Barceloński Dzień Świstaka

Michał Gajdek

26 listopada 2023, 10:10

22 komentarze

Fot. Getty Images

Chyba wszyscy znamy film Dzień Świstaka z Billem Murrayem. Dla tych, którzy go nie widzieli, krótki opis za portalem Filmweb. „Phil, prezenter telewizyjnej prognozy pogody, przyjeżdża do małego miasteczka, by zrelacjonować Dzień Świstaka. Następnego ranka stwierdza, że wciąż jest ten sam dzień”.

W ostatnim czasie w kinematografii popularny jest trend, by z filmu sprzed lat zrobić remake w postaci serialu. Jeżeli taki pomysł wpadnie na myśl pracownikom któregoś z popularnych serwisów streamingowych również i w tym przypadku, to świętej pamięci Harold Ramis będzie miał godnego następcę w charakterze reżysera i scenarzysty – w tej roli świetnie sprawdzi się bowiem Xavi Hernández.

Trener Barcelony i jego podopieczni regularnie serwują nam właściwie ten sam mecz, żonglując powtarzającymi się motywami.

S01E01 – remontada

Pierwszy odcinek tego serialu zobaczyliśmy bezpośrednio po dwóch manitach z Betisem oraz Royal Antwerp. Wówczas na Montjuïc przyjechała Celta Vigo, a Barça straciła pierwszą bramkę na Stadionie Olimpijskim. Podopieczni Rafy Beníteza schodzili do szatni, prowadząc 1:0, a jeszcze w 80 minucie spotkania na tablicy wyników widniał wynik 2:0 dla gości z Galicji. Później jednak Barcelona zareagowała błyskawicznie: najpierw dublet w 4 minuty zanotował Robert Lewandowski (81 i 85 minuta spotkania), a później zwycięską bramkę dołożył João Cancelo (89 minuta meczu). Remontada okazała się skuteczna, a pierwszy odcinek serialu zbudował widzów (kibiców).

S01E02, S01E03 – W pół drogi

Jakby zachęcona tym obrotem spraw, Barça od razu postanowiła wypróbować analogiczny scenariusz na Majorce. Tam gospodarze zdobyli przed przerwą dwie bramki (w 8 minucie oraz w doliczonym czasie gry), które zostały przedzielone trafieniem Raphinhi. W 75 minucie udało się wyrównać Ferminowi, jednak tym razem Blaugranie wystarczyło sił tylko na dogonienie rywala.

Zaledwie dwie kolejki później zobaczyliśmy praktycznie bliźniaczy mecz w Granadzie: tym razem rywal bramkę zdobył jeszcze szybciej, bo już w pierwszej minucie gry, a nim upłynęło pół godziny, gospodarze prowadzili już 2:0 po dublecie Bryana Zaragozy. Barcelona odpowiedziała jednym trafieniem już przed przerwą (Lamine Yamal), zaś w końcówce meczu wyrównał Sergi Roberto (85 minuta gry). Co prawda do siatki trafił jeszcze João Felix, ale arbiter anulował bramkę, uznając, że wcześniej na spalonym był Ferran Torres. 

S01E04 – Filler

Następnie w naszym serialu pojawił się nieodzowny we współczesnych serialach filler, czyli odcinek, w którym nic się nie dzieje, a twórcy przygotowują nas na kolejne, bardziej emocjonujące wydarzenia. Tak właśnie było w Hamburgu. Tutaj początek epizodu był nam już doskonale znany (zejście na przerwę przy stanie 0:1), ale… reżyser jakby zapomniał nakręcić drugą część. Wynik meczu z Szachtarem nie uległ już zmianie, a piłkarze niespecjalnie starali się to zmienić. 

S01E05, S01E06 – Pół na pół

Wreszcie, dwa ostatnie spotkania zaserwowały nam mix motywów znanych już doskonale z pierwszych odcinków.

