Strzały w sędziego nie powinny być reakcją klubu tej klasy, co Barcelona

Dawid Lampa

9 maja 2025, 15:00

158 komentarzy

Fot. Getty Images

Od zakończenia meczu Inter - Barcelona obserwujemy powtarzające się uszczypliwości w kierunku sędziów. Jedne bardziej ordynarne, inne mniej, ale wniosek po stronie kibiców Barcelony (w wielu przypadkach, bo nie we wszystkich) jest jeden: Marciniak nas okradł. Po co jednak trwać w narracji oblężonej twierdzy, zamiast pogodzić się z tym, że tak po prostu wyszło.

Zacznę ten felieton bardzo niepoprawnie, bo powiem: nie lubię wypowiadać się o sędziach, ale... No właśnie - ale. Nie podoba mi się to, co próbowało i próbuje się robić w Barcelonie po zakończonym meczu z Interem. Budowanie wokół siebie atmosfery kradzieży, bycia poszkodowanym i robienie z siebie ofiary to ostatnia rzecz, którą powinna zajmować się Barça i jej środowisko. Nie spodziewałem się, że zawodnicy, jak i sam trener ulegną tej presji tuż po meczu, dość odważnie krytkując Szymona Marciniaka. Nie spodziewałem się, bo mam w pamięci słowa Hansiego Flicka, który uparcie twierdził, że nie komentuje pracy arbitrów, a jego piłkarze starali się twardo przy tym stać. Aż coś puściło.

Nie chodzi oczywiście o to, że moim zdaniem Polak nie popełnił żadnego błędu, bo cofnięcie decyzji o rzucie karnym na Lamine Yamalu jest co najmniej niezrozumiałe. Choć tu większe pretensje miałbym do tego, że decyzja została zmieniona przez VAR bez konsultacji z monitorem - Marciniak nie został przywołany do ekranu, by samemu ocenić sytuację, którą, jak się wydaje, dobrze zinterpretował już na początku. Nie chcę jednak wchodzić w kolejne szczegóły decyzji sędziowskich, bo nie w tym rzecz.

A w tym, że przejawia się w środowisku Barcelony pewna hipokryzja. Jeśli możesz krytykować (choć najchętniej nazwałbym to wyzywaniem) Real Madrid TV oraz inne zachowania klubu z Madrytu wobec sędziów, to dlaczego kiedy w u ciebie dzieje się coś dość podobnego, to idziesz ślepo w podobne narracje o kradzieży? Jeśli w jednym przypadku nazywamy to szczuciem na sędziów, to w drugim również. I nie ma to związku, czy mówi tak Real Madrid TV, czy też zdenerwowany Joan Laporta, który - całkowicie szczerze - mógłby czasem odpuścić sobie swoje polityczne gadki i propagandę dla mas, że Barcelona jest najbardziej poszkodowana na świecie, a cały świat sprzymierza się przeciwko niej.

To nie pomaga w odbiorze Barçy na arenie międzynarodowej. Nawet nie sam fakt narzekania na pracę arbitrów, a to, że robi się to wybiórczo. Oczywiście, każdy klub dba o swój własny interes, mając problem z sędziami wtedy, kiedy to on sam został poszkodowany. Trzeba jednak znać w tym wszystkim umiar. Doprowadzenie do sytuacji na granicy absurdu zaobserwowaliśmy już w telewizji klubowej Realu Madryt i nie chciałbym, żeby Barcelona podążyła tą samą drogą - kiedy mi to pasuje, to krytykuję arbitrów, kiedy mogę coś naciągnąć, to naciągam, a kiedy coś niewygodnego stało się w drugą stronę, to zamiatam to pod dywan. 

Całość tej sytuacji nie pasuje mi również do tego, że Barcelona cały czas ma ciągnącą się za nią sprawę Negreiry. Nie wchodząc nawet w temat, czy ta pomoc od sędziów w jakikolwiek sposób istniała, czy nie, to jest to kolejny czynnik, który wpływa na to, że narzekanie na arbitrów staje się trochę nie na miejscu. Bo w meczu z Interem nie chodzi o błędy karygodne, które całkowicie wypaczyły wynik spotkania - takie można byłoby jednoznacznie ocenić. 

Wszyscy zwracają jednak uwagę na to, że sytuacje 50 na 50 szły na stronę Interu. Być może tak było. Warto jednak się zastanowić, czy jeśli te rzeczone „sytuacje 50 na 50” pójdą na stronę Barcelony, to czy jej przeciętny kibic je tak zinterpretuje? Czy wtedy też powie, że jest to sytuacja pół na pół? Pewnie nie. Uzna, najzwyczajniej w świecie, że - dla przykładu - zawodnik Barçy na pewno był faulowany, czy też należała się kartka rywalowi. Równocześnie kibic rywali poczuje, że to była sytuacja, która mogła pójść w obie strony. Subiektywność kibicowska często przysłania nam to, co naprawdę dzieje się na boisku, a interpretacja niektórych zagrań podświadomie zależy od tego, po której stronie barykady stoimy. Nawet siląc się na bycie obiektywnym, może nam to po prostu nie wychodzić.

Ostatecznie, nie uważam, żeby najważniejszym tematem po odpadnięciu z półfinału Ligi Mistrzów powinny być kontrowersje sędziowskie. To oczywiste, że trzeba o tym wspominać, ale to musi być któraś z kolei sprawa do dyskusji, a nie pierwsza. Bo tą najważniejszą powinno być docenienie zespołu Barçy i duma z tego, co wydarzyło się w tym sezonie. Tuż po meczu można zrozumieć rozemocjonowanie, ale nie jakiś czas po nim. Drużyna zaprezentowała się świetnie - nikt nie spodziewał się tego, że znajdzie się w półfinale Ligi Mistrzów z taką kadrą, jaką dostał Hansi Flick. Tutaj znów można poznęcać się nad Joanem Laportą i Deco, ale na to jeszcze przyjdzie pora...

Kontrowersje sędziowskie najprawdopodobniej nas jeszcze nie opuszczą, gdyż już w niedzielę odbędzie się ostatnie w tym sezonie El Clásico, które może praktycznie przesądzić o losach walki o tytuł mistrzowski w LaLidze. Choćby sędzia perfekcyjnie posędziował to spotkanie (co raczej się nie wydarzy), to i tak jedna, czy druga strona znajdzie te, już sławne, sytuacje 50 na 50, których interpretacja była niepoprawna. Futbol nie pozbędzie się zjawiska nadmiernej krytyki sędziów, ale najlepiej byłoby, w miarę możliwości, próbować je ograniczać. Na koniec chodzi tu o 22 zawodników biegających za piłką, którzy dają radość milionom kibiców, a nie o kłótnie związane z decyzjami arbitra. Następnym razem, kiedy będziesz chciał go obrazić, zastanów się, czy może lepszą opcją byłaby pochwała zagrania Lamine Yamala, czy jakiegokolwiek innego piłkarza. Wyjdzie lepiej dla każdego.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (158)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy