La Masia i duet nierównowagi. Dlaczego akademia Barcelony tworzy wszystko oprócz dziewiątek?

Piotr Guziński

27 listopada 2025, 13:30

19 komentarzy

Fot. Getty Images

La Masia regularnie dostarcza piłkarzy o wysokiej jakości, a pierwsza drużyna korzysta na stałym napływie wychowanków. Na najwyższy poziom trafiają obrońcy, pomocnicy, skrzydłowi, klub świetnie szkoli także bramkarzy, a na wielu z tych pozycji jest w akademii bogactwo wyboru. Poza jedną - pozycją środkowego napastnika. Wiele osób wciąż czeka na moment, gdy La Masia wyszkoli klasowego egzekutora i choć na tej pozycji pojawiało się w ostatnich latach wielu ciekawych graczy, to nie było tam realnie zawodnika, który mógłby wzmocnić pierwszą drużynę. 

Dlaczego La Masia nie produkuje klasycznych dziewiątek?

Problem ma charakter strukturalny. Na poziomie akademii jest wielu interesujących “środkowych napastników”, jednak w zupełnie innym profilu, niż ten, którego się oczekuje na najwyższym poziomie rozgrywkowym, zwłaszcza tym obecnym. Od najniższych kategorii szkolenia priorytetem jest profil techniczny i mobilność: gra kombinacyjna, wymiana pozycji, rozumienie przestrzeni, a nie finalizacja czy dominacja fizyczna. W modelu gry Barcelony bramki tradycyjnie rozkładają się między skrzydłowych i pomocników, a więc zapotrzebowanie na klasyczną dziewiątkę jest mniejsze - to sprawia, że typowi egzekutorzy w akademii pojawiają się rzadziej.

Na przestrzeni ostatnich lat w roli napastnika regularnie występowali gracze o profilach odbiegających od klasycznej dziewiątki - częściej skrzydłowi, fałszywe dziewiątki, a nawet ofensywni pomocnicy wprowadzani tam ze względów taktycznych. Tacy zawodnicy radzili sobie świetnie - ich ruchliwość, solidne przyspieszenie i znakomita technika użytkowa pozwalała na zdobywanie wielu bramek. Bilans bramkowy często był imponujący, lecz wynikał głównie z przewagi technicznej, nie z atrybutów charakterystycznych dla klasycznego napastnika. Takich graczy zawsze oglądało się z przyjemnością - szybka noga, balans ciała, wysoka inteligencja, poruszanie się między liniami i duża swoboda w kreowaniu okazji bramkowych zwracają uwagę. Było to jednak za mało, by mówić o potencjale na napastnika światowej klasy. Profil ten świetnie wygląda w futbolu młodzieżowym, ale po wejściu w piłkę dorosłą ujawnia się brak przewagi fizycznej, gry tyłem do bramki czy finalizacji pod presją - zestaw cech kluczowych dla dziewiątki na elitarnym poziomie. Wobec tego zawsze pojawiały się wątpliwości - na temat samego profilu, stylu gry i docelowej pozycji na wyższym poziomie. 

Hugo Alba, Pedro Fernández "Peque", a jeszcze wcześniej Pablo Moreno imponowali stylem gry, licznymi bramkami, ale daleko im było to zawodników, którzy mogliby przeskoczyć pewien poziom. Więcej było u nich cech fałszywej dziewiątki czy dziesiątki. La Masia kształtuje przede wszystkim piłkarzy inteligentnych, technicznych, a nie dominujących fizycznie finisherów - a właśnie taki profil jest dziś najbardziej poszukiwany w pierwszej drużynie. Na środku ataku grali też tacy piłkarze jak Nils Mortimer, Angel Alarcon, Dani Rodríguez czy Ansu Fati. 

