Pięć wniosków po meczu z Deportivo Alavés

Michał Gajdek

2 lutego 2025, 19:00

23 komentarze

Fot. Getty Images

FC Barcelona pokonała 1:0 Deportivo Alavés i zdobyła cenne trzy punkty. Co warto zapamiętać z dzisiejszego popołudnia?

1. Dla Lamine Yamala przychodzi się na stadion

Jeżeli tylko ktoś może sobie na to pozwolić, to niech nie zastanawia się w dwa razy, tylko organizuje podróż do Barcelony. Zawodnika dostarczającego takich wrażeń nie było w stolicy Katalonii od ładnych kilku lat. Lamine dziś podjął kilkanaście prób dryblingu, z których zdecydowana większość była udana. Piłkarze Deportivo Alavés kompletnie nie wiedzieli jak sobie z nim poradzić, mimo jego podwajania bądź wręcz potrajania. Repertuar zagrań młodego Hiszpana poszerza się wręcz z każdym tygodniem, a obserwowanie jego rozwoju to niesamowite doświadczenie. Trudno powiedzieć, gdzie genialny nastolatek ma sufit.

2. Gra się tak, jak... sędzia pozwala?

José Luis Munuera Montero był dziś niezwykle pobłażliwy dla graczy Deportivo Alavés. Zatrzymując akcje Barçy goście nie przebierali w środkach, a mogli sobie na to pozwolić w dużej mierze dzięki postawie arbitra. Zamiast w zarodku utemperować piłkarzy sędzia zdecydował się przymykać oko na faule taktyczne, popchnięcia czy kolejne kopniaki. W efekcie, zawodnicy z Vitorii pierwszą żółtą kartkę ujrzeli dopiero w 55' minucie meczu. Łączny ich bilans to dwa upomnienia na dwadzieścia fauli (odgwizdanych przez arbitra, bo w rzeczywistości było ich przecież więcej). Jedną rzeczą jest zezwolenie na kontaktową grę, a inną kompletne ignorowanie kolejnych przewinień.
 

3. Brak siesty dalej nie służy piłkarzom

Niedziela, 14:00, słońce - "to nie są warunki do gry w piłkę". W pierwszej połowie można było odnieść wrażenie, że cała jedenastka Barcelony podpisałaby się pod słowami Piotra Ćwielonga. Kolejny raz rozgrywany popołudniem mecz zbiegł się z tym, że piłkarze byli ospali, zdekoncentrowani i popełniali mnóstwo prostych błędów. Na szczęście po przerwie nastąpiło przebudzenie, a tempo rozgrywania akcji było zdecydowanie bardziej satysfakcjonujące. Zdobyte mimo nie najlepszego dnia zwycięstwo należy tym bardziej szanować. Piłkarzom Barçy w tym sezonie brakowało meczów, w których mimo słabszej dyspozycji ostatecznie udawało się dopisać trzy punkty. A przecież, jak głosi inne klasyczne powiedzenie: "takimi meczami wygrywa się...".


4. Nareszcie "na zero" z tyłu

W ostatnich tygodniach założenie Hansiego Flicka było oczywiste: zdobyć więcej goli niż przeciwnik. Gdy jednak strzela się tylko jedną bramkę, tak jak dzisiaj, to rzecz jasna konieczne jest utrzymanie czystego konta. Barçy udało się to po raz pierwszy od spotkania z Athletikiem w półfinale Superpucharu Hiszpanii. Tym samym końca dobiegła seria sześciu meczów ze straconą bramką. Spory udział mieli w tym piłkarze gości, którzy nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Wojciecha Szczęsnego, ale i tak należy docenić defensywę Blaugrany.
 

5. Był "Eryczek", jest Eric? 

Swój udział w zachowaniu czystego konta miał też Eric García. Hiszpan pojawił się na boisku w przerwie meczu, po to by poprawić płynność w rozegraniu. Okazało się jednak, że wychowanek Barçy zaprezentował się bardzo dobrze także w defensywie. Obserwując go na żywo, można dostrzec zmianę w jego grze - García jest dużo bardziej zdecydowany, chętniej wchodzi w pojedynki fizyczne z napastnikami, nie unika gry na granicy faulu, a niekiedy zachowuje się jak stary, boiskowy wyga. Dokładając do tego, jak zwykle, przydatność w rozegraniu, otrzymujemy ważne uzupełnienie składu, i to na kilku pozycjach. Jego pozostanie w zespole co najmniej na kolejne pół roku wyjdzie Barcelonie na dobre. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze