Jules Koundé i Alejandro Balde byli kluczowi w spotkaniu 1/8 finału Pucharu Króla przeciwko Unionistas Salamanca. To właśnie obrońcy Barcelony, którzy przeżywają ostatnio trudny czas, popisali się indywidualnymi przebłyskami, które pozwoliły im zdobyć dwie kluczowe bramki w kontekście awansu.
AS twierdzi, że Jules Koundé potrzebował pewnego impulsu, żeby móc przestać myśleć o ostatnim spotkaniu z Realem Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii. Francuski obrońca był współwinny pierwszemu i czwartemu golowi w niedzielnym meczu. W Salamance też nie spisywał się najlepiej. Cały czas grał poniżej swojego najwyższego poziomu, ale znalazł sposób na to, żeby odbić się od dna. Popisał się niesamowitym uderzeniem z ponad dwudziestu metrów. Bramkarz rywali nie miał nic do powiedzenia. Stało się to w kluczowym momencie, bo przy wyniku 1-1, w 69. minucie gry.
Alejandro Balde także mógł pozbyć się gorzkiego smaku tego meczu. Zawinił bowiem przy golu dla Unionistas, kiedy w jego strefie pozostał niepilnowany zawodnik rywali. Lewy obrońca Barcelony zrehabilitował się później świetną, indywidualną akcją, w której holował piłkę przez kilkadziesiąt metrów, a na koniec pokonał bramkarza idealnym strzałem pod poprzeczkę.
Obaj piłkarze potrzebowali przekonującego występu, aby móc odbić się od dna i wyrwać się z sideł słabszej formy. Koundé jest często kwestionowany, ponieważ nie gra na tak wysokim poziomie, jak w zeszłym sezonie i na początku bieżącego, a na dodatek popełnia indywidualne błędy, często prowadzące do groźnych sytuacji rywali. Sam Francuz w wywiadzie pomeczowym przyznał, że za obecną sytuację w drużynie w dużej mierze odpowiadają zawodnicy.
Natomiast Xavi pochwalił na konferencji Alejandro Balde, przyznając równocześnie, że nie jest w najlepszej formie. Wg trenera nie jest to jednak powód do wielkiej krytyki tego zawodnika, który ma dopiero 20 lat i najlepsze lata jeszcze przed sobą.
Komentarze (34)