Hansi Flick jest głównym bohaterem ostatniego numeru oficjalnego magazynu FC Barcelony "Revista Barca". Niemiecki trener udzielił wywiadu, w którym podsumował sezon i podzielił się planami na kolejny.
Revista Barca: Co sądzi Pan o swoim pierwszym sezonie w Barcelonie?
Hansi Flick: Myślę, że możemy być bardzo zadowoleni. Praca w tym klubie i obserwowanie wszystkiego od środka to coś fantastycznego. No i oczywiście codzienne obcowanie z tymi zawodnikami. Ostatecznie, jeśli pracujesz dla Barcelony, musisz zdobywać trofea. A w tym pierwszym sezonie wygraliśmy trzy. Więc jest naprawdę dobrze.
Czy wszystko poszło zgodnie z planem?
Zawsze musimy myśleć pozytywnie — to najlepszy sposób, by wykonywać tę pracę. Kiedy zaczęliśmy presezon, mieliśmy bardzo młodych zawodników. Niektórzy chłopcy, jak Toni Fernández, mieli tylko 15 lat! To niesamowite. Oczywiście widzieliśmy zespół z jakością, głodem sukcesu, dobrą postawą i świetną mentalnością. Wiedzieliśmy, że drzemie w nich ogromny potencjał, i od tego momentu ciężko pracowaliśmy. Myślę, że wiele rzeczy zrobiliśmy dobrze.
Czy zespół rozwinął się w trakcie sezonu w porównaniu do momentu, gdy Pan przybył?
W ciągu sezonu zawsze są rzeczy do poprawy, to oczywiste. Ale ja zawsze zwracam uwagę przede wszystkim na to, co dzieje się na treningach — to najważniejsze. A tam widziałem świetne nastawienie i chęć do pracy. I to jest dobry znak. Gdy jakość treningów jest wysoka, można przypuszczać, że przełoży się to na mecze. I tak właśnie było. Powiedzieliśmy sobie: dobrze, starajmy się codziennie być lepsi.
Listopad nie był dla was udany...
Listopad i grudzień nie były łatwe dla nas, ale zachowaliśmy spokój i wierzyliśmy w to, co robimy. To był trudny moment, ale ostatecznie poszliśmy we właściwym kierunku.
Bez wątpienia. Wynik jest bardzo dobry: potrójna korona w kraju i półfinał Ligi Mistrzów...
Oczywiście, to bardzo trudne do poprawienia.
Jak Pan to ocenia teraz, mając w pamięci trudności sprzed Świąt?
Gdy zostałem zawieszony, nie było przyjemnie śledzić zespół z jakiegoś pokoju, z dala od piłkarzy i sztabu szkoleniowego. Ale to, co zobaczyłem — zwłaszcza w meczu z Atlético Madryt, który przegraliśmy — było wspaniałe. Powiedziałem wtedy drużynie: dobrze, jeśli będziemy grać w ten sposób, znów zaczniemy wygrywać. Nie martwcie się. Po przerwie będziemy ciężko pracować. Zwycięstwa na początku 2025 roku były bardzo ważne, bo dały zespołowi pewność siebie i z meczu na mecz graliśmy lepiej.
W tak napiętym kalendarzu, który nie daje chwili wytchnienia...
Tak, każdy mecz był coraz lepszy.
Teraz kiedy przedłużył Pan kontrakt i wie, że zostanie w Barcelonie jeszcze na kolejny sezon, czy coś się zmienia w Pana projekcie? Jaki ma Pan plan do 2027 roku?
Chcemy dać drużynie więcej opcji, by zawodnicy mieli więcej alternatyw w grze. Poza tym bardzo się cieszę, że mogę rozmawiać z Deco i Bojanem o nadchodzących latach. Możemy już planować 2026 i 2027 rok — i to jest świetne, ważny krok, by kontynuować naszą filozofię.
Prezydent Laporta wielokrotnie mówił, że jest Pan jego osobistym wyborem.
Tak, oczywiście, dlatego tu jestem. On mi zaufał, a jedyne, co mogę zrobić, to dawać z siebie wszystko. Oczywiście nie jestem sam. Mam zespół trenerów, terapeutów, lekarzy, analityków... Najważniejsze jest to, że jesteśmy grupą ekspertów i pomagamy zawodnikom być lepszymi. Taka jest nasza rola.
Jak układa się Panu życie w Barcelonie? Kiedy Pan przybył, mówił Pan o wielkiej pasji — w klubie i poza nim.
Wielokrotnie mówiłem, jacy dobrzy są ludzie w Barcelonie. Podczas parady, kiedy świętowaliśmy tytuły na ulicach miasta, było niesamowicie widzieć ludzi płaczących ze szczęścia z powodu sukcesu ich drużyny. Taka jest wielkość naszej pracy — możemy dawać radość culés. Teraz mam odpowiedzialność, by pracować bardzo ciężko dla nich. Czuję, że to właśnie powinienem robić.
Proszę wybrać jeden trudny moment z tego sezonu.
