Victor Malo z portalu Culemanía przygotował szczegółową analizę jednej z najbardziej palących kwestii finansowych FC Barcelony. W swoim tekście krok po kroku wyjaśnia, dlaczego przyszłość zasady 1:1 w klubie zależy od 475 miejsc VIP tylko na nowym Camp Nou, a nie na Montjuïc czy Estadi Johan Cruyff.
Victor Malo (Culemania): Czas ucieka, a FC Barcelona pracuje pod presją, by do września zmieścić się w zasadzie 1:1 Finansowego Fair Play LaLigi. Na biurku Joana Laporty wciąż leży wiele otwartych spraw, ale jedna z nich szczególnie przyciąga uwagę. Powrót do wspomnianej normy zależy od praw do eksploatacji 475 miejsc VIP na nowym Camp Nou, tzw. PSL (Personal Seat License). Operacja ta jest uzależniona od zatwierdzenia przez audytora 100 milionów euro uzgodnionych jako zapłata. Jaki jest problem? Zatwierdzenie tego przychodu całkowicie zależy od zakończenia prac na Camp Nou. Bez nowego stadionu nie ma 1:1.
Crowe Global, nowy audytor FC Barcelony, nie zatwierdzi transakcji, dopóki Camp Nou nie otworzy swoich drzwi. Przynajmniej tak się przypuszcza. W ten sposób operacja, która przywróciłaby klubowi zasadę 1:1, nie będzie możliwa, dopóki nie zostanie uzyskane pozwolenie na pierwsze użytkowanie przynajmniej jednego z sektorów obiektu. Piłka jest po stronie tureckiej firmy budowlanej Limak, która ma prawie rok opóźnienia w ponownym otwarciu stadionu.
Brak możliwości zatwierdzenia sprzedaży, a tym samym uwzględnienia przez Barçę tych 100 milionów w swoich księgach, wynika z kilku kluczowych czynników. Sama fizyczna obecność miejsc VIP na Camp Nou nie wystarcza, by uznać przychód z tytułu ich udostępnienia. Musi istnieć nie tylko sam aktyw, ale też możliwość jego eksploatacji.
Tak wyjaśnia to w rozmowie z portalem Culemanía Héctor Mohedano, specjalista ds. finansowania korporacyjnego: "Rachunkowość wymaga, by zdarzenie gospodarcze było realne i weryfikowalne". Oznacza to, że sama możliwość eksploatacji danego aktywa nie wystarcza. "Potrzebne jest uzasadnienie przeniesienia kontroli i ryzyka na podmiot trzeci" - zaznacza ekonomista. Jednak na ten moment sytuacja taka nie jest możliwa.
Mohedano nie widzi problemu w zaliczeniu całego przychodu przez klub, mimo że eksploatacja miałaby trwać przez 20 lat, podkreśla jednak wyraźnie, że może się to odbywać wyłącznie na Camp Nou. A żeby można było to zrobić na Camp Nou, trzeba tam wrócić: "To samo, co pozwala im zaksięgować od razu 100 milionów - choć obecnie otrzymali 58 i wciąż pozostaje 42 miliony do zapłaty - uniemożliwia im rozliczenie tego w innych stadionach".
Mimo że miejsca są już zainstalowane, FC Barcelona nie ma podstaw księgowych, aby realnie uzasadnić ich możliwą eksploatację - ani w całości, ani w części. Nie będzie to możliwe, dopóki miasto nie wyda pozwolenia na pierwsze użytkowanie, choćby częściowego. Klub, z firmą Limak kierującą pracami, pracuje intensywnie, aby przynajmniej trybuny pierwsza i druga po stronie Tribuny były gotowe, co umożliwiłoby otwarcie tego sektora.
Wysiłki Barcelony, by uzasadnić tę sprzedaż, trwają bez przerwy, a problem narasta. Laporta uruchomił sprzedaż PSL podczas ostatniej kolejki LaLigi 2024/25 w meczu z Villarrealem na Estadi Lluís Companys. Powtórzył to też podczas meczu o Puchar Gampera, ale tym razem na Estadi Johan Cruyff. Jednak nic z tego nie wystarczy do uzyskania akceptacji, bo aktywacja miejsc na innych stadionach nie dowodzi, że PSL są dostępne w sposób stały na Camp Nou [wbrew temu co mówił niedawno Joan Laporta, że choćby miały to być namioty wystawione przed stadionem, to usługa działa - przyp .red.]
"FC Barcelona nie sprzedaje usługi VIP. Sprzedaje konkretny aktyw, na konkretnym stadionie" – podkreśla Mohedano. To jest klucz. Niezależnie od tego, jak bardzo Laporta i wiceprezydent Elena Fort starają się udowodnić, że miejsca VIP są już wykorzystywane, dowód ten nie będzie miał żadnej wartości, dopóki nie stanie się to na nowym stadionie. Sprzedawany jest bowiem aktyw na Camp Nou, a nie usługa VIP na Montjuïc czy Johan Cruyff.
