Wisła: Teraz Barcelona

Redakcja

6 sierpnia 2008, 23:44

63 komentarze
Piłkarze Wisły Kraków zrobili to, co powinni już tydzień temu. Pokazali Beitarowi Jerozolima, że w piłce nie liczą się tylko pieniądze. Rozbili mistrza Izraela, a o Ligę Mistrzów zagrają z FC Barceloną.

To był mecz o wszystko dla Wisły. Dla piłkarzy o to, by nie przynieść wstydu Polsce, by nie skazać się na tułaczkę po boiskach w Wodzisławiu czy Bytomiu, by jeździć na dalsze wyjazdy niż do Białegostoku, by nie wytykano im, że to ci, którzy pięć razy bezskutecznie próbowali wejść do Ligi Mistrzów. A dla klubu głównie o to, by nie stracić okazji do zarobienia kilku milionów euro na prawach telewizyjnych, biletach i reklamach. Dla wszystkich, by znów gościć w Polsce słynną Bacelonę.

- Nawet nie chcę o tym myśleć, co się stanie jeśli nie awansujemy - mówił przed meczem Marek Zieńczuk, pomocnik Wisły, który pauzował za czerwoną kartkę w pierwszym meczu. - Nie po to ciężko pracowaliśmy przez cały rok, by to zmarnować w jeden wieczór.

Choć Bogusław Cupiał, właściciel Wisły, pożałował pieniędzy na transfery, to na mecz przyjechał już godzinę przed pierwszym gwizdkiem. Mniej wiary mieli kibice mistrzów Polski, którzy wbrew oczekiwaniom nie zapełnili stadionu do ostatniego miejsca. Ci co zostali przed telewizorami, mają czego żałować.

Trener Maciej Skorża po pierwszym spotkaniu musiał zastąpić dwa bardzo ważne ogniwa. Dość nieoczekiwanie za kontuzjowanego kapitana zespołu Arkadiusza Głowackiego w podstawowym składzie wyszedł Junior Diaz i okazało się, że szkoleniowiec wiedział, co robi. Zieńczuka zastąpił Rafał Boguski. 24-letni zawodnik miał pełnić funkcję fałszywego pomocnika i wspierać w ataku Pawła Brożka.

Trener Skorża zapowiadał, że jego piłkarze od 1. minuty rzucą się do odrabiania strat. I tak się stało - nie pozwolili rywalom wychodzić z własnej połowy, do końca walczyli o każda piłkę. Było zupełnie odwrotnie niż w Jerozolimie - grali szybko, agresywnie i z pomysłem, wychodziło im niemal wszystko. Już po niespełna półgodzinie mogli szykować się na mecze w trzeciej rundzie eliminacji z Barceloną.

Po faulu Dereka Boatenga na Tomasu Jirsaku z 20 m przymierzył Mauro Cantoro i było 1:0. Już taki wynik dawał Wiśle awans, ale mistrzowie Polski chcieli udowodnić, że jeszcze nie czas skazywać ich tylko na ligową szarzyznę. Argentyńczyk odkupił winy z Izraela, bo to po jego błędzie mistrzowie Polski stracili drugiego gola. To był zresztą pierwszy gol Cantoro dla Wisły z rzutu wolnego. 32-letni pomocnik niedługo później jednak za bezmyślny faul zarobił żółtą kartkę. Nie popisał się też Piotr Brożek, który został upomniany za opóźnianie gry.

Mistrzowie Polski nie zamierzali jednak bronić wyniku - strzelali Wojciech Łobodziński, Diaz i Jirsak. W 25 minucie mecz był już właściwie rozstrzygnięty. Sędzia podarował Wiśle rzut karny, bo Idan Tal wybił piłkę zamiast trafił w nogi Marcina Baszczyńskiego. Jedenastkę pewnie wykorzystał Cleber.

Żeby jednak nie było wątpliwości i powodów do narzekania, wiślacy jeszcze przed przerwą potwierdzili, że miliony dolarów wydane przez Beitar groźne są tylko u siebie. Paweł Brożek po podaniu Boguski wyszedł sam na sam z bramkarzem i strzelił swoją ósmą bramkę w europejskich pucharach.

Goście sporadycznie przedostawali się pod pole karne wiślaków i oddali trzy anemiczne zresztą strzały w bramkę.

- Wisłą wyszła bardzo wysoko pressingiem i rywale zgłupieli. Po stracie trzeciej bramki nie wiedzieli, co się dzieje, stanęli i tylko na siebie patrzyli. - Bardzo podoba mi się Paweł Brożek, który wszystkie piłki przyjmuje i znakomicie się zastawia - analizował Mirosław Szymkowiak, były piłkarz Wisły, który poznał smak gry w Lidze Mistrzów z Widzewem. - Barcelona chyba się już boi - dodał z uśmiechem.

Trener Beitaru w przerwie zmienił dwóch rywali - wpuścił obu piłkarzy kupionych przed sezonem za dwa miliony euro - Baraka Itzhakiego i Dario Fernandeza. Dzięki Argentyńczykowi, który kilka razy zakręcił graczami Wisły, zrobiło się groźnie pod bramką gospodarzy. W przeciwieństwie do krakowian gościom nie wychodziło nic - z 5 m chybił Itzhaki.

To jednak był dzień mistrzów Polski. Łobodziński podał... przewrotką, a Diaz uprzedził obrońcę i było już 4:0. Mało brakowało też, by lob Piotra Brożka z 45 m trafił do siatki. Koncert krakowian zakończył golem Andrzej Niedzielan.

Historia lubi się powtarzać. 11 lat temu Beitar wygrał u siebie w eliminacjach LM 4:2 z Benficą Lizbona, ale w rewanżu poległ 0:6.

[źródło: Sport.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (63)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze