- Zapytałem Oscara Grau, czy jest Bartomeu, a on odpowiada, że tak. Poprosiłem, aby go zawołał. Bartomeu przychodzi i mówi mi, że nic nie wie. To jakiś żart czy co? - to fragment zeznań byłego dyrektora La Masii Xaviego Martína, do których dostęp uzyskał portal Goal.com. Rozprawie przewodniczyła sędzia Alejandra Gil, odpowiedzialna za zbadanie sprawy Barçagate. Sprawa dotyczy zatrudnienia przez Barçę konglomeratu biznesowego Nicestream Group, którego celem było zniesławienie byłych dyrektorów klubu, byłych piłkarzy takich jak Xavi czy Carles Puyol, byłych trenerów, jak np. Pep Guardiola, kandydatów na prezydenta, biznesmenów, dziennikarzy, polityków a nawet zawodników, np. Gerarda Piqué. Ponadto dyrektorzy klubu podzielili wart ponad milion rocznie kontrakt na umowy o wartości poniżej 200 tysięcy euro, co pozwoliło uniknąć wszelkich wewnętrznych kontroli.
"Bartomeu mówił mi, że nic nie wie, a ja byłem coraz bardziej oburzony, olewali mnie"
Xavi Martín był dyrektorem La Masii w latach 2019-2021. Pod koniec 2017 roku Barça zakontraktowała grupę biznesową i obciążała różne działy kosztami poszczególnych umów, w tym La Masię, która nie rozliczała się z takich wydatków, ponieważ jej dyrektorzy nie wiedzieli o ich istnieniu. Martín zeznał, w jaki sposób zorientował się, że jego dział płaci faktury, o których nie został poinformowany. - Sześć miesięcy po moim dołączeniu do klubu miałem zaplanowane spotkanie z dyrektorem generalnym Òscarem Grau. Poprosiłem pana Xaviera Armengola, mojego kierownika finansowego w La Masii, o raport, a gdy go otrzymałem, zobaczyłem, że został przypisany koszt z firmy o nazwie Tantra Soft. Armengola powiedział mi, że nie ma o tym pojęcia. Odpowiedziałem, że nie zostało to uwzględnione w budżecie na ten sezon, ale gdy poprosiłem o raport, nagle to się pojawiło. Co ciekawe, powiedział mi, że już wcześniej pytał zarząd, dlaczego ten koszt został naliczony, i nie otrzymał odpowiedzi. Zadzwoniłem do odpowiedzialnego za to dyrektora Xaviera Vilajoany i zapytałem go, czy coś wie. On też powiedział, że nic nie wie.
Były dyrektor ośrodka szkoleniowego Blaugrany nie przestawał zadawać pytań, aby rozwiązać problem. Nie otrzymał jednak żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi, co go bardzo oburzyło. - Poszedłem do biura Óscara Grau i powiedziałem mu, że przed rozpoczęciem spotkania powinien mi wytłumaczyć, co to jest, ponieważ wszedłem na profil Tantra Soft na LinkedIn i zauważyłem, że prowadzi ją ten sam człowiek, który wypowiadał się niegdyś w programie "Què t'hi Jugues". Grau powiedział mi, że nie ma o tym pojęcia. Zapytałem go, jak to możliwe, bo przecież dyrektor generalny musi wiedzieć, co to za faktury i dlaczego obciążają La Masię. Bardzo mnie to martwi, ponieważ czuję się oszukany, oczerniony i sponiewierany przez ludzi, do których miałem zaufanie, jak np. Bartomeu. Zapytałem więc Grau, czy jest Bartomeu, a on odpowiedział, że tak. Poprosiłem, aby go zawołał. Prezydent przyszedł i stwierdził, że nic nie wie. Zapytałem, czy to jakiś żart. Powiedziałem mu, co widziałem na LinkedIn. Odpowiedział mi, że widać, że byłem dyrektorem ds. komunikacji, bo udało mi się to znaleźć. Odparłem, że nie trzeba być do tego Einsteinem. Bartomeu mówił, że nic nie wie, a ja byłem coraz bardziej oburzony. Olewali mnie. Powiedziałem im, że absolutnie nie zgadzam się na obciążanie tym mojego konta operacyjnego - zakończył Xavi Martin.
