Raphinha znajduje się w momencie głębokiej refleksji nad swoją przyszłością i kierunkiem dalszej kariery. Brazylijczyk podzielił się z klubem swoimi wątpliwościami, choć na ten moment nie podjął żadnej ostatecznej decyzji.
"Raphinha rozważa, analizuje i przekazał klubowi swoje wątpliwości dotyczące planu kariery" - pisze na łamach dziennika Sport Joaquim Piera, dziennikarz dobrze zapoznany z brazylijskim futbolem. Nie ma żadnej sprawy w toku ani niczego, co przypominałoby wewnętrzny kryzys. Po prostu brazylijski napastnik chciał przedstawić dyrekcji sportowej swój stan emocjonalny oraz niepewności, które zaprzątają jego myśli - w akcie szczerości, przejrzystości i działania, jak zawsze, z otwartym sercem.
Brazylijczyk, który w poprzednim sezonie rozegrał kampanię na poziomie godnym Złotej Piłki, nie był w stanie utrzymać takiego samego poziomu w obecnym. Zachował koncentrację, chęci i głód gry, robił różnicę, gdy był w formie, ale problemy mięśniowe i nawroty kontuzji mocno go ograniczyły. W efekcie opuścił 19 spotkań, co odbiło się na jego stanie psychicznym. Nikt nie wymaga od niego więcej niż on sam. Mimo to jego liczby ofensywne są bardzo dobre: 19 goli i 8 asyst w 31 meczach.
Ostatnia kontuzja - uraz mięśnia dwugłowego uda w prawej nodze - odniesiona podczas marcowej przerwy reprezentacyjnej w sparingu Brazylia–Francja w Bostonie wykluczyła go z dwumeczu Ligi Mistrzów przeciwko Atlético. To bardzo go dotknęło. "W tym kontekście ciszy, wsłuchiwania się w siebie, introspekcji i refleksji rozważył wszystkie możliwe scenariusze. Jednym z nich jest pozostawienie otwartej kwestii swojej przyszłości w Barcelonie, co przekazał klubowi" - pisze Piera.
To wątpliwości i egzystencjalne rozważania zawodnika będącego u szczytu i w najbardziej dojrzałym momencie kariery. Nie podjął żadnej decyzji i nie zrobi tego do końca sezonu w Barcelonie, gdzie Hansi Flick liczy na jego pomoc w przypieczętowaniu drugiego z rzędu mistrzostwa. Być może decyzja zapadnie dopiero po mundialu, na którym Carlo Ancelotti ma powierzyć mu ważną rolę. Kibice Barcelony oczekują jego występu w Klasyku 10 maja, gdzie planowane jest świętowanie tytułu.
Raphinha jest zwycięzcą i nadal chce nim być. Dlatego widząc, że marzenie o wygraniu Ligi Mistrzów w barwach Barcelony jest odległe - co najmniej o rok - poczuł rozczarowanie. Odpadnięcie z Atlético było dla niego trudne do przełknięcia.
Jego motywacja do pozostania na nowym Spotify Camp Nou wykracza poza budowę ligowej dominacji (co oznaczałoby trzy tytuły w cztery lata) - chodzi o wejście na europejski szczyt, tak jak zrobił to jego idol i rodak Ronaldinho w 2006 roku, a w konsekwencji walkę o Złotą Piłkę ramię w ramię z Lamine Yamalem.
Barcelona rozumie Raphinhę i jego dojrzałe podejście. Rozważanie przyszłości nie jest efektem chwilowego impulsu, lecz procesem refleksji trwającym miesiącami. Klub docenia szczerość jednego z liderów zespołu.
Hansi Flick na niego liczy. Deco na niego liczy. Szatnia na niego liczy. Dyrekcja sportowa da Brazylijczykowi tyle czasu, ile będzie potrzebował. To decyzja osobista - nie będzie żadnej presji. Tak jak Raphinha przedstawił swoją sytuację, tak teraz oczekiwane jest jej rozstrzygnięcie, które - wszystko na to wskazuje - będzie pozytywne i zamknie ten etap.
W klubie panuje przekonanie, że zawodnik zdecyduje się zostać i nadal będzie liderem zespołu oraz kluczową postacią dla Hansiego Flicka - trenera, który najlepiej go zrozumiał i dał mu największą rolę w karierze. Jego rodzina jest szczęśliwa w Katalonii, gdzie czuje się w pełni zakorzeniona.
Takie i wiele innych ciekawych statystyk oraz wyniki na żywo znajdziesz u naszego Partnera - aplikacji Superscore.
Komentarze (54)