Jednym z symboli upadku mocarstwowej pozycji Barcelony były jej wysokie porażki z Bayernem Monachium. Bawarczycy stali się w pewnym momencie najgorszym koszmarem Katalończyków, a taki zespół jest w Hiszpanii określany jako „Bestia Negra”, czyli „Czarna Bestia”. Ostatecznie Barça zdołała ją poskromić i przerwać fatalną serię w starciach z niemieckim gigantem, potwierdzając, że na poważnie zaczęła wracać do elity.
Fani Barcelony przez lata musieli zmagać się z wieloma upokorzeniami. Ciągłe większe lub mniejsze afery wypływające po epoce Bartomeu, sprawa Negreiry, fatalna, wręcz kompromitująca klub sytuacja finansowa czy mierne wyniki na boisku wpływały na ekspansję pesymizmu w szeregach culés. Xavi potrafił poprawić ten obraz tylko na chwilę, bo później jego ekipa znów wróciła do marazmu i imposybilizmu.
Barça przez lata zaliczała w Europie porażki, które tylko potwierdzały kryzys, w jakim znalazł się klub. Wpadała w niego stopniowo, ale największym symbolem jest chyba jednak łomot, jaki Katalończycy zebrali właśnie od Bayernu. Klęska 2:8 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w 2020 roku zapisała się w historii rozgrywek i stanowiła niesamowity cios emocjonalny, po którym Blaugranie trudno było się podnieść w kolejnych latach.
Nie zmienił tego również dobry występ na Parc des Princes w rywalizacji z PSG (1:1) w sezonie 2020/2021, bo ostatecznie dwumecz zakończył się porażką Barcelony 2:5 i odpadnięciem w 1/8 finału. Kolejna edycja tych rozgrywek jeszcze mocniej potwierdziła, jak daleko Barça jest od elity, gdy przegrywała z Bayernem dwa razy po 0:3 w fazie grupowej, co zakończyło się kompromitującym odpadnięciem już na tym początkowym etapie zmagań. Rok później było niewiele lepiej, bo Barcelona znów została ograna przez swoją „Czarną Bestię” z Monachium 2:0 i 3:0. Nastrojów culés nie mógł poprawić niezły występ w Bawarii, naznaczony błędami sędziowskimi, zwłaszcza w obliczu kolejnego pożegnania się z Ligą Mistrzów na etapie fazy grupowej. Kryzys trwał, a Barcelona nadal była ofiarą Bayernu.
Odbudowa
Coś jednak powoli drgało. Nie mogliśmy co prawda mówić o pełnym wyjściu z okresu marazmu, bo Xavi nie potrafił wydobyć potencjału z drużyny, ale w zespole pojawiło się wielu młodych, utalentowanych zawodników, kadrę wzmocnili jakościowi gracze, których pełna skala możliwości miała się dopiero wyeksponować, zbędni piłkarze opuścili ekipę. Potrzebny był jednak ktoś, kto wszystko poskleja do kupy na profesjonalnym poziomie, wniesie pewną świeżość do zespołu, nada nowy kierunek w niezbędnych obszarach.
Kimś takim okazał się… kat Barcelony z Lizbony, Hansi Flick. Zatrudnienie niemieckiego szkoleniowca (wraz ze sztabem) wprowadziło nową jakość do klubu, co widać w zasadzie od samego początku jego pracy. Nie wszystkie mecze wychodziły idealnie, zdarzały się wpadki czy zastrzeżenia do niektórych decyzji Flicka, ale nie ma wątpliwości, że drużyna pod jego wodzą poszła w górę. Pojedynek z Bayernem miał być dla niej kluczowym testem, certyfikatem jakości na dalszą rywalizację w tym sezonie. Dopiero on miał pokazać, czy ta Barça jest na serio.
Poskromienie „Czarnej Bestii”
Barcelona w przeszłości wielokrotnie miała problemy z dobrym wejściem w mecz, często traciła gole już na samym początku starcia. Tym razem to ona zadała cios. To też jakiś symbol odbudowy zespołu w sferze mentalnej. Podobnie jak podniesienie się po okresie dominacji Bayernu na początku pierwszej połowy. Barça po zdobyciu bramki wyglądała bardzo źle i trzeba to przyznać wprost. Katalończycy mieli trudności z wyprowadzeniem piłki, a ich szeregi obronne były zdezorganizowane. Jest nad czym pracować, ale najważniejsze jest to, że zespół pokazał hart ducha, żeby się podnieść, przejąć inicjatywę, a na koniec wręcz zdominować Bayern.
To właśnie ten obraz, zwłaszcza z drugiej połowy, może podbudować mentalnie drużynę Hansiego Flicka przed kolejnymi wyzwaniami. Barcelona nie tylko zdołała strzelić cztery gole tak mocnemu zespołowi jak Bayern, ale jej zawodnicy momentami wręcz bawili się z rywalami. Barça wyglądała na sprawniejszą fizycznie, odporniejszą mentalnie, lepiej poukładaną i bardziej umiejętną technicznie ekipę. Oczywiście pomogła skuteczność w ataku, ale skandowanie „ole” przez kibiców na długo przed końcem meczu też świadczy o dużej różnicy między drużynami i swobodzie Katalończyków. Nie mogą tego zmienić również statystyki, które pokażą nam, że Bayern oddał tylko 1 strzał mniej od Barcelony i miał dużą przewagę w posiadaniu piłki (61%-39%). Nikt w Blaugranie nie powinien nawet myśleć o skrytykowaniu ekipy po tak świetnym całościowo występie. Owszem, na chłodno dostrzeżemy mankamenty z pierwszej połowy, ale przy tak ważnym zwycięstwie nie ma co ich uwypuklać i trzeba cieszyć się tym, co widzieliśmy w efekcie końcowym.
Barça wraca do elity?
Pokonanie Bayernu stanowi potwierdzenie, że Barcelona na poważnie wraca do gry. Stanowi sygnał dla innych europejskich potentatów, że kończą się trudne lata kryzysu. Ma to duże znaczenie symboliczne, skoro to właśnie klęski z Bayernem pogrążały ją w niebycie. Słynny statystyk MisterChip zwrócił nawet uwagę, że gdy Barça pokonuje Bawarczyków, sięga później po tryplet…
Nie będziemy wybiegać tak daleko, bo nie wiemy, dokąd Barça dojdzie w tym sezonie, zwłaszcza że problemy nadal istnieją, ale widać, że drużyna Hansiego Flicka jest w stanie podejmować rywalizację z najtrudniejszymi rywalami. To bardzo cenna informacja, bo kolejny kluczowy test czeka ją już w sobotę na Bernabéu. Ale póki co cieszmy się, że wreszcie zobaczyliśmy mocną Barceloną w Lidze Mistrzów, która potrafi nie tylko pokonać, ale wręcz ostatecznie rozbić renomowanego rywala. Czekaliśmy niemal dekadę na poskromienie „Czarnej Bestii” i wreszcie udało się tego dokonać. Być może, tak jak porażka w Lizbonie była przypieczętowaniem kryzysu, tak w przyszłości to spotkanie z Bayernem będzie symbolem odrodzenia.
Komentarze (38)