FC Barcelona i Real Betis podzieliły się punktami w starciu na Stadionie Olimpijskim. Z czego zapamiętamy wczorajsze spotkanie na wzgórzu Montjuïc?
1. Szalony kalendarz daje się we znaki…
Czwartek, niedziela, środa, sobota. Podopieczni Hansiego Flicka rozegrali czwarte spotkanie w przeciągu dziesięciu dni i niestety było to wczoraj widoczne na boisku. Pomimo początkowego animuszu, im dłużej trwał mecz, tym piłkarzom Barçy częściej zdarzały się niedokładne zagrania, złe wybory czy nieco zbyt późne reakcje w obronie. Gołym okiem było widać, że zawodnicy nie byli wypoczęci ani fizycznie, ani psychicznie. Niestety wyznaczenie meczu z Osasuną tuż po zgrupowaniu reprezentacji jeszcze długo będzie odbijać się drużynie czkawką – a przecież wszyscy życzymy sobie, żeby Barça musiała grać co trzy dni aż do samego końca sezonu.
2. … a wąska kadra nie pomaga
W porównaniu ze środowym meczem z Atlético, Hansi Flick dokonał tylko trzech zmian w składzie. Co więcej, jedna z nich została wymuszona urazem Iñigo Martíneza. Nawet jeżeli Barça nie zagrała wczoraj jakby walczyła o życie, to znów całe spotkanie rozegrali Lamine Yamal oraz Jules Koundé, śrubujący w tym sezonie rekordy minut, a Pedri opuścił je w 75. minucie. Ewidentne jest, że w drużynie są piłkarze, których zwyczajnie nie ma kim zastąpić. Nikt nie oczekuje, aby w kadrze było po dwóch równorzędnych piłkarzy na każdą pozycję, ale trudno znaleźć kogokolwiek, kto mógłby wykonywać zadania Pedriego czy Lamine Yamala, nawet na zauważalnie niższym poziomie. Choć Hansi Flick dwoi się i troi, aby ukryć braki, to jasne jest, że kadra Barçy delikatnie mówiąc nie jest najlepiej zbalansowana.
3. Ronald Araujo z niewykorzystaną szansą…
Uraz Iñigo Martíneza otworzył wczoraj drzwi do pierwszego składu Ronalda Araujo. Urugwajczyk nie zagrał jednak najlepszego spotkania – to on odpowiadał za krycie Natana, gdy ten zdobył bramkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Aby korzyści z gry Araujo przewyższyły znane wszystkim ograniczenia, kapitan Barçy musi być praktycznie bezbłędny we własnym polu karnym, w tym zwłaszcza w pojedynkach główkowych. Wczoraj jednak tak nie było i dlatego tym bardziej uwypuklone były jego wady – Pedri niekiedy musiał tak bardzo pomagać w wyprowadzaniu piłki, że aż cofał się po nią między stoperów. Po kilku miesiącach od powrotu do składu i po zimowych wątpliwościach co do pozostania w klubie, Araujo pozostaje w hierarchii za Pau Cubarsím oraz Iñigo Martínezem.’
4. ... a Gavi z udanym występem
Pora przejść do bardziej pozytywnych wniosków, a tym z pewnością jest wczorajszy występ Gaviego. Młody pomocnik zdobył jedyną bramkę dla Barçy, ale nie tylko dlatego można go pochwalić. Piłkarz mający w CV grę w młodzieżowych kategoriach wiekowych Realu Betis stanął na wysokości zadania, harując w obronie, ale i przytomnie rozgrywając piłkę. Po zejściu Pedriego z boiska to głównie na Gavim spoczął ciężar budowania akcji i próbował on regulować tempo gry zespołu. To on został wczoraj MVP spotkania. Dobra dyspozycja Andaluzyjczyka cieszy, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie zagrał w meczu z Atlético z uwagi na dolegliwości kolana. Zobaczymy, czy Hansi Flick postawi na niego także w starciu z Borussią Dortmund.
5. Punkt na wagę złota?
Jak słusznie zauważył Hansi Flick podczas konferencji prasowej, nie można wygrywać każdego meczu. Choć Barça wczoraj nie zeszła z boiska zwycięska, to i tak po tej kolejce powiększyła swoją przewagę w tabeli nad Realem Madryt. Mimo, że w końcówce spotkania Real Betis doszedł do głosu, to trzeba docenić, że piłkarze Blaugrany nie rzucili się do desperackich ataków, co łatwo mogłoby przecież przełożyć się na brak jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. W tym sezonie zdarzały się już sytuacje, gdy Barça nie umiała szanować wyniku i postępowała zgodnie z zasadą „wszystko albo nic”, jak choćby w grudniowym meczu z Atlético Madryt. Choć brak zwycięstwa może frustrować, to warto zwrócić uwagę na coraz większą dojrzałość drużyny. W ostatecznym rozrachunku zdobyty wczoraj punkt może okazać się niezwykle cenny.
Komentarze (70)