to my jesteśmy najlepsi'. Real o tym wie i to oni będą pod presją, a nie my. My wychodzimy i gramy swoje.

Może i Real jest teraz słaby i traci punkty w kolejnych spotkaniach ale trzeba sie go troche obawiac.Moze nowy trener cos wniesie do Realu tak jak to zrobił Pep Guardiola który przyszedł do Barcy.Jako kibic Barcelony stawiam na swoją drużyne.Trzeba sie odpłacic Madrytowi z nawiązką za tamten sezon....(Bedzie 6:0)...

___Visca el Barca___

fajnie napisane ale uwazam ze pilkarze pownni wiedziec ze musza wygrac , ale aby sie to odbylo bez wielkiej presji na nich. Wystarczy ze beda grac swoje bo przeciez potrafili pokonac i Sewille Valencie Atletico to czemu mielby nie wygrac z Realem? Ja sądze ze wygramy łatwo. I nie uwazam ze pilkarze Realu chca sie pokaz nowemu trenerowi i ich to bardziej zmobilizuje. Ramos ma problem bo bedzie mu ciezko ustawic sklad w w 5 czy 4 dni

Bardzo fajny artykuł. Wniosek? trzeba wszystko wypośrodkować. Pep musi zmotywowac, ale uważać, żeby ich tym nie wystraszyc. Atakowac, ale uważać w obronie.

Barca żeby wygrać, po prostu musi być lepsza :)

Dobry tekst trzeba miec sie na bacznosci byc skoncentrowanym i pamietac ze nas zlali w maju i palac rzadza zemsty ale spokojnie strzelac i wykorzystywac sytuacje!

Najwazniejsze to nie odpuszczac ani na moment. Tak jak w wiekszosc meczow po brmce na 2-3:0 juz sie zaczyna szanowanie pilke i granie pod publike ("oleeeeeeee ooooooleee") tak teraz chocby, tak jak z Atletico, po 8 minutach bylo 3:0 trzeba grac konsekwentnie, tak jakby wciaz bylo 0:0. Nie wolno odpuscic i nie wolno sie rozluzniac. jak bedzie sytuacji na 5:0 to tyle trzeba strzelic, jak bedzie 8 sytuacji 100% to trzeba strzelic 8. Nie wolno sie zawahac. Trzeba ich pograzyc. Nalezy to sie zarowno im - pilkarzom - jak i nam - kibicom.

Oprocz oczywiscie (standardowo) ciekawego tekstu hanca,bardzo dobry i ciekawy komentarz maciacha:) Bardzo podobają mi sie metaforyczne (nalezy podkreslic, ze bardzo ciekawe i wyszukane)porównania obu panów:) Mozna, chociazby blizej zapoznac sie z corridą, o ktorej powiem szczerze mam małe pojęcie (chyba przez ten rozlew krwi, hehe) a ktora po krotce przyblizyl maciach!

Po pszeczytaniu tego artykuu wnioskóję. rze wygramy 17:0. Takie moje sóbiektywne odczócie.

super w moich okolicach nie ma knajpy żeby sobie oglądnąć mecz ;( zostaje mi oglądać na internecie lub realcja radiowa ;( a co do newsa Barca wygra 3-0

gdzie w katowicach w knajpce mozna obejrzec derby?:)

małe (duże pytanko)..o której godzinie ostatecznie gramy z Realem??

Wcześniej słyszałem o godzinie 22, teraz na stronce widzę 19...to jak jest?nie chciałbym przegapić tego spotkania ;)) dzięki za info

Wątpie że ktokolwiek stojąc na murawie, czekając na pierwszy gwizdek w meczu derb europy ma w sobie chociaż ksztę lekceważenia. W srodku naszych pupili napewno się gotuje i nie mogą się doczekać tego meczu.

Tak jak i my !

