"W Barçy myli się stek z dodatkami do niego", czyli o pokusie prosto z przepowiedni Pepa Guardioli

Michał Gajdek

15 lutego 2024, 09:40

42 komentarze

Fot. Getty Images

Albert Blaya to dziennikarz i analityk piłkarski, piszący dla portalu Relevo. W swoim najnowszym artykule poruszył on kwestię modelu FC Barcelony (zwanego często także DNA), przepytując na jego temat trenerów piłkarskich i osoby niegdyś pracujące w klubie. Zapraszamy do zapoznania się z tłumaczeniem felietonu, którego oryginał dostępny jest tutaj.

***

Oryginalny tytuł artykułu: Barça może ulec pokusie, którą przepowiedział już Guardiola: „Czas zaufać temu modelowi bardziej niż kiedykolwiek”.

Od czasu do czasu FC Barcelona odczuwa impuls do samozniszczenia, zaprzeczając przeszłości, z którą nie potrafi sobie poradzić, ponieważ ma ją tak wyidealizowaną i dała jej ona tyle, że woli patrzeć na nią jak na wypchane zwierzę, a nie traktować ją jako coś żywego i użytecznego. Model, czy słynny styl stał się częścią popularnego żargonu, wypaczając w ten sposób jego założycielskie znaczenie i zastępując je serią pustych frazesów, które na siebie wzajemnie wskazują. Po wywiadzie Deco w Nascer do Sol (wycofanym przez same medium), w którym dyrektor sportowy miał zapewniać, że potrzebny jest „nowy paradygmat”, w Barçy po raz kolejny dyskutuje się o własnej tożsamości.

Gdy Pep Guardiola wygrał swoją ostatnią Ligę Mistrzów jako trener Barcelony, w 2011 roku, wypowiedział następujące słowa: „Teraz, kiedy wygrywamy, ten model wydaje im się dobry i nie jest on kwestionowany, ale pamiętajcie, że nie zawsze będziemy wygrywać. I wtedy przyjdą wątpliwości. To będzie moment, w którym będziemy musieli bardziej niż kiedykolwiek zaufać temu modelowi, bo pokusa odstąpienia od niego będzie bardzo silna”. Refleksja ta powraca co jakiś czas, gdyż istnieje podstawowy, kulturowy problem, który myli model z tożsamością, a styl ze sposobami jego wyrażania. 

Problem nazewnictwa… i pojęć

Martí Perarnau, który od lat obserwuje Pepa Guardiolę [Kataloński dziennikarz, autor książek o Pepie – przyp. redakcji] powiedział Relevo o kluczu do ewolucji Pepa i zrozumienia problemu występującego w Barcelonie: „Zatrzymuje stek, ale zmienia dodatki, jak mówi Lillo [Juanma Lillo, hiszpański trener, inspiracja Pepa Guardioli, a obecnie jeden z jego asystentów – przyp. redakcji]. Jeden podaje z ziemniakami, ale drugi z papryką. Stek zatrzymuje zawsze. W Barcelonie stek jest mylony z dodatkiem. „Musi być z frytkami”, no cóż, nie. Frytki są dodatkiem, stek to esencja”.

W tym zamieszaniu kibice z podejrzliwością patrzą na każdą porażkę, przepuszczając ją przez filtr powtarzanego do znudzenia banalnego sformułowania, które służy umniejszaniu tożsamości zbiorowej: „Futbol się zmienia”, twierdzi wielu, chcąc wyrzucić do kosza model, który od lat nie jest stosowany.

Były trener juniorskiej piłki nożnej wskazuje na jeden z głównych problemów. „Niewielu ludzi zna tę ideę dogłębnie, a w Barcelonie jest ich coraz mniej. Ci, którzy tam są, być może nie wiedzą, jak ją rozwinąć i przekazać zawodnikowi, co ostatecznie jest kluczem do wszystkiego. Model to metodologia, którą stosujesz, aby odzwierciedlić twój styl i tożsamość”, podkreśla trener z wieloletnim doświadczeniem. Model to nie jest coś, od czego ​​Guardiola odchodzi, ponieważ gra czterema środkowymi obrońcami lub używa dwóch defensywnych pomocników. To didaskalia, zmienne, którymi zarządza każdy trener w zależności od chwili lub sezonu. Otoczenie Barçy myli zatem zmienną z częścią stałą, która już nie istnieje.

