Emili Rousaud, dyrektor generalny i założyciel Factorenergia, były dyrektor FC Barcelony i kandydat w wyborach na prezydenta klubu, opublikował autoryzowaną biografię "Wiara przedsiębiorcy", w której wspomina m.in. niektóre momenty ze swojej pracy w zarządzie Barçy za kadencji Bartomeu.
W biografii, którą cytuje dziennik Sport, Rousaud wyjaśnia, co doprowadziło klub do trudnej sytuacji związanej z wysokimi pensjami piłkarzy: "Problem Barcelony polegał na tym, że miała najlepszego piłkarza świata, a tylko on generował przychody, które uzasadniały jego wynagrodzenie. Ale istniała presja ze strony otoczenia zawodników Leo – Jordiego Alby, Piqué, Busquetsa – wszystkim trzeba było podnosić pensje pod naciskiem kierowanym do prezydenta. W ten sposób zaspokajano potrzeby Leo, co prowadziło do absurdalnej inflacji płacowej".
Rousaud dodaje: "Nie chodzi o to, że Piqué nie był dobrym obrońcą, ale nie był najlepszym na świecie, a jednak był najlepiej opłacanym. Ten model działał, dopóki wygrywano. Każda firma musi zachować pewną równość płacową, a to zostało złamane. Potem przyszła pandemia, a przychody spadły drastycznie, bo nie było wpływów z biletów. A piłkarze nie chcieli obniżyć sobie pensji. Było mi z tego powodu trochę wstyd jako socio, nie mówiąc już jako członkowi zarządu. Nie zrezygnowali z ani jednego euro".
Kryzys ten doprowadził do odejścia Josepa Marii Bartomeu ze stanowiska prezydenta klubu i przejęcia funkcji przez Joana Laportę. "Za Bartomeu w 2019 roku dotarliśmy do końcówki sezonu – w maju – jako półfinaliści Ligi Mistrzów, mistrzowie Hiszpanii i finaliści Pucharu Króla. Wydawało się, że sięgniemy po potrójną koronę, ale potem przyszedł kataklizm w Liverpoolu, a następnie porażka w finale Pucharu. W kolejnym sezonie nie byłem już w zarządzie, ale w czasie pandemii przyszło 2:8 z Bayernem... I w ciągu jednego roku weszliśmy w negatywną spiralę, która zbiegła się z pandemią. Teraz jesteśmy w zupełnie odwrotnej dynamice" – powiedział w rozmowie z ON Economía.
Uważa, że Bartomeu i Laporta prezentują dwa skrajnie różne style zarządzania klubem: "To dwa różne typy przywództwa. Bartomeu chce zadowolić wszystkich, co w życiu jest niemożliwe. Ale ma zalety jako przedsiębiorca. Laporta to człowiek bardzo charyzmatyczny, idący na całość. Być może po pandemii taki styl był potrzebny. Uważam też, że Laporta ma szczęście, bo nawet jeśli dobrze pracowano z canterą, to trudno przewidzieć zjawisko takie jak Lamine Yamal. A generatorem zasobów jest widowisko. Jeśli sportowo wszystko działa, finanse też będą działać".
Na koniec Rousaud uderza w ówczesnego dyrektora sportowego Roberta Fernándeza: "Cóż, w Barcelonie nie mieliśmy dobrego dyrektora sportowego, choć był też problem z trenerem, bo Dembélé u Luisa Enrique okazał się fenomenem. A dyrektor sportowy jest bardzo ważny, żeby dobrze dobierać piłkarzy i trenerów. W firmie to odpowiednik zespołu HR".
Komentarze (48)