Zdarzało się również, że na pozycji dziewiątki są wystawiani pomocnicy o słabych warunkach fizycznych - operują wtedy w roli fałszywej dziewiątki, poruszają się między liniami, wyróżniają nisko położonym środkiem ciężkości, kreują grę. Tak było chociażby w przypadku wyjątkowo drobnego Fermína Lópeza w juvenilu B. Ze względu na warunki fizyczne miał problem z regularnymi minutami i ostatecznie powtarzał sezon na tym poziomie, pełniąc rolę fałszywej dziewiątki. Ta pozycja bardzo mu pomogła w rozwoju i moim zdaniem była kluczowa dla jego kariery i tego, gdzie znajduje się obecnie. Podobny zabieg zastosowano też kilka lat temu z Riquim Puigiem, któremu gra na tej pozycji także bardzo pomogła na wczesnym etapie kariery. 

Z kolei napastnikiem pomiędzy dwoma światami był Victor Barbera. Napastnik świetny na poziomie juvenilu i strzelający wiele goli w Lidze Młodzieżowej UEFA. Wyróżniał się świetną techniką, umiejętnością korzystania z własnych warunków, dynamiką, imponującym wykończeniem, dobrą gra tyłem do bramki i na jeden kontakt. W pierwszym sezonie w Barcelonie (sekcja U-18) często schodził do skrzydła, potrafił dryblować, choć z czasem robił to rzadziej. Jego odejście z Barcelony w 2023 roku było zaskoczeniem, jednak sezon w Club Brugge okazał się ostatecznie dużym rozczarowaniem. W pierwszej drużynie rozegrał zaledwie 60 minut i wrócił do Barçy. W rezerwach nastąpił szybki powrót do formy - w siedmiu spotkaniach trafił do bramki aż sześć razy, a do tego zaliczył dwie asysty. Niestety, w najgorszym możliwym momencie doznał kontuzji i do gry wróci dopiero w marcu.

Nieliczne wyjątki

Barcelona częściej stawia na graczy, których profile opisałem wyżej, jednak w ostatnich latach pojawiło się kilka wyjątków - zawodników znacznie bliższych temu, czego oczekuje się dziś od napastników na najwyższym poziomie. Niestety, bez finalnego sukcesu.

Mam tu na myśli przede wszystkim Ikera Bravo, który był dziewiątką w klasycznym sensie - silną, świetną technicznie, ze znakomitą motoryką i umiejętnością wykańczania akcji z każdego miejsca w polu karnym. Iker zdecydował się jednak na odejście do Bayeru Leverkusen przed podpisaniem profesjonalnej umowy, a obecnie gra w Udinese - zaledwie 243 minuty w tym sezonie. Ma za sobą także epizod w Realu Madryt - trafił bowiem do Castilli i mierzył się tam z Barçą.

Drugi wyjątek to dla mnie Oscar Gistau. Piłkarz, który ma moim zdaniem niemal wszystko, by być topowym napastnikiem. Poza najważniejszą rzeczą - zdrowiem. W ostatnich sezonach Hiszpan pauzował z powodu urazów wielokrotnie i tracił przez nie długie miesiące. Nie zmienia to jednak faktu, że to klasyczny egzekutor. Świetny w grze tyłem do bramki, twardo stojący na nogach, potrafiący rozgrywać, z precyzyjnym uderzeniem, nowoczesnym profilem i wysoką inteligencją. Gdyby zdrowie bardziej mu dopisywało, już teraz mógłby otrzymywać minuty w pierwszej drużynie. Oscar wciąż ma czas, by odpowiednio się rozwinąć i dotrzeć na najwyższy poziom. Pozostaje mieć nadzieję, że po ostatnim urazie problemy zdrowotne wreszcie się skończą.

Nie możemy też zapomnieć o Marcu Guiu. Hiszpan był w akademii typowym egzekutorem. Wysokim, świetnie wykańczającym akcje, umiejętnie grającym na pograniczu spalonego, silnym, dobrym w powietrzu i szybko pnącym się w górę. Swoim profilem nie przypominał zawodników szkolonych w La Masii i dość wcześnie doczekał się debiutu u Xaviego. Niestety, chwilę później zdecydował się na odejście, a czas pokaże, jak się rozwinie.