Konieczność aktualizacji 

Były pracownik działu metodologii FC Barcelony wyjaśnił w Relevo, że może pojawić się problem z powiązaniem „sukcesów klubu z konkretnymi nazwiskami, a nie z ideami. Klub stracił wiele wiedzy piłkarskiej od czasu odejścia Guardioli”. Inna osoba związana z metodologią zwraca uwagę, że rzekome słowa Deco nie mogą odnosić się do Barcelony Xaviego. „Obecny zespół nie ma nic wspólnego z tym modelem. Istnieje tendencja do mówienia więcej o z góry określonych przestrzeniach niż o przestrzeniach dynamicznych. Uderza mnie, że kwestionuje się zwycięski model, stosowany obecnie przez Arsenal, City czy Leverkusen”.

Narzekania ludzi są zrozumiałe, ponieważ chcą po prostu oglądać, jak ich zespół wgrywa. I jak gra dobrze. Gdy trener, w tym przypadku Xavi, przywłaszcza sobie model oraz idee cruyffismo, a zespół jest niezdolny do wdrożenia ich w praktyce, logicznym jest patrzenie na te idee jako coś przestarzałego i dysfunkcyjnego. Zamieszanie powstałe w wyniku porażek i złej gry prowadzi do zbiorowej histerii mającej na celu odbudowanie klubu, ignorując fakt, że jego najważniejszy atut, czyli młodzież, radzi sobie tak dobrze, ponieważ ma mnóstwo talentu i ponieważ dorastanie we wspólnym języku piłkarskim umożliwia jej dotarcie na najwyższy poziom.

Zmiana paradygmatu, którą Barça zignorowała

Futbol bardzo ewoluował od 2008 roku. W tym wszyscy mają rację. Rozwiązania, które obowiązywały wówczas, a których Xavi nauczył się i opanował jak żaden inny pomocnik, prawdopodobnie nie są już aktualne. „Uważa, że umieszczenie gracza w określonych obszarach (kwadratach) spowoduje powstanie przewagi, podczas gdy chodzi o nawiązywanie relacji, pojawianie się i nieobecność. Obrona strefowa sprzed 15 lat pozwalała graczom przebywać w tych obszarach, teraz jest to znacznie trudniejsze”, mówi Relevo wykładowca Katalońskiej Szkoły Trenerskiej oraz Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej.

Zmieniły się przestrzenie, a także czas, którym każdy gracz dysponuje na manewrowanie i wykonanie swojej akcji. Kluczem dla Guardioli, Artety, De Zerbiego czy Xabiego Alonso, by wymienić kilku wybijających się trenerów, jest to, że ich zespoły, bardzo różniące się od siebie, znalazły uaktualnione odpowiedzi za pomocą nowoczesnej gry lokalizacyjnej, która pozwala im połączyć się ze swoją przeszłością. Barça, klub, który doprowadził określony sposób rozumienia gry do zenitu, obecnie jest tym, który odchodzi od niego najbardziej, zarówno wewnątrz, jak i w słynnym otoczeniu. 

Wystarczy zaobserwować, ile razy Barcelona od czasu odejścia Pepa Guardioli w 2012 roku udzieliła ważnych odpowiedzi w światowej debacie piłkarkiej. Tak naprawdę, wielkim problemem Barçy jest to, że od 2017 roku zespół jest całkowicie nieskuteczny w Europie, przegrywając bardzo boleśnie z Juventusem, Romą, Liverpoolem, Bayernem, PSG, Eintrachtem i United. Porażki nie nastąpiły tylko dlatego, że Barça była w niektórych przypadkach wyraźnie gorszą drużyną, ale dlatego, że reakcje na rytmy i scenariusze na najwyższym poziomie nie były odpowiednie. W dłuższej perspektywie nie było żadnego modelu ani struktury poza zwięzłym momentem każdego kursu. 

