Po odejściu Dembélé, wiele wskazuje na to, że to Raphinha będzie pełnił rolę podstawowego prawoskrzydłowego w klubie. Co zatem tracimy wraz z odejściem Francuza? Z czym zostajemy, grając Raphinhą po prawej stronie ataku? Może się tak zdarzyć, że w miejsce Ousmane’a przyjdzie jeszcze inny zawodnik i rywalizacja o miejsce w pierwszej jedenastce rozgorzeje na nowo, ale na ten moment, Brazylijczyk zostaje praktycznie bez konkurencji, jeśli chodzi o once de gala. I to pomimo głupiej czerwonej kartki w meczu z Getafe.
Dembélé i Raphinha. Chociaż obaj mogą grać na tej samej pozycji, to są zawodnikami z dwóch różnych światów, o skrajnie różnych charakterystykach. Francuz jest bardziej brazylijski od naszego Brazylijczyka. W końcu to on czarował dryblingiem, nieszablonowymi zagraniami, za to miał problem z podejmowaniem trafnych decyzji pod bramką rywali. Z kolei Raphinha, choć talentu nie można mu odmówić, to niewątpliwie nie jest on boiskowym magikiem. Czy to źle? Niekoniecznie. Przecież nie każdy dobry piłkarz musi nim być. Jego mocną stroną, jest na pewno wielkie zaangażowanie i lepsza inteligencja boiskowa, która pozwala mu częściej być we właściwym miejscu o właściwym czasie.
Suche liczby
Statystyki nie grają, ale mogą być pomocne w dyskusji, więc zobaczmy jak wyglądał ostatni sezon w wykonaniu obu zawodników w zestawieniu liczbowym.
|
Statystyka |
Dembélé |
Raphinha |
|
Gole |
8 |
10 |
|
Asysty |
9 |
12 |
|
Minuty |
2169 |
2924 |
|
Liczba minut na gola/asystę |
128 |
133 |
|
Kluczowe podania na 90 min |
2,31 |
2,15 |
|
Udane dryblingi na 90 min |
4 |
1,38 |
|
Przechwyty na 90 min |
0,1 |
1,08 |
|
Odbiory na 90 min |
5,8 |
4,25 |
Większość statystyk prezentuje się dość podobnie. Jednak dwie przedostatnie kategorie mogą być podstawą do wielkiej krytyki jednego bądź drugiego, gdyż zarówno udane dryblingi Raphinhii wołają o pomstę do nieba, jak i przechwyty Dembélé zdają się być jakimś żartem, choć trzeba uczciwie zaznaczyć, że nawet najlepsi na tej pozycji nie mają liczb jak Rapha (dla porównania, taki Bukayo Saka, który jest jednym z najlepszych prawoskrzydłowych na świecie, miał w Premier League 0,34 przechwytu na 90 minut) . Jest też sprawa podatności na kontuzje Francuza, która prześladowała go całą karierę w Barcelonie, a co za tym szło, liczba minut, które rozgrywał w sezonie. To również jedna z tych rzeczy, za którymi nie będziemy tęsknić po odejściu Dembélé, bo przecież chcemy, żeby titular mógł być titularem nie tylko z nazwy. Oczywiście Raphinha też może dostać kontuzji - w końcu nikt nie jest na nie całkowicie odporny, ale nie da się ukryć, że w tej kwestii, to nie o niego bardziej się martwiliśmy.
Impresje
Liczby liczbami, ale co widzieli kibice, oglądając w akcji tych dwóch skrzydłowych w poprzednich rozgrywkach? Zacznijmy od Francuza i jego mankamentów w grze obronnej. Tak niskie liczby mogą sugerować, że najzwyczajniej w świecie mu się nie chciało lub chciało się mniej niż Brazylijczykowi. Choć uważam, że pod względem zaangażowania Ousmane poczynił w ostatnim sezonie jakieś postępy, (co zresztą widać na przykładzie odbiorów na 90 minut, bo w tej statystyce górował nawet nad, mającym w tej dziedzinie bardzo dobrą opinię, byłym zawodnikiem Leeds United), to wciąż miał wiele do poprawy w defensywie. Lecz to nie jego wady w tej dziedzinie futbolu były dla mnie najcięższe do zniesienia. Byłoby oczywiście miło, gdyby w poprzednich rozgrywkach lepiej naciskał rywali i częściej przechwycał piłkę, tym bardziej, że Barça tak często grała wysokim pressingiem. Co jednak irytowało znacznie bardziej, to podejmowane decyzje, szczególnie w ostatniej tercji boiska, które często były zupełnie niezrozumiałe i prowadziły do seryjnego marnowania świetnych okazji na zdobycie bramki (patrz ostatnie El Clásico w Stanach, pamiętne pudło z Liverpoolem i wiele innych) albo do straty, która nierzadko kończyła się groźną kontrą. Było to tym bardziej frapujące (i denerwujące), gdyż często było to poprzedzone ładnym dryblingiem i wszystkim tym, co chcemy oglądać ze strony Barcelony, czyli efektowną, ładną dla oka grą. Jednak to czego brakowało, to efektywność i koncentracja. Czasami, a może częściej niż czasami, Francuz zdawał się być myślami gdzieś indziej.
Co do zalet, to była nią na pewno nieszablonowość i trudność w przewidzeniu, co zrobi Dembélé (czasem do tego stopnia, że on sam chyba nie wiedział, co chce zrobić). Z perspektywy obrońcy, to musi być bardzo niewdzięczne zadanie, żeby próbować powstrzymać takiego zawodnika, co zresztą niejednokrotnie mogliśmy usłyszeć z ust defensorów chwalących reprezentanta Francji. Jest też obunożny i bardzo szybki, co tylko wzmagało poczucie dezorientacji u przeciwników. Dysponuje przyzwoitym dośrodkowaniem i strzałem, a więc kolejnymi cechami bardzo pożądanymi u skrzydłowych. Problemem był jednak dobór właściwego zagrania we właściwym czasie. Co z tego jeśli masz arsenał, ale nie potrafisz z niego odpowiednio skorzystać i walisz do mrówek z bazooki, a do czołgu z procy?
A jak wyglądało prawe skrzydło, gdy grał na nim Raphinha? Na początek zarzuty. Ten Brazylijczyk, nie ma w sobie nic z typowego brazylijskiego atakującego. W wielu zagraniach prezentuje toporność porównywalną z poprzednim pokoleniem Anglików bądź Niemców. Jest skrzydłowym, który nie potrafi dryblować. Albo inaczej. Potrafi dryblować bardzo słabo. Przez cały sezon było naprawdę niewiele momentów, w których były zawodnik Stade Rennes i Leeds United, poradził sobie z przejściem jednego obrońcy, nie mówiąc już o dwóch czy trzech. Jego gra na skrzydle jest bardzo czytelna, gdyż niezbyt radzi sobie z używaniem prawej nogi, więc każdy defensor wie, że zejdzie na lewą i nie ma większego problemu z powstrzymaniem jego ataku, bo Messim to on nie jest i nie będzie (nie jest to zarzut, w końcu drugiego Leo nie ma). Grając na prawym skrzydle często zwęża pole gry w związku ze schodzeniem do środka, co jest oczywiście zrozumiałe, biorąc pod uwagę jego lewonożność, ale nie zmienia to faktu, że dobrze by było, żeby przynajmniej czasem mógł postraszyć zejściem na prawą stronę. Do tego potrzebowałby też lepszego dośrodkowania prawą nogą, a to jest kolejny z mankamentów w grze Brazylijczyka.
Jeśli chodzi o jego atuty, to w ostatnim sezonie, była to przede wszystko wola walki i udział przy bramkach, które przekładały się bezpośrednio na zdobycze punktowe. Wielu powie, że właśnie to się przede wszystkim liczy. Aż 18 punktów zostało zdobytych w ubiegłym sezonie ligowym dzięki uderzeniom bądź asystom Brazylijczyka. Mówimy tu o sytuacjach, gdy Barça wygrywała jedną bramką, przy której bezpośredni udział miał Rapha. To naprawdę niesamowite osiągnięcie, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że był to jego debiutancki sezon. Może się on czuć jednym z ojców sukcesu ligowego triumfu Blaugrany. Jego umiejętne wyjścia w tempo do zagrań oraz wybieganie zza pleców obrońców, były bardzo cenne dla zespołu i w tych dziedzinach posiadał niewątpliwą przewagę nad swoim głównym konkurentem.
Z czym zostaliśmy?
No dobrze. Dembélé opuścił klub i nie jest już alternatywą. Co może zrobić trener i sztab, żeby uwypuklić zalety Raphinhii i zminimalizować straty po odejściu Francuza? Opcją, która jest rozważana przede wszystkim, to sprowadzenie prawego obrońcy z prawdziwego zdarzenia (Cancelo, Fresneda lub ktoś inny), który będzie ofensywnie usposobiony i dzięki obieganiu Brazylijczyka, będzie siał niepewność u przeciwników. Grając z Koundé na tej pozycji, defensorzy rywali rzadko musieli się martwić takimi zagraniami, a z kolei Roberto również nie jest nominalnym prawym obrońcą i nie jest to zawodnik, którego culés chcieliby oglądać jako pierwszy wybór Xaviego.
A jeśli nie Raphinha, to kto? Abde w teorii może grać na prawej stronie, ale jego pozostanie w klubie nie jest przesądzone i wydaje się być dużo groźniejszy na lewym skrzydle. Z prawej, to trochę taki szczupły Adama Traoré, który jest dość łatwy do przeczytania. Marokańczyk ma jeszcze duży margines poprawy i miejmy nadzieję, że stanie się znacznie lepszym zawodnikiem od Hiszpana. No to może transfer? Mokry sen Xaviego i wielu kibiców, to oczywiście Bernardo Silva, ale wciąż ta opcja wydaje się mało realistyczna z finansowego punktu widzenia. Nie można zapominać o canterze. Akurat nie tak dawno pojawiła się jedna perełka, która oczywiście jest jeszcze bardzo młoda, ale jeśli rozwój Lamine Yamala (bo o nim mowa) będzie przebiegał tak dobrze, jak do tej pory, to być może będzie on coraz częściej pierwszym zmiennikiem dla Raphinhii. To i tak będzie bardzo dużo, więc nie oczekujmy, że z marszu zajmie jego miejsce. Dajmy mu czas, dbajmy o jego rozwój, a będziemy mieli geniusza na lata.
A Wy jak rozwiązalibyście tę sprawę? Zapraszam do udziału w ankiecie!
Komentarze (33)