FC Barcelona rozjechała bezradną Valencię 6:0 i wróciła na pozycję wicelidera. Piłkarze Los Ches wyglądali dzisiaj jak zawodnicy z trzeciej ligi, a Barça wróciła do formy, jaką prezentowała w ubiegłym sezonie. Pogromy Valencii stały się ostatnimi czasy tradycją, wystarczy wspomnieć bilans bramkowy z ostatnich trzech starć: 18:1.
Już w 3. minucie Marcus Rashford znalazł się w dogodnej sytuacji, ale jego strzał lewą nogą poleciał daleko od bramki. Niedługo później Barcelona miała groźną sytuację po rzucie rożnym. Jules Koundé wywar presję na Dimitrim Foulquierze, który był blisko skierowania piłki do własnej siatki, ale jednak trafił w bramkarza. W 10. minucie Ferran Torres miał świetną okazję w polu karnym. Hiszpan uniknął spalonego i stanął oko w oko z bramkarzem. Jego strzał lobem był jednak zbyt wysoki i trafił nad poprzeczkę. Barça dalej napierała na bramkę rywali.
Po pierwszej nawałnicy mecz uspokoił się, jeśli chodzi o sytuacje bramkowe. Kolejna konkretna szansa przyszła w 29. minucie. Pau Cubarsí posłał świetne podanie do ataku, które Ferran Torres strącił do Fermína Lópeza. Hiszpan wpadł w pole karne i oddał bardzo dobry, finezyjny strzał, który zakończył się bramką. Barcelona po półgodzinie gry udokumentowała swoją przewagę.
W kolejnych minutach Barça próbowała podwyższyć prowadzenie, ale zawodnikom Hansiego Flicka nie udawało się dojść do groźnych sytuacji. Liczne rzuty rożne nie stanowiły problemu dla defensywy rywali. W 46. minucie duży błąd przy wyjściu z własnej połowy popełnił Eric García, ale interwencja Pau Cubarsíego uratowała Barcelonę przed stuprocentową sytuację dla przeciwników z Walencji.
W drugiej połowie worek z bramkami się rozwiązał. Raphinha zastąpił bezproduktywnego Bardghji'ego i od razu wziął się do rozbijania przyjezdnych. W 53. minucie centrę posłał mu Rashford, a Brazylijczyk wykorzystał błąd w ustawieniu obrony i podwyższył prowadzenie. Zaledwie trzy minuty później z dystansu uderzył genialny dzisiaj Fermín López, a piłka po rykoszecie wpadła do siatki, odbierając piłkarzom Valencii jakiekolwiek nadzieje na punkty.
Corberán natychmiast dokonał zmian, ale te na nic się nie zdały. W 66. minucie zadziałał duet Fermín-Raphinha i było już 4:0. Hansi Flick wpuścił na murawę Roberta Lewandowskiego za Ferrana Torresa, który pomimo braku gola rozgrywał dzisiaj dobry mecz. Polak pokazał, w czym góruje nad Hiszpanem - może nie jest tak ruchliwy ani pracowity, ale jest zabójczo skuteczny. Najpierw przyjął piłkę po podaniu Daniego Olmo i pomimo złego ułożenia ciała uderzył nie do obrony, podwyższając na 5:0. W 86. minucie wykorzystał podanie od wracającego po kontuzji Marca Bernala i przelobował piłkę nad bramkarzem, ustalając wynik spotkania na 6:0. Kolejny mecz z Valencią zakończył się pogromem i pokazał, że Carlos Corberán nie ma pomysłu na Hansiego Flicka.
Barcelona: Joan García - Koundé, Cubarsí, Eric, Gerard Martín (Torrents 74') - Casadó, Pedri (Bernal 81') - Roony (Raphinha 46'), Fermín, Rashford (Olmo 68') - Ferran (Lewandowski 68').
Valencia: Agirrezabala - Foulquier, Tárrega, Diakhaby (Correia 65'), Copete, Gayá - Diego López (Rioja 57'), Santamaria, Javi Guerra (Ugrinić 57'), Danjuma (Ramazani 57') - Hugo Duro (Lucas Beltrán 77').
Komentarze (304)