Wobec Ousmane’a Dembélé nie można być obojętnym, bo i sama postać Francuza nie jest neutralna czy zrównoważona, nie tylko na boisku, ale i poza nim. Skrzydłowy w zasadzie zawsze wywoływał skrajne emocje. Nawet już przy transferze do Barcelony wątpliwości budził jawny bunt piłkarza wobec Borussii w Dortmundzie. Później miesiącami dyskutowano o problemach zdrowotnych Dembélé i jego profesjonalizmie, nie tylko w klubie (spóźnienia na treningi), ale i w domu (odżywianie, tryb życia). Nie bez znaczenia pozostawały kwestie boiskowe. Niewątpliwy talent i wyjątkowe umiejętności stale mieszały się z problemami z dostosowaniem do stylu zespołu czy brakiem regularności i boiskowej inteligencji zawodnika. Gdy wydawało się, że jeden kłopot został rozwiązany, a Dembélé wychodzi na prostą, pojawiały się kolejne utrapienia. Ostatnim z nich była drama związana z przedłużeniem kontraktu.
Przyszłość Dembélé miała być tematem dyskusji już poprzedniego lata. Francuz wreszcie wziął udział w całych rozgrywkach 2020/2021, ale nie było pewności, czy przedłuży kontrakt, czy zostanie sprzedany. W czerwcu 2021 roku doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy, a także przekreśliła szansę na korzystną sprzedaż. Transfer mógłby zresztą być trudną decyzją przy problemach kadrowych klubu, zwłaszcza że pod nieobecność Dembélé trzeba było wystawiać w ataku takich zawodników jak Ferran Jutglà, Abde Ezzalzouli czy Yusuf Demir. Barcelona postanowiła więc przedłużyć kontrakt z 25-latkiem, a ten po wyleczeniu miał dostać szansę na przejęcie sterów ataku drużyny.
Trudne negocjacje
Jednocześnie problemy finansowe katalońskiego klubu zmniejszały pole manewru, jeżeli chodzi o przedstawienie oferty Dembélé. Nowe władze Blaugrany nie chciały zresztą tworzyć kominów płacowych dla gracza, który przez tyle lat nie potrafił rozwiać wątpliwości wobec swojej osoby. Należy to uznać za słuszne posunięcie, tym bardziej, że powrót Dembélé przeciągnął się aż do końcówki listopada. Gdy dotarliśmy do 1 stycznia 2022 roku, kiedy to Francuz mógł już swobodnie negocjować z innymi klubami, miał na koncie zaledwie dwie asysty w sezonie, zaliczone zresztą w dwóch ostatnich spotkaniach 2021 roku.
Mimo wszystkich niepewności Barcelona podjęła próbę zatrzymania Dembélé. Pojawiały się doniesienia, że Francuz chce zostać, a Joan Laporta łechtał jego ego stwierdzeniami, że według niego jest lepszy od Mbappe. W grudniu Barça miała złożyć ofertę opiewającą na 7,5 miliona euro netto, a zarobki gracza dzięki zmiennym mogłyby wzrosnąć do 11 milionów. Od pewnego czasu informowano też w mediach, że agent piłkarza Moussa Sissoko proponuje go innym klubom. Ostatecznie Dembélé odrzucił warunki przedstawione przez Barcelonę, a jego agent miał domagać się dla gracza pensji w wysokości 20 milionów euro netto, a ponadto intratnej prowizji. Mimo to utrzymywała się narracja, że zamiarem Francuza nadal jest pozostanie na Camp Nou.