Wcześniej szkółka Barcelony miała też takiego gracza jak Abel Ruiz, którego z pewnością dobrze pamiętają kibice. Abel imponował od najmłodszych sekcji i miał wiele cech typowej dziewiątki: był silny, zdecydowany, a jednocześnie bardzo techniczny i inteligentny boiskowo. Na wyższym poziomie, zwłaszcza w rezerwach, miał trudności z utrzymaniem formy i często bywał niewidoczny. Stało się jasne, że swoje szczęście będzie musiał znaleźć poza Barceloną. Obecnie występuje w Gironie, choć na koncie ma tylko 93 minuty. Wcześniej przyzwoicie radził sobie w Bradze.

Wspomnieć można też o Alejandro Marquésie, którego profil na tle akademii również się wyróżniał. Wenezuelczyk już w juvenilu B doczekał się debiutu w Barcelonie B, a w juvenilu A grał między innymi z Ansu Fatim i Jandro Orellaną. Kampanię zakończył z 19 bramkami, co dało mu tytuł króla strzelców w lidze. Po tym okresie uznał jednak, że chce odejść. Najpierw był Juventus (pamiętna wymiana na Matheusa Pereirę), potem Mirandés, a obecnie portugalskie Estoril - w tym sezonie tylko 217 minut i jedna bramka. W poprzedniej kampanii radził sobie lepiej - w rozgrywkach ligowych uzbierał 1681 minut i do siatki trafił jedenaście razy.

Co z tym napastnikiem?

La Masia wielokrotnie pokazała, że potrafi szkolić młodych zawodników i dostarczać ich na najwyższy poziom. Nie potrafi jednak wychować klasowego środkowego napastnika. Na poziomie akademii wielu graczy potrafi wyróżniać się techniką, inteligencją i łatwością zdobywania goli, jednak sam profil zazwyczaj nie odpowiada temu, czego oczekuje się obecnie w futbolu seniorskím.

Podobny model szkolenia widać nie tylko w Barcelonie - wiele mocnych akademii w Hiszpanii stawia na mobilnych, wszechstronnych napastników, a nie na klasycznych egzekutorów. Wygląda więc na to, że to kwestia filozofii szkolenia i podejścia do pozycji numer 9, a nie pecha czy chwilowego braku talentów. Model Barcelony od dekad premiuje inteligencję, mobilność, grę kombinacyjną i umiejętność funkcjonowania między liniami, a nie fizycznych egzekutorów, którzy dominują dzisiejszy futbol na najwyższym poziomie. Z jednej strony można argumentować, że akademia nie jest naturalnym środowiskiem do formowania klasycznej dziewiątki. Z drugiej można napisać, iż świat futbolu ewoluuje, a wraz z nim profil współczesnego napastnika, który coraz częściej łączy cechy egzekutora i kreatora.

Dlatego jest całkiem możliwe, że przyszły napastnik Barcelony nie wyjdzie z La Masii. Równie możliwe - choć optymistyczne patrząc na poprzednie przykłady i historie - jest to, że właśnie tam pojawi się ktoś, kto pierwszy raz połączy charakterystykę „dziewiątki w stylu La Masii” z wymaganiami współczesnej piłki. W ostatnich latach pojawiały się pojedyncze obiecujące profile, lecz kończyły swoje historie z różnych powodów. Być może kolejny zawodnik wreszcie wykorzysta swój moment. Może będzie nim Gistau, któremu dopisze zdrowie, a może padnie na kogoś innego? Tutaj powinno pojawić się nazwisko Fode Diallo - zawodnika urodzonego w 2012 roku, który bije rekordy strzeleckie i jest regularnie porównywany do Samuela Eto'o. A może zaskoczy jeszcze ktoś inny?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (19)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy