Oświadczenie Fede Valverde: "Przypadkowo uderzyłem w stół, Tchouaméni mnie nie uderzył"

Dariusz Maruszczak

7 maja 2026, 22:37

66 komentarzy

Fot. Getty Images

Fede Valverde po dzisiejszej aferze opublikował oświadczenie, w którym odniósł się do szeroko komentowanych wydarzeń związanych z bójką z Aurelienem Tchouaménim. Urugwajczyk neguje przedstawiony w mediach przebieg sytuacji.

„Wczoraj miałem incydent z jednym z kolegów z drużyny po jednej z akcji na treningu, gdzie zmęczenie rywalizacją i frustracja sprawiają, że wszystko urasta do większych rozmiarów.

W normalnej szatni takie rzeczy mogą się zdarzyć i są rozwiązywane między nami bez wychodzenia na światło dzienne. Ewidentnie tutaj jest ktoś, kto bardzo szybko biegnie z opowieściami, a do tego w sezonie bez trofeów, gdy Real Madryt zawsze jest na celowniku, wszystko jest wyolbrzymiane.

Dzisiaj ponownie doszło między nami do sprzeczki. W trakcie dyskusji przypadkowo uderzyłem w stół, co spowodowało niewielkie rozcięcie na czole i wymagało zgodnej z protokołem wizyty w szpitalu.

Mój kolega w żadnym momencie mnie nie uderzył i ja również tego nie zrobiłem, choć rozumiem, że dla was łatwiej jest uwierzyć, że rzuciliśmy się na siebie z pięściami albo że wszystko było celowe, ale tak nie było.

Czuję, że mój gniew w tej sytuacji, frustracja wynikająca z tego, że niektórzy z nas docierają do końcówki sezonu resztkami sił, walcząc do granic możliwości, doprowadziły mnie do granic podczas dyskusji z kolegą z drużyny.

Przepraszam. Przepraszam z całego serca, ponieważ boli mnie ta sytuacja, boli mnie moment, przez który przechodzimy. Real Madryt jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu i nie mogę pozostać z boku. Rezultatem jest nagromadzenie wielu sytuacji, które ostatecznie kończą się bezsensowną kłótnią, szkodząc mojemu wizerunkowi i pozostawiając korzyść z wątpliwości dla ludzi, którzy wymyślają historie, oczerniają i dodają drugie dno do zwykłego wypadku. Nie mam jednak wątpliwości, że wszystkie spięcia, jakie możemy mieć poza boiskiem, na nim przestają istnieć, a jeśli będę musiał bronić go na stadionie, zrobię to jako pierwszy.

Nie zamierzałem zabierać głosu aż do końca sezonu. Odpadliśmy z Ligi Mistrzów, zachowałem w sobie złość i urazę. Nie wykorzystaliśmy kolejnego roku i nie miałem zamiaru publikować niczego w mediach społecznościowych, kiedy jedyną twarzą, jaką powinienem pokazywać, była ta na boisku. Czuję jednak, że powinienem to zrobić, bo najbardziej boli mnie i smuci przechodzenie przez tę sytuację, która przez decyzje medyczne uniemożliwi mi grę w następnym meczu. Zawsze walczyłem do końca, dlatego obecne konsekwencje bolą mnie bardziej niż kogokolwiek innego. Jestem do dyspozycji klubu i moich kolegów z drużyny, aby współpracować przy każdej decyzji, którą uznają za konieczną".

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (66)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy