Iñigo Martínez w wywiadzie dla dziennika Sport wypowiedział się na temat postawy Barcelony w tym sezonie i jej odważnego stylu gry. Defensor przyznał, kogo najczęściej musi rugać w związku z trzymaniem linii obrony, a także opowiedział o radości z powrotu Gaviego oraz o współpracy z Cubarsím.
Sport: Jesteśmy w najlepszym momencie zawodowej kariery Iñigo Martíneza? Tak się czujesz?
Iñigo Martínez: Czuję, że jestem w świetnym momencie. Nie wiem, czy najlepszym, być może tak. I cóż, mam nadzieję, że będę dalej podążał tą drogą, chociaż zawsze zdarzają się wzloty i upadki. Liczę, że ich nie będzie i będę nadal czerpał radość, co właśnie generalnie robię.
Poprzedni sezon był zły, przy temacie kontuzji i słabych wyników?
Dla każdego gracza, który doznał kontuzji i nie uczestniczy tak bardzo w grze, są to momenty ciężkie i trudne. Każdy jednak wie, że tutaj trudno jest grać, a kiedy ma się szansę, trzeba się pokazać z dobrej strony. Poprzedni sezon nie był łatwy pod oboma względami, ale nadal się cieszę, dobrze sobie radzę i jest zaufanie trenera.
Nadeszło lato i pojawiły się problemy z rejestracjami. Jak to przeżyłeś?
Cierpi się bardziej ze względu na rodzinę. Jestem w tym od dawna i wiem, jak to działa. Generalnie to dlatego, że nie jesteś sam i musisz ciągnąć za sobą więcej osob i szczerze mówiąc, nie jest w dobrym guście bycie w fazie oczekiwania do ostatniego momentu. Ale coż, takie rzeczy się zdarzają w świecie futbolu, a na końcu musisz przyjąć to takim, jakie jest. Chciałem tu być, dalej tu grać i w końcu było to możliwe. Jestem szczęśliwy, że mogę tu zostać.
Jakie było twoje pierwsze wrażenie na temat Flicka?
Flick od pierwszego momentu, gdy mnie zobaczył, zawsze dawał mi pewność siebie, sprawiając, że czułem się jak członek zespołu. Właściwie miałem jeszcze kontrakt w pierwszej ekipie. Potem miałem okazję pokazać w Stanach Zjednoczonych, co mogę dać tej drużynie, a od tego czasu, krok po kroku, ugruntowywałem się i dalej tu jestem.
O co najczęściej was prosi?
O intensywność w grze, bycie skoncentrowanym na 200%. Defensorów o kierowanie tymi z przodu. To my trzymamy drużynę od tyłu. To zadanie wydaje się łatwe, ale przy naszym stylu, z tak wysoko wysuniętą linią, czasem jest to trudne i trzeba być bardzo skoncentrowanym przez cały mecz.
Casadó powiedział po Klasyku, że trzeba mieć jaja, żeby grać z tak wysoką linią obrony. Odwaga jest jedną z cech tej Barçy?
Od przybycia Flick miał bardzo klarowne pomysły, wiedział, jak chce, żebyśmy grali. Ostatecznie myślę, że podejmowanie ryzyka daje nam więcej korzyści niż coś innego. Zatem podążamy za naszą filozofią, naszą koncepcją. Wyrządzamy dużo szkody za każdym razem, gdy odbieramy piłkę, a bardzo częste bycie przez rywala na pozycji spalonej zwykle jest dla niego trudne. Widać to było w ostatnim spotkaniu. My się tym cieszymy. Z tyłu mało się cieszy, to prawda, ale jednak trochę tak.
Cierpi się przy tak wysoko wysuniętej linii obrony?
Oczywiście cierpisz, kiedy masz przed sobą szybkich napastników, którzy wiedzą, jak grasz, i widzisz 50 metrów za swoimi plecami… Oczywiście, że się cierpi, nie jest to łatwe. Ale kiedy dobrze się zgrasz w tym stylu, jako czwórka z tyłu mamy całkowitą pewność, że w 9 przypadkach na 10 wpadną w pułapkę ofsajdową. Podejmujemy ryzyko, taki jest nasz sposób gry. Dobrze nam to wychodzi i będziemy to kontynuować.
Komu musisz robić najwięcej wykładów, żeby utrzymać linię?
Tak naprawdę Balde. Jest najbardziej roztargniony ze wszystkich z obrony, choć Jules też taki jest od czasu do czasu, ale cóż, mam go dalej niż Balde i prawdą jest, że zwykle musi mnie często znosić podczas meczu.
Jak zdefiniowałbyś styl tej nowej Barçy, styl Barçy Flicka?
Styl Barçy Flicka? Jest inny niż reszta, podejmujemy w nim ryzyko, ale kiedy zabieramy piłkę, możemy wyrządzić dużo szkód, co widać.
Jesteś też liderem w podaniach w LaLidze. To zawsze była cecha, która cię wyróżniała, ale teraz w Barçy być może błyszczy jeszcze bardziej.
Mam dużo więcej okazji, aby móc dotknąć piłkę, ponieważ nasz styl polega też na rozgrywaniu od tyłu, więc przechodzi przez moje nogi wiele piłek, zarówno ja, jak i Pau staramy się przekraczać linie, generować sytuacje, w których nasz kolega może się obrócić i zaatakować, i dobrze nam to wychodzi. Myślę, że rozgrywamy świetny sezon, początek jest bardzo dobry i to kierunek, w którym musimy podążać.
Jak układają się stosunki z Cubarsím?
Bardzo dobrze. Widać to od pierwszego meczu. Mimo że nie mógł być podczas presezonu, jest piłkarzem, który lubi się uczyć, jest uważny i ma przed sobą wiele lat, wiele pięknych doświadczeń i mam nadzieję, że będziemy cieszyć się tym obaj.
Jak sobie radzisz z byciem w szatni pełnej nastolatków?
To trochę dziwne, ponieważ od poprzedniego sezonu wyjechało kilku moich kolegów, ale bardzo łatwo się adaptuje. W rzeczywistości oni też ci to ułatwiają, staram się pomóc w czym tylko mogę, ponieważ zawodnicy, którzy dopiero przyszli, są bardzo młodzi, ale generalnie podążam tą samą linią, wspierania ich w każdym momencie. Myślę, że tak powinien robić każdy weteran.
Viralem stało się ujęcie, gdy Gavi wrócił do gry. Świętowałeś to, jakby to był gol.
Wszyscy się tak cieszyliśmy. To prawda, że przeżyłem to bardzo z bliska, ponieważ przyszło mi być przy nim w momencie kontuzji i wiem, jakie znaczenie dla Gaviego miało bycie poza boiskiem przez tak długi czas. Jest zawodnikiem, który jedyne, czego chce, to grać w piłkę, cieszyć się nią i ten moment był dla niego bardzo skomplikowany. Zobaczenie go z powrotem, nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich widzów i kolegów, było ogromną radością.
Czujesz teraz sympatię Barçy, jej kibiców?
Nie jest tak, że od teraz, zawsze ją czułem. Inna sprawa, że miałem okazję pokazać poziom, jaki mogę dać, ale czułem tę sympatię od przybycia. Zawsze to odczuwałem, odkąd wylądowałem w klubie.
Teraz, po meczach z Bayernem i Realem, zdecydowanych zwycięstwach, można powiedzieć, że Barça jest faworytem w walce o trofea?
To słowo faworyt nie pasuje do mojej codzienności, nie wchodzi w mój sposób myślenia. Należę do tych, którzy uważają, że trzeba wykorzystać każdy moment, a dobrze nam idzie. To prawda, że zadaliśmy dwa bardzo znaczące ciosy i posłuży nam to do dalszego rozwoju, ale uważanie siebie za faworytów już teraz, myślę, że może nam zaszkodzić na dłuższą metę. Musimy robić swoje, z tą samą koncepcją, filozofią i nadzieją, od których zaczęliśmy.