Najpierw w meczu z Deportivo Alavés mogliśmy obejrzeć akcję zaczerpniętą rodem z Granady (utrata bramki w pierwszej akcji meczu), zaś później scenarzyści zaserwowali nam powtórkę ze spotkania z Celtą (dublet Roberta Lewandowskiego). Z kolei spotkanie z Rayo trudno potraktować inaczej niż odgrzewany kotlet po meczu z Granadą: znów remontada się nie udała, a my rozmawiamy o kluczowej decyzji arbitra meczu w doliczonym czasie gry. 

Wszystko się może zdarzyć

W innym wielkim dziele kinematografii przełomu wieków, Bolec grany przez Michała Milowicza stwierdza: „Wielkie mi odkrycie. Jasne, kur*a, że wszystko się może zdarzyć”. Choć niewybredny komentarz skierowany jest do utworu Anity Lipnickiej, to równie dobrze może posłużyć do podsumowania Xavinety w ostatnim czasie.

Przez ostatnie dwa miesiące Barça bowiem aż sześciokrotnie schodziła do szatni z jednobramkową stratą do rywala. Piłkarzom Barcelony dwukrotnie udało się losy meczu odwrócić (z Celtą oraz z Deportivo Alavés), trzykrotnie drużyna zatrzymała się wpół drogi (z Mallorcą, Granadą oraz z Rayo), zaś raz nawet nie podjęła wyzwania (z Szachtarem).

Ponadto, jako swoisty spin-off naszego serialu spokojnie można potraktować spotkania z Getafe i Realem Sociedad, gdzie podopieczni Xaviego wprawdzie nie przegrywali, ale też walczyli o wynik do samego końca. Raz nieskutecznie (bezbramkowy remis z Getafe, po absurdalnej decyzji arbitra w doliczonym czasie gry), a raz skutecznie (wydarte zwycięstwo na Anoecie, po bramce Ronalda Araujo w samej końcówce meczu – notabene również początkowo anulowanej przez sędziego).

Dzień Świstaka

Od początku sezonu możemy się czuć zatem jak w serialowym Dniu Świstaka. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić już przed meczem, że jego przebieg będzie następujący: Barça szybko straci bramkę, będzie niespiesznie biła głową w mur, a do szatni zejdzie, przegrywając. W drugiej połowie piłkarze wezmą się do roboty, szczególnie w końcówce meczu, a wynik meczu będzie zależał od pojedynczej akcji. Z założenia drugoplanowi arbitrzy w postaci hiszpańskich arbitrów często dorzucą emocjonujący element ze swojego repertuaru.  

Nie wiem, jakie mocne słowa padają w szatni w przerwie meczu, ale trudno nie poradzić Xaviemu oczywistej rzeczy – niech zacznie wypowiadać je już przed nimi. Ba, on sam jest świadomy tego, że piłkarze regularnie zaprzepaszczają pierwsze czterdzieści pięć minut meczu. Wczoraj trener Barçy tak zidentyfikował główny problem zespołu: Mentalność. W drugiej połowie nastawienie było już dobre, ale to dlatego, że już nam się spieszyło... Powinniśmy mieć takie nastawienie od pierwszej minuty. Kłopot jednak w tym, że dokładnie taka sama diagnoza padała w dwóch poprzednich meczach ligowych: z Deportivo Alavés („Przyszedłem dziś przekonany, że się poprawimy i ta poprawa jest bardzo niewielka. W drugiej połowie graliśmy dobrze 30 minut, ale to nie wystarczy”), a także z Realem Sociedad („Dziś w pierwszej połowie daliśmy jasny przykład tego, jak nie możemy grać, czego nie możemy robić na boisku. Zwłaszcza jeżeli chodzi o intensywność, to nie podlega negocjacjom, nie może mieć miejsca”). 

Być jak pan Artur

Trafna diagnoza jest jednak jedną kwestią, a znalezienie skutecznego lekarstwa – zupełnie inną. Póki co, pewne jest, że piłkarze Barcelony nie mogą sobie pozwolić na podejście „spokojnie, nadgonimy” nawet w spotkaniach z rywalami takimi, jak Celta, Granada, Mallorca, Szachtar, Alavés, czy Rayo. Niezależnie od tego, czy to kwestia mentalności, podejścia, braku koncentracji, czy jakiegokolwiek innego defektu - problem jest ewidentny. 