"Nie przestrzegano standardowych procedur zawierania umów, nic nie było przejrzyste"
Guillem Graell, pełniący przez pięć lat funkcję dyrektora marki Barcelony, również zeznawał w poniedziałek. Jako szef swojego działu był jedną z osób odpowiedzialnych za podpisywanie umów z grupą Nicestream. Jaume Masferrer, prawa ręka prezydenta Bartomeu, wobec którego także toczy się śledztwo w sprawie nielojalnej administracji i korupcji, nie mógł być częścią tego procesu, ponieważ nie był wtedy zatrudniony przez klub. Pod koniec 2017 roku Masferrer był doradcą zewnętrznym. To właśnie z tego powodu Graell został poproszony o bycie promotorem jednej z umów, co sprawiło, że poczuł się bardzo niekomfortowo w związku z procedurami, za pomocą których zawierano umowy. - Kontrakty wyglądały tak, jakby były sporządzone już wcześniej - oświadczył Graell.
Były dyrektor przyznał, że w 2018 roku powiedział dyrektorowi generalnemu klubu Óscarowi Grau, że odczuwał pewien dyskomfort, ponieważ był to dosyć nietypowy proces. - Grau poinformował mnie, że to musi się udać, ponieważ była to decyzja prezydenta, a projekt prowadzony był przez pana Masferrera - zeznał Graell. W ten sposób miał podpisać część dokumentów, będąc przekonanym, że celem umowy jest jedynie monitorowanie mediów społecznościowych, czyli "nasłuchiwanie", co ludzie mówią o klubie. - Usługa monitoringu musi być obecna w takim klubie jak Barca. Nie mam co do tego wątpliwości - stwierdził były dyrektor. Proces ten był jednak szczególny. Graell nigdy wcześniej nie widział podobnej formy kontraktowania. - To, co sprawiło, że poczułem się bardzo nieswojo, to fakt, że nie zostało to zrobione zgodnie ze standardowymi procedurami wewnętrznymi, czyli nie ogłoszono przetargu i nie porównano ofert. Nie zrobiono tego w absolutnie przejrzysty sposób, tak jak w przypadku pozostałych kontraktów, które widziałem w FC Barcelonie - podsumował.
"Profile miały na celu uciszenie krytyki, ale kiedy na przykład atakowano Ernesto Valverde, przemawiały one w jego obronie"
Zgodnie z zeznaniami byłego pracownika I3 Ventures, firma ta była odpowiedzialna za tworzenie profili i wydawanie komunikatów na portalach społecznościowych w celu promowania wizerunku zarządu, któremu przewodniczył Bartomeu i uciszenia krytyków z jego otoczenia. Potwierdził to także pracownik filii Nicestream w Barcelonie. - Prowadziłem strony na Facebooku i profile na Twitterze. Powstawały profile z przypadkowymi nazwiskami i zdjęciami. Te konta były poświęcone mówieniu o Barçy i podkreślaniu tego, co Barça zrobiła - wyjaśnił pracownik Nicestream, a zapytany o to, czy profile miały również na celu uciszenie krytyki skierowanej w prezydenta, przyznał, że to również było ich zadaniem. - Tak, oczywiście, ale kiedy na przykład krytykowano Ernesto Valverde, te konta przemawiały w jego obronie. Jeśli atakujesz Valverde, to atakujesz Barçę - przyznał. Prawnik Barcelony poprosił go o rozpoznanie niektórych kont, które były prowadzone w ramach współpracy z I3Ventures. Wymienił cztery z nich, ale jeszcze inny pracownik potwierdził tylko dwa: "Sergio Rodríguez" i "Goku Emprenyat".
Na Facebooku nakazano publikowanie wiadomości korzystnych dla Barcelony, a co za tym idzie, korzystnych dla zarządu klubu. Jednak gdy ktoś skrytykował Bartomeu, któregoś z członków zarządu lub trenera, te strony na to reagowały. - Jeśli ktoś atakował Barçę, na przykład Joan Laporta, albo gdy pojawiały się kontrowersje, to takie wiadomości były publikowane - powiedział pracownik I3Ventures. Klubowy prawnik zapytał, kto decydował o tym, komu odpowiedzieć, albo kogo uciszyć. - Czasami otrzymywaliśmy wiadomości bezpośrednio od Carlosa Ibáñeza, Míchelle Seixasa czy Masferrera albo po prostu sami o tym decydowaliśmy - odpowiedział jeden ze świadków.
Komentarze (7)