Zmiana trenera nie była mądrą decyzją, ale pozostawienie obecnego byłoby jeszcze głupsze. Jeżeli człowiek nie ma honoru zeby rozegrac mecz jak rowny z rownym, nie wazne z jakim wynikiem, to nie powinien byc sternikiem realu madryt no umówmy się.

przedostatni akapit- nie ROMAN Calderon a RAMON Calderon, poprawcie

tak, żeby nieco obniżyć temperaturę przed meczem jest ktoś ze szczecina i wybiera sie na ten meczyk ?? xD

rasputin23 - ja wiem, że on też chcę, żebyśmy ich pojechali. Jak my wszyscy. I wiem, że nie można ich lekceważyć. Co nie zmienia faktu, że możemy domagać się pogromu, a nawet (w obecnej sytuacji) powinniśmy. Drugi raz nie będę argumentował dlaczego. Moim zdaniem hanc źle ubrał myśli w słowa i chodziło mu o coś innego. To jednak moje zdanie.

Na stronie Krolewskich, kibice twierdza, ze Barcelona majac kompleks Realu, moze sie przejechac, tym bardziej ze ich pilkarze beda gryzc trawe i w ogole. :) Zapomnieli o jednym. Ze mamy rachunki do wyrownania a Pep stanie na glowie by wydobyc z naszych prawdziwa chec zemsty i glod zwyciestwa. Jestem przekonany, gdy nasi beda wychodzic na murawe, to ujrzymy 11 wojownikow, ktorzy w glowach beda mieli chec walki do konca, pelne 90 minut, bez zadnej taryfy ulgowej dla Realu.

Nie jestem kibicem który lekceważy jakiegokolwiek rywala, tym bardziej mistrza Hiszpanii - Realu. Cała jednak Katalonia domaga się w sobotę krwi i ja stoję w szeregu razem z nią. Real jest zranionym bykiem i zachowując dalszą analogię do corridy, Barcelona jak wytrawny matador ma go dobić i to w pięknym stylu, bo tylko ten cieszy publikę. Każdy kto widział lub czytał o corridzie wie, że w ostatnim momencie, gdy matador odrzuca muletę i zbliża się by zdać ostateczny cios, byk może rozpłatać mu brzuch swoim rogiem i cała zabawa kończy się raczej przykro. Choć byk stoi z góry na przegranej pozycji, żaden matador go nie zlekceważy bo wie, że może stracić przez to życie. Hiszpania żyje corridą, a Katalonia ma ją gdzieś. Symbolem Hiszpanii jest byk, Katalonii osioł, symbol upartego dążenia do celu. Niech ten kataloński osioł zatem w sobotę zabiega, zakopie i zniszczy krwawiącego byka. Torreadorzy już zrobili swoje, osioł-matador ma zadać ostateczny cios. Real musi paść martwy !!!

mateć- nie chodzi o to ze hanc nie chcialby takiego wyniku i zmiazdzenia realu ale o to ze wiekszosc podchodzi do tego meczu zbyt lekko.... to nadal sa grand derbi ... a tutaj ludzie tylko sie przekrzykuja ile to wygramy 5:0 10:0 a moze 15:0?? .... wazne zeby wyjsc na boisko i strzelic ile sie da i naparzac caly mecz na najwyzszych obrotach.... i hanc tez tego chce ale nie mozna tak bagatelizowac tego meczu ....

a z innej beczki znow denerwuje mnie przyplyw podszywanych kibicow Barcy, ktorzy rosnal jak grzyby po deszczu tylko wtedy gdy Barca wygrywa...

jestem wiernym fanem FCB i stalym gosciem tej strony...i w zwiazku z tym mam prosbe do prawdziwych kibicow... pietnujcie i nie szanujcie podszywanych kibicow... np takich ktorzy nawet nie wiedza dokladnie kiedy jest mecz z srealem

pozdro dla prawdziwych kibicow!!!! VeB!!!

swietny tekst. ale Schuster dla mnie zawsze byl czlowiekiem malym. pomijajac juz okolicznosci jego odejscia z Barcy - w zeszlym sezonie na kazdym kroku staral sie ponizyc i wysmiac Barce, w tym roku, kiedy dopadl jego druzyne kryzys - mowil o katalonskich sedziach i spiskach przeciwko Realowi. zwyciestwa przyjmowal jako swoje, porazki - jako spiski lub przynajmniej przypadki. "pan jest zerem, panie Schuster", chcialo by sie rzec.

a przy okazji, dla wszystkich nie mogacych doczekac sie sobotniego meczu mam prezencik - Real - Barca (0:5) z 1974 roku.

upload nie jest moj - znalazlem te linki przypadkiem:

http://rapidshare.com/files/14961007/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part01.rar

http://rapidshare.com/files/15088947/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part02.rar

http://rapidshare.com/files/15107314/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part03.rar

http://rapidshare.com/files/15118332/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part04.rar

http://rapidshare.com/files/15120436/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part05.rar

http://rapidshare.com/files/15256999/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part06.rar

http://rapidshare.com/files/15259974/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part07.rar

http://rapidshare.com/files/15266080/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part08.rar

http://rapidshare.com/files/15276139/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part09.rar

http://rapidshare.com/files/15281309/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part10.rar

http://rapidshare.com/files/15410595/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part11.rar

http://rapidshare.com/files/15418422/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part12.rar

http://rapidshare.com/files/15697119/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part13.rar

http://rapidshare.com/files/15699938/Real_Madrid_vs_Barcelona_0-5_-_1974.part14.rar

bardzo uprzejmie prosze o nie-banowanie za linki w komentarzu, jednoczesnie proponuje Redakcji wrzuenie ich jako oddzielnego Newsa.

trzema :D

Ja mam wrażenie że trochę się staramy asekurować, jedyne co nas może zeżreć to prestiż meczu. No ludzie na chłodno to nie ma opcji żeby przegrać ten mecz.
konto usunięte

Swietny tekst. Zostało tu napisane to czego najbardziej sie boje czyli po prostu naszego zespołu bo teoretycznie Real nie powinien nam zagrozic ale tak to moge myslec ewntualnie ja a nie zawodnicy ktorzy maja rozbic najwiekszego wroga. Trzeba wyjsc maksymalnie skoncentrowanym i potraktowac ten mecz adekwatnie do stawki ale tu najwieksza role odegra sztab szkoleniowy.

grunt to wygrać przekonywająco VeB!

z jednej strony mam obawy, bo jak hanc już wspomniał real to żmije. zaś z drugiej strony ten ich nowy trener.. heh przecież on szybciej wyleci z ławki trenerskiej niż na niej usiadł:D! (na moje oko wysiedzi do końca stycznia,a w polotach maksymalnie do końca sezonu) ..śmiesznie będzie jak real będzie mieć wyniki takie jak Tottenham za jego kadencji:D

..nom ale realowi jest potrzebna rewolucja, i to nie tylko rewolucja typu zmiana trenera, kupienie 2-3 dobrych piłkarzy tylko od góry zacząć czyli Calderona.

W madrycie jest wielka fala załamania ale przecież tracą tylko 3 oczka do wicelidera. Myślę że jeśli Barca byłaby za realem to Schuster zachowałby posadę i nikt nie płakałby. Barca jednak jest ponad wszystkimi teraz i wynik zależy od ich motywacji. Czekam na GD wierze że mnie nie zawiodą.

Dobra podsumowując 4:0 dla nas :-)))).

musimy po nich sie przejechac...

zawrocic i wdeptac ich w ziemie...

hanc - ale ja dokładnie wiem z kim gramy i dlatego to napisałem. To Ty piszesz tak, jakby to był kolejny mecz... "Nie domagać się pogromu, starczy 1:0". Takie podejście, to ja przed meczem z Sevillą mogę zrozumieć, a nie przed derbami z realem, który wielokrotnie nas nie szanował i kpił z nas. 2 lata grają nam na nosie i teraz zwycięstwo 2:1 czy 1:0 skończy się na komentarzu: "uuu, mieliśmy tyle kontuzji, zmianę trenera, a tu taki skromny wynik. Przereklamowana ta Barça". Nie ma bata. Trzeba wyjść na ten mecz z nastawieniem zaaplikowania im jak największej liczby bramek, żeby real Madryt - MISTRZ HISZPANII (a obecnie miernoty) poznał swoje miejsce w szeregu... Tego się domagam i oczekuję nie dlatego, że to kolejny mecz, tylko dlatego, że to najważniejszy mecz w sezonie jak do tej pory.

