Nietoperze na kolanach: Barcelona - Valencia 4:0
Redagowanie podsumowań meczów dla FCBarca.com zaczyna przysparzać pewnych trudności. Ponieważ wyniki osiągane przez nasz zespół są bardzo jednostajne, po jakimś czasie wyczerpuje się zasób efektownych wstępów i błyskotliwych metafor; autor zaczyna zastanawiać się co należy wymyślić, żeby zachęcić czytelnika do zagłębienia się w tekst. W końcu ile można pisać o "rozpędzonej lokomotywie" lub też o kolejnym "trudnym egzaminie zdanym na piątkę". Porzućmy więc te zużyte frazesy i bez cudzysłowu użyjmy kolokwialnego wyrażenia. Po prostu kolejny rywal z czołówki La Liga został przez Barçę puszczony w skarpetkach.
Pierwsza połowa
Wynik mógł zostać otwarty już w drugiej minucie, ale w doskonałej sytuacji Xavier Hernandez trafił w słupek. Stało się to tak szybko, że kibice nie zdążyli nawet dokładnie przyjrzeć się ustawieniu linii ataku, który tego dnia zapowiadał się dość osobliwie. W początkowej fazie gry na środku ofensywy biegał Leo Messi. Jak miało się później okazać, piłkarze Barçy płynnie zmieniali swoje pozycje podczas całego spotkania, co wprowadzało niemałe zamieszanie w obronie rywala.
Pierwszą bramkę w tym meczu zawdzięczamy niewiarygodnej szybkości Thierry'ego Henry. Po przepięknym podaniu Toure zza linii środkowej, Francuz wyprzedził obrońców Valencii i wybiegł do wpadającej w pole karne futbolówki. Następnie technicznym strzałem przelobował Renana.
Osiem minut później ten sam zawodnik podwyższył wynik na 2:0. Stało się to po akcji, która powinna być puszczana do znudzenia jako wzór we wszystkich szkółkach piłkarskich na świecie. Piłka wędrowała bowiem od samej bramki Victora Valdésa i nic nie było w stanie jej zatrzymać. Poprzez Xaviego, Alvesa oraz Hleba znowu trafiła do Henry'ego. Były zawodnik Arsenalu i tym razem się nie pomylił. Renan po raz drugi musiał sięgać do własnej siatki.
Druga połowa
Druga odsłona znów rozpoczęła się bardzo dobrze dla gospodarzy. Godzinę wcześniej zaczynali mecz od uderzenia w słupek Xaviego. Tym razem Katalończyk zadowolił się rolą asystenta. Po otrzymaniu piłki od Hleba doskonale "uruchomił" wchodzącego po prawej stronie Alvesa, który z ostrego kąta pokonał bramkarza gości. Z początku były pewne wątpliwości, czy bramka ta została zdobyta prawidłowo. Jednak powtórki telewizyjne wyjaśniły, że zanim powracający ze spalonego Hleb otrzymał piłkę, została ona odbita po niefortunnym zagraniu piłkarza Valencii.
Gospodarze w żadnym razie nie zamierzali poprzestać na tym wyniku. W 57 minucie Hleb wyszedł sam na sam z Renanem, lecz nie potrafił wykorzystać doskonałej okazji. Nieco później w podobnej sytuacji znalazł się Leo Messi, jednak i on nie umiał odnaleźć się pod bramką drużyny z Mestalla.
Wszystko to działo się przy zupełnej prawie inercji ze strony ofensywy Valencii. Obrona Barcelony nie pozwalała doskonałym napastnikom gości na rozwinięcie skrzydeł. W rezultacie stawali się oni coraz bardziej nerwowi. Mnożyły się złośliwe faule i brutalne wejścia. W pewnym momencie fani zaczęli drżeć o losy Alvesa, Messiego i Xaviego, ponieważ był to dla nich naprawdę ciężki fragment spotkania. Sytuację starał się uspokoić arbiter, który rozdał żółte kartoniki całej niemalże formacji defensywnej "Los Ches".
Za powyższy stan rzeczy Valencia została ukarana w 79 minucie. Chwilę wcześniej z boiska zszedł Hleb, będąc zastąpionym przez Bojana. To właśnie ten ostatni w przepiękny sposób przejął piłkę od Alvesa i zapędził się nią pod linię końcową niedaleko bramki Renana. Później podał na piąty metr tak dokładnie, że Henry'emu nie pozostało nic innego jak tylko skompletować hattricka. Do końca meczu wynik już się nie zmienił i piłkarze Valencii musieli opuszczać Camp Nou z nisko spuszczonymi głowami.
