"Adios Laporta. Witamy Sandro"
Na Camp Nou ponownie dało się wczoraj słyszeć gwizdy skierowane w stronę piłkarzy, a także zajmującego miejsce w loży honorowej Joana Laporty. Nawet podczas hymnu niektórzy kibice nie odpuścili, nie mogąc wybaczyć drużynie drugiego roku z rzędu bez sukcesów. Największym jednak na to dowodem jest fakt, iż stadion Barçy świecił wczoraj pustkami. Większość zdegustowanych słabą postawą fanów pozostało w domach.
W niedzielę lekiem na ból głowy Culés zgromadzonych na stadionie były trzy szybko zdobyte bramki. Valencia była najlepszym lekiem dla Barcelony. Ale Camp Nou nie zapomniało o porażce w Manchesterze, bowiem na trybunach dało się widzieć plakaty czy prześcieradła będące transparentami atakującymi Laportę ("Laporta, poświęcony polityce" czy "Żegnamy Laportę, witamy Sandro").
Jeszcze podczas rozgrzewki zespołu z trybun dało się słyszeć gwizdy, choć pomieszane z pojedynczymi brawami. Tych ostatnich było bardzo niewiele, do tego stopnia, że boczna trybuna odsłaniała klubową sentencję "mes que un club".
W trakcie meczu bramki dla Barçy padały jak na zawołanie, ale to nie wystarczyło. Na 10 minut z letargu kibiców wyrwał jednomyślny krzyk "Barça tak, Laporta nie". Prezydent był zresztą adresatem większości protestów Culés, a piłkarze mimo że na początku wygwizdani, przez 90 minut cieszyli się szacunkiem kibiców. Nie było jednak gromkiego "Barca, Barca" tak jak podczas pojedynków z Manchesterem. Momentami tylko dźwięk trąbki sygnalizował, że na Camp Nou trwa właśnie mecz piłkarski.
Ale kibice mogli czuć małą satysfakcję. Mimo sezonu bez tytułów, mieli wczoraj okazję zobaczyć spektakl w wykonaniu swoich ulubieńców, a ów spektakl był przecież dla nich zawsze synonimem Barçy. Jedynie kiedy Eto'o opuszczał boisko dało się słyszeć gwizdy. Prawdopodobnie ze względu na słowa Kameruńczyka, który stwierdził, że jeśli nie będzie zdobywał tytułów z Barceloną, odejdzie.
Sześć goli wystarczyło, by chociaż na 90 minut Camp Nou zapomniało o drugim z rzędu sezonie bez sukcesów. Rijkaard tymczasem, w roli trenera Azulgrany, odniósł pierwsze domowe zwycięstwo nad Valencią.
[źródło: Sport]
W niedzielę lekiem na ból głowy Culés zgromadzonych na stadionie były trzy szybko zdobyte bramki. Valencia była najlepszym lekiem dla Barcelony. Ale Camp Nou nie zapomniało o porażce w Manchesterze, bowiem na trybunach dało się widzieć plakaty czy prześcieradła będące transparentami atakującymi Laportę ("Laporta, poświęcony polityce" czy "Żegnamy Laportę, witamy Sandro").
Jeszcze podczas rozgrzewki zespołu z trybun dało się słyszeć gwizdy, choć pomieszane z pojedynczymi brawami. Tych ostatnich było bardzo niewiele, do tego stopnia, że boczna trybuna odsłaniała klubową sentencję "mes que un club".
W trakcie meczu bramki dla Barçy padały jak na zawołanie, ale to nie wystarczyło. Na 10 minut z letargu kibiców wyrwał jednomyślny krzyk "Barça tak, Laporta nie". Prezydent był zresztą adresatem większości protestów Culés, a piłkarze mimo że na początku wygwizdani, przez 90 minut cieszyli się szacunkiem kibiców. Nie było jednak gromkiego "Barca, Barca" tak jak podczas pojedynków z Manchesterem. Momentami tylko dźwięk trąbki sygnalizował, że na Camp Nou trwa właśnie mecz piłkarski.
Ale kibice mogli czuć małą satysfakcję. Mimo sezonu bez tytułów, mieli wczoraj okazję zobaczyć spektakl w wykonaniu swoich ulubieńców, a ów spektakl był przecież dla nich zawsze synonimem Barçy. Jedynie kiedy Eto'o opuszczał boisko dało się słyszeć gwizdy. Prawdopodobnie ze względu na słowa Kameruńczyka, który stwierdził, że jeśli nie będzie zdobywał tytułów z Barceloną, odejdzie.
Sześć goli wystarczyło, by chociaż na 90 minut Camp Nou zapomniało o drugim z rzędu sezonie bez sukcesów. Rijkaard tymczasem, w roli trenera Azulgrany, odniósł pierwsze domowe zwycięstwo nad Valencią.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)