Barcelona przegrała z Sevillą na Sánchez Pizjuán aż 1:4. W pierwszej połowie drużyna wyglądała jakby jeszcze nie obudziła się po meczu z PSG, a w drugiej zawiodła skuteczność.
Sevilla zaczęła z impetem, od pierwszych minut narzucając Barcelonie pressing i wysokie tempo. Gospodarze szybko zostali nagrodzeni kontrowersyjnym rzutem karnym – po interwencji VAR sędzia dopatrzył się faulu Araujo na Isaacu Romero, choć wyglądało to na zwykłe przepychanki. Jedenastkę na gola zamienił Alexis Sánchez, a Barça znów musiała gonić wynik. Zespół Flicka wyglądał jednak bezbarwnie: wolny w rozegraniu, bez kontroli środka pola, z nerwowym Frenkiem de Jongiem i odizolowanym Lewandowskim. Sevilla się nie zatrzymywała. W 36. minucie było już 2:0 po golu Isaaca Romero, choć wcześniej faulowany mógł być Jules Koundé.
Dopiero w końcówce pierwszej połowy Katalończycy zaczęli odzyskiwać oddech. Najpierw Rashford przegrał pojedynek sam na sam z Odysseasem, lecz chwilę później dopiął swego – w doliczonym czasie gry kapitalnie przymierzył z lewej nogi po dośrodkowaniu Pedriego i wyrównał stan na 2:1. Gol Anglika tuż przed przerwą dał Barcelonie tlen i nieco spokoju po słabej połowie, w której zespół Flicka był daleki od swojej najlepszej wersji. W drugiej części Barça musi zdecydowanie poprawić tempo, pressing i skuteczność, jeśli chce odwrócić losy meczu w gorącej atmosferze Sánchez Pizjuán.
Barcelona rozpoczęła drugą połowę z nadzieją na odwrócenie losów spotkania, ale zamiast pościgu za wynikiem — dostała lekcję skuteczności od Sevilli. Mimo podwójnej zmiany Flicka i kilku obiecujących okazji, Los Nervionenses zachowali trzy punkty. Katalończycy mieli szansę wrócić po kontrowersyjnym karnym dla Lewandowskiego, lecz Polak spudłował – piłka przeleciała tuż obok słupka. Potem dwie klarowne okazje miał jeszcze Roony Bardghji, ale najpierw wręcz podał do bramkarza, a potem mimo dobrego strzału znów musiał uznać wyższość golkipera.
Końcówka meczu zamieniła się w pokaz strzelecki Sevilli. Najpierw Carmona płaskim uderzeniem zza pola karnego podwyższył na 3:1, a w doliczonym czasie gry Adams dopełnił dzieła, wykorzystując podanie Ejuke – 4:1 i pełna fiesta na Sánchez Pizjuán. Po drodze emocje sięgnęły zenitu, gdy Peque zobaczył czerwoną kartkę, którą VAR ostatecznie anulował. Barcelona kończy ten mecz upokorzona – rozbita fizycznie, chaotyczna w defensywie i bez wiary w ataku. Sevilla zagrała jak drużyna: agresywna, szybka, skuteczna.
Barcelona: Szczęsny - Koundé, Araujo, Cubarsí, Gerard Martín - De Jong, Pedri - Rashford, Olmo, Ferran - Lewandowski.
Ławka rezerwowych: Kochen, Aller, Eric, Christensen, Balde, Bernal, Casadó, Dro, Roony, Toni Fernández.
Sevilla: Odysseas – Carmona, Azpilicueta, Marcao, Suazo – Agoumé, Sow, B. Mendy – Vargas, Isaac Romero, Alexis.
Ławka rezerwowych: Nyland, Kike Salas, Gudelj, Akor, Peque, Cardoso, Juanlu, Ejuke, Ramón Martínez, Januzaj, Manu Bueno, Oso
Komentarze (840)