Styczniowe zamieszanie
W tej sytuacji Barcelona postanowiła sprzedać Dembélé w styczniu, aby cokolwiek na nim zarobić. Piłkarz odmówił jednak odejścia i w rezultacie znalazł się poza kadrą meczową, a powody tego wyjaśnił sam Mateu Alemany. Na reakcję Francuza nie trzeba było długo czekać. Wydawało się wówczas, że relacje obu stron są całkowicie zerwane i nie do naprawienia. Właśnie wtedy popełniłem felieton, w którym wylałem na edytor tekstu wszystkie swoje odczucia związane z pełną zwrotów akcji przygodą Dembélé w Barcelonie, które, po wieloletniej wierze w zawodnika, sprowadziły się do stwierdzenia, że prędzej czy później trzeba wreszcie zakończyć toksyczny związek, dający różne uciechy, ale jednak pozbawiony perspektyw i koniecznej stabilizacji.
Tekst w pewnym sensie nie zestarzał się najlepiej, ponieważ Dembélé ostatecznie wrócił do składu i trzeba przyznać, że był wyjątkowo zmotywowany. W krótkim okresie do maja Francuz zdołał wyjść na prowadzenie w klasyfikacji asystentów LaLigi, pomagając drużynie w zajęciu drugiego miejsca na zakończenie zmagań. W pięciu najsilniejszych ligach europejskich Dembélé miał zresztą najlepszy współczynnik asyst, notując 0,83 takiego zagrania na 90 minut (drugi w tej klasyfikacji Thomas Müller miał tylko 0,63). Xavi kolejny raz pokazał swoje przywiązanie do 25-latka, marginalizując Adamę Traoré i obdarzając Francuza pewnym miejscem w wyjściowej jedenastce. Z drugiej strony w całym sezonie Dembélé strzelił tylko dwa gole i nie poprowadził drużyny do żadnego trofeum. Klub nie zamierzał poprawiać oferty dla skrzydłowego, co w warunkach kryzysu i ciągłych wątpliwości wobec zawodnika wydawało się racjonalne.
Od tego czasu pojawiało się całe mnóstwo doniesień dotyczących przyszłości Dembélé. Niektóre spotkania klubu z przedstawicielem zawodnika miały mieć pozytywny przebieg i naprawiać napięte relacje, ale sprawa nie posunęła się do przodu. I tak doszliśmy do 30 czerwca, kiedy to kontrakt Francuza dobiegł końca. Wydawało się, że to kres współpracy Dembélé z Barceloną, a zawodnik może podpisać umowę z innym zespołem. Problem w tym, że żaden klub nie chciał spełniać oczekiwań finansowych 25-latka. Okazało się, że we wspomnianym felietonie trafiłem chociaż z oceną dotyczącą szans Dembélé na grę w innym klubie i naiwności agenta zawodnika co do możliwości uzyskania podwyżki od Blaugrany. Mateu Alemany pozostał nieugięty, zwłaszcza że prowadził już negocjacje z Raphinhą.
Negatywna weryfikacja rynku i pozostanie w Barcelonie
W ankiecie FCBarca.com z końcówki czerwca dotyczącej pozostania Dembélé ponad 67% Użytkowników stwierdziło, że Barça powinna starać się o zatrzymanie gracza, ale na warunkach klubu. Tylko blisko 5% chciało poprawienia oferty, a niemal 27% liczyło, że klub nie wznowi rozmów bez względu na warunki umowy. Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że władze Barcelony poszły za opinią większości. Nie zerwano stosunków z Dembélé, a 25-latek ciągle mógł liczyć na ofertę z klubu. Ostatecznie zgodził się wrócić do Blaugrany, zapewne nie mając innej alternatywy, a przynajmniej nie na tyle korzystnej, żeby zrezygnować z występów na Camp Nou. Rynek negatywnie zweryfikował wartość Dembélé (a może jego oczekiwań?), a Mateu Alemany popisowo rozegrał tę partię, umiejętnie wykorzystując zabezpieczenie w postaci Raphinhi. Sissoko mógł w tej sytuacji obawiać się, że Barça może nawet w końcu wycofać ofertę. Zapewne właśnie dlatego doszło do wolty w zachowaniu agenta, który postanowił zgodzić się na wszystko, co proponował klub.