Mateć, skoro gramy z miernotami, to chyba nawet nie warto oglądać meczu? Widziałeś oba spotkania z Benidormem, czy sobie darowałeś któreś z racji tego, że to mecz z byle kim o nic? Jak gotujesz jajka, to też masz radochę, że dokonałeś czegoś wspaniałego?

Ostatnio to nie pokonały nas żadne słabizny, tylko Real "Mistrz Hiszpanii" Madryt. I jeżeli mamy odzyskać twarz, to nie na dziadach, ale na wielkim zespole. Zresztą jakbyś nie czuł podświadomie, jakiej klasy jest nasz najbliższy przeciwnik, to miałbyś to co napisałem głęboko.

Trafne tezy. Zero lekceważenia rywala i 100% koncentracji. Real wcale nie jest taki słaby. Jeśli w nasze szeregi wkradnie się rozprężenie, możemy się bardzo rozczarować wynikiem GD. Na szczęście mamy Pepa...

so sobotnich derby?mialo byc 14 a sobota to 13 jest to gdzie jest prawda?

"O szacunku mogą zapomnieć (...) ci, po drugiej strony barykady, którzy domagają się pogromu "miernego Realu"."

No to mnie rozbawiłeś. Możesz pozbawić mnie jedynie swojego szacunku, niczyjego więcej, a ja i tak mam swoje zdanie. Domagam się pogromu realu za to, że dwa lata nie możemy się poszczycić zwycięstwem nad nimi. Mi skromne zwycięstwo w tym wypadku nie wystarczy. Druga okazja, by wysoko pokonać "królewskich" może się szybko nie powtórzyć. I tak - uważam, że real jest teraz bardzo słaby, co jest normalne biorąc pod uwagę plagę kontuzji. Zmiana trenera była kretynizmem ze strony zarządu realu, ale to też może tylko nam pomóc. Jestem wściekły, że ostatnim triumfem nad realem zachłysnęliśmy się tak głęboko, że pozostaje nam jedynie wspominać 3-0 na Santiago Bernabeu. Teraz domagam się pogromu "miernego realu" (choć wiem, jak zmotywowani wyjdą na ten mecz), żeby udowodnić swoją wielkość i odgryźć się za te dwa lata posuchy. Domagam się pogromu, bo to jedyne, czego w obecnej sytuacji mogę rządać od drużyny. Domagam się pogromu, tak samo jak kibice realu domagali się w maju tego roku... i mam nadzieję, że się nie zawiodę... Jestem głeboko przekonany, że nie...

Tekst ambitny- gratuluje, aczkolwiek pomimo tej wielkiej otoczki historycznej, nadal stoję obok i uważam że to 3 pkt. Przyjedzie do nas zraniony Lew zada on jeszcze ostatni śmiertelny cios ? Czy padnie dobity, jak będzie dowiemy się w sobotę.

Na chłodno analizując, Madryt nie powinien wywieść punktu z Camp Nou.

Zero lekceważenia rywala, Real to zawsze Real. Będzie ciężko ale 3 pkt zostaną w Katalonii!!

to żeś hanc dopiero mnie zdołował tym felietonem! zamiast czekać w euforii na zbliżające się El Classico, będę teraz wystraszony xD tak poważnie to masz rację:) największego rywala trzeba szanować zawsze!

i jeszcze jedno: oby Pep przeczytał ten artykuł i naprawdę puscił materiał filmowy z ostatnich GD :) to moze nas tylko jeszcze bardziej zmotywować!

Dobry tekst! Nie można zlekceważyć Realu! Trzeba zagrać na 200% i zrewanżować się za majowy blamaż! Visca el Barca!