Które zwycięstwo było ważniejsze na poziomie moralnym dla szatni – to z Bayernem czy Realem? Które oznaczało „tu jesteśmy”?
Cóż, oba, ale gdybym musiał wybrać jedno, zostałbym przy Bayernie. To naprawdę był mecz, który musieliśmy wygrać, podchodziliśmy do niego po zwycięstwie i porażce, a to Liga Mistrzów, rozgrywki, w których nie mogą ci uciekać spotkania. Nad Realem mieliśmy trzy punkty przewagi i oczywiście bardzo ważne było tam wygrać i powiększyć przewagę o kolejne trzy oczka, ale jeśli muszę wskazać jeden, wybieram Bayern.
W pojedynku z Bayernem było 20 minut cierpienia, a w starciu z Realem Mbappe strzelił gola, który został anulowany. Nawet w takich momentach nie tracicie przekonania we Flicka i ten tak odważny styl?
Nie, co więcej, myślę, że powinno nas to bardziej zmotywować, widząc, że wszystkie gole, jakie strzelają, były ze spalonych. „Denerwuje” nas obecnie to, że musisz teraz śledzić wszystkie akcje do momentu finalizacji, dopóki liniowy nie podniesie flagi, to nas najbardziej denerwuje, ale satysfakcja zobaczenia, że są na spalonym… Oznacza to, że radzisz sobie dobrze, a to generuje u nas dodatkową motywację, która sprawia, że idziemy po gola i po mecz.
Jakie jest twoje wielkie marzenie jako zawodnika Barçy, cel, jaki sobie wyznaczasz na ten sezon?
Zdobycie wielkiego trofeum z Barceloną byłoby obecnie moim największym marzeniem. Grasz czy nie, zawsze to powtarzam, to jest zespół, a tutaj, kiedy się gra, to dobrze, ale kiedy się nie gra, też trzeba być z drużyną. Najważniejsze byłoby podniesienie trofeum z Barceloną, ponieważ już przegapiliśmy kilka w poprzednim sezonie i nadszedł czas, żeby pojawiło się jakieś.
Na poziomie kontraktowym został ci jeszcze rok umowy z klauzulą automatycznego przedłużenia. Myślisz o przyszłości w Barçy?
W tej chwili myślę o rozegraniu wszystkich meczów, jakie się da, to sprawi, że uda mi się uzyskać kolejny rok. Zawsze z całkowitą naturalnością i normalnościa, bez wywierania presji wobec siebie samego. Jeśli będzie to musiało nadejść, nadejdzie, a jeśli nie, cóż, powiem, że byłem w Barçy dwa cudowne lata i byłem w najlepszym zespole na świecie.
Lamine zawsze jest tak imponujący, nawet na treningach?
Lamine jest zawodnikiem robiącym różnicę, którego rzadko się widuje, posiadanie go u nas jest radością. Przechodzi przez niego wiele piłek, generuje dużo nerwowości u rywala i to widać, ponadto nie boi się, ma pauzę, generuje okazje, strzela ważne gole… Dla nas to fundamentalny zawodnik, a jeszcze wiele przed nim, miejmy nadzieję, że dalej będzie się doskonalił i pewnego dnia zobaczymy go podnoszącego Złotą Piłkę.
Jaki jest jego sufit?
On go wyznaczy. Oczywiście kariera piłkarza jest bardzo długa. Jest jeszcze bardzo młody, piękne lata przed nim i miejmy nadzieję, że będzie dalej się cieszył. Zobaczenie go tam pewnego dnia [ze Złotą Piłką] byłoby bardzo wyjątkowe.
Zaskoczył cię temat Złotej Piłki, całe to pobudzenie, że wygrał ją Rodri zamiast Viníciusa?
