Ostatnie dni w hiszpańskim futbolu zdominował temat konferencji prasowej Florentino Péreza. Sternik Realu Madryt wypowiada się publicznie na tyle rzadko, że każde jego wystąpienie urasta do miana wielkiego wydarzenia. Niedziwne więc, że gdy prezes Królewskich formułuje tak mocne tezy jak zrobił to niedawno, rozprawia nad nimi cały piłkarski świat.
Na wstępie wyjaśnię, że celem niniejszego tekstu nie jest krytyka Florentino. W szczególności nie mam zamiaru oceniać trzeźwości umysłu ser superior („wyższa istota” – tak niegdyś określił go Emilio Butraugeno). Z uwagi jednak na fakt, że sporą część uwagi Florentino poświęcił sprawie Negreiry, uznałem to za dobry pretekst, by podsumować aktualny jej stan – i zadać kilka pytań, na które od ponad trzech lat nie mogę doczekać się odpowiedzi.
Oczywiście nie oczekuję ich uzyskania od samego presidente Realu Madryt. Jeżeli jednak jacyś fani tego klubu chcieliby na ten temat podyskutować w formie chociażby materiału emitowanego na YouTube, niezmiennie pozostaję do dyspozycji.
Przechodząc do podsumowania sprawy Negreiry, będzie ono niezwykle krótkie. Postępowanie w dalszym ciągu znajduje się na wstępnym etapie. Pomimo, że od wybuchu afery minęło już ponad trzy lata nie zakończyło się jeszcze postępowanie przygotowawcze. Tak właściwie, w pełni aktualność zachowuje nie tylko poniższy materiał wideo, ale nawet i artykuł z 14 marca 2023 roku (!).
Nie przedłużając już zatem, oto kilka nurtujących mnie kwestii.
Dlaczego Real Madryt dwukrotnie wniósł o przedłużenie śledztwa w sprawie Negreiry?
Florentino po raz kolejny ocenił sprawę Negreiry jako największy skandal w historii, jednocześnie ubolewając nad tym, że sprawa nie została rozwiązana i nadal się ciągnie.
W hiszpańskiej procedurze karnej sędzia śledczy musi ukończyć postępowanie przygotowawcze w ściśle określonym czasie. Po upływie tego terminu, ocenia on zebrane dowody i – jeżeli uznaje, że są wystarczające – kieruje sprawę do sądu karnego, w którym rozpoczyna się właściwa faza procesu, a następnie zapada wyrok uniewinniający bądź skazujący. Jeżeli dowodów nie ma, sprawa zostaje umorzona i nigdy nie trafia na sądową wokandę.
Tak się składa, że okres przewidziany na przeprowadzenie postępowania przygotowawczego w sprawie Negreiry upłynął już dawno temu. Był on jednak dwukrotnie przedłużany o sześć miesięcy. W obu przypadkach wniosek w tym zakresie złożył Real Madryt.
Z jednej strony mamy zatem medialną narrację, zgodnie z którą wszystko w sprawie jest jasne, a FC Barcelona dopuściła się korupcji sportowej. Z drugiej zaś, te same osoby, które publicznie głoszą te tezy, starają się maksymalnie wydłużyć postępowanie przygotowawcze, a tym samym opóźnić rozstrzygnięcie sprawy – póki co zrobiły to już o rok.
Skoro wina Barçy jest jasna i nie ulega wątpliwości, to dlaczego nie dążyć do jak najszybszego zamknięcia śledztwa, odbycia rozprawy i wydania wyroku przez sąd?
Dlaczego Real Madryt nie wniósł choćby o zawieszenie jakiegokolwiek sędziego z „czasów Negreiry”…
Presidente Realu wskazał także, że to nielogiczne, że pomimo wybuchu tak wielkiej afery, w hiszpańskim futbolu w dalszym ciągu oglądamy tych samych sędziów.
O poziomie sędziowania w LaLidze chyba wszyscy myślimy to samo. Warto jednak przypomnieć, że lista oskarżonych w sprawie Negreiry ogranicza się do FC Barcelony, jej ówczesnych władz oraz samego Negreiry i jego rodziny. Nigdy nie doszło zaś do postawienia zarzutów jakiemukolwiek arbitrowi.
Także i protesty stołecznego klubu ograniczają się do licznych wideo klubowej telewizji oraz okazjonalnych konferencji prasowych. Nie znalazłem jednak informacji, żeby federacja - ani tym bardziej sąd - otrzymali wniosek o choćby tymczasowe zawieszenie jakiegokolwiek arbitra.
Jeżeli – jak rozumiem – Florentino twierdzi, że sędziowie z tamtych lat powinni zostać odsunięci od prowadzenia meczów, to dlaczego nie złożył żadnego wniosku w tej sprawie?
… a wręcz zatrudnia jednego z nich…
Carlos Megía Dávila był sędzią Primera División w latach 1995 – 2009. W 2006 roku został arbitrem międzynarodowym FIFA, a w latach 2007/2008 oraz 2008/2009 Marca wybrała go najlepszym sędzią w Hiszpanii.
Wydawałoby się, że mamy tu zatem do czynienia z książkowym „pomiotem” czy „bękartem” (pardon my French) Negreiry. Arbitrem, który piął się w górę w strukturach hiszpańskiego i międzynarodowego futbolu właśnie w czasach, gdy Barça opłacała wiceprezesa Komitetu Sędziowskiego. Słowem - wiedział komu sprzyjać, więc zrobił karierę.
Cóż, pewnym zaskoczeniem może okazać się fakt (choć dla czytelników FCBarca.com nie powinien – pisaliśmy bowiem na ten temat artykuł), że tuż po przejściu na sędziowską emeryturę pan Megia Davila został delegatem od spraw kontaktów z arbitrami w… Realu Madryt. Byłego arbitra zatrudnił nie kto inny jak Florentino Pérez i po upływie 17 lat, w dalszym ciągu pozostaje on w strukturach stołecznego klubu, którego fanem jest od dziecka.
Skoro zatem Negreira za pieniądze otrzymane od FC Barcelony doprowadzał do „systemowej korupcji”, to jaką rolę w tym „systemie” pełnił obecny delegat Realu Madryt? Dlaczego nawet nie wspomniał on swojemu przełożonemu o tym, że sędziowskie środowisko jest skorumpowane? Czy mamy wierzyć, że korupcja dotyczyła wszystkich, ale akurat on sam jako jedyny nigdy o niczym się nie dowiedział?
… i nie przeszkadza mu jawny konflikt interesów z jego udziałem?
Po zakończeniu zeszłego sezonu w Komitecie Technicznym Arbitrów doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Ze swoimi stanowiskami pożegnali się wszyscy jego członkowie, tak jak oczekiwał tego Real Madryt po słynnej konferencji przed finałem Pucharu Króla. No cóż – prawie wszyscy.
Jedyną osobą, która po czystce pozostała we władzach sędziowskich jest pani Yolanda Parga. Prywatnie to… małżonka wspomnianego wcześniej pana Megii Davili.
Ponad trzy lata po wybuchu afery Negreiry nie tylko zatem nie doczekaliśmy się jakiegokolwiek doprecyzowania (nie mówiąc o zaostrzeniu) przepisów w zakresie konfliktu interesów, ale mamy do czynienia z ignorowaniem sytuacji, która ewidentnie nosi jego znamiona. Oto członkini zarządu Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej (RFEF), Komitetu Technicznego Arbitrów (CTA), szefowa kobiecego arbitrażu, a także obserwatorka oceniająca sędziów w meczach męskiej LaLigi, jest małżonką długoletniego pracownika jednego z klubów.
Jeżeli celem Realu Madryt jest oczyszczenie hiszpańskiego futbolu od brzydkiego zapachu nieuczciwości, to dlaczego tolerowana jest sytuacja, która już na pierwszy rzut oka musi rodzić wątpliwości co do bezstronności władz sędziowskich? Co powiedziałby Florentino Pérez, gdyby występ arbitra w meczu Królewskich oceniał np. szwagier Joana Laporty – i to on decydowałby o ewentualnym spadku lub awansie sędziego?
Dlaczego Real Madryt do tej pory nie przedstawił jakiegokolwiek opisu mechanizmu funkcjonowania „systemowej korupcji”?
Ustaliliśmy już, że w sprawie Negreiry nie jest oskarżony żaden arbiter. Aktualna – i niezmienna od dłuższego czasu – teoria głosi zatem, że modus operandi oparte było na fakcie, że Negreira, jako wiceprezes Komitetu Sędziowskiego, decydował (bądź miał udział w decyzjach) o sędziowskich awansach i spadkach.
Zostawmy na chwilę spory, czy rzeczywiście tak było. Teoria ta jest kusząca, bowiem pozwala na ukazanie skali problemu („systemowa korupcja”) bez konieczności udowodnienia winy któregokolwiek arbitra czy wykazania „ustawienia” jakiegokolwiek konkretnego meczu. Ot, skorumpowani byli wszyscy (poza oczywiście panem Megią Davilą - przepraszam za złośliwość).
Jeżeli jednak w istocie na tym miał polegać mechanizm korupcyjny, to dlaczego na ponad trzy lata po wybuchu afery nikt jeszcze nie pokusił się o przeanalizowanie danych dotyczących wszystkich sędziowskich spadków i awansów za czasów Negreiry i porównania ich z błędami popełnianymi przez tych arbitrów na (nie)korzyść FC Barcelony?
To praca żmudna, ale z pewnością nie trudna – ot, wystarczy zbadać publicznie dostępne informacje. Nie ma nic skomplikowanego (poza skalą) w tym, żeby przeanalizować wszystkie degradacje i awanse arbitrów za czasów Negreiry, a następnie wykazać korelację: ten sędzia, który „mylił się” na korzyść Barçy był nagradzany, a ten, który jej szkodził – był karany.
Czy właśnie takie informacje będzie zawierał dossier na ponad 500 stron, który Florentino Pérez wyśle do UEFA oraz FIFA? Czy jednak zamiast tego znów obejrzymy wyłącznie jednostronne i pełne manipulacji materiały rodem z Real Madrid TV? I wreszcie – czemu adresatem tego materiału mają być piłkarskie władze, a nie sędzia śledcza prowadząca postępowanie?
***
Można by tak jeszcze całkiem długo. Mógłbym pytać, czemu prezes hiszpańskiej federacji przyznawał, że Florentino dzwonił do niego w sprawie VAR, a jeden z sędziów - że groził mu po meczu. Chciałbym dowiedzieć się, czy skoro siedem lig zostało Realowi ukradzionych, to gdy już Królewskim udało się wygrać, to akurat rozgrywki były czyste, a wszechmocny Negreira - czasowo nieskuteczny? Dlaczego zerwanie relacji z Barceloną miało miejsce dopiero po ostatecznym zerwaniu przez Joana Laportę z projektem Superligi - a wcześniej, przez ponad dwa i pół roku, oba kluby normalnie funkcjonowały (tytułowe zdjęcie zostało wykonane w końcówce października 2025 roku)?
Nie ma to jednak wielkiego sensu – mam nadzieję, że i tak już rozumiecie, o co mi chodzi.
Tym niemniej, nie chcąc zostawiać pola na niewłaściwą interpretację (choć i tak nie mam złudzeń, że dowiem się, że „wybielam” Barcelonę”), chciałbym na zakończenie napisać kilka rzeczy wprost:
1) Afera Negreiry jest poważną sprawą, której nie można bagatelizować.
2) Działania FC Barcelony, nawet jeżeli nie nosiły znamion przestępstwa (to rozstrzygnie sąd), były co najmniej nieetyczne i nigdy nie powinny mieć miejsca,
3) Odpowiedzialność za aferę Negreiry ponoszą solidarnie wszystkie poprzednie zarządy FC Barcelony, a nie madryckie media czy inni, rzeczywiści, czy wyimaginowani "wrogowie klubu".
Jednocześnie jednak, uważam za niezwykle naiwne podejście, zgodnie z którym Real Madryt samotnie (wbrew LaLidze czy RFEF) walczy o sprawiedliwość dla dobra ogółu i zależy mu wyłącznie na „oczyszczeniu” hiszpańskiego futbolu.
Tak zwyczajnie nie jest. Florentino Pérez kreuje się na „ostatniego sprawiedliwego”, lecz w praktyce kierowana przez niego instytucja celowo spowalnia postępowanie przygotowawcze (a przez to doprowadzenie sprawy do końca). Zamiast tego, presidente woli kontrolowane wycieki do mediów (polecam sprawdzenie, ile materiałów na temat afery Negreiry nagrał choćby autor jego biografii, a właściwie hagiografii – Ramon Álvarez de Mon), populistyczne i pełne nienawiści materiały wideo w klubowej telewizji, manipulowanie danymi i rzucanie oskarżeń bez pokrycia. Ośmielę się wręcz powiedzieć, że nikt tak nie bagatelizuje sprawy Negreiry jak klubowa telewizja Realu Madryt, grając tą kartą przy każdej kontrowersyjnej decyzji przeciwko Los Blancos.
I, generalnie, jak dla mnie nie ma w tym nic złego. Każdy broni swoich własnych interesów i próbuje ugrać jak najwięcej dla siebie.
Po prostu to przyznajmy, a nie udawajmy świętych.
Komentarze (33)