Robert Lewandowski mógł być zły na kolegów, że przy dobrych sytuacjach w końcówce starcia z Gironą nie podawali mu piłki. Telewizja DAZN wyłapała, jak polski napastnik po meczu tłumaczy Alejandro Balde, że był niepilnowany i mógł dostać futbolówkę.
Lewy obrońca wszedł na boisko z ławki i pokazał kilka niezłych akcji w końcówce spotkania. Balde mógł jednak w dwóch sytuacjach podać do Lewandowskiego, a mimo to zdecydował się nieco egoistycznie zakończyć akcję samodzielnie. Napastnik Barcelony nie mógł być z tego zadowolony, a po spotkaniu wyraził koledze z drużyny swoje pretensje, pokazując tym samym, że bardzo chce wywalczyć nagrodę Trofeo Pichichi dla najlepszego strzelca rozgrywek.
Na przerywanych ujęciach przedstawionych przez telewizję DAZN (niestety jest blokada dla polskich użytkowników) widzimy, jak Lewandowski po meczu narzeka w rozmowie z Ferranem „wiesz, choć jedno podanie czy dziubnięcie...”, po czym woła drugiego z kolegów. „Hej, Balde, el Pichichi…” - mówi Polak, a wychowanek Barçy odpowiada „nigdy się tam nie dostaję”, w domyśle w pole karne. Lewy nie ustępuje, choć w przyjaznym tonie i bez żadnego napięcia zwraca uwagę: „chodzi o dwa podania tam, wcześniej, byłem sam, tak samo jak Ferran”.
Każda bramka będzie miała duże znaczenie w walce Lewandowskiego z Mbappe o koronę króla strzelców LaLigi. Co więcej, Polak jest też w rywalizacji o Złoty But, ponieważ traci do Mohameda Salaha tylko dwa trafienia. Zobaczymy, czy koledzy w kolejnych meczach pomogą Robertowi wywalczyć te nagrody.
Komentarze (167)