Modelowi grozi ryzyko, że stanie się czymś abstrakcyjnym, bo jak każda idea, przestaje być użyteczny, gdy nikt nie wie, jak go używać. Barça nie może popełnić błędu polegającego na zatopieniu w bursztynie czegoś, co żyje i co stanowi potężny nawóz kulturowy i piłkarski. Klub nie powinien przekształcać swojej przeszłości w statyczne dziedzictwo, które obserwuje się z niepokojem, gdy zostaje utracone, ponieważ nie wiadomo już, co ono znaczy. Idee we wszystkich obszarach sprawdzają się, gdy ludzie widzą ich przydatność, a aby to osiągnąć, Barça musi ponownie zainwestować w kapitał piłkarski.

Jeśli nie możesz sprowadzić wielkich nazwisk, sprowadź tych, którzy opanowali ideę.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Świetny tekst Michał. Może chociaż on przemówi do tych, którzy tak bardzo chcą pozbyć się klubowego dziedzictwa i kwestionują DNA Barcelony, o które tak wiele drużyn opiera swój futbol. Mylą przy okazji grę pozycyjną z tysiącem podań bez celu.
Paradoksalnie, większość kandydatów na trenera Barcelony, która ma szerokie poparcie w szeroko rozumianym Barcelonismo (w tym oczywiście i społeczności zgromadzonej na tej stronie) opiera swoje pomysły o filozofię Cruyffa. Panowie Michels i Cruyff stworzyli ponadczasowy system gry, który ulega drobnym modyfikacjom, ale zasady są niezmienne i mało skomplikowane.
Od czego tu odchodzić i co zmieniać?
Barca, dostając pamiętny 7pack od Bayernu, poległa od własnej broni, to samo miało miejsce w Lizbonie, a nawet w Rzymie.
Trzeba w końcu pojąć, że 1000 podań nie wynika z systemu gry, wynika z braku pomysłu na grę w ostatniej tercji i ofensywnej niemocy.


Też się podpisuję. Obecnie najlepiej w Hiszpanii stosuje "Model" Girona. Brakuje jej tylko jakości na najwyższym poziomie, plus przekonali się ostatnio co oznacza postawić zbyt wysoko linię obrony przeciwko Realowi :). Znowu powtórzę, mamy mega utalentowanych środkowych obrońców, pomocników, i Yamala, mega. Jest kręgosłup a nawet więcej. Tylko to poukładać i wyniki przyjdą.

Ostatnim trenerem, który nie mylił steka z dodatkami, był Lucho. Niestety brakuje tych czasów, kiedy istota stylu gry Barcy była widoczna mimo ewolucji futbolu.

Ale świetny artykuł Blayi! Że też zacytuję za redaktorem Gajdkiem "(...)chcąc wyrzucić do kosza model, który od lat nie jest stosowany"
Obecna Barça nie ma nic wspólnego z DNA. Nie jest ono problemem, do niego trzeba wrócić.

Zgadzam się całkowicie, dlaczego winić mityczne DNA Barcy, skoro dziś zostały z niego nędzne ochłapy, ja i wiele innych osób już wielokrotnie zauważyło że tak wiele drużyn gra jak Barcelona, tylko nie Barcelona, my poprzestaliśmy tylko na tych najgorszych jej cechach i właściwie tylko je pielęgnujemy. Od bardzo dawna w Barcelonie brakuje automatyzmów, piłkarze nie podejmują nawet prób szybkiej wymiany piłki, bo wiedzą że w ich przypadku to prawie pewna strata. Wielokrotnie widziałem jak inne drużyny stosują to nazbyt skutecznie i zastanawiałem się gdzie do cholery to się podziało w Barcelonie? Koronnym przykładem jest regularna panika w naszych szeregach, gdy tylko rywale stosują na nas pressing. Gdyby Sociedad zagrało z nami tak samo jak grało wczoraj pierwszą połowę z PSG, to byłaby manita już po 30 minutach, a my moglibyśmy tylko chować twarze w rękach z bezsilności.
Zgadzam się również z @4Fabregas4, demolka tego modelu zaczęła się na dobre od Valverde, mogę sobie tylko wyobrazić frustrację Messiego, który instynktownie wybiegał na pozycję i oczekiwał piłki zwrotnej, ale praktycznie nigdy jej nie otrzymywał, to było zderzenie starego z nowym i te sytuacje zdarzały się notorycznie, a jego koledzy niemal nigdy go nie dostrzegali. Dziś po takiej grze nie ma nawet śladu, próbujemy jakieś dziwnej i powolnej gry pozycyjnej z nadzieją że rywal popełni jakiś błąd jednocześnie nie robiąc nic aby te błędy sprowokować, a gdy zyskamy przestrzeń, to robimy wszystko, aby rywale nas dogonili, bo nie mamy koncepcji co robić w takich sytuacjach.
Ewolucja jest potrzebna, to oczywiste, wiedział o tym już Guardiola, który wprowadzał ciągle zmiany, ale my się już na fundamentach wysypaliśmy, jak można zmieniać coś, czego się nawet nie stosuje.

Piękny artykuł o czymś o czym piszę od lat, a czego tutejsze "JarkiS" nie są w stanie pojąć.
Problemem nie jest to, że piłka ewoluowała, a my dalej gramy w sposób, w jaki grała najlepsza drużyna w historii stworzona przez Pepa i to przestało działać wobec tej "ewolucji". Wręcz przeciwnie, naszym problemem jest to, że odeszliśmy od tego modelu grania, Valverde zniszczył go doszczętnie i od tamtej pory nie możemy się podnieść z wynikami, bo coraz bardziej oddalamy się od naszego stylu.
Dlatego należy przywrócić ten styl, ten model grania, sprowadzić odpowiednich zawodników potrafiących dostosować się do tego stylu, a nie drewniaków jak Lewy czy Oriol.
Cruijff się w grobie przewraca widząc jak na pozycji "9" w Barcelonie (nie) biega zawodnik, któremu w grze przeszkadza piłka, który ma problem z przyjęciem piłki bez presji rywala, a co dopiero mówiąc gdy jest przez kogoś naciskany.


"„Futbol się zmienia”, twierdzi wielu, chcąc wyrzucić do kosza model, który od lat nie jest stosowany."
„Obecny zespół nie ma nic wspólnego z tym modelem. Istnieje tendencja do mówienia więcej o z góry określonych przestrzeniach niż o przestrzeniach dynamicznych. Uderza mnie, że kwestionuje się zwycięski model, stosowany obecnie przez Arsenal, City czy Leverkusen”.

Czytać, aż zrozumiecie, wszyscy!
A kto nie jest w stanie zrozumieć i dalej będzie chciał żebyśmy grali w sposób inny niż ten, który jest tożsamością tego klubu od lat i który pozwolił stworzyć najlepszą drużynę w historii futbolu, niech nie uważa się za kibica Barcelony, bo ewidentnie chce jej zaszkodzić.

„Xavi uważa, że umieszczenie gracza w określonych obszarach (kwadratach) spowoduje powstanie przewagi, podczas gdy chodzi o nawiązywanie relacji, pojawianie się i nieobecność" - idealnie wyrażony problem. Nasza gra jest zbyt statyczna, piłkarze są ustawieni, ale się nie przemieszczają, nie ma płynności, nie ma ruchu. Chodzi tu właśnie o to pojawianie się w odpowiednim momencie, ruchu do przodu, gdy widzisz że zbliża się czas podania, który wywołuje ruch kolejnych graczy. U nas teraz rusza się piłka, ale piłkarze stoją...

No artykuł świetny i wielokrotnie widząc płacze o dna czy tiki takę łapałem się za głowę jak pressing gra na jeden kontakt wymiana pozycji gra w trójkątach może się przeterminować to są fundamenty stylu barcy, my tego od lat nie widzimy w Barcelonie a nawet o zgrozo piłkarze jak Pedri identyfikują dodatek tiki-taki czyli posiadanie jako jej fundament i tu jest największy problem.