Na myśl przychodzi mi mecz na stadionie Espanyolu. Dzień wcześniej Real Madryt strzelił gola pięć sekund przed końcowym gwizdkiem, co sprawiło, że musieliśmy wygrać, by zostać mistrzami. To były derby i wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale graliśmy dobrze. Espanyol zagrał dobry mecz, dobrze się bronił i trochę nam zaszkodził kontratakami. Potem strzeliliśmy dwa gole — Lamine i Fermín. To wspaniale mieć takich młodych graczy na tym poziomie. Decydują o losach meczów i mistrzostwa.
Jak ważne było przygotowanie fizyczne?
Wielu ludzi chce mówić o tym aspekcie. Pamiętam, że podczas presezonu rozmawiałem z Julio Tousem i powiedział mi: "Patrząc na to, co widzę, sądzę, że wygramy ligę".
W obliczu tylu dni treningowych przygotowanie fizyczne musiało być istotne. Czy miało wpływ na odrabianie strat w lidze?
Nie wszystko sprowadza się do fizyczności — ważna jest też mentalność. W ostatnich meczach sezonu trochę cierpieliśmy z powodu presji, jaką wywierali na nas rywale, bo znali nas lepiej. Ważne jest, by mieć najlepszych specjalistów od przygotowania fizycznego i by pasowali do stylu gry Barcelony. Mógłbym sprowadzić ludzi z Niemiec, ale to inna filozofia, a zawodnicy potrzebują kogoś, kto pracuje według ich stylu. To również był dobry ruch ze strony Deco, że sprowadził doświadczonych ludzi. Uważam, że Julio Tous może być najlepszy. A Germán, Pepe i Rafa też wykonali świetną robotę.
Chciałbym, żeby skomentował Pan gola Koundé w finale Pucharu Króla. Prawy obrońca, który naciska rywala cztery minuty przed rzutami karnymi, odzyskuje piłkę i strzela zza pola karnego. To przykład Pana filozofii?
Tak, dokładnie o to chodzi. Ale ten gol pokazuje też, jaki jest Jules. Zawsze gotowy do gry! Dla nas to może być pewna słabość. Gdy zobaczyłem go tak skupionego, naciskającego, pomyślałem, że odzyska piłkę i strzeli. Jeśli nie pójdzie nad poprzeczką, to wpadnie. I wpadło... Przygotowanie fizyczne to również zasługa fizjoterapeutów. A my mamy naprawdę dobry zespół fizjoterapeutów.
Wiem, że woli Pan mówić o drużynie niż o jednostkach. Ale są nazwiska, których nie można pominąć, podsumowując sezon. Pierwsze to Lamine Yamal.
Często to powtarzam — to geniusz. Ma 17 lat i musimy mu pomóc. Na razie wszystko jest w porządku. Jeśli chce grać na najwyższym poziomie przez następne 15 lat, musi bardzo dobrze trenować i być przygotowany mentalnie. Jest inteligentny. Nie chodzi tylko o czerpanie przyjemności, trzeba też ciężko pracować. A zawodnicy z jego talentem muszą to robić. Ma dobre przykłady w drużynie, jak Raphinha, który zresztą bardzo w niego wierzy.
Raphinha powiedział, że gdyby nie rozmowa z Panem latem 2024 roku, być może nie zostałby w Barcelonie. Czy wyobrażał Pan sobie, że Brazylijczyk osiągnie taki poziom w tym sezonie?
Zawsze analizujemy każdego zawodnika i w jego przypadku było to dla mnie jasne. Zobaczyłem go po raz pierwszy tutaj i zrozumiałem, jakim jest piłkarzem. Bardzo dynamiczny, daje ostatnie podanie, asystuje Lewandowskiemu... Zobaczyłem też, że potrzebuje zaufania. Jest Brazylijczykiem, więc ma jakość, ale dodaje do tego serce, mentalność i postawę. Poza tym zawsze pracuje w defensywie. Ma ogromny potencjał.
Trzecie nazwisko to Pedri. Raphinha mówi o nim, że to serce zespołu — jeśli on pracuje, cała drużyna pracuje. Co Pan o nim sądzi?
Jest niesamowity. Gdy Pedri ma piłkę, ogląda się to z zachwytem. Fantastycznie mieć go w drużynie. Poza tym w najbliższych latach może być jednym z liderów zespołu — ma dopiero 22 lata!
Jakie powinny być cele dla Barcelony w sezonie 2025/26? Jakie są Pana osobiste cele?
Zawsze mówię, że nie chodzi o dążenie do perfekcji, tylko o postęp. Gdy widzę, że zespół robi postępy dzień po dniu, myślę, że to właśnie to, czego chcę. Jestem tutaj, w tym niesamowitym klubie, by pomagać zawodnikom pokazywać swoją najlepszą wersję. Dlatego będziemy ciężko pracować i postaramy się grać na najwyższym poziomie. To oznacza walkę o Ligę Mistrzów i La Ligę — co nie jest łatwe. Chodzi o wspólną, ciężką pracę, by pokazać, że jesteśmy wielką drużyną.
Nie możemy się doczekać, aż zobaczymy Pana na ławce trenerskiej na Spotify Camp Nou. To Pan będzie tym, który zainauguruje stadion!
Mam nadzieję, że tak. Kontrakt, który podpisałem, jest wystarczająco długi!
Komentarze (10)