Oczywiście, można mówić, że część z tych meczów mogłaby się zakończyć inaczej, gdyby arbitrzy podejmowali prawidłowe decyzje w ich końcówkach. Tak czy owak, problem pierwotny jest inny – z całym szacunkiem dla klasy tych przeciwników, FC Barcelona nie może zależeć w spotkaniach z nimi od wyniku rzutu monetą w pojedynczej akcji. Widząc, co się dzieje, piłkarze tym bardziej powinni się spiąć i zapewnić sobie wystarczający margines błędu (swojego lub cudzego).

Pozostając na małym ekranie, ale przechodząc na koniec w konwencję teleturniejową, można stwierdzić, że Xavi wprawdzie dalej gra w finale 1 z 10, ale została mu ostatnia szansa. Tadeusz Sznuk wyciągnie zaś wkrótce karty z trzema bardzo trudnymi pytaniami: FC Porto, Atlético oraz Gironą. Od tego, czy trenerowi Barçy uda się udzielić poprawnych odpowiedzi, zależeć będzie sytuacja w fazie grupowej Ligi Mistrzów oraz LaLigi, a być może… także i jego własna przyszłość.

Czas na błędy już minął, teraz Creus musi być niczym pan Artur w niedawnym odcinku 1 z 10.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Wszystkie mecze Barcelony w Lidze Mistrzów i LaLidze za 48 zł miesięcznie w ofercie na pół roku. Oglądaj mecz z Napoli w Canal+ online.

https://bit.ly/WielkaPilka2024

Świetny artykuł i podsumowanie tego Hoolywood made by FC Barcelona. Pisałem tutaj już parę razy, że tak słabych mistrzów jak przez ostatnie dwa lata Hiszpania jeszcze nie miała. I jeszcze jedno: Barca w tym sezonie będzie musiała dokonać cudu żeby wejść do pierwszej czwórki La Liga i zagrać w przyszłym roku w Lidze Mistrzów. Witki opadają jak się ogląda ich mecze więc od wygranej fartem z Realem Sociedad nie oglądam w ogóle

Moim zdaniem za sytuację w Barcy odpowiada film "Dzień Świstaka". Gdyby nie on, Michał Gajdek nie mógłby napisać tego nasączonego krytyką Xaviego "do grudnia" Hernandeza artykułu.

W zasadzie, każdy przeciwnik już wie ,że najłatwiej zranić Barcę, jest na początku meczu. Wystarczy spojrzeć na sposób rozpoczęcia meczu. Rywal Barcy od razu prze do przodu. Barca jak rozpoczyna, to jest niemal pewne, ze po 20 sek. piłka wyląduje u ter Stegena.
I tu zaczynają się problemy, bo cały zespół jest na własnej połowie, przeciwnik wisi dosłownie na każdym naszym zawodniku a Mareczek próbuje grać po barcelońsku, czyli podaniem do najbliższego i... się zaczyna. Straty, obcinki i przeciwnik w 10 min. generuje więcej okazji niż Barca w 45min. I taki scenariusz jest co mecz, więc do kurwy nędzy, co ten sztab z Xavim na czele robi? Mając tyle meczów do analizy, w ogóle nie ma reakcji.
Tak szczerze, to zamiast klepać po plecach Xaviego, Laporta powinien wpaść do szatni i zjebać wszystkich na równi. Tylko oczywiście najpierw niech niepełnoletnich z tej szatni wyprowadzą, żeby nie było potem o gorszeniu dzieci.

Jak już jesteśmy przy filmowych tytułach to bardziej Michał by pasowało „Quo Vadis (Xavi)„ lub „Czy leci z nami pilot „ :)
VeB

Fajny artykuł, uważam, że dużo złych zdarzeń trochę uczepiło się Barcelony, ale tak naprawdę, nic nie jest stracone. Dwa trzy dobre mecze, mogą nakręcić, nową sprężynę i to pójdzie siłą rozpędu.

