Socio numer 6 FC Barcelony, który wykonał honorowe kopnięcie na otwarcie Camp Nou, wciąż żyje tym klubem jak za dawnych lat. Joan Canela, który zapisał się jako socio 17 lipca 1941 roku, wraca w wywiadzie dla RAC1 do rodzinnej tradycji, wspomina budowę Camp Nou i anegdoty z prezydentami - z nadzieją, że zdąży zobaczyć nowy stadion już gotowy.
Joan Canela: Wciąż jestem podekscytowany. Wiedziałem, że numer 5 nie żyje, a kiedy rozmawiałem z Laportą, zapytałem go, gdzie są pierwsi czterej, ale powiedział mi, że nie mogli przyjść.
- Zostałem socio Barcelony 17 lipca 1941 roku, kiedy miała rozpocząć się pierwsza liga piłkarska w Hiszpanii po wojnie. Mój ojciec był socio i mój dziadek też; to była już rodzinna tradycja.
- Wciąż przechowuję dokumenty, które dała nam Barça, żebyśmy wpłacili zaliczkę na budowę nowego stadionu w 1957 roku. Wpłaciliśmy pewne kwoty, a potem odliczano nam je od tego, co co roku płaciliśmy za miejsca.
- Núñez wręczył mi srebrną odznakę za 25 lat bycia socio, a Bartomeu dał mi złotą za 50 lat.
- Powiedziałem Laporcie: "Proszę pana prezydenta, wie pan, co musi pan zrobić? Niech pan nie tyje, bo czasami widzę, że jest pan za bardzo okrągły". Odpowiedział mi: "Ja bardzo dbam o siebie".
- Zabrali mnie na mały obchód; wszystko się zmieniło w porównaniu do tego, jak było. Siedziałem za bramką i ci z południowej trybuny wszyscy wstali i nie zobaczyłem pierwszego gola.
- Przypuszczam, że powstanie fantastyczny i bardzo nowoczesny stadion. Teraz mam tyle lat, że oglądam mecze w telewizji. Jeśli będę miał szczęście... Na razie czuję się świetnie, oby go skończyli.
Komentarze (11)