Ousmane Dembélé przyszedł do Barcelony jako drugi jej najdroższy piłkarz w historii i spędził w klubie sześć długich lat. Pomimo niezaprzeczalnego talentu nigdy nie wspiął się na najwyższy poziom, w czym przeszkodziły mu nieustannie powracające kontuzje. Francuz wspomniał swój etap w Barçy podczas wywiadu dla FourFourTwo i zdradził, dlaczego w Katalonii mu nie wyszło.
"Jestem zadowolony ze wszystkiego, co przytrafiło mi się w Barcelonie, to tam dorosłem jako człowiek, tak na boisku jak i poza nim. Trafiłem do Barçy będąc profesjonalnym piłkarzem od zaledwie półtora roku, nie chodziłem prawie na siłownię. Wchodziłem na murawę licząc na swoją energię i talent. Po dwóch, trzech, czterech kontuzjach zaczynasz rozumieć, że musisz dbać o swoje ciało, że piłka na najwyższym poziomie jest wymagająca i talent nie wystarcza" - przyznał skrzydłowy.
"Perfekcyjnie znam swoje ciało, wiem jakich prędkości nie mogę przekraczać. Kiedy mówią mi, że mam biec maksymalnie 30 km/h, to nie biegnę 31 km/h tylko 30. Wiem kiedy jestem zmęczony kiedy trenować, a kiedy nie, wiem kiedy muszę się wzmocnić" - kontynuował Francuz. Przyznał przy tym, że dalej ma swoje słabostki, którym od zawsze ulegał: "Po meczach zawsze są hamburgery i pizze. Nie jem ich często, ale przede wszystkim po spotkaniach. Cały czas jem je po meczach i nie przestanę tego robić" - zadeklarował. Ousmane Dembélé w PSG znacznie zredukował liczbę kontuzji, ale nie wyeliminował ich całkowicie. Z powodu urazu mięśnia uda prawdopodobnie nie zagra z Barceloną.
Komentarze (20)