A ja napiszę że nie mogę się doczekać najbliższych meczów, to będzie bardzo ciekawe. Nie będzie chyba problemów z motywacją drużyny i zobaczymy co tak naprawdę jest warta. Sezon jest długi i nic jeszcze nie jest stracone. Mimo że gramy słabo nasza strata w lidze jest minimalna i wystarczy 2 kolejki żeby wszystko się zmieniło. Na pewno zwalnianie Xaviego w trakcie sezonu nie ma żadnego sensu, no chyba że drużyna całkiem się załamie i zaczniemy seryjnie przegrywać. Poczekamy zobaczymy.

Ciekawy pomysł na tekst, brawo Michał!

Bardzo fajny tekst, który podsumowanie to co wiele osób dostrzega od dłuższego czasu. Drużyna od wielu spotkań gra słabo a mimo że trener zdaje sobie sprawę z problemu nie potrafi zaaplikować lekarstwa. Mecze po tej przerwie reprezentacyjnej są kluczowe dla przyszłości Xaviego.

Camp Nou w rozbiórce. Drużyna w rozkładzie. Kasa pusta. Dług koszmarny. Ale...
Ale jest nadzieja! Za dwa lata będzie Nowy wspaniały stadion Camp Nou(czy Spotify? przy takich wynikach jak obecnie?) Czy Gundo,który podobno jest bardzo rozczarowany i chce wiać z Barcelony doczeka tego pięknego stadionu jako zawodnik Barcelony? Czy De Jong nie puknie się w głowę i jednak poprosi o wpisanie na listę transferową? Trzy mecze. Porto, Atletico i Girona. Prawdziwy test Barcelony. Naznaczy Xaviego i moim zdaniem,gdy Barcelona je przerżnie, to z tym mentalem nie podniesie się nie tylko w tym sezonie ale i w następnym lub dwóch.
Na nowym Camp Nou będzie wspaniale muzeum z dziesiątkami pucharów na które turyści będą patrzeć z rozrzewnieniem wspominając minione czasy i z nadzieją na lepsze. Będzie ciekawie, i emocjonująco, za jakiś czas.

Biznes is biznes. Żaden odcinek nie nudzi, toteż więcej ludzi decyduje się na oglądanie do samego końca. Nigdy nie można przewidzieć wyniku walki - nawet wieśniak Mietek może zdominować Zawiszę Czarnego w walce rycerskiej. Sponsorzy, reklamodawcy, wszyscy są zadowoleni.

Fajny artykul, ciekawe czy Xavi utrzyma szanse. Pan Artur juz chyba do konca swiata bedzie uosobieniem nieomylnosci!

Miejmy nadzieję, że Xavi dojedzie na finał i nie okaże się, że zepsuł mu się samochód...

Pierwszy mecz w LM czy mecz z Realem (w 1 połowie) to wyjątki... potwierdzające regułę, że zespołowi brakuje motywacji.

Ktoś już zauważył ostatnio, że czasy w których drużyna przeciwna wychodzi na boisko przestraszona więc pierwsze 2 bramki są z automatu i decyzja jest tylko o wymiarze kary już dawno minęły. Ale nasi zawodnicy naoglądali się 10 lat temu wielkiej Barcelony i ciągle w to wierzą, już chyba jako jedyni na świecie. Stąd pierwsze połowy (a czasem i pierwsze minuty) to okrutny dysonans poznawczy. Ciekawe, kiedy się ogarną.

Świetny tekst brawo Michał. Nie ma czasu na błędy najlepiej 9 punktów w tych 3 meczach.

Dzień Swistaka i Xavi na licytacji "kawalerów do wzięcia".
:D

Życzę z całego serca wszystkim fanom Barcelony, żeby mieli jeszcze w tej rundzie przekonanie, że po 15–20 minutach gry już wiesz, że Barça ten mecz wygra. To się wydaje wręcz niedoścignionym marzeniem.

Jak dla mnie formula tego serialu sie wyczerpala. Nastepny, prosze.