Dziś mamy kolejny etap napięć związanych z Lamine Yamalem, jego stanem zdrowia i powołaniem do reprezentacji. Podczas konferencji prasowej swoją perspektywę przebiegu zdarzeń z minionych tygodni przedstawił selekcjoner Luis de la Fuente, ale i jeden z dziennikarzy celnie wytknął trenerowi na podstawie konkretnych faktów, że słowa o „zerowym ryzyku” nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. To wzbudziło złość szkoleniowca i w rezultacie doszło do napiętej wymiany zdań.
Poniżej prezentujemy niezwykle obszerne „pytanie” Joaquína Maroto z ASa, co ciekawe, dziennikarza kojarzonego z Realem Madryt. Bardzo konkretnie podsumowuje on tydzień wrześniowego zgrupowania reprezentacji, przedstawiając konkretne fakty, jakie udało mu się ustalić. To znaczy, że Lamine w istocie otrzymał zastrzyk przeciwzapalny, a co więcej, że selekcjoner nie spełnił również prośby Athleticu, który rekomendował dozowanie wysiłku dla Nico Williamsa. Ostatecznie obaj ci gracze, mimo pewnych dolegliwości, w dwóch wrześniowych spotkaniach reprezentacji Hiszpanii zagrali od pierwszej minuty.
[Joaquín Maroto, AS] Sekwencja wydarzeń, nie tylko w sprawie Lamine’a, ale też przywołam temat Nico, jest taka, że doktor Claudio Vázquez między jednym a drugim meczem wstrzyknął mu, cieszę się, że tu jest, na wypadek, gdyby musiał coś powiedzieć, zastrzyk z Voltarenu, przeciwzapalny, niesteroidowy, w pośladek. Z tego, co wiem, Nico, pan będzie to wiedział lepiej ode mnie, przyjeżdża w poniedziałek z papierkiem z Athleticu, w którym klub rekomenduje, żeby dozowano jego wysiłek. Obaj gracze wystąpili w podstawowym składzie w obu meczach. Obaj wyjechali z dolegliwościami, pierwszy już wrócił [wypowiedź przed opublikowaniem informacji o kontuzji Lamine’a - przyp. red.], a drugi jeszcze nie wrócił, ponieważ jest kontuzjowany. Mówię o tym wszystkim, ponieważ słyszeliśmy wiele razy słowa „zerowe ryzyko”, dotyczące zdrowia zawodników. Będzie „zerowe ryzyko”? Nie, ryzyko bliskie „X” - małe lub duże, ale to ewidentne, że wystawiono ich do gry z ryzykiem. Jeden miał problemy po uderzeniu w dół pleców w meczu z Bułgarią, a drugi miał pubalgię, która ciągnie się od miesięcy. Zatem „zerowe ryzyko”, nie, niech nam pan nie mówi o „zerowym ryzyku”. Nie jest tak?
Grałeś w piłkę? [nie słychać dobrze odpowiedzi, ale dziennikarz prawdopodobnie odpowiedział „tak, trochę”]. Zatem naprawdę nie rozumiem tego pytania. Sportowiec, ponadto dalej grasz w padla, w tenisa, etc. Więc ryzyko w futbolu, w sporcie, istnieje zawsze. Grają w swoich klubach? Tak czy nie? [„nie”] Teraz nie, ale kiedy przyjechali tu, grali w swoich klubach. Zatem już odpowiedziałeś na to pytanie. Jeśli gra w swoim klubie, to dlatego, że też podejmują ryzyko, to mówisz ty, ja tego nie mówię, podejmują to ryzyko, prawda? W jego klubie. Tak czy nie? Zatem jeśli gra w swoim klubie, przyjeżdża tu i gra, to spokojnie, jest dokładnie tak jak w jego klubie. Ryzyko? Ja tego nie wiem, czy to jest podjęcie ryzyka, czy nie... [dziennikarz coś mówi] Nie, nie, nie [„zrobiono zastrzyk”]. W temacie medycznym wyjaśni ci to doktor. To, jaki trzeba zrobić zastrzyk, wszystko jest w ramach prawnych, bo można odnieść wrażenie, że mówimy tu o rzeczach… matko. Podkreślam, to sytuacje i działania całkowicie normalne, w klubie i reprezentacji. Szczegóły przedstawi sztab medyczny, nie mów mi, żebym ja teraz to robił. Ja też czytałem u ciebie, że to był zastrzyk dożylny. A teraz mówisz o domięśniowym. Jest duża różnica. Tak jest napisane. Nie wiem, czy aż tyle wiesz, ponieważ wcześniej mówiłeś coś przeciwnego [dziennikarz coś odpowiada, niestety nie słychać]. Nie, ani pan, ani ty, ani ty, ani ty, bo mówiłeś tak wcześniej, skorygowałeś to, ale nie będziemy wchodzić w tę debatę, nie chcę nadawać temu znaczenia [prowadzący konferencję mówi do mówiącego coś dziennikarza, że „już wystarczy”]. Jeśli mówisz do mnie „per pan”, ja ciebie też będę tak traktować. Porozmawiaj ze sztabem medycznym. Jak skończę karierę, zajmę się medycyną.
Wnioski z tej, oraz innych wypowiedzi De la Fuente można wyciągnąć samemu. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że selekcjoner się miota. Standardowe odbicie piłeczki, znane z polskiego podwórka „a grałeś ty w piłkę?”, ma zdeprecjonować opononenta, ale nie może wyjaśniać konkretnych zarzutów, które postawił Moroto.
De la Fuente może mieć rację, że piłkarze stale zmagają się z różnymi dolegliwościami i zawsze jest jakieś ryzyko (choć wcześniej zdawał się twierdzić, że reprezentacja tego ryzyka nie podejmuje – być może po prostu wówczas nie potrafił dobrze ubrać w słowa tego, co rzeczywiście miał na myśli, co wyjaśnia powyżej). Może mieć rację, że zawodnicy grali w swoich klubach. Natomiast nie potrafił zaprzeczyć tezie o zastrzyku, sprowadzając temat do absurdu typu „przecież nie wstrzykujemy im czegoś niezgodnego z prawem”. A przecież to, że Lamine grał przed kadrą, nie oznacza, że nie mógł odnieść urazu już w trakcie zgrupowania. Selekcjoner nie zdementował też tematu pisma od Athleticu, wskazującego, że Nico już wcześniej mógł mieć jakieś problemy.
De la Fuente wdał się też w spór z Maroto, zarzucając mu, że wcześniej pisał o innego rodzaju zastrzyku. Pytanie, czy czasem po prostu nie potrafił odnieść się do konkretnych zagadnień i stąd próba zdyskredytowania wiadomości podanych przez żurnalistę ASa. Na koniec selekcjoner odesłał dziennikarza do sztabu medycznego. Niestety na razie nie mamy informacji, czy odniesiono się do zarzutów Maroto.
Fakty pozostają takie, że mimo tych wszystkich niepokojących sygnałów Lamine i Williams zagrali od pierwszej minuty w dwóch meczach reprezentacji, z Bułgarią i Turcją, komfortowo wygranych 3:0 i 6:0. De la Fuente w obliczu całego zamieszania próbuje odciąć się od odpowiedzialności za wrześniową kontuzję piłkarza Barçy, a już w przeszłości zdarzało mu się tak czynić np. w kontekście Gaviego czy Pau Cubarsíego. Jeżeli doniesienia Maroto są prawdziwe, stanowiłyby jasny dowód, że De la Fuente rzeczywiście ryzykuje stanem zdrowia zawodników i jego tłumaczenia w tym zakresie trudno byłoby uznawać teraz lub w przyszłości za wiarygodne.
Oczywiście w kontekście odnowienia urazu Lamine'a nie można też zdejmować odpowiedzialności z Barcelony - w końcu 18-latek zagrał z PSG od pierwszej do ostatniej minuty. A przecież w drugiej połowie nie wyglądał najlepiej i być może już wtedy czuł dolegliwości.
Wiemy, że Lamine Yamal, zgodnie z komunikatem klubu, po meczu z PSG znów ma problemy w okolicach kości ogonowej. Czy są to rzeczywiste trudności 18-latka, czy też wyolbrzymia się ich znaczenie w kontekście powołania do reprezentacji, co byłoby elementem zimnej wojny między Barceloną i RFEF, nie wiadomo. Wydaje się jednak, że Barça mogłaby opublikować taki komunikat już po meczu z Sevillą, gdyby rzeczywiście tylko „wyprowadzała cios” w relacjach z De la Fuente. Federacja zaakceptowała absencję Lamine'a na październikowym zgrupowaniu i przynajmniej tym razem nie kazała stawić mu się w Las Rozas, aby go przebadać.
Maroto jeszcze przed konferencją opublikował artykuł o treści podobnej do zadanego pytania. Dziennikarz zapowiedział, że jest jeszcze więcej tematów, z którymi zamierza się podzielić. Między innymi dotyczą one „kłamców w RFEF”. Nie możemy się doczekać.
Komentarze (21)