Ocena
FC Barcelona zagrała dzisiaj perfekcyjnie. W żaden sposób nie pozwoliła groźnym napastnikom gości wykorzystać swoich atutów. Natomiast jej linia ataku spisała się wybornie. Na uwagę zasługuje doskonała postawa Thierry'ego Henry. Widzieliśmy dziś po prostu reinkarnację Henry'ego z czasów Arsenalu. Przy każdej ze swoich bramek Francuz uderzał z pierwszej piłki. W trzeciej sytuacji musiał trafić; zrobiłby to chyba każdy. Natomiast przy pierwszych dwóch zaprezentował swoje największe atuty predysponujące go do roli środkowego napastnika: niezwykłą szybkość i zimną krew pozwalającą wykańczać akcje.
Pan Jacek Laskowski, komentujący dziś mecz dla Canal+, stwierdził w trakcie widowiska, że prawa flanka, którą w tej chwili posiada FC Barcelona, może być już "nie do powtórzenia" w przyszłości. Patrząc na grę drużyny Guardioli trudno nie zgodzić z tą opinią. Leo Messi, nie oszukujmy się, zagrał dziś (jak na niego) bardzo słabe zawody. Jednakże walory ofensywne zespołu w doskonały sposób uzupełniał Daniel Alves. Brazylijczyk był wszędzie. Zarówno w obronie, jak i w ataku praktycznie nie popełniał błędów. Znakomitym odbiorem piłki i długimi, groźnymi rajdami pod pole karne rywala zasłużył sobie dziś na miano gracza meczu, mimo iż nie on zdobył hat- tricka.
Za takie spotkanie wypadałoby wyróżnić właściwie całą drużynę. Abidal zaliczył świetny powrót po kontuzji. Xavi znowu rządził i dzielił w środku pola. Márquez bardzo dobrze spisywał się w obronie. Nawet Valdés w niebezpiecznej sytuacji stał na posterunku i w profesorski sposób zatrzymał Davida Villę. I tak dalej... na wymienienie wszystkich zalet jakie zaprezentowała Barcelona, nie starczyłoby miejsca. Z taką grą zespół nie może obawiać się nadchodzącego wielkimi krokami Gran Derbi. Odliczanie już się rozpoczęło. Miejmy nadzieję, że za tydzień o tej porze będziemy w takich samych nastrojach jak dziś.
Na meczu obecna była kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców z Fan Club Barça Polska.
FC Barcelona - Valencia CF 4:0 (2:0)
1:0 Henry 19'
2:0 Henry 27'
3:0 Alves 47'
4:0 Henry 79'
Barcelona: Valdés, Alves, Márquez, Puyol, Abidal, Touré Yaya, Xavi(Keita 84'), Gudjohnsen, Messi(Pedro 82'), Hleb(Bojan 72') i Henry.
Valencia: Renan, Miguel, Albiol, Maduro, Del Horno, Albelda, Baraja(Michel 70'), Joaquín(Pablo 79'), Fernandes, Mata(Vicente 79'), Villa.
Pierwsza połowa
Wynik mógł zostać otwarty już w drugiej minucie, ale w doskonałej sytuacji Xavier Hernandez trafił w słupek. Stało się to tak szybko, że kibice nie zdążyli nawet dokładnie przyjrzeć się ustawieniu linii ataku, który tego dnia zapowiadał się dość osobliwie. W początkowej fazie gry na środku ofensywy biegał Leo Messi. Jak miało się później okazać, piłkarze Barçy płynnie zmieniali swoje pozycje podczas całego spotkania, co wprowadzało niemałe zamieszanie w obronie rywala.
Pierwszą bramkę w tym meczu zawdzięczamy niewiarygodnej szybkości Thierry'ego Henry. Po przepięknym podaniu Toure zza linii środkowej, Francuz wyprzedził obrońców Valencii i wybiegł do wpadającej w pole karne futbolówki. Następnie technicznym strzałem przelobował Renana.
Osiem minut później ten sam zawodnik podwyższył wynik na 2:0. Stało się to po akcji, która powinna być puszczana do znudzenia jako wzór we wszystkich szkółkach piłkarskich na świecie. Piłka wędrowała bowiem od samej bramki Victora Valdésa i nic nie było w stanie jej zatrzymać. Poprzez Xaviego, Alvesa oraz Hleba znowu trafiła do Henry'ego. Były zawodnik Arsenalu i tym razem się nie pomylił. Renan po raz drugi musiał sięgać do własnej siatki.
Druga połowa
Druga odsłona znów rozpoczęła się bardzo dobrze dla gospodarzy. Godzinę wcześniej zaczynali mecz od uderzenia w słupek Xaviego. Tym razem Katalończyk zadowolił się rolą asystenta. Po otrzymaniu piłki od Hleba doskonale "uruchomił" wchodzącego po prawej stronie Alvesa, który z ostrego kąta pokonał bramkarza gości. Z początku były pewne wątpliwości, czy bramka ta została zdobyta prawidłowo. Jednak powtórki telewizyjne wyjaśniły, że zanim powracający ze spalonego Hleb otrzymał piłkę, została ona odbita po niefortunnym zagraniu piłkarza Valencii.