Na końcu każdy ma swój sposób myślenia. Jest 100 dziennikarzy, którzy głosują, a jeśli głosowali na Rodriego, to dlatego, że zasłużył bardziej niż Vinícius. Jestem szczęśliwy z powodu Rodriego, znam go i prawda jest taka, że zobaczenie go tam ze Złotą Piłką mnie uradowało. Mam nadzieję, że będę mógł dalej widzieć go tam na topie przez wiele lat.
Byłeś w zespołach, w których cantera jest tak ważna. Co sądzisz o La Masii i jej roli w Barçy?
Widać, że fundamentalne jest dla Barçy wyciąganie tak młodych piłkarzy ze szkółki, żeby tak szybko docierali do pierwszego zespołu. Robi się to bardzo dobrze i nie jest to już jeden zawodnik na boisku, tylko kilku, a prawda jest taka, że to jest praca w ciszy tych wszystkich, którzy są w zespołach młodzieżowych,aby ci chłopcy szybko trafiali do zespołu.
To prawda, że wszyscy jesteście na świetnym poziomie, trudno jest wybrać jednego, ale był ktoś, kto cię szczególnie zaskoczył w tym sezonie?
Cóż, poza Laminem, co do którego widzieliśmy w poprzednim sezonie, co może dać, wybrałbym Casadó. W poprzedniej kampanii nie mieliśmy okazji zobaczyć go na placu gry w zbyt wielu spotkaniach, żeby powiedzieć, cholera, ileż wnosi do zespołu. Myślę, że pokazuje swoje umiejętności, co może dać, to kolejny zawodnik, który wychodzi z cantery. Nikt mu niczego nie podarował, tylko on sam, swoimi wysiłkami, uzyskał sobie dotarcie do pierwszego zespołu i cieszenie się tymi minutami, które daje mu trener.
Jesteś dobrym przyjacielem Nico Williamsa. Otrzymałeś od niego jakiś telefon tego lata po tych wszystkich wiadomościach?
Cóż, kiedy tyle razy wybrzmiewa imię Nico, w końcu zawsze dotrą do ciebie wiadomości. Ale trzymałem się z boku, myślę, że to decyzje, które każdy musi podejmować sam. W tym przypadku nie wiem, czy naprawdę była oferta, więc też nie mogę wyrazić swojej opinii, ale jeśli podjął decyzję, żeby tam zostać, to dlatego, że naprawdę wierzył, że musi tam zostać. Widzimy Nico, który wiele wnosi do Athleticu, jest świetnym zawodnikiem, który pokazał już w reprezentacji, co może wykreować i co wnieść do zespołu. Gdziekolwiek będzie, zawsze będę się cieszył, ponieważ mam bardzo dobrą relację z nim i jego bratem.
Widzisz się na następnej liście powołanych Luisa de la Fuente?
W tym momencie widzę siebie na kolejnej liście Barçy. Zawsze mówię, że pierwszy jest mój klub, w którym muszę dać 200%. Potem, jeśli pojawi się coś kolejnego, będzie to mile widziane, ale oczywiście trzeba spisywać się bardzo dobrze tutaj, żeby tam być. Na ostatnie zgrupowania nie mogłem pojechać, ponieważ tak zdecydował trener i trzeba się tego trzymać, po prostu dalej pracować na wypadek, gdyby któregoś dnia można było być tam kolejny raz.
A w niedzielę derby z Espanyolem. Przeżywasz to w szczególny sposób?
To fajny mecz, w którym gra się o dużą stawkę, czy tego chcesz, czy nie, ponieważ, oprócz tego, że są to derby, trzeba je wygrać, żeby dalej być na topie. To atrakcyjne, inne spotkanie. Oni dadzą z siebie wszystko, dla nich to mecz roku, a dla nas też jest to wyjątkowe spotkanie. Pójdziemy po wszystko, po te trzy punkty, żeby pozostać z tą samą przewagą nad Realem, myśląc o sobie i znów ciesząc się tym, że gdy zespół czerpie radość na placu gry, sprawia to ludziom radość i pojawiają się wyniki.
Komentarze (8)