Agent roku
Co do warunków współpracy pojawiają się rozbieżności, ponieważ niektóre źródła sugerują, że propozycja jest jeszcze niższa niż ta z grudnia i opiewa na 6 milionów euro netto + 1,5 miliona zmiennych. Gdyby okazało się to prawdą, Sissoko mógłby śmiało odebrać Złotą Parówkę dla agenta roku, ponieważ dzięki swoim wszystkim niezrozumiałym manewrom (brak elastyczności, unikanie odpowiedzi na ofertę, nierealistyczne oczekiwania, doprowadzenie do zakończenia umowy, sztuczne kreowanie zainteresowania wokół Dembélé - patrz zdjęcie niżej) mógł uzyskać podczas negocjacji niższą kwotę niż ta startowa ofertowana przez Barcelonę. To duża sztuka. Pojawiły się też jednak informacje, że Barça w ogóle nie zmieniła pierwotnej propozycji, więc kwota bazowa wynosiłaby 7,5 miliona, a w przypadku realizacji określonych celów piłkarz zarobiłby na czysto 11 milionów. Niezależnie od tego, która z wersji jest prawdziwa, Sissoko nie uzyskał kompletnie nic podczas negocjacji, a o intratnej premii z podpisania kontrakt mógł zapomnieć. I to w sytuacji, gdy jego klient miał za sobą naprawdę niezłe miesiące na boisku.
Aby sytuacja Dembélé unormowała się także poza murawą, piłkarzowi przydałoby się zmienić agenta, który zdaje się wprowadzać do jego kariery tylko chaos. Sprawa kontraktu zawodnika powinna być definitywnie rozstrzygnięta najpóźniej 30 czerwca, a tymczasem Sissoko naraził swojego klienta na śmieszność ze względu na opuszczenie klubu, a następnie powrót z podkulonym ogonem. Takie sytuacje też wpływają na ocenę zawodnika przez rynek, podobnie jak sama atmosfera niepewności, nie tylko zdrowotnej czy sportowej, ale także kontraktowej. Nie chcesz mieć u siebie gracza, który w ten czy inny sposób destabilizuje sytuację w klubie i utrudnia strategiczne planowanie.
Xavi wyprostuje Dembélé?
Nie ma wątpliwości, że w tej sytuacji pozostanie Dembélé w dużej mierze staje się odpowiedzialnością Xaviego. Trener od początku był zwolennikiem Francuza i nawet jak posadził go w styczniu na ławce, zrobił to tylko ze względu na przełożenie interesów klubu nad swoją sympatię wobec zawodnika. Media są dość zgodne, że to Xavi naciskał na zatrzymanie Dembélé. Dlatego też, jeśli coś pójdzie nie tak, szkoleniowiec może zostać tym obciążony. Dobrą wiadomością w tym kontekście jest jednak to, że pod wodzą legendarnego pomocnika Dembélé spisywał się dobrze, a Xavi będzie miał na skrzydle dryblującą alternatywę w postaci Raphinhi. Rywalizacja, a może współpraca tych graczy i układanie się gry zespołu z nimi dwoma na boisku też może być jednym z ciekawszych tematów zbliżającego się sezonu. Trzeba podchodzić do sprawy pozytywnie, skoro rzeczywistości już się nie zmieni, a Dembélé przynajmniej przez najbliższe miesiące tak czy siak zostanie w klubie.
„Moim zdaniem przy odpowiedniej pracy może być najlepszym piłkarzem na świecie na swojej pozycji. Trzeba jednak mieć wobec niego pewne wymagania. Nie mam wątpliwości, że może zrobić różnicę w Barcelonie i być światową gwiazdą. Trzeba mu w tym pomóc. Wydajność Ousmane’a zależy od niego samego i jego mentalności, a także unikania kontuzji. Uważam, że przedłużenie z nim kontraktu jest priorytetem” - powiedział Xavi po przybyciu do Barcelony w listopadzie.
Kolejny akt dramatu negocjacyjnego na horyzoncie
Jak można było zakładać, umowa Dembélé będzie obowiązywała przez dwa lata. Barcelonie daje to pewien komfort szukania kolejnych rozwiązań, nawet próby zarobienia na zawodniku w następnym letnim okienku transferowym, gdyby coś poszło nie tak i nie udało się dojść do porozumienia ws. dłuższego kontraktu. Z kolei Francuz ze swoją chytrą babą z Radomia swoim agentem zapewne będą liczyli na korzystniejsze warunki kolejnej umowy. Podpisanie porozumienia nie zapewni więc kibicom Barcelony zbyt dużo spokoju ws. Dembélé, ponieważ jeszcze w trakcie następnych rozgrywek trzeba będzie rozpocząć negocjacje. Oczywiście wszystko będzie zależało od formy sportowej skrzydłowego. Barça ma ten plus, że nie ma noża na gardle, ponieważ do dyspozycji będzie też na skrzydle Raphinha.
Mglista przyszłość
Dembélé podczas ceremonii podpisania kontraktu zapewniał, że Barcelona jest klubem jego marzeń od dzieciństwa i cały czas pozostawała jego priorytetem. Nie zamierzam Francuzowi wmawiać, co czuje, a co nie, być może rzeczywiście związanie się z klubem było jego głównym celem. Mam jednak wątpliwości, czy zostałby, gdyby nie brak lepszych ofert. Dembélé nie bez powodu odszedł 30 czerwca, a przecież od tego czasu ze strony Barcelony nic się nie zmieniło i wydaje się, że nie poprawiono oferty. Jego zaufany agent postanowił przetestować rynek, zastosować to jako element wymuszenia w negocjacjach, a ostatecznie przegrał tę wojnę nerwów, więc piłkarz wrócił na Camp Nou. W ten sposób Dembélé opuścił już tydzień przygotowań do nowego sezonu. Chęć trenowania dwa dni temu jeszcze przed podpisaniem kontraktu nie zmywa tej plamy.
Ja osobiście podchodzę do kolejnego sezonu Dembélé z dużym sceptycyzmem i po prostu będę czekał na to, co pokaże w trakcie rozgrywek. Żeby dostać tak syty kontrakt, jakiego oczekuje, musiałby wejść na poziom gracza, który znajdzie się w okolicach TOP10 walki o Złotą Piłkę. Nie mam przekonania, czy jest w stanie to zrobić po tylu latach różnych wątpliwości, nawet gdyby był w pełni zdrowy, co przecież też nie jest gwarantowane przy jego historii urazów. Chciałbym się w tej sprawie pomylić, skoro już zostaje w klubie, ale nie jest to szczególnie prawdopodobne. A może oczekiwania Dembélé staną się bardziej realistyczne, a on sam będzie po prostu wartościowym elementem zespołu? Też nie wykluczam. W przypadku Francuza nie można zresztą wykluczać kompletnie niczego.
Syn marnotrawny wrócił po krótkiej tułaczce, podczas której mógł narazić na ryzyko majętność klubu, po tym, jak latami sprawiał mu różnego rodzaju problemy. Wrócił obnażony i w pewnym sensie upokorzony po serii własnych (i agenta) błędów. Barcelona znów wyciągnęła do niego rękę, trochę jak dobry ojciec, widzący problemy syna, których nie jest on w stanie rozwiązać. Jednocześnie, jak przystało na odpowiedzialnego rodzica, klub będzie wymagać od Dembélé poprawy i stanięcia na nogi (co ma szczególne znaczenie nie tylko metaforycznie, ale i przy historii kontuzji gracza). Można się spodziewać, że Francuz otrzyma do tego odpowiednie narzędzia. Tylko od Dembélé może zależeć, czy zdoła wykorzystać kolejną szansę, czy też w zbliżającym się sezonie dostarczy kolejnych powodów do zmartwień, a wtedy jego przygoda z Dumą Katalonii zapewne definitywnie dobiegnie końca.
Komentarze (88)