Jeżeli nowa świątynia Blaugrany nie otworzy swoich drzwi, zatwierdzenie sprzedaży nie będzie możliwe - zgodnie ze słowami Mohedano: "Dopóki stadion pozostaje zamknięty, nabywca nie może korzystać z miejsc ani mieć nad nimi realnej kontroli umożliwiającej stałe użytkowanie". Nawet jeśli fotele są już zamontowane, kupujący nadal nie może korzystać ze swojego zakupu, a więc przychód z tego aktywa nie może być uznany.
Jaka jest alternatywa dla Barcelony? Przyspieszyć ponowne otwarcie stadionu, nawet jeśli prace nie będą ukończone w całości. Taki właśnie jest plan klubu. Jeśli uda się otworzyć obiekt etapami i udostępnić miejsca VIP, wówczas możliwe będzie zaliczenie 100 milionów euro z tej sprzedaży w jednym roku obrotowym. "Wraz z umową przenoszącą od początku wszelkie prawa i ryzyka, bez świadczenia przez klub dodatkowych istotnych usług" – dodaje Mohedano, opisując ostateczny warunek uznania przychodu.
Barça jest w tym wyścigu z czasem, ponieważ nie miała dotąd wystarczających argumentów do uzasadnienia tego przychodu. Można by pomyśleć, że sam fakt otrzymania już 58 milionów euro wystarczy do zatwierdzenia sprzedaży. Rzeczywistość jest jednak inna.
Przy Camp Nou w remoncie te 58 milionów nie może być zakwalifikowane jako przychód, lecz jako zaliczka. "Zostaną one ujęte jako pasywa z tytułu przychodów przyszłych okresów i dopiero po oddaniu stadionu do użytku trafią do wyniku" - wyjaśnia Mohedano. Samo otrzymanie pieniędzy nie wystarczy. Potrzebne jest "przeniesienie realnej kontroli i korzyści" na kupującego. Wracamy więc do punktu wyjścia: bez stadionu nie ma zatwierdzenia sprzedaży, a bez zatwierdzenia sprzedaży nie ma zasady 1:1.
Warto przypomnieć, że operacja ta sięga grudnia 2024 roku, kiedy pod znakiem zapytania stanęła rejestracja Daniego Olmo i Pau Víctora. Ich kontrakty miały zostać wyrejestrowane na podstawie przepisów RFEF, ale Barça dokonała cudu w ostatniej chwili – jak zwykle.
Laporta uzyskał wtedy 30 milionów euro od katarskiego funduszu Forta Advisors. Jednocześnie arabska spółka New Era Visionary Group, należąca do mołdawskiego magnata Ruslana Birladeanu - który ma także kontrakt na instalację sieci 5G na nowym Camp Nou i prowadzi biznes sprzedaży zegarków klubowych - wniosła 40% z kolejnych 70 milionów euro. Trzydzieści milionów z Kataru i 28 milionów od Ruslana dają 58 milionów, które klub do tej pory otrzymał. Pozostałe 42 mają wpłynąć w dwóch transzach między wrześniem a styczniem 2026 roku.
Operacja ta została zatwierdzona w styczniu przez tymczasowego audytora, firmę Abauding, którą Barça zatrudniła doraźnie. Zatwierdzili oni pełne 100 milionów przychodu, mimo że aktyw jeszcze nie istniał. Następnie klub podpisał umowę z Crowe Global jako oficjalnym audytorem na trzy lata i pierwszą decyzją tej firmy było unieważnienie tego przychodu. Liga przekazała tę informację w kwietniu w wewnętrznej nocie, która wyciekła do mediów, co skończyło się groźbą Barcelony, że zaskarży ligę za ujawnienie tajemnic i poufnych danych.
W takiej sytuacji Barça doczekała sierpnia - pięć dni przed startem LaLigi - w skrajnych okolicznościach. Jak zwykle w ostatnich pięciu latach. Bez stadionu i bez Fair Play.
Obecny dyrektor sportowy Deco zdołał wygenerować około 27 milionów euro marginesu płacowego dzięki zwolnieniu kontraktów (Iñigo, Pau Víctor, Pablo Torre, Ansu Fati, Alex Valle, Lenglet) oraz sprzedażom (Pablo Torre, Pau Víctor, Alex Valle, Todibo), co powinno pozwolić na rejestrację Joana Garcíi i Marcusa Rashforda. Klub jednak na razie wstrzymuje się z działaniami, czekając na decyzję Komisji Medycznej Ligi w sprawie kontuzji Ter Stegena.
Jeżeli uda się skorzystać z 40% lub 80% jego pensji - w zależności od tego, czy absencja zostanie określona na cztery czy pięć miesięcy - Laporta ponownie odetchnie i będzie mógł chwalić się swoimi działaniami. Jak w filmie o alpinistach z Sylvestrem Stallone w roli głównej (Na krawędzi), prezydent Barcelony żyje na cienkiej czerwonej linii między życiem a śmiercią. Sukcesem a porażką. Zawsze na granicy".
Komentarze (47)