Gospodarze w żadnym razie nie zamierzali poprzestać na tym wyniku. W 57 minucie Hleb wyszedł sam na sam z Renanem, lecz nie potrafił wykorzystać doskonałej okazji. Nieco później w podobnej sytuacji znalazł się Leo Messi, jednak i on nie umiał odnaleźć się pod bramką drużyny z Mestalla.
Wszystko to działo się przy zupełnej prawie inercji ze strony ofensywy Valencii. Obrona Barcelony nie pozwalała doskonałym napastnikom gości na rozwinięcie skrzydeł. W rezultacie stawali się oni coraz bardziej nerwowi. Mnożyły się złośliwe faule i brutalne wejścia. W pewnym momencie fani zaczęli drżeć o losy Alvesa, Messiego i Xaviego, ponieważ był to dla nich naprawdę ciężki fragment spotkania. Sytuację starał się uspokoić arbiter, który rozdał żółte kartoniki całej niemalże formacji defensywnej "Los Ches".
Za powyższy stan rzeczy Valencia została ukarana w 79 minucie. Chwilę wcześniej z boiska zszedł Hleb, będąc zastąpionym przez Bojana. To właśnie ten ostatni w przepiękny sposób przejął piłkę od Alvesa i zapędził się nią pod linię końcową niedaleko bramki Renana. Później podał na piąty metr tak dokładnie, że Henry'emu nie pozostało nic innego jak tylko skompletować hattricka. Do końca meczu wynik już się nie zmienił i piłkarze Valencii musieli opuszczać Camp Nou z nisko spuszczonymi głowami.
Ocena
FC Barcelona zagrała dzisiaj perfekcyjnie. W żaden sposób nie pozwoliła groźnym napastnikom gości wykorzystać swoich atutów. Natomiast jej linia ataku spisała się wybornie. Na uwagę zasługuje doskonała postawa Thierry'ego Henry. Widzieliśmy dziś po prostu reinkarnację Henry'ego z czasów Arsenalu. Przy każdej ze swoich bramek Francuz uderzał z pierwszej piłki. W trzeciej sytuacji musiał trafić; zrobiłby to chyba każdy. Natomiast przy pierwszych dwóch zaprezentował swoje największe atuty predysponujące go do roli środkowego napastnika: niezwykłą szybkość i zimną krew pozwalającą wykańczać akcje.
Pan Jacek Laskowski, komentujący dziś mecz dla Canal+, stwierdził w trakcie widowiska, że prawa flanka, którą w tej chwili posiada FC Barcelona, może być już "nie do powtórzenia" w przyszłości. Patrząc na grę drużyny Guardioli trudno nie zgodzić z tą opinią. Leo Messi, nie oszukujmy się, zagrał dziś (jak na niego) bardzo słabe zawody. Jednakże walory ofensywne zespołu w doskonały sposób uzupełniał Daniel Alves. Brazylijczyk był wszędzie. Zarówno w obronie, jak i w ataku praktycznie nie popełniał błędów. Znakomitym odbiorem piłki i długimi, groźnymi rajdami pod pole karne rywala zasłużył sobie dziś na miano gracza meczu, mimo iż nie on zdobył hat- tricka.
Za takie spotkanie wypadałoby wyróżnić właściwie całą drużynę. Abidal zaliczył świetny powrót po kontuzji. Xavi znowu rządził i dzielił w środku pola. Márquez bardzo dobrze spisywał się w obronie. Nawet Valdés w niebezpiecznej sytuacji stał na posterunku i w profesorski sposób zatrzymał Davida Villę. I tak dalej... na wymienienie wszystkich zalet jakie zaprezentowała Barcelona, nie starczyłoby miejsca. Z taką grą zespół nie może obawiać się nadchodzącego wielkimi krokami Gran Derbi. Odliczanie już się rozpoczęło. Miejmy nadzieję, że za tydzień o tej porze będziemy w takich samych nastrojach jak dziś.
Na meczu obecna była kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców z Fan Club Barça Polska.
FC Barcelona - Valencia CF 4:0 (2:0)
1:0 Henry 19'
2:0 Henry 27'
3:0 Alves 47'
4:0 Henry 79'
Barcelona: Valdés, Alves, Márquez, Puyol, Abidal, Touré Yaya, Xavi(Keita 84'), Gudjohnsen, Messi(Pedro 82'), Hleb(Bojan 72') i Henry.
Valencia: Renan, Miguel, Albiol, Maduro, Del Horno, Albelda, Baraja(Michel 70'), Joaquín(Pablo 79'), Fernandes, Mata(Vicente 79'), Villa.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (603)