Kolejnym mniejszym było to jak to mawiał Johan ze zawsze byliśmy trochę słabsi fizycznie ale równoważyliśmy to w innych aspektach, teraz nie ma o tym mowy ba barcelona odstaje technicznie od czołowych zespołów.

I bardzo dobrze Guardiola sadzil, wlasnie w takich momentach kryzysowych, pladze kontuzji, zmianie pokoleniowej, ktora sie dzieje w obecnej barcelonie najwazniejszym winno byc zatrzymac Xaviego jako trenera, zaden inny trener nie ma w sobie tyle dna i idei barcy, co xavi, tylko on to moze udzwignac, poniewaz wie, w jakim kierunku ma zmierzac barca i co ma w sercu

Święte słowa. W Barcy ten styl gry to jest podstawa i powinien być nietykalny-On nas wyniósł tu gdzie jesteśmy, a inne kluby śmiało pokazują że może on być nadal używany. Piłkarzy do jego uprawiania też mamy, brakuje kreatywności w realizacji założeń. Chociażby pod ustawienie Alonso z Leverkusen mamy piłkarzy praktycznie idealnych, z wyjątkiem tego nieszczęsnego w tym sezonie pivota.
Mało co mnie tak denerwuje jak aktualna La Ramla gdzie ludzie mają konta od 2 latz kibicują Barcy pewnie od 4, i krzyczą o zmianie stylu. Trzeba było sobie inny klub wybrać. Prawda jest taka że praktycznie od odejścia Pepa widzimy nieustanna stagnację naszego wdrażania tego stylu. Tito go podtrzymywał, tragiczna choroba spowodowała blamaż w LM. Martino chciał coś zmienić, pękł psychicznie. Enrique przesunął dźwignie by wykorzystać jak najlepiej atak, poświęcił pomoc-I na moje z składu który mógł osiągnąć dużo więcej wyciągnął tylko część sukcesu za to pchając klub w problemy po odejściu Neymara. Valverde proponował coś ciekawego, ale ma swój moment dostał najgorsza personalnie Barcę od czasów ostatniego sezonu Rijkaarda. Koeman mógłby być dla nas tym czym kiedyś był Van Gaal. Xavi tego nie dźwignął.
Problemem nie jest sam styl, problemem jest brak odpowiedniego człowieka który by ten styl gry naprawdę rozumiał i umiał go przełożyć na boisko.

Są to moje słowa sprzed paru dni.Ludzie nie potrafią odróżnić,tiki taki od tiki sraki,która uprawiamy od caszu odejścia Pepinia

Czyli wychodzi na to, że Xavi mimo, że jest jeszcze młodym trenerem, to już trenerskim dinozaurem ;)

To tylko potwierdza, że z dobrym kucharzem można z naszych składników ugotować smaczny posiłek. Wymiana i kupowanie nowych dodatków nic nie zmienia i widać to od 5 lat. Słabej jakości trenerzy nie potrafią tego poukładać.

Od lat się wkurzam, jak ludzie mówią o nudnej tiki-tace. Jeśli jest nudna, to już nie jest tiki-taka. To jest co najwyżej jej nędzna podróbka, pozbawiona tego co najważniejsze, prawdziwej esencji. Rzeczą dla mnie symptomatyczną dla takiego patrzenia na futbol (mam tu na myśli brak zrozumienia tej istoty rzeczy) jest to, jak bardzo niedoceniana - a może zapomniana? - zawsze była praca Xaviego i Iniesty w pressingu i odbiorze. Ot mali geniusze z piłką. Ale oni pracowali jak woły, podobnie jak cały zespół z resztą.
Już od czasów Lucho - a tak naprawdę, to od momentu choroby nieodżałowanego Tito, bo Roura i Martino byli bardziej figurantami niż trenerami - wszystko się powoli rozjeżdżało. Enrique miał najlepszy atak w historii i wygrał jedną LM-tam też nie było tak bardzo widać ręki trenera. Potrafiliśmy niby zgrać szybki atak(indywidualności nadrabiały brak pomysłu kolektywnego), ale czy drużyna ogólnie zrobiła postęp? Rzeczy(gra drużyny) były pozostawione same sobie, bo wybitni gracze, z Messim na czele, potrafili ciągnąć wyniki w lidze i pudrować te pogłębiającą się zapaść. Kiedy przychodziły prawdziwe sprawdziany w LM, okazywało się, że bez pomysłu(a także pewnej inspiracji), nie da się pokonać każdego "siłą rozpędu". Wybitne jednostki odeszły, zabrakło-lub raczej brakowało przez lata-odpowiedniego uzupełniania składu i oto w pełnej krasie odsłoniła się skala rozkładu.
Od dawien dawna pomstuję na to, że nie zatrudniamy sensownych trenerów. Patrząc na to, ile razy LM wygrywał niedawno Real i jak sami przegrywaliśmy, uważam, że kariera Messiego została lekko zmarnowana z perspektywy klubu. I to właśnie przez ten brak umiejętnego wdrażania modelu.
Co do Xaviego, to jego początek, który wyglądał obiecująco i dawał nadzieję, że nie okaże się on dogmatykiem ze sztywnym karkiem, był jednak tylko zmyłką. Niestety znów (podobnie jak pod koniec kariery zawodniczej) na pierwszy plan wychodzi brak refleksji, wymówki i niezdolność do szukania właściwych rozwiązań.
A wracając do Pepa, to bardziej niż na jego powrót na ławkę, od dawna marzę o jego powrocie do klubu, jako kogoś, kto by pełnił rolę koordynatora pionu szkolenia. Johana już nie ma, a Barca ewidentnie potrzebuje nowej postaci do wskazania właściwej drogi i lepszego kandydata ku temu po prostu nie ma.

Wszyscy drą mordę na La Bambli żeby odejść od DNA. Ludzie potrzeba trenera który dobrze to poustawia bo te ,,DNA" ma wiele cech a nie jak u Xaviego trzymanie piłki, milion podań bez celu i liczenie na przebłyski.
Zarząd nie potrafi odpowiednio wybrać trenera pod zespół, wzięli Xaviego który jest słabym trenerem wynikowym który nie rozwija zespołu ale to wina DNA według was.
Teraz chcą Flicka, jest lepszy ale to znowu trener wynikowy i przyjdzie odwali wyniki ale zespół się nie rozwinie i będzie trzeba kupować gotowce.
My potrzebujemy takiego Motty czy De Zerbiego który dobrze prowadzi zespół i robi wyniki tak jak Ancellotti w Realu.

Te frytki u nas nie działają, bo zawodnicy techniczni dzisiaj zatrzymywani są na potęgę przez atletycznych dobrze zbudowanych i szybkich przeciwników. Dziś małokontuzjogenny zawodnik jest w cenie, bo jakościowo daje więcej drużynie i nie trzeba łatać dziur i obnizac przez to jakość drużyny.

Barca nie musi rezygnować ze swojego DNA, ale każde DNA potrzebuję prędzej czy później ewaluować bo piłka się zmienia. Na końcu najważniejsze są trofea i czy je wygrywasz czy nie bo to gwarantuje pieniądze i prestiż dla klubu, tymczasem Barcelona za Bartomeu i również Laporty popełniła podstawowy błąd i nie zainwestowała w wymianę pokoleniową. Już wtedy tak samo jak i dziś wciąż wydaję się dużo pieniędzy na starych piłkarzy albo piłkarzy o wątpliwej jakości którzy na dłuższą metę nie gwarantują poziomu i ciągłości.

Kiedy z Realu odchodzili kolejno Varane, Ramos, Bale, Marcelo i inni to Perez już wtedy miał plan jakimi zawodnikami ich zastąpić Camavinga, Thouameni, Bellingham, Rudiger, Alaba itp. i ta zmiana pokoleniowa byla widoczna co sezon nawet wciaz majac w zespole starych wyjadaczy jak Kroos/Modric.

Laporta nie jest dobrym prezydentem dla Barcy w tym jej etapie, poniewaz on zyje sentymentami i sprzedaje kibicom powietrze. Jak odchodzil Messi to znow obiecywal Messiego, jak odszedł Alves to wrocil Alves. I takich przykladow mozna mnozyc.

Poza tym uwazam ze problemem Barcy sa wymagania jakie sobie stawia. Co roku wygrywanie triplete czy sextete jest niemozliwe, tymczasem w Barcelonie kazdy to powtarza w kolko i to jest ta presja ktora ciazy moim zdaniem na zawodnikach ktorzy tergo nie dzwigaja. Najwieksze kluby w Europie maja regularnie sezony gdzie wygrywaja jedno trofuem albo zadnego a jakos wciaz ciulaja tych tytulow na przestrzeni ostatnich lat wiecej niz Barcelona.

Trzeba zakasac rekawy i przestac powtarzac te puste frazesy ze jestescie najlepszym klubem na swiecie. Jestescie jednym z najlepszych ale jest ich wiecej i Laporta i ludzie w Barcelonie powinni wiecej pracowac na przywrocenie glorii Barcelonie bo samym gadaniem to sie nie uda.

Real natomiast potrzebuje mocnej Barcelony bo to jest to co misie lubia najbardziej. Obecna Barcelona jest nijaka a Laporta obiecuje rzeczy i sprzedaje powietrze.

Święte słowa, piłka poszła naprzód a my zrobiliśmy krok w tył.

Tak tak. Oszywiście. Biedne zniszczone DNA Barcy.
I to wszystko co złe to przez to, że go nie ma. A jak już się pojawi (po Xavim może Iniesta na trenera, albo Busquets) to wszystko będzie idealnie.
Tylko takie Bayerny, Arsenale czy nawet (tfu na psa urok) Real M. nie bredzą o mitycznym DNA Bayernu, PSG czy innego City tylko robią swoje.
A tu nieustanna dyskusja, mielenie tego samego po milion razy. A świat ucieka w zawrotnym tempie... W tym mędzeniu i udowadnianiu jak to jesteśmy mistrzem świata (sorry Katalonii lub Hiszpanii) Katalonia podobna do Polski. Bardzo...(Polska też jest mistrzem. Polski).

"STEK" i wszystko jasne.
A tak poważnie, świetny artykuł, który uzmysłowił mi, że byłem w błędzie w kwestii poglądów odnośnie DNA Barcy czy słynnej "tiki-taki".
Siedzę przed ekranem z łbem "posypanym popiołem". Artykuł zapisany w ulubionych, żebym przeczytał, jak ponownie nawiedzą mnie wątpliwości.

Czyli powinno być "Pora wrócić do DNA", bo tego DNA obecnie nie ma w Barcelonie.

Bardzo ciekawy artykuł, bym rzekł inspirujący. Skłonił mnie do pewnej refleksji a propos statycznego dziedzictwa. Utworzyła ona w mojej głowie pewien scenariusz cyklu, gdzie teraz jesteśmy w momencie gdzie w strukturach Barcelony zasiadają ludzie, którzy przede wszystkim cenią własny zysk, a dla klubu dają coś o ile coś zostanie.
A cykl zaczął się w momencie gdy Barcelona zaczęła rosnąć w siłę na arenie europejskiej, miała sposób gry, którego nikt lub prawie nikt nie potrafił rozszyfrować. Stała się potęgą, ale to zmusiło ludzi by zaczęli szukać remedium na jej grę, co w konkretnym czasie przyniosło wymierne skutki. Ludzie w Barcelonie, natomiast zdawali sobię sprawę, że sposób interpretacji futbolu jest bardzo dobry i nie chcieli od niego odchodzić ( z wielu powodów ), natomiast nie zauważali, że stopniowo co raz bardziej opuszczali ją ludzie, którzy naprawdę ją rozumieli. Wygląda to jak dziedzictwo przekazywane z ojca na syna, ale bez wyjaśnienia dlaczego to dziedzictwo jest dziedzictwem i na czym ono polega. Cykl idzie dalej, a klub przez brak zrozumienia swojej własnej filozofii co raz bardziej oddalał się od tego czym ono jest. Dzisiaj już praktycznie, zgodnie z tezą zawartą w artykule, siedzą tu sami karierowicze i Ci którzy z filozofii zrobili bożka i trzymają się go kurczowo, wyznają, a przez to generują przeciwników takiego rozumowania, którzy są bardziej pragmatyczni. Wygląda na to, że nawet sam Xavi nie rozumie ile pracy Rijkaard, Guardiola i cały sztab włożyli by grał on na takim poziomie jakim grał. I dzisiejszy moment przeminie, a nastąpią prawdopodobnie czasy jeszcze gorsze, gdzie wszyscy piłkarze sprowadzeni z czasem klub opuszczą, opuści pewnie go kilku dobrze zapowiadających się wychowanków, opuści klub Laporta, Xavi oraz wszyscy karierowicze, bo nie będzie co już z Barcelony wysysać i zostaną tylko Ci, którzy widzą najpierw Barcelonę, a potem siebie. Kluby pozapominają jak grała Barcelona, bo będą inne potęgi, grające inny, czasem podobny, ale nigdy taki sam futbol. Będą zmieniać taktykę i styl gry pod nich, a w tym czasie Barcelona będzie odbudowywać swoje fundamenty i przypuszczam, że za jakieś 10-15-20lat Barcelona znowu będzie miała swój moment, bo będą nią zarządzać ludzie, którzy będą chcieli dobra dla klubu, a nie go reanimować za wszelką cenę. Bo będą potrafili patrzeć w kontekście 5, 10 a nawet 15 lat. Tacy bajeranci jak Laporta odejdą w zapomnienie, bo Ci ludzie pojawiają się wtedy, gdy na stole są wielkie pieniądze. I nadejdą czasy gdy Barcelona zacznie rosnąć w siłę na arenie europejskiej...

Może niech ktoś w Klubie przeczyta sobie ten artykuł ;) Nalepiej zaślepiony w DNA i żyjący historią czyli Laporta.

Genialny artykuł, w sumie jak ktoś uważa, by odejść od DNA Barcy to jest w błędzie, bo już od dawna, w większości meczów Barca go nie stosuje. Takim dobrym przykładem obecnie jest Manchester City, czy Girona. Ten drugi klub w Barcelonie zagrał tak jak to powinno wyglądać. I ostatnie zdanie w tym tekście podsumowuje wszystko: "Jeśli nie możesz sprowadzić wielkich nazwisk, sprowadź tych, którzy opanowali ideę."

Wow, świetnie opisany tekst! A na dodatek ma coś czego brakowało mi od dłuższego czasu czyli argumenty :)

Już Enrique widział potrzebę modyfikacji i dostosowania systemu do tego jak wygląda obecnie piłka. Tylko Enrique miał MNS i tam wystarczyło dograć piłkę a oni już wiedzieli co z tym zrobić. Wtedy jeszcze było na to że wcześnie bo każdy kto miałby czelność podważyć święta taki takę od razu był wyśmiewanym heretykiem. W tym momencie już jest późno bo zamiast dostosowywać nasza grę do zawodników i do trendu my uparcie broniliśmy wartości. Ile to męczy widzieliśmy gdzie na siłę podbijaliśmy statystki wymiany podań między sobą w poprzek przy posiadaniu 70% a na końcu mecz I tak przegrywaliśmy? Zaczęło brakować odpowiednich piłkarzy, którzy potrafili przełamać schemat, PEZYŚPIESZYĆ grę, zagrać na wolna przestrzeń

Święte słowa. Komentarze o tym jak musimy odejść od mitycznego DNA i od "tiki-taki" pojawiają się często, a przecież nie mają sensu, bo od dawna takim stylem nie gramy. I jak autor artykułu zauważa - ten styl dalej z powodzeniem można implementować. Trzeba mieć tylko odpowiednich wykonawców i trenera.

Genialny jest ten tekst. Jak go tłumaczyłem, to miałem wrażenie, że przepisuję swoje własne słowa... ale ja niestety tak pisać nie umiem. Dobrze zatem, że ktoś wyraził lepiej, co mam na myśli, niż sam bym to zrobił :) Idealna odpowiedź na "pora odejść od